Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Prostowanie węża – Bartłomiej Butlewski

Prostowanie węża: powieść obyczajowa (tylko dla dorosłych) – Bartłomiej Butlewski
Wydawca Stowarzyszenie BOSIP , 2010 , 743 strony
Literatura polska


Onegdaj (że użyję ulubionego słowa narratora o czym napiszę później) postulowałam w otwartym liście do Jacka Dehnela o niemarnowanie talentu na opowiadania i napisanie powieści obyczajowej na miarę panoramy. Prośba została spełniona, w zupełności i aż nadto, piórem Bartłomieja Butlewskiego, ale obwarowana zasiekami umyślnie utrudniającymi mi dostęp do jej treści. Najpierw kontrastowymi, krzykliwymi barwami, które w świecie zwierząt często pełnią rolę zniechęcającą i ostrzegającą przed niebezpieczeństwem. Potem czerwoną kropą w prawym, górnym rogu okładki z napisem „dozwolone od lat osiemnastu”. Następnie zniechęcającym listem od autora umieszczonym na końcu książki, a pełniącym rolę sita, na którego dnie ma zostać wyselekcjonowany czytelnik intelektualnie dojrzały i koniecznie myślący. Również nieśmiały, obok tak niewinnego określenia „obyczajowa”, dopisek w nawiasach „tylko dla dorosłych”. By zakończyć te zasieki zaporową ceną siedemdziesięciu złotych bez jednego grosza. Pokonałam je wszystkie, przyznając wręcz, że podziałały na mnie jak płachta na byka. Im trudniej tym ciekawiej. Nie przejęłam się także uwagą, że powieść obfituje w mnóstwo słów niezrozumiałych dla przeciętnego czytelnika. W obyczajowej? A jakież w niej mogą być niezrozumiałe pojęcia? Przecież to nie książka popularnonaukowa! Co może być w niej trudnego do zrozumienia, że autor nakazuje mi zaopatrzyć się w aż słowniki?
No może! Już po kilkudziesięciu stronach zaopatrzyłam się w dwa: języka polskiego oraz wyrazów obcych i trudnych.
Powieść zaczyna się sceną rozstania dwojga kochanków tuż po akcie miłosnym. Smutną, przepełnioną tęsknotą i rozpaczą mężczyzny za wychodzącą z mieszkania kobietą. Dobry pretekst, by zaciekawić mnie kim oni są, co się stało i dlaczego?

 

 

 

Chciałam poznać całą tę wyżej pokazaną rodzinę, do której oboje należeli i związane z nią towarzysko lub zawodowo osoby. Wydarzenia będące ich udziałem, doprowadzające do początkowej sceny, relacje oficjalne między nimi, wzajemne wyobrażenia o sobie tak bardzo odbiegające od tych skrywanych, osobistych, strzeżone tajemnice rodzinne, analizowane poglądy na wszystko co niesie ze sobą życie społeczne. Zarówno te dotyczące zagadnień szeroko dyskutowanych jak eutanazja, edukacja, wychowanie seksualne, demokracja, prawa konstytucyjne niepełnosprawnych, jak i te drobne, irytujące na co dzień: wyższość konwenansów nad normami moralnymi czy przydrożne krzyże i ołtarzyki budowane w miejscu wypadku. A wszystko opowiedziane głosem narratora-intelektualisty, dodatkowo ponadprzeciętnie elokwentnego z manierą oratorską. Budujący zdania długie, wielokrotnie złożone na kilka wersów. Z upodobaniem do zwrotów sprzed wieku typu: dyscypuł, atoli, acz, naonczas, wszelako czy wonczas. Do tego z licznymi wtrąceniami z języków obcych jak ergo, clou, de facto, ad hoc, passe partout czy bodyguard. I jakby tego było mało, ze słowami, które poza środowiskiem naukowym nie mają prawa bytu w języku kolokwialnym: sedacja, prokrastynacja, ekspiracja, egeria czy eutrofia. A to tylko kilka skromnych przykładów. I co ciekawe. W ogóle mi to nie przeszkadzało. Nawet, jeśli musiałam posiłkować się którymś słownikiem. Ten piękny, napuszony język musiał taki być. Odzwierciedlał tę pożądaną przez społeczeństwo powierzchnię życia opisywanej rodziny. Pokazywał gładki, słodki lukier w okrągłych, uczonych słowach, pod którym kryła się warstwa spodnia. Ciemna strona życia, z kroplą dziegciu (a nawet łyżką) w tej beczce miodu. Wręcz tak mroczną, że jestem zmuszona wprowadzić wzorem autora, cenzurę moich wrażeń w postaci znaczka z okładki.

