Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Milion małych kawałków – James Frey

Milion małych kawałków – James Frey
Przełożył Patryk Gołębiowski
Wydawnictwo G+J Polska , 2006 , 518 stron
Seria Demony
Literatura amerykańska


Któregoś wiosennego dnia, czekając ze znajomym na autobus, wyjął on ze swojej przepastnej torby właśnie tę książkę i pokazał mi ją - sprawczynię jego ostatnich zauroczeń czytelniczych. Nie miałam ochoty na kolejną jękliwą historię z tematyki uzależnień. Byłam już po lekturze kilkunastu tytułów z ugruntowanym przekonaniem, że już wszystko wiem, wszystko pojęłam i zrozumiałam. Jednak podczas kolejnych spotkań, książka ta stała się jednym ze stałych naszych tematów, wychylając się zza innych , podskakując i krzycząc: Halo! Tutaj jestem! Ignorowałam temat, książkę i upór znajomego, aż do tego roku. Dostarczył mi ją do rąk własnych z przykazaniem, że muszę, że koniecznie i nieodwołalnie, i to w ciągu dwóch tygodni, bo wyjeżdża na długo!
Wzięłam, przeczytałam i...
James, bohater a zarazem autor książki, który w wieku 23 lat jako Narkoman, Alkoholik i Przestępca (tak się określał), mając na koncie 22 strony wykroczeń i przestępstw, ścigany w trzech amerykańskich stanach, poddał się leczeniu w ośrodku odwykowym, pokazując mi czym jest nałóg, ból i odpowiedzialność. Swojej historii nie ubarwiał przymiotnikami, nie przerysowywał, nie szukał metafor, aby przybliżyć swój świat. Opisywał go prostym językiem, w krótkich zdaniach, w ich równoważnikach, w pojedynczych wyrazach, bez ozdobników, przyjmujących czasami formę migajacego strumienia świadomości.

 

text

 

 

Wypowiadane przez niego ascetyczne zdania i pojedyncze słowa nabierały dla mnie pierwotnego znaczenia, zagubionego przeze mnie w barokowym stylu czytanych powieści, dla którego podkreślenia powielał je dwukrotnie, czterokrotnie i więcej, a dla wyrażenia wzmożonego natężenia emocji lub treści powiększał lub pogrubiał czcionkę.

 

text

 

 

To dla mnie pierwszy uzależniony podważający dotychczasowy, naukowy pogląd podejścia o przyczynach uzależnień, twierdząc, że ich źródłem nie jest defekt genetyczny i utrzymując, że jest ofiarą tylko i wyłącznie samego siebie. Samo uzależnienie nie jest też chorobą, ale procesem decyzyjnym człowieka, który wymknąwszy się spod kontroli, staje się nałogiem. Wmawianie ludziom, że nałóg to choroba, według niego, jest zrzucaniem winy braku odpowiedzialności na kogoś lub na coś. Jest w tym poglądzie bezwzględny, bezkompromisowy i konsekwentny wobec psychologii i medycyny, udowadniając mi to na każdym etapie wychodzenia z nałogu, uczenia się na nowo odpowiedzialności i podejmowania decyzji. Piekielnie trudnej walki z wewnętrzną Furią, kombinacją gniewu, wściekłości i strasznego bólu, która towarzyszyła mu od zawsze, a którą zabijał w sobie systematycznie już jako kilkulatek. Furię, którą karmił w następnych latach każdym chemicznym świństwem mogącym ją nasycić, a która cały czas krzyczała, wyła o jeszcze i o więcej. Furia, która w okresie odwyku, karmiona mogła być tylko innym bólem. Fizycznym bólem autoagresji. Scena zrywania paznokcia u nogi przekroczyła mój próg empatii. Nie byłam w stanie przeczytać tego fragmentu. Świadomie go opuszczając, uzmysłowiłam sobie, że skoro nie jestem w stanie przeczytać OPISU bólu, to nie pojmę ogromu bólu wewnętrznego. Nigdy. Udowodnił mi, że nic nie wiem. Obalił moją pewność, że wiem wszystko na ten temat.
Spokorniałam.
Od tego momentu stałam z boku jako obserwator, wiedząc, ze moje zaangażowanie emocjonalne w jego opowieść jest niepotrzebne. Mogłam tylko przyglądać się jego zmaganiom z wewnętrznymi demonami i powtarzać jak mantrę: wiem, że nic nie wiem.
Ta książka, pomimo mrocznego ciężaru życia, jest również jedną z najpiękniejszych opowieści o miłości w świecie brudu. Tej najczystszej, duchowej, bez spełnienia fizycznego, gotowej do poświęceń, która nie miała prawa się zdarzyć Narkomanowi, Alkoholikowi i Przestępcy i Narkomance, Prostytutce.
Opowieść, która mnie bolała i wzruszała, i którą będę jako pierwszą wskazywać innym do przeczytania z tej tematyki, ze wskazaniem na pokorne nastawienie: wiem, że nic nie wiem, by dopiero potem móc czytać resztę.

