Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Nazywam się Czerwień – Orhan Pamuk
Tekst alternatywny



Nazywam się Czerwień – Orhan Pamuk
Przełożyła Danuta Chmielowska
Wydawnictwo Literackie , 2007 , 593 stron
Literatura turecka



W ciekawy wątek kryminalny i irytujący wątek miłosny, autor wprowadził mnie w fascynujący świat dziejów miniatury tureckiej. Moja wiedza na ten temat była tak mała, że aż obraźliwa, a prorocze słowa jednego z bohaterów, że Po upływie stuleci oglądający świat przedstawiony na naszych ilustracjach niczego nie zrozumieją. Pragnący przyjrzeć się im uważniej, lecz pozbawieni cierpliwości (i dodam od siebie – wiedzy) nigdy tak naprawdę nie odnajdą sensu tych miniatur, dotyczyły właśnie mnie.
Oglądane przeze mnie, zupełnie przypadkowo, miniatury arabskie, odbierałam jako prymitywne, płaskie, wykonane niemalże ręką dziecka.
O mojażesz ignorancjo!
One musiały być właśnie takie, a ich forma była podyktowana zasadami religijnymi. Miniatura nie istniała samodzielnie jako obraz, była tylko ilustracją tekstu w manuskrypcie. Brak perspektywy w rysunku, linii horyzontu był boskim widzeniem świata, w którym nikt i nic nie zajmował centralnego miejsca. Złamanie tych reguł było równoznaczne z zaprzeczeniem boskiej jedyności. Tylko Bóg mógł tworzyć, a człowiek jedynie odtwarzać jego dzieła. Sam styl iluminacji był stały, wręcz szablonowy, dopóki istniał warsztat go tworzący. Na jego czele stał mistrz, potem kilku starszych, najbardziej utalentowanych uczniów, a za nimi uczący się adepci tej sztuki. Wiedzę zdobywali od dziecka przez całe życie, często przy pomocy pięści lub kija, aby diabeł lenistwa odrodził się jako dżin inspiracji. Rysunków nie wolno było podpisywać, ponieważ były efektem pracy kilku osób. O ich pochodzeniu świadczył styl danego warsztatu i jego mistrza, na który pracował cały zespół. Talent miniaturzysty nie był najważniejszym w iluminacji. Równie ważna była jego moralność gwarantująca zachowanie reguł sztuki ilustracji. O jego mistrzostwie przede wszystkim decydowała umiejętność przedstawiania emocji w danej scenie, nie poprzez przedmioty, rośliny, zwierzęta czy ludzi. To precyzja i ilość szczegółów wyrażała cierpliwość i gorliwość, intensywność i dobór barw – miłość i gniew, subtelność kreski – tęsknotę czy smutek. Sława twórców była ograniczona, bo iluminacje były zamawiane przez sułtanów, szachów i paszów, do których dostęp mieli nieliczni i przemijała tak szybko, jak szybko ulegały zapomnieniu lub zniszczeniu manuskrypty. Ich jedyną nagrodą była ślepota jako boskie uznanie talentu.
Dobrze znać Leonardo da Vinci i dobrze wiedzieć kim byli mistrzowie z Heratu tak pięknie przedstawiający miłość Chosrowa do Szirin. Przeglądając galerię miniatur arabskich, widzę to piękno w szczegółach, w kresce, w barwach i jednocześnie w ogromnym szacunku wobec Boga.


Nazywam się Czerwień [Orhan Pamuk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

piątek, 04 września 2009, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/09/04 22:03:21
ciekawie piszesz
pozdrowienia :)
-
2009/09/04 22:12:32
myosotis93 - cieszę się, że nie zanudzam, bo książka taka nie była przynajmniej w treści historycznej.
-
2009/09/05 11:31:25
rany a ja nie przebrnełam. Kompletnie nie moje klimaty jakoś.. :)
-
2009/09/05 14:06:47
2lewastrona - tak,czytałam twoje wrażenia na jej temat i pomyślałam sobie wtedy, jak ja ją odbiorę.:))
-
2009/09/10 11:49:04
O tych miniaturach, o procesie ich tworzenia, o sposobie patrzenia na świat itd. mogłabym czytać chyba w nieskończoność. Jest w tym coś prawdziwie fascynującego.
-
2009/09/10 21:16:20
naturegirl - jeśli opisane jest to tak jak podał czytelnikowi Orhan Pamuk.:))
-
2009/09/13 10:06:59
Pięknie opisałaś proces tworzenia miniatur - dla nas, Europejczyków jest to rzeczywiście zagadnienie nieznane (dla mnie też było), ale i trudno się temu dziwić.
-
2009/09/13 13:03:29
joly_fh - dobrze, że są takie książki, w których autorzy przemycają i przybliżają nam swoją kulturę. Po książkę popularnonaukową o miniaturach na pewno bym nie sięgnęła.:))
Blogi