 

 

 

Drugie życie rodziny, które miało decydujący wpływ na jej dzieje i trwałość, toczyło się za zamkniętymi drzwiami i to niekoniecznie w sypialni, a które mogłam zobaczyć przez dziurkę od klucza ewentualnie spoza zasłaniających mi widok krzaków. Że podglądałam? Posłużę się argumentem narratora: kto bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem! Wpadki ciążowe, łapanie męża na dziecko czy posiadanie kochanka to już właściwie norma i tym akurat narrator mnie nie zaskoczył. Ale wiwisekcja życia seksualnego bez zahamowań każdego z bohaterów, gdzie rozważania na inny temat stawały się dygresjami, a nie kanwą powieści, trochę mnie zaskoczyła. A właściwie odwaga pisania o tym i to w ogromnym zbliżeniu, bez cenzury. Miałam wrażenie, że rodziną głównie kieruje jedna z największych namiętności człowieka jaką jest seks, niekoniecznie w połączeniu z miłością, która staje się wiodącym bohaterem jej życia, ważniejszym czasami od tego ostatniego. Wcielającej zasadę każdy z każdym (w dowolnym miejscu na łodzi, w kuchni, w ogrodzie, w pracy) i że nic co ludzkie nie jest im obce: oral, petting, anal, fellatio, pissing, soft sadomaso, gwałt, biseksualizm a nawet pedofilia i kazirodztwo. Boga nie ma, jest seks, a HIV gratis! Tylko, że o tym ostatnim narrator nie wspomniał. Nie mógł. Tak, jak nie zawracali sobie tym głowy opisywani przez niego bohaterowie.
Zmienia się również język opowiadającego, który gubi słowa tudzież czy ponderabilia na rzecz cipy, pipki, dziwki, rui czy pieprzenia się. A ponieważ słowa z dziedzin nauki pozostały, to byłam trochę zdziwiona, że na taką ilość spermy tryskającej, połykanej, rozmazywanej, marnowanej w grzechu Onana na co średnio trzeciej stronie, narrator nie użył tak pięknego wyrazu jak ejakulacja. A przecież, aż się o to prosiło.

Koniec cenzury.


Jednym słowem dulszczyzna XXI wieku. Życie rodziny, której grzechy i błędy zaniechania, skrzętnie skrywane, pozostawione bez rozwiązania, a nawet dziedziczone, ujawniają się w postaci czynów karalnych dopiero w sali sądowej. W której młodzież uprawia seks dla przeżycia wrażeń, przygody, towarzystwa, zabicia czasu, a również z uprzejmości i zwyczajnej sympatii. Wnikliwe studium procesów społecznych, emocjonalnych i psychicznych, podbudowanych, jak sam autor pisze, długimi latami głębokich studiów nad naturą ludzką jako sądowy biegły i mediator. Obraz współczesnej rodziny, który mnie poruszył, zaniepokoił i wywołał mnóstwo pytań, a jednocześnie sfrustrował odcięciem się autora od nich myślą: Jeśli nie zrozumiałeś do końca, co autor miał na myśli lub jakie były jego intencje, to odstąp od bezpośredniego zadawania mu tego rodzaju znanych ze szkół sakramentalnych pytań, a przeczytaj po prostu niniejszą powieść raz jeszcze, a potem jeszcze raz i jeszcze... Zachęcam. To książka wielokrotnego użytku...
I jeszcze jedno. Na tylnej okładce wydawca umieścił napis CIEKAWA KSIĄŻKA. Absolutnie to określenie do niej nie pasuje. Jest nijakie w stosunku do treści, zbyt letnie. Użyłabym terminu oryginalna, bulwersująca, obrazoburcza, a przede wszystkim OBNAŻAJĄCA KSIĄŻKA nasze społeczeństwo, współczesną rodzinę, instytucję małżeństwa i na końcu samego człowieka.