 

 

 

Tutaj obejrzałam adaptację fragmentu powieści, a dokładnie początek, moment przyjęcia James'a do kliniki odwykowej.
wtorek, 06 kwietnia 2010, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/04/06 11:37:16
O, nie miałam pojęcia, że książka została sfilmowana! Mną też ona wstrząsnęła, mimo tego, że przecież wcześniej czytałam o ćpunach, później z resztą też, ale ta pozycja była najszczersza, najprawdziwsza. Polecam Ci bardzo drugą część, czyli "Mój przyjaciel Leonard".
-
2010/04/06 12:59:31
izusr - Właśnie nie bardzo wiem czy to jest film pełnometrażowy, chociaż widziałam więcej jego urywków, dlatego określiłam ten fragment jako adaptację. Słyszałam o jej kontynuacji i będę polować.:)
-
2010/04/06 13:01:50
wczoraj właśnie zaczęłam to czytać :)
-
2010/04/06 13:47:21
Już tak długo jest na mojej liście do przeczytania...
Zamawiam w bibliotece. Już dłużej nie wytrzymam :)
-
2010/04/06 18:33:47
duszyszept - Po przeczytaniu, zajrzyj tutaj i podziel się wrażeniami. Jestem ich ciekawa.:)

m.tucha - Ty zamów pierwszą część, a ja będę szukać drugiej.:))

-
2010/04/09 21:21:36
Szczerze mówiąc też wydawało mi się, że już mam lektury spod tego znaku za sobą... Jako wczesna nastolatka przeczytałam większość dostępnych mi tytułów o narkotykowo-uzależnieniowej tematyce i pomyślałam, że wystarczy mi na całe życie. Nie dlatego nawet, żebym czuła się znawczynią tematu, tylko książki te obciążały mnie mocno psychicznie a nie przedstawiały już sobą nic nowego... Na studiach temat wrócił, bo robiłam (i wciąż robię) tłumaczenia dla ośrodka profilaktyki i terapii uzależnień, jestem więc przesiąknięta teoriami medycznymi na temat uzależnień, więc burząca je książka powinna mnie zaciekawić... Bo Twoja recenzja niezwykle mi się podoba. Z drugiej strony jakoś w samym życiu wiele tego tematu (na szczęście z trzeciej ręki i niemal wyłącznie zawodowo) się przewija i chyba lektura tej pozycji będzie musiała poczekać na inne czasy...
Pozdrawiam sercdecznie!
-
2010/04/10 12:23:35
mandzuria23 - Tak, autor całkowicie odrzuca teorię, że nałóg to choroba i odrzuca całkowicie metody leczenia. "Leczy się" sam i co ciekawe skutecznie. To daje do myślenia.
Jeśli kiedyś, kiedy trochę "odpoczniesz" od tej tematyki i napotkasz ten tytuł to polecam.:)
-
Gość: Marikaaa, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/08/09 10:33:05
Ta książka jest niesamowita ! .
polecam ! . wszystkim :D
Blogi