Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Uciekinierka z San Benito - Chufo Llorens

Uciekinierka z San Benito - Chufo Llorens
Przełożyła Alicja Noworyta
Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz , 2010 , 832 strony
Literatura hiszpańska


Przedsmak tego, co mnie czeka, poczułam, kiedy zobaczyłam napis na banderoli okalającej tę opasłą książkę:

 

 

A potem informację na tylnej okładce o jej duchu utrzymanym między innymi w tonie Katedry w Barcelonie Ildefonsa Falconesa, czytanej wieki temu, ale zapamiętanej przeze mnie jako dobrą powieść historyczno-przygodową. To mi wystarczyło, żeby na horyzoncie mojej wyobraźni zaczęła się wyłaniać siedemnastowieczna Hiszpania, a wraz z pierwszymi czytanymi zdaniami, mury klasztoru San Benito, a po naszemu Świętego Benedykta, gdzieś na prowincji, po której roznosił się dźwięk bijącego dzwonu. Coraz głośniejszy, wieszczący śmierć jego przeoryszy, by dokładnie taką samą sceną, jak szeroką klamrą jednego życia, zamknąć to przyjemnie obfite tomisko.

 

 

Ale to, co najważniejsze, działo się pomiędzy tymi wydarzeniami. A sądząc po grubości trzonu książki, czekało na mnie tysiące kilometrów przygód wywołanych, kuszonych, prowokowanych na własne i nie własne życzenie przez Catalinę, główną sprawczynię zawirowań, której życie zdeterminował jej osobisty, rodzony, żeby nie powiedzieć wprost – egoistyczny ojciec, już w momencie jej nieproszonego przyjścia na świat. Miała to nieszczęście urodzić się czwartą z kolei dziewczynką w rodzinie hidalgo (hiszpańskiego szlachcica) oczekującego męskiego dziedzica, który w zmowie z siostrą, ówczesną przeoryszą klasztoru Świętego Benedykta, zamienił noworodki. Córkę na chłopca akurat znajdującego się pod opieką sióstr zakonnych. A zrobił to tak sprytnie, pomysłowo i przebiegle, że tajemnica pochodzenia Cataliny długo musiała czekać na jej ujawnienie, pomimo posiadania wyraźnego znamienia dziedziczonego w rodzinie hidalgo. Pomocnego w identyfikacji tożsamości, ale jednocześnie szatańskiego znaku w postaci oka z trzema łzami wymienianego w księdze inkwizytorów, na nieszczęście dla niej, posiadanego również przez wysoko postawioną osobę w hierarchii kościelnej, mającej jeden cel – wziąć odwet i samemu wyjść z tego bez szwanku. Nic i nikt nie może stanąć mu na drodze po kapelusz kardynalski. Święta Inkwizycja za takimi osobami wysyłała bezwzględnych, bezlitosnych w swoim rzemiośle przedstawicieli Kościoła, niezmordowanie wyszukujących, oskarżających i demaskujących przyszłe ofiary stosów.
Nie był to jednak jedyny wątek tej powieści.
Intrygi, podejrzenia, pułapki, wspólnota interesów i wzajemnych uprzejmości, walka o wpływy, znajomości sięgające aż otoczenia króla dyktowane przez pragnienie władzy, chciwość dóbr materialnych i żądze cielesne plotły coraz gęściejszą, lepką od niskich pobudek, sieć wokół najbardziej niewinnej postaci, jaką była dorastająca w klasztorze i nieświadoma jej niewidzialnych nici Catalina. Coraz bardziej przez nią oplątywana, osaczana i doprowadzająca do splotu wydarzeń, wymuszających jej ucieczkę z klasztoru, w którym interesów więcej niż na dworze królewskim, by prosperować przy władzy, i więcej ambicji, by nosić bengala (buława), niż chęci do modłów i pokut, a w dalszej konsekwencji ucieczkę również przed Świętą Inkwizycją. Od tego momentu opowieść nabrała tempa, a moja uwaga skupiona dotychczas na polityce pokrętnej dyplomacji, w której królowała zasada, że zarówno na wojnie, jak i w czasach pokoju zawsze triumfuje ten, kto jest lepiej poinformowany, bo im więcej wiemy o drugiej osobie, tym mniej zaskoczy nas jej reakcja, została całkowicie pochłonięta przez losy nastoletniej uciekinierki, tułającej się po hiszpańskich bezdrożach i lasach, jeżdżącej z cygańskim taborem, pracującej jako paź w zamożnym domu, mieszkającej w madryckim przybytku uciech, występującej jako komediantka, by oczywiście między ucieczką a ukrywaniem się w męskim przebraniu, pokochać Diego miłością tak bolesną, że aż duszącą. A ponieważ w młodości seks ciągnie mocniej niż zaprzęg wołów, to jej siedemnaście lat uparcie domagało się swej porcji przeżyć wplątując ją w coraz bardziej niebezpieczne wydarzenia. Ale ukochany widział w niej niestety tylko dobrego druha, wyłącznie przyjaciela i przede wszystkim chłopca.
I cały ten ciężar na barkach młodziutkiej, samotnej dziewczyny z tropiącymi psami gończymi Świętej Inkwizycji zawsze o krok z tyłu!
I o ile tło społeczno-polityczne zostało odmalowane z ogromnym rozmachem, z dbałością o szczegóły wystroju wnętrz czy to domu szlacheckiego, klasztoru, teatru, burdelu czy karczmy, z dokładnymi szkicami strojów ludzi pochodzących z różnych warstw społecznych, z opisywaniem zwyczajów i obyczajów ówczesnych Hiszpanów włącznie z walkami byków i posiłkami zarówno na stole bogatego jak i biednego obywatela, o tyle koniec historii mocno mnie rozczarował. Nie wybaczę tego autorowi! Nie jestem w stanie przebaczyć zawodu jaki zrobił Catalinie i mnie. Do końca łudziłam się, że to jakiś żart, nieporozumienie, pomyłka! Przecież nie tak kończą się takie piękne historie! Jak było można po tylu latach cierpienia, uciekania, walki o tożsamość, wymykania się śmierci, życia będącego właściwie rozpaczliwą chęcią przetrwania pozostawić...
Ech, szkoda słów! I jeszcze te bijące dzwony na zakończenie, wieszczące śmierć.
Żal, no żal, że to TAKI koniec i że W OGÓLE koniec historii.
No żal..., ale książką rzucać nie będę. Mogłabym jej gabarytami kogoś przygnieść niechcąco i żal byłby jeszcze większy.