sobota, 19 czerwca 2010, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/06/19 16:46:17
Zaciekawiłaś mnie bardzo. Recenzja jak zwykle świetna, a książka, o której piszesz wydaje się jakimś powiewem świeżości (choć, jeśli wziąć pod uwagę treść, to będzie raczej woń zgnilizny). Będę się musiała za nią porozglądać w bibliotekach. Tylko pewnie dopiero wtedy, kiedy będę miała chętkę na lekko przygnębiającą lekturę i unurzanie się w nieczystościach współczesnego społeczeństwa.
-
2010/06/19 16:56:23
Moreni - Dla mnie najtrudniejszą rzeczą do pokonania w tej książce nie był wszechobecny srom i inne genitalia, ale konieczność oddzielenia osoby autora od poglądów zawartych w powieści. Takiego było jego życzenie. Ułatwiło mi to trochę jedno zdanie: "Równie piękny jest seks heteroseksualny jak i homoseksualny, a spoglądając z innej perspektywy, oba są obrzydliwe." I faktycznie, w tej sytuacji nie byłam w stanie utożsamiać autora. To raczej czytelnik musiał się opowiedzieć, w której części tego zdania się mieści. I taka jest cała książka.:D
-
2010/06/19 17:20:41
Zaciekawiłaś mnie, dobra recenzja. Choć muszę przyznać, że patrząc na okładkę nigdy w życiu dobrowolnie nie wzięłabym się za tę książkę ;)
-
2010/06/19 18:48:09
@Clevera
Mi bardziej chodziło o zgniliznę moralną niż językową.;) Ale zachęciłaś mnie jeszcze bardziej, chyba nie będę czekać na żadne chętki, tylko od razu zacznę szukać.;)
-
2010/06/19 19:09:32
Powiem Ci, że jestem zmieszana. Nie wiem co myśleć, a tym bardziej nie wiem co sobie wyobrażać (a może jak?). I w tym wypadku też nie mogę obiecać, że sięgnę po tak "ekstrawagancką" pozycję (w cudzysłowiu, gdyż nazywam ją tak tylko na podstawie moich odczuc po przeczytaniu Twej recenzji).

Chyba taka dosadność ukrywająca się za pięknymi tudzież wykwintnymi, rzadko używanymi slowami do mnie nie dociera, nie przekonuje a na pewno już nie zachęca do siebie. To tak, jakby się chciało odwrócic uwagę czytelnika od tego, co czytelnikowi mogłoby się nie spodobać. A seks? jako przewodnik się nie sprawdza, nie w dzisiejszych czasach, kiedy nic nie może zaskoczyć, gdzie szczerość ocieka z każdego kąta świata realnego, a w świecie fantazji książki powinny te kąty byc choć troche oczyszczone...

Może kiedyś, może w czasach całkowitego zgorszenia. ;)
-
2010/06/19 21:41:44
imantra - Nie dziwię się tobie, bo tak na pewno zareaguje sporo osób na te powieść, być może dlatego autor poddał czytelnika dotkliwej selekcji. Myślę, ze będzie miała tyleż samo zwolenników co przeciwników.A czasy zgorszenia podobno już są, tylko nie widać ich pod warstwą uśmiechu rodzinnych zdjęć. Autor pracując w sądownictwie miał okazję zobaczyć życie od tej ciemnej strony, co zresztą ujął w książce. Ale akurat tobie nie poleciłabym tej książki, wrażliwa duszyczko.:)

