Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Zupa z granatów - Marsha Mehran
Tekst alternatywny



Zupa z granatów - Marsha Mehran
Przełożyła Jolanta Kozak
Seria z Miotłą
Wydawnictwo W.A.B. , 2008 , 294 strony
Literatura amerykańska



Talent malarski to dar, który posiadają wybrani. Dzięki nim nie muszę malować sama sobie obrazów, żeby karmić się ich pięknem czy delektować światłocieniem. Niestety, ze sztuką kulinarną jest inaczej, a skutki tworzenia przez dyletantów czegoś do zjedzenia prowadzą do katastrofy. Jestem jednym z nich.
Takiemu amatorowi jak ja dać do ręki Zupę z granatów to wyposażyć dziecko w granat bojowy. Było nerwowo i niebezpiecznie, bo Polak jak głodny to zły. W kuchni pobojowisko. Droga tapczan-szafki kuchenne-lodówka oznaczona jak ścieżka wojenna resztkami jedzenia, noszonego w pośpiechu podczas kolejnego kursu z talerzykiem, a czasami i bez, bo w zębach i w garści. A kursów było jak na pętli tramwajowej w godzinach szczytu.
Zaczęło się od tego, że byłam głodna, a książka była głównie o jedzeniu. Przepis gonił przepis, a jeden apetyczniejszy, ciekawszy i bardziej egzotyczny od drugiego, które wyczarowywały trzy siostry, uciekinierki z Iranu w swojej Cafe Babilon. Najgorsze było to, że nie mogłam pozachwycać się fizycznie ich różnorodnym zapachem, subtelnością smaków i kontrastem barw. Mogłam sobie tylko popatrzeć jak Pascal gotuje, a potem te cudeńka zjada z gośćmi. O nie! Niedoczekanie wasze! Postanowiłam sama sobie ugotować. No choćby taką zupę z czerwonej soczewicy. Żaden problem! No może poza tym, że nie miałam ziaren czarnuszki, o soczewicy i to czerwonej, już nie wspominając. Podobno niezbywalnego i podstawowego składnika. Bez niego ani rusz. Nie szkodzi, bo wśród składników wypatrzyłam głodnymi oczami rosół z kury. Aaaaa to miałam. Z proszku sobie zrobiłam. Może to nawet koło zupy z soczewicy nie leżało, ale zupą było i to błyskawiczną i też smaczną. No, ale po tym wodospadzie zaczęło mi chlupotać w żołądku. Pomyślałam, że przydałoby się wrzucić coś treściwego do tego jeziorka. Dolme - gołąbki, które zaserwowały siostry były jak znalazł. Tylko skąd ja miałam wziąć do ich przyrządzenia jagnięcinę?! Nieważne, w lodówce znalazłam mięso i to gotowe do zjedzenia, bo w postaci kabanosa. Wtrząchnęłam, żeby przestało chlupotać. Wprawdzie przestało, ale zachciało się słodkiego, bo na kolejnej stronie siostry pokazywały sposób przyrządzania słodkich gusz-e fil – słoniowych uszu czy bakławy. Cokolwiek miałoby to znaczyć, chciałam tego. Natychmiast! No tak, ale wody różanej to ja nie znalazłam w mojej polskiej kuchni. Znalazłam za to czekoladę z orzechami. Też słodkie, a orzechy jak najbardziej egzotyczne. Ledwo zjadłam, a już pić mi się zachciało, bo siostry podsuwały mi kolejny przepis na dugh - napój jogurtowy. Tylko skąd ja wezmę świeżej mięty? Taaak, chciałam kupić w doniczce, ale koleżanka spojrzała z ukosa, że co ja tam będę kupować, skoro ona przyniesie mi ze swojego ogródka za darmo. Przynosi do dziś. O żesz ty... resztę myśli zmęłłam w ustach. Na szczęście w lodówce stał kuzyn jogurtu – kefir. Popijając go, z uśmiechem Kota z Cheshire na twarzy, dokończyłam powieść.
No, same korzyści z tej książki. Jadłam bardzo orientalne potrawy (nie ma to jak siła wyobraźni i trochę inwencji), zrobiłam inwentaryzację w kuchni i wyjadłam resztki z lodówki (hurra!! można iść na zakupy).
No, może prawie same korzyści. Bo jak sobie wyobraziłam, co ja do tego szklanego naczynia Marioli Bojarskiej z programu Agentka do zadań specjalnych dla łakomych dziewczynek wrzuciłam, to zrobiło mi się bardzo bardzo niedobrze i musiałam pić bardzo bardzo tradycyjny napar z mięty, z bardzo bardzo polskiego Herbapolu.
Zawsze powtarzałam, powtarzam i będę powtarzać, że ja tylko pięknie jem i czytam, a smacznie gotują kucharze i pasjonaci gotowania. Tacy jak zemfiroczka. Przeczytała książkę i ugotowała zupę z granatów.


