Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Biała Masajka – Corinne Hofmann

Biała Masajka – Corinne Hofmann
Przełożył Dariusz Muszer
Wydawnictwo Świat Książki , 2007 , 304 strony
Literatura szwajcarska


Dosyć długo leżała na półce „do przeczytania kiedyś”. Dopiero zapowiedź emisji jej ekranizacji w TV skłoniła mnie do sięgnięcia po nią. Wiedziałam, że jeśli nie przeczytam jej przed obejrzeniem filmu, to będę miała problem z chęcią na powtórkę tego, co już widziałam. Narzucone tempo czytania było zabójcze dla moich oczu z powodu bardzo drobnego druku w tym wydaniu, chciałam jednak zdążyć z przeczytaniem do następnego wieczoru. Mimo to nie odczułam tego jako wyścigu z czasem, bo historia Corinne, dwudziestokilkuletniej Szwajcarki, pochłonęła mnie całkowicie. Czytałam z ogromnym zaciekawieniem i jednocześnie przerażeniem, dziękując opatrzności, że nie obdarzyła mnie tym zauroczeniem, odurzeniem i pożądaniem, a potem ślepą miłością (w dobrym znaczeniu) od pierwszego wejrzenia do mężczyzny z innej bajki. Bo Masajowie tacy są rzeczywiście. Będąc w Kenii i Tanzanii zatrzymywali mój wzrok jak barwne punkty w krajobrazie na targowisku, na poboczu drogi, w tłumie ulicznym. Wyróżniają się wszystkim nawet wśród tubylców: wysokim wzrostem, szczupłą sylwetką ciała, dumną postawą, charakterystyczną fryzurą i ozdobami, strojem z przewagą jaskrawej czerwieni. Są egzotyką egzotyki. Mimowolnie przyciągają cudzoziemki, zwłaszcza te młodsze, które nie mają oporów, jak wielokrotnie zaobserwowałam, z podejściem, zaczepieniem, nawiązaniem kontaktu. Pisała o tym roztaczanym zauroczeniu również Dorota Katende w Domu na Zanzibarze.
Nie dziwię się więc Corinne, że ją to spotkało. Postąpiłabym dokładnie tak samo. Wybrałabym miłość (w oczach obserwatorów szaloną) niż mdłe, bezcelowe, nudne życie w dobrobycie. Corinne widziała w niej jedyną drogę do szczęścia. Dla niej zrezygnowała z dotychczasowego życia, rodziny, przyjaciół, kraju przenosząc się na afrykański kontynent i decydując się na życie w buszu. Dosłownie.
Inna rzecz, że takie zauroczenie nie jest wieczne, trwa określoną ilość czasu i prędzej czy później proza życia powoli je studzi, a z czasem zabija. Moja przygoda skończyłaby się dużo szybciej, najpewniej z pierwszym atakiem malarii. I tu podziwiam Corinne, która walczyła o związek, miłość i rodzinę cztery lata w warunkach skrajnego survivalu. Dała z siebie wszystko i pewnie z jej bardzo silną, przedsiębiorczą osobowością, z ogromnymi pokładami determinacji, żyłaby w Afryce do dzisiaj, gdyby nie choroba męża. Niestety miała to nieszczęście trafić na człowieka, u którego normalna zazdrość towarzysząca uczuciu miłości, przeistoczyła się w obsesję, w zazdrość chorobliwą.
Cała historia znajomości i małżeństwa była dla mnie nie tylko piękną opowieścią o potędze miłości pokonującej kontynenty i kulturę, szukającej wspólnoty zbudowanej z różnic dwojga kochających się osób , ale również opowieść o najmniej znanych aspektach codziennego życia Masajów, ich zwyczajach i obyczajach, tradycji, mentalności, ale i problemach z jakimi muszą sobie radzić współcześnie. O codziennym życiu widzianym oczami Europejki, w którym świetnie się odnajdowała, dawała sobie radę, kochała tych ludzi, ten kraj i co najważniejsze – była tam szczęśliwa.
Pokonała ją dopiero choroba męża, która stała się przyczyną rozpadu małżeństwa, zmuszając ją do opuszczenia Kenii.
Było mi żal nie tylko bohaterki wspomnień, jej męża Lketingi, ale i samej miłości. Miłości, która w pokonywaniu przeszkód do jej spełnienia nie różni się niczym w zakresie emocji od innych. W tym przypadku o jej wyjątkowej niezwykłości zadecydowała skrajność różnic, które, jak pokazuje ta historia, nie były nie do przezwyciężenia. Całą sytuację i upór Corinne rozumiała tylko jej matka, która jak pisze autorka: Modli się za mnie i ma nadzieję, że znajdę to, czego szukam, i że będę szczęśliwa.
I była.
I nie szkodzi, że tylko przez parę lat, ale była. Dała jej ukochaną córkę i mnóstwo wyjątkowych wspomnień.
Ile osób oddałoby wszystko za jego odrobinę? Ile osób czeka na nie przez całe życie, nie doznając nawet jego namiastki? Ile osób chciałoby, tak jak jej narzeczony Marc, być na miejscu tego Masaja, dla którego kobieta zrobiłaby wszystko? Ile osób chciałoby przeżyć coś tak wyjątkowego nawet za cenę niepowodzenia?
Zgłaszam się pierwsza!

