Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Brak złudzeń – Marcin Pietraszek

Brak złudzeń – Marcin Pietraszek
Wydawnictwo COMM , 2010 , 175 stron
Literatura polska


To niesamowite, jak ta książka rozbudowała, ujęła w słowa i podsumowała myśl dojrzewającą we mnie od dawna. Zwłaszcza w sytuacjach czyjejś śmierci. Nie bez powodu jej umowna premiera miała miejsce 1 listopada, w dniu zadumy i refleksji nad życiem i końcem ludzkiej egzystencji. Wiele razy obserwowałam skrajnie rozpaczających po stracie matki, syna, żony czy przyjaciela. Popadających po tej traumie w stan depresji, uzależnienia od alkoholu czy wyrzekających się wiary w Boga. Obrażeni, winiący, mający pretensje i żal właściwie do kogo i o co? Przecież wiedzieli, że śmierć to jedyny pewny i nieunikniony stan. Przecież uczyli się na lekcjach religii różnych wyznań, że śmierć jest bliższa ciału niż koszula. Więc skąd to całkowite zaskoczenie? Skąd te skrajne reakcje, często łamiące psychikę i światopogląd rozpaczającego? Co jest tego przyczyną?
Ta powieść jest odpowiedzią na te pytania. Powieść , w którą musiałam wchodzić powoli, często irytując się przerostem wiedzy naukowej, przebijającej się momentami w sposób sztuczny przez fabułę. Łapiąc się na kojarzeniu teorii psychologicznych i rozsmakowując się w przytaczanych danych, z hukiem lądowałam w smutnym życiu bohaterów, przypominając sobie gwałtowanie, że to opowieść, a nie esej. Historia z gorzkimi odpowiedziami na zadane sobie wcześniej pytania, odzierająca ze złudzeń, na którą nie każdy będzie miał ochotę. Nie każdy będzie miał odwagę zagłębić się w mroczny, ale PRAWDZIWY świat dwóch mężczyzn, których spotkanie po latach rozpoczyna bezlitosne obnażanie człowieczego istnienia z kolorowego papierka.
Zygmunt nomen omen Frońd, psychoterapeuta, który właśnie stracił licencję na wykonywanie zawodu i Walenty, były pacjent rozpoczynający nowe życie po kuracji z nadzieją na szczęśliwe. Ich wzajemna opowieść o swoich losach, a potem dalsze dzieje, są ilustracją poglądów jakie przekazuje ta powieść, nie bez powodu umieszczająca kreślone wydarzenia w środowisku psychoterapeutów i ich pacjentów. Poglądów trudnych, bo wypartych z podświadomości wielu ludzi, a może nawet w ogóle nieświadomych, że żyją w epoce NEO-egzystencjalnej – epoce, w której ludzka egzystencja opiera się na Narcyzmie, Egocentryzmie i Onanizmie, tworząc wokół siebie świat blichtru, ułudy, pozorów wiecznego życia w permanentnym szczęściu i powodzeniu, dający poczucie bezpieczeństwa i zapomnienia o nieuchronności śmierci. Świat bajki dopominający się pochwał, sprawiedliwości, zadośćuczynienia wszystkim krzywdom i niepowodzeniom, przyjmujący postawę roszczeniową, konsumpcyjną, szczodrze obdarzający łaską błogiego zapomnienia, że jedyną sprawiedliwą jest śmierć, a sama bajka ułudą. Świat hura-optymizmu, w którym prym wiodą atrakcyjni, wyłącznie pozytywnie nastawieni, kreatorzy fikcji, karmiący się nadzieją, wypierający skutecznie z jego obszaru nieprzystających i niedopasowanych - brzydkich, kalekich, samotnych, chorych, o odmiennych poglądach. W ostateczności ani jedni, ani drudzy nie są szczęśliwi. Pierwsi w zderzeniu z realnym życiem od którego uciekali, drudzy z niemożności dopasowania się do obowiązujących, lukrowanych norm. Zwycięzcami zostają tylko ostrożni, sceptyczni, czujni realiści, dla których przygotowanie na twarde lądowanie może być ratunkiem, podczas gdy oczekiwanie miękkiego może zabić. I zabija. Psychicznie i fizycznie.
Optymizm nie popłaca czyniąc z ludzi łatwe ofiary , nadzieja to złudzenia, które zawsze, prędzej lub później, pryskają, a pesymizm daje szanse na przetrwanie nawet w najtrudniejszych warunkach.
Odważna teza i bardzo niepopularna. Jest jak kij włożony w mrowisko ludzkiej społeczności, zbudowane z takim oddaniem i pietyzmem, by chronić w jego wnętrzu witalność życia, a tym samym poczucie bezpieczeństwa.
Nie mam odwagi o tym mówić głośno, będąc świadomą ewentualnej agresji ze strony uświadamianych osób. Każdy kocha wnętrze swojej bańki mydlanej i nienawidzi osób ze szpilkami. Tym bardziej podziwiam autora za odwagę, by o tym pisać. Dlatego prorokuję książce losy podobne do Przebudzenia Anthoniego de Mello - rzucanie o ścianę w bezsilnej wściekłości, gdy czytający zacznie dostrzegać prawdziwe życie i nie zgadzać się na jego istnienie.
Oczywiście, do czasu.
I jeszcze jedno.
Wbrew pozorom książka nie jest depresyjna. Tak mogą odebrać ją osoby, dla których umiar, złoty środek, punkt odniesienia dawno stracili z oczu. I to z obu stron biegunów spojrzenia na życie - optymizmu i pesymizmu.