sobota, 27 listopada 2010, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/11/27 18:42:22
złe zakończenie... :/ To raczej tak chętnie się z nią nie spotkam, a opis jest taki zachęcający!
-
2010/11/27 19:06:37
dzięki Tobie mam pomysł na to co chcę na prezent :)
Dziękuję :)
-
2010/11/27 19:08:36
Lubię książki, które wzbudzają emocje :))

Pamiętam, że po przeczytaniu 'Samotności w sieci' wieeele lat temu, miałam ochotę zadzwonić z ochrzanem do Wiśniewskiego, że ma odkręcić tę historię, że to ma się tak nie skończyć. Ach :))
-
2010/11/27 22:23:47
Patsy - Ale pomimo tego zakończenia warto, może niektórzy nie lubią słodkich zakończeń. :)

kasiek - Tak, to dobra powieść na prezent - obszerna, ciekawa i odprężająca.:)

Futbolowa - A coś mi się kojarzy, że pan Janusz Wiśniewski w kolejnym wydaniu dopisał inny koniec właśnie pod naciskiem zawiedzionych czytelników, a to znowu wzbudziło protesty innych fanów. Dlatego mi żal tej końcówki w "Uciekinierce...", ale nie protestuję. Może słodkie byłoby za mdłe.:)

-
2010/11/27 23:02:11
"Katedrę..." czytałem wieki temu i była dla mnie straszliwie plastikowa, a widzę, że to ta sama koncepcja/seria... a z tym zakończeniem, to jak? :-) Że niby śmierć, tak? To chyba dobrze? :D
-
2010/11/27 23:07:59
krzysztof_uw - Specjalnie podpowiedziałam ten tytuł, żeby każdy dopasował sobie powieść do swojego gustu, jeśli ją oczywiście czytał, a śmierć... zaczyna i kończy tę książkę, ale więcej zdradzić nie mogę, za spojlery ktoś może mnie tutaj zaciukać, a jeszcze chcę troszkę poczytać w tym życiu.:)
-
Gość: mary, *.rev.inds.pl
2010/11/28 14:26:35
ja Katedry nie doczytałam. Wynudziła mnie. Tą książkę przeglądałam w ksiegarni sobie z ciekawości, ale jakoś niesepecjalnie mam na nią ochotę, chociaz Twoja recenzja zachęca.
Bardziej chyba wolałabym sięgnąć po "Hiszpański smyczek" czy coś tędy.
-
2010/11/28 16:04:34
mary - Jeśli czytałaś "Katedrę..." i nie spodobała się tobie, to ta książka nie jest dla ciebie, a ciekawą recenzję czytałam u Bernadetty o "Hiszpańskim smyczku". Też jestem tą książką zaciekawiona.:)
-
Gość: mary, *.rev.inds.pl
2010/11/28 18:08:50
:)
właśnie też czytałam u Bernadetty i jak trafię na tą książkę to na pewno przeczytam.
-
2010/11/28 21:17:28
Piękna okładka, a tomisko opasłe. Szkoda, że się kończy nieszczęśliwe, wole jak bohaterzy żyją długo i szczęśliwie :)
-
Gość: zaczytana-w-chmurach.blogspot.com, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/11/28 21:49:02
Katedra w Barcelonie podobała mi się, więc może i Uciekinierkę bym polubiła ;)
-
2010/11/28 22:51:40
No i teraz będę miała zagwostkę, co do tej książki. "Katedra w Barcelonie" pasowała mi średnio. Byłam świeżo po lekturze "Filarów świata" Folleta i w takim porównaniu wypadła po prostu blado. Ale ta XVII-wieczna Hiszpania kusi, oj kusi. No cóż poczekamy, zobaczymy, czy mi wpadnie w łapki :)
-
2010/11/29 00:18:06
Elina - Ale warto było, a poza tym jak za ckliwie to też niedobