Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Tylko nie życz mi spełnienia marzeń – Anna Strzelec



Tylko nie życz mi spełnienia marzeń – Anna Strzelec
Wydawnictwo E-bookowo , 2009 , 166 stron
Literatura polska



Nigdy nie czytałam książki w wydaniu elektronicznym. Do tej pory, do tej powieści, która zjawiła się z pozą wyzwania i zapytaniem: Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?
Nie zastanawiałam się długo. Lubiąc nowe doświadczenia zareagowałam odruchowo czyli szybko, konkretnie i cała na tak. Wszystko jest dla ludzi skoro znam fankę wampirów, która „Zmierzch” Stephanie Meyer przeczytała w telefonie komórkowym. 368 stron w malutkim ekraniku!
Zaczęło się jak orka na ugorze, mimo, że miałam ekran jak w kinie w porównaniu z telefonicznym. Trzy podejścia, w których nie dotarłam dalej niż do trzeciej strony. Wszystko mi przeszkadzało, a konkretnie brakowało przyzwyczajeń: ulubionej pozycji, herbaty po prawej stronie i chipsów bananowych po lewej, wygody przerwania w dowolnym momencie bez troski o losy włączonego komputera. Zawzięłam się jednak. Zwłaszcza, że kolejne spotkania z Hanną, główną bohaterką wspomnień, pozostawiały niedosyt. Czułam się winna, że pozwalam jej na rozpoczęcie opowieści, a potem zostawiam ją samą, zawiedzioną, wiedząc, że chce się ze mną podzielić tak bardzo osobistymi marzeniami, o które tak często pytam ludzi z różnym skutkiem.
Bałam się trochę, że forma wydania i zmagania z nowymi jej wymaganiami, mogą wpłynąć na odbiór treści, ale dobry tekst obronił się sam. Nie zauważyłam momentu, w którym zamarłam wsłuchana w koleje jej losu, zatopiłam się w opowieść Hanny o jej marzeniach, a właściwie o jednym, dla niektórych bardzo prozaicznym, zwyczajnym, a którego spełnienia pragnie większość kobiet: być szczęśliwą u boku mężczyzny, z którym można się zestarzeć tworząc enklawę szczęścia dla dzieci.
Tak niewiele, a zarazem tak dużo, bo kiedy Hanna ma nadzieję, że jest, nareszcie, spełnia się, na jej oczach, to szczęście, zaczyna niespodziewanie spalać się słomianym ogniem, pozostawiając w dłoniach zimny popiół, rozczarowanie, zawód i żal.
Więc może lepiej nie życzyć sobie ich spełnienia, skoro są tak złudne, kruche, ulotne i pozostawiają po sobie ból? Może lepiej pozostać przy niespełnionych marzeniach, dających nadzieję i radość oczekiwania na ich realizację, bez ryzyka, że się rozpuszczą w rwącym nurcie rzeki życia jak tyle poprzednich?
Byłoby to trochę smutne i ten smutek czułam we wspomnieniach, przebijający się uporczywie przez wszystkie radosne chwile w życiu Hanny. Był jak piętno odciśnięty na duszy kobiety, szczęśliwie smutnej i radosnej przez łzy. Zwłaszcza, że opowieść kończy się w zawieszeniu, niedokończeniu, w oczekiwaniu na kolejny cios od życia.
Mam ochotę zaprotestować, zaprzeczyć i przypomnieć słowa Jędrka, znajomego Hanny: wspomnienia są jak album ze zdjęciami, każdy je ma, ale wybieramy tylko te najlepsze. I niech tak zostanie, bo warto żyć chociażby dla tych dobrych chwil, pielęgnować je i marzyć, koniecznie marzyć życząc sobie ich spełnienia, by móc zebrać jeszcze więcej dobrych, przyjemnych , niepowtarzalnych chwil do życiowego albumu.
Anna Strzelec pisze również wiersze. Jeden z nich, umieszczony w tekście, mistrzowsko oddaje nastrój i atmosferę całej opowieści.

Zabierz mnie na pachnącą trawę
wśród kwiatów niebieskich połóż
niech nie istnieje ani wczoraj ani jutro
niech słońce wschodzi amarantowo nad naszym oknem.
Niech spadają gwiazdy
i jak niespełnione marzenia
utoną w wodzie wielkiej rzeki...

To niesamowite jak dwie, skrajnie różne formy literackie, tak różne objętościowo, mogą wyrazić to samo.Mam wrażenie, że dla autorki książki nie ma znaczenia, którą formę wybierze, żeby zamknąć w słowach emocje. Irytuje mnie tylko w jej prozie nadużywanie zdrobnień rzeczowników. Tę skłonność zauważyłam również u Moniki Szwai w „Jestem nudziarą”. Ma to uzasadnienie, jeśli jest to cecha konkretnej postaci w powieści, ale gdy narratorem jest jedna osoba, nadmierna infantylizacja słów razi.
A wiersz?
Nie zgadzam się z jego przesłaniem. Nie, nie i jeszcze raz nie! Nie da się zatrzymać chwili, z natury trwającej jedno mgnienie, ale można pozwolić spadającej gwieździe wykorzystać jej potencjał, bo spełnianie marzeń to nadzieja na kolejne szczęście. Bez nadziei nie da się żyć.
Życzmy sobie więc szerokim gestem, w nadchodzącym czasie składania życzeń pod choinką, jak najczęstszego spełniania się ich. Tych małych i tych dużych, nieśmiałych i tych snutych z rozmachem. I nawet jeśli nas poranią, zbierzmy to co pozostało z nich najpiękniejszego i cieszmy się, że dane było nam je przeżyć. Czego życzę sobie , Hannie, wszystkim czytającym i całemu światu.

Tylko nie życz mi spełnienia marzeń [Anna Strzelec]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

kobieta

Kontynuację losów Hanny mogłam sobie podczytywać przed ukazaniem się dalszej części wspomnień na blogu autorskim pisarki

środa, 23 grudnia 2009, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/12/25 16:22:22
Spokojnych, pięknych i rodzinnych Świąt!
-
2009/12/30 06:23:32
Serdecznie dziękuję:) wyłowiłam jedno, osuszyłam przy kominku, już uśmiecha się do mnie... a jutro wieczorem, przy pełni księżyca utrwalę wróżbą z wosku...:)
-
2009/12/30 11:34:07
Wszystkiego dobrego pani Anno na ten nadchodzący Nowy Rok.:)
-
2009/12/30 20:42:32
Dziękując, łączę wiele sylwestrowo- noworocznych serdeczności :)
Blogi