wtorek, 16 listopada 2010, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/11/16 06:28:01
Nie mam. Boję się, że okażę się wiszącym w kokonie i sztucznie zasilanym doznaniami ciałem, z którego obcy czerpią prąd. I jeszcze jedno. Jeśli tak jest, to strasznie zrypali mój matrix, jeśli idzie o życie zawodowe :D
-
2010/11/16 12:39:02
Ale przecież patrzenie na otaczającą rzeczywistość bez złudzeń to nie pesymizm tylko zwykły realizm... Ja tam nie sądzę, żeby pesymizm dawał szansę na przetrwanie, z każdego zwycięstwa robiąc porażkę.

Ciekawa jestem tej książki, choć porównanie z de Mello odrzuciło mnie straszliwie. Mam tylko nadzieję, że wypływa bardziej z tematu niż ze stylu, bo taniego psychologizowania de Mello nie znoszę... A do konkursu chętnie stanę, bo chętnie bym tę książkę przeczytała, a coś czuję, ze kupić, to jej sobie na pewno nie kupię.

Więc jak to u mnie z tym patrzeniem rzeczywistości prosto w twarz? Cóż, realizm (nie pesymizm, realizm) jest moim prywatnym bogiem, więc tak, patrzę jej prosto w oczy. I żyje mi się z tym całkiem dobrze, choć może czasami jestem uważana za osobę bez serca. Trudno. :)
-
2010/11/16 14:02:25
Nie jestem pewna, ale chyba nie.
Czasem wolę żyć w kokonie, ale zdarza się uderzenie rzeczywistości, które często jest mi potrzebne :)