Zupa z granatów [Marsha Mehran]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

sobota, 25 lipca 2009, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/07/25 13:55:01
ha ha świetnie napisane! :-) ... jeść mi się zachciało!
-
2009/07/25 14:54:22
To mi smaka narobiłaś ;-) i na ksiązkę i na potrawy :)
-
2009/07/25 15:28:10
moni-libri - uprzedzano mnie, że należy te książkę czytać najedzonym, niestety nie posłuchałam

aklat - jeśli lubisz gotować to będzie podwójna korzyść z przeczytania jej
-
2009/07/25 15:29:46
a ja dzisiaj gotowałam fesendżun ze strony 217, też z sokiem z granatów, śmiesznie
-
2009/07/25 15:40:54
zefi-rynna - jakie było w smaku i czym się różniło od "normalnego" kurczaka w sosie?
-
2009/07/25 16:14:06
ten sos orzechowo-granatowy różni się w smaku od wszystkiego co jadłam - ma kwaśność, słodycz i lekką gorycz ze skórek włoskich orzechów
sos był dobry ale mi kurczak niezbyt smakował, następnym razem dam jakieś ciemne tłustsze mięso
-
2009/07/25 20:48:14
Granatu nie lubię, więc i potrawka mi nie przypadnie do smaku ;]
-
2009/07/25 21:37:24
Świetny tekst, idę coś wtrząchnąć, a później będę szukał okazji do zdobycia książki :D
Bazyl
-
2009/07/25 21:42:56
Bazyl z tym wtrząchaniem nie przedobrzyj, bo trzeba będzie miętę pić.:))
-
2009/07/27 17:37:35
Jak czytałam tę książkę i zawarte w niej przepisy również miałam nieprzepartą chęć posmakowania tych egzotycznych rarytasów, chociażby ociupinkę. Niektóre przepisy sobie zapisałam. Może kiedyś znajdę czas i jakiś wypróbuję?:)
-
2009/07/28 12:03:22
Też zapisałam przepis na słoniowe uszy, czekam na natchnienie do gotowania!
-
2009/07/29 17:25:26
Paulina654 i agnes_plus - mam nadzieje, że wam się uda, ja spasowałam.:))
-
2014/11/11 12:20:30
Cudna recenzja! Że też nie trafiłam wcześniej na ten wspaniały blog i też dopiero niedawno odkryłam kulinarny realizm magiczny, i nie tylko w swojej kuchni:), ale w "Przepiórkach w płatkach róży" czy w "Zupie z granatów":) Może w tej ostatniej realizmu magicznego jest mniej, ale za to odkryłam, że potrawy przyrządzane są tam wg 5 przemian (żywiołów Ziemi-Ognia-Metalu-Wody), co dla mnie, praktykującej na co dzień tę magię, jest bardzo motywujące. Zainspirowana tymi książkami zaczęłam tworzyć własne przysmaki. Po lekturze "Płatków..." stworzyłam prościutki przepis na nasze polskie realia, więc zapraszam na przystawkę ze śliwek suszonych i cebulki smażonej w literaturze pięknej: margomaga.blogspot.com/2014/11/prosta-i-oryginalna-przystawka-do.html
Serdecznie pozdrawiaM
-
2014/11/11 20:17:10
margolencja - Podziwiam mistrzów wyczarowujących cuda w kuchni, może dlatego, że nigdy nie osiągnę tych szczytów, ale jeść lubię. Przejrzałam twój blog i jest troszkę inny niż pozostałe, bo podbudowany szerszą wiedzą. Życzę wytrwałości. :)
Blogi