Muszę przyznać, że reżyser troszkę ubarwił samą miłość. W rzeczywistości nie było aż tak romantycznie, zwłaszcza w sferze seksualnej, jak to przedstawiono w filmie. Ale udało mu się pokazać potęgę miłości, która kierowała główną bohaterką.

niedziela, 21 listopada 2010, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/11/21 00:51:36
O, wczoraj miałam zamiar Cię spytać kiedy zabierasz się za tę pozycję, bo dość długo wyświetlała się w kolumnie po prawej stronie. Bardzo byłam jej ciekawa i chyba zakupię :)
-
2010/11/21 09:54:15
Ja też i czytałam i pisałam i to już jakiś czas temu. Bardzo mnie wzruszyła ta historia i długo ja przeżywałam...
Mi było żal tej miłości, która tak szybko się skończyła, a przecież była w stanie przezwyciężyć wszystko... I oczywiście podziwiam z całego serca bohaterkę, ja nigdy nie odważyłabym się na taki krok... Z początku wydawała mi się ona szalona i bezmyślna, nie mogłam zrozumieć, jak można tak zostawić za sobą całe swoje życie i wyjechać w nieznane do człowieka, którego się w ogóle nie zna. :)
-
2010/11/21 09:55:04
"i czytałam i oglądałam" oczywiście miało być ;)
-
Gość: Elina, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/11/21 10:35:51
Bardzo ciekawa recenzja. Z chęcią sięgnę po tą książkę... kiedyś :) .
-
Gość: Skarletka, *.dolsatbelchatow.pl
2010/11/21 11:13:15
Książki nie czytałam - obejrzałam film, kilka lat temu zresztą. I pamiętam, że kilka rzeczy wydało mi się nieprawdopodobnych - chociaż film oglądało się bardzo dobrze :)
-
2010/11/21 11:59:14
O nie, nie, nie! Widziałam ten kawałek w telewizji, gdy ona choruję na malarie, a jej mąż przy niej czuwa. Jak mogłam to sobie zrobić. Koniecznie muszę kupić książkę, przeczytać, i obejrzeć cały film. :D
-
Gość: Elina, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/11/21 13:52:39
Dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga. Zazdroszczę Ci tego kursu bibułkzrstwa. Bardzo chętnie sama bym się na takie zajęcia zapisała. Cały czas mi w głowie ta Twoja recenzja. Może dlatego, że podczytuje teraz podobną , co do miejsca akcji książkę ("Pożegnanie z Afryką"?) .
Czy mi się coś pomyliło, czy jest kontynuacja "Białej Masajki"?
-
Gość: Elina, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/11/21 13:53:29
Miało być bibułkarstwa, oczywiście.
-
2010/11/21 20:33:02
Chwilowo nie mam ochoty na takie książki, ale z pewnością nie zapomnę o tak świetnie zapowiadającej się lekturze :D

patsy-books.blogspot.com
-
2010/11/21 21:10:37
Futbolowa - Te zaplanowane czekają najdłużej, a ponieważ moja własna więc trochę się naczekała. Książkę polecam, autorka ma dar opowiadania.:)