patsy-books.blogspot.com
-
2010/11/16 14:21:49
Myślę, że już od pewnego czasu widzę rzeczywistość bez jakichkolwiek złudzeń. Oczywiście nie było tak zawsze, ale pierwszym etapem były studia medyczne. Codziennie spotykałam i nadal spotykam w szpitalu ludzi chorych, cierpiących. Zazwyczaj są pełni smutku, żalu i strachu. Całkiem zrozumiałe. Żyli do chwili obecnej nie zastanawiając się nad chorobami, wypadkami... Nie dopuszczali do świadomości, że kiedyś może to ich spotkać. Ślepo wierzyli, mieli nadzieję że to co widzą codziennie w wiadomościach nie stanie się udziałem ich lub najbliższych. Niestety tak jest ponieważ łatwiej się ukrywać, udawać przed innymi i samym sobą, że jest inaczej. Mimo że staramy się z całych sił nie dopuszczać do naszej świadomości tego, jaki jest otaczający nas świat i ludzie, to życie pozorami, ułudą prowadzi nas w ślepy zaułek, z którego nie zawsze będziemy się w stanie wydostać. Przykładów można mnożyć w nieskończoność.
Dlatego trzeba porzucić naiwne myślenie i spróbować stawić czoła rzeczywistości choćby wydawała się przerażająca, trudna czy niebezpieczna. Rzekoma niewiedza, pozory i zaprzeczanie są jak więzienie. Niby mamy własny kąt do spania, jedzenie i codzienny spacer, ale warto przypatrzeć się dokładniej. Zauważymy wtedy że czegoś nam brakuje i że byliśmy krótkowzroczni. Trzeba patrzeć życiu prosto w oczy i przyjmować rzeczywistość bez złudzeń. Wtedy mamy pewność, że nie zostaniemy zaskoczeni czy skrzywdzeni.
-
2010/11/16 20:09:38
Moje życie odarte jest ze złudzeń już dawno - tylko pewnie ja sama czasami zmuszam się do tego by widzieć wszystko trochę inaczej. Żeby całowicie nie stracić wiary w sens czegokolwiek. Dlatego mam tę odwagę, o którą pytasz.
-
2010/11/16 20:50:36
Bazyl - Dobrze, że tylko zawodowe, nie pozwól, żeby i resztę.:)

ysabellmoebius - Tak, dokładnie o tym mówi ta powieść, ale wielu żyjących w ułudzie myli realizm z pesymizmem, wielu nie daje sobie rady z realizmem popadając w depresję. To skutek życia w konsumpcyjnym modelu społecznym. I masz racje, często realiści uważani są za osoby bez uczuć, tak jak asertywność mylona jest z agresją. Natomiast sama książka nie ma ani z treści ani z formy "Przebudzenia", ma tylko ten sam skutek i możliwą reakcje czytającego.:)

Patsy - Nie chcesz żyć trudniej, ale z szansą na życie. Wolisz czekać na moment, który ciebie może rozbić? Ale rozumiem twój lęk, to odważne przeciwstawić się własnemu instynktowi poczucia bezpieczeństwa.:)

Julia.85 - Żyjesz bez kokonu, więc jesteś gotowa na najgorsze, które cię nie złamie. Rozumiem, że bierzesz udział w konkursie?

beatrix73 - Właśnie, najważniejsze, żeby nie przechylić się w drugą stronę.:)

-
2010/11/16 23:25:12
Ja zawsze powtarzam, że lepiej się nie nastawiać - porażki bolą mniej, zwycięstwa smakują bardziej. Narzeczony zarzuca mi wieczny pesymizm, ale ja nazywam to realizmem. I dobrze mi z nim.

Czy jestem gotowa? Nie muszę, już odpowiednio patrzę na świat...
-
2010/11/17 20:59:44
Futbolowa - Ładnie i trafnie to ujęłaś.:)
-
2010/11/19 10:14:07
Chętnie wezmę udział ;) Książki nie czytałam, więc to dobra okazja aby nadrobić zaległości. Pozdrawiam!
-
Gość: Martadelo, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/11/19 18:38:11
Hmm... A ja odpowiem na to pytanie trochę inaczej. Nie chciałabym być całkowicie obdarta ze złudzeń. One są częścią nas i naszego życia. Myślę też, że nie dość, że nie jesteśmy w stanie się ich pozbyć, to tak naprawdę, w głębi duszy, wcale byśmy tego nie chcieli. Ja też jestem raczej pesymistką, ale pewna osoba ciągle przekonuje mnie, że wiara naprawdę czyni cuda. I wiecie co? Wygląda na to, że On ma rację! Oczywiście trzeba patrzeć na życie w miarę racjonalnie i realistycznie, ale... złudzenia, nadzieja i wiara są nam potrzebne!
Jeśli można, to ja też chętnie wzięłabym udział w konkursie. :)
Blogi