Moreni - Oj, tej tez jest sporo, z naciskiem na powolne procesy powstawania jej, bo nic się nie bierze z przypadku i natychmiast.:)

mandżuria23 - Okładka faktycznie z rysunkiem o infantylnej kresce. Ale w wymowie pokazuje rodzinę widzianą oczami dziecka, jeszcze szczerymi w opisie.:)
-
2010/06/20 18:09:22
Chyba świat internetu nie przestanie mnie zaskakiwać - jak znalazłaś mnie tak szybko? gdzie ja sama jeszcze nie mogę się odnaleźć w tych wszystkich panelach, szablonach i wpisach.. ;)

dziękuję za słowa otuchy. :P nie będę pisać jakoś regularnie, ani nie obiecuje, że nazbyt często - konkretna książka musi przyjść w konkretnym czasie, szepcąc do Ciebie i tylko Ciebie. Wierzę, że wiesz o czym mówię. :)

I Wiesz co? Dziękuję, że mnie zachęciłaś. :)

asia
-
2010/06/20 18:49:33
imantra - Nauczysz się szybko wszystkiego. A pisać możesz kiedy chcesz, ile chcesz i co chcesz. To ty jesteś Panią swojego blogu. Ciesze się, bo im nas więcej tym lepiej dla wszystkich. powodzenia!:)
-
2010/06/22 14:09:39
Znakomita recenzja. Zaintrygowałaś mnie szalenie!