Wetka - Szalona historia, ale miłość rządzi się swoimi prawami. Film bardziej bardziej mnie wzruszył niż książka. Obie formy dobrze się uzupełniają.:)

Skarletka - Film troszkę ubarwiony, książka jest wiarygodniejsza.:)

rockfree - Żałuj, żałuj, bo i film, i książka warte przeczytania i obejrzenia. Mnie też sie czasami to zdarza, a potem żałuję.:)

Elina - Po efektach oceniając, to tobie żaden kurs nie jest potrzebny. "Pożegnanie z Afryką" to zupełnie inna książka, ale też kobiety białej w Afryce. Piękna, polecam. A kontynuację Białej Masajki właśnie czytam i jest równie ciekawa.:)

Patsy - Ja sobie takie pozycje na potem zapisuję, bo czasami też nie teraz i nie w tej chwili.:)
-
Gość: zaczytana-w-chmurach.blogspot.com, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/11/22 15:30:47
Mnie się ta książka nie podobała, a sama Corinne mocno irytowała.
-
2010/11/22 20:56:05
zaczytana-w-chmurach - Zachowanie zakochanych dla osób postronnych często jest irytujące.:)
-
2010/11/24 16:57:22
Ciekawa recenzja :) Na pewno w przyszłości sięgnę po książkę. Pozycji czytelniczych cały czas przybywa, ale dzięki Tobie "Biała Masajka" spodobała mi się i wpisuję ją na listę "do przeczytania". Pozdrawiam :)
-
2010/11/24 20:37:24
julia.85 - Książka wciąga z powodu egzotyki związku, może trochę irytować postępowanie bohaterki, ale jeśli będzie się pamiętać o tym, że jest kobietą zakochaną, to będzie bliżej jej zrozumienia niż irytacji.:)
-
2010/11/27 16:29:32
Czytałam tę książkę dobrych kilka lat temu i wciąż jestem zbulwersowana :D
Nigdy nie zrozumiem zachwytów nad nią, ale czasami polecam ją znajomym jako studium ludzkiej głupoty.
Miłości, pomimo najszczerszych chęci, nie dostrzegłam w tej historii. Corinne, gdy zdecydowała się porzucić wszystko dla Lketingi, zdecydowanie kierowała się inną częścią ciała niż serce (żeby tego wulgarniej nie ująć ;)). Miłość to nie pożądanie i ślepa fascynacja czyimś ciałem czy egzotyczną urodą, a i później nic innego się między bohaterami nie rozwinęło. Babka, niczym pięcioletnia dziewczynka, wymyśliła sobie, że będzie jak w bajce, ale w końcu czar prysł.
Że nie wspomnę o innych przejawach głupoty Corinne. Wyjechała do Afryki bez żadnego przygotowania, bez elementarnej wiedzy na temat kultury Masajów, bez szczepień. I nie zgodzę się, że tam, na miejscu świetnie dawała sobie radę. Zginęłaby bez pomocy misjonarza (czy kim on tam był - po tylu latach już nie pamiętam).
Niemniej przyznaję, że książka wywołuje emocje (mniejsza o ich rodzaj ;)) i zapada w pamięć.
Pozdrawiam serdecznie :)
-
2010/11/27 16:38:12
germini - Dziękuję za głos z drugiego obozu, dosyć licznego, który ukazuje jak inaczej postrzegane jest zachowanie Corinne, głos rozsądku, niedopuszczającego do głosu serca. Tak to w życiu jest, że kierujemy się albo rozumem albo sercem, jak to ostatnio pokazują w jakiejś tam reklamie. Ale trzeba przyznać kobiecie jedno, nie oskarżała nikogo za swoje niepowodzenie, wszystkie konsekwencje swoich decyzji ponosiła z pokorą.:)
Blogi