Może nie zaglądasz do dawniejszych postów, więc powtórzę swój komentarz do recenzji książki Oczyszczenie:
"Gratuluję niezwykłej recenzji. I nagrody w wydawnictwie Świat Książki. Lubię takie recenzje pisane nie tyle umysłem, ile emocjami i duszą. Bardzo sugestywna, indywidualna, Twoja, niepowtarzalna. Świetnie się czyta. Będę do Ciebie zaglądać częściej. Jest co czytać i nad czym myśleć. Książkę muszę przeczytać. :)".
Pozdrawiam serdecznie.
-
2010/06/22 16:05:36
jolantachrostowskasufa - Zaglądam ponieważ Blox ma system powiadomień o każdym nowym komentarzu, więc jego użytkownicy są na bieżąco. Dziękuję jeszcze raz i zaskoczona jestem że mnie tam odnalazłaś. :)
A książka bardzo kontrowersyjna i trzeba naprawdę lubić wychodzić z utartych torów, żeby nie widzieć w tej powieści tylko scen seksu.:)
-
2010/06/25 14:56:03
A niech to, intrygująca recenzja. Teraz tylko musiałabym sobie przemysleć, czy mam ochotę na taką książkę, czy nie. Czy mi się spodoba?
-
2010/06/25 18:25:23
agnes_plus - Tak, z jednej strony obyczajowa i "nic" się nie dzieje jak to w obyczajówce, a z drugiej strony życie kipi, ale już nie takie różowe. Ambiwalentne odczucia przed czytaniem i po. :)
-
Gość: Irka, 89.241.164.*
2010/07/01 12:50:52
Recenzja jak zwykle perfekcyjna. Czytuje Twoj blog regularnie, co prawda nie komentuje ale kiedy tylko moge staram sie odnalezc ksiazke ktora znalazlam u Ciebie na blogu. Co niestety nie jest proste mieszkajac w UK i wiedzac jakie sa koszty sciagania ksiazek z polskich ksiegarni...
Zapowiedz tego czego po tej ksiazce moge sie spodziewac nie jest az tak szokujaca po tym jak przeczytalo sie serie ksiazek Anny Rice "Spiaca krolewna". To jest dopiero obdarcie aktu milosnego z wszelakich ozdob i uzwierzecenie natury ludzkiej. Polecam jesli ktos lubi ksiazki z kategorii powiesci erotycznych.
W kazdym razie faktem jest ze w takich ksiazkach trzeba szukac jakiegos moralu i obrazu ktory jest ukryty pod cala seria rzeczy tak bardzo nie moralnych i tak bardzo obrazoburczych.
A no i przepraszam za brak polskich znakow- maz programista nie chce zonie wgrac polskich znakow.... chyba z braku czasu ;)
-
2010/07/01 14:22:21
Irka - Bardzo mi miło.:) Mieszkając z dala od kraju może być problemem w pozyskiwaniu książek polskojęzycznych i to na dodatek tych świeżo wydanych, a rynek jest przebogaty. Ale za to jeśli wypatrzysz coś obcojęzycznego, można to kupić w oryginale. Przyznam się, że Anny Rice nic nie czytałam, chociaż słyszę o niej czasami, więc jak coś wypatrzę to zajrzę. Nazwę cyklu odnotowałam. I powiedzieć mężowi, że ja proszę o wgranie tych znaków, chociaż mnie to akurat nie przeszkadza.:)
-
Gość: koszerny_rozum, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/03/15 18:08:05
Moim zdaniem dotąd motywy takie nie miały oficjalnego miejsca w poezji. Wprawdzie można powiedzieć, że przedstawiciele nurtu, którego Pan Butlewski jest kontynuatorem odwoływali się do tradycji Boudelaire`a, poetów baroku i średniowiecza. Lecz ogólnie rzecz biorąc dwudziestowieczni kontynuatorzy kultu propagowanego przez nich stworzyli rzetelny program antyestetyczny. Mam wrażenie, że styl pisarski autora jest odpowiedzią na socrealizm i jej nieustanne idealizowanie rzeczywistości. Autor książki przeciwstawia się klasycznym, tradycyjnym konwencjom przyjętym przez współczesnych mu poetów. Autor książki udowadnia, że sztuka działa, kiedy zaskoczy widza, niejednokrotnie go szokując lub atakując. Tworzenie sztuki nie musi wymagać dużego nakładu sił, precyzji i, co najważniejsze, sztuka nie musi wyrażać piękna, co było przecież jej podstawą! W zasadzie przedstawiciele wspominanego nurtu, do którego zalicza się Pan Butlewski nie wprowadzili w sztuce literackiej swoistej rewolucji ponieważ uprawiany przez wspomnianego Pana nurt wprowadzony został po raz pierwszy przez dadaizm. No bo przecież jeśli pisuar staje się sztuką, to znaczy, że zaszła już poważna i nieodwracalna zmiana i Pan Butlewski nie zrewolucjonizuje niestety wszechobecnego w niszowym nurcie artyzmu. Nowością jest jednak stopień nasilenia prądów w dziedzinie jaką autor uskutecznia uprawiać. Po przeczytaniu książki wydawać by się mogło, iż dążenia autora są upartym szukaniem () nowej, realistycznej formuły dla poezji. Realistycznej to znaczy takiej, która da człowiekowi przede wszystkim wiedzę o samym sobie, wiedzę nieupiększoną, niekiedy szokującą, ale tylko w tym układzie ocalającą. Zabieg stosowane w książce przez Pana Butlewskiego oparty na kontraście i gwałtownym zatrzymaniu płynnie spowitej beztrosko myśli jest doskonałym przykładem na to, że uprawiany przez BB nurt najczytelniej odbieramy właśnie w takim zestawieniu, słodyczy z konsternacją. Pokaż mi moja droga Pindalindo swoją chatte a ja ci pokażę swojego Manche to tylko całkiem strawnie zinterpretowane fragmenty książki Prostowanie węża. Co zrobiłam? Ominęłam jedynie pewne realia lingwistyczne.
-
2011/03/15 21:53:56
koszerny_rozum - Ciekawie to ujęłaś, jednak powieści nie sprowadzałabym tylko do stery formy i lingwistyki. Ważne dla mnie były również ukazane w niej problemy społeczne, o których się nie mówi - pedofilia w rodzinie.:)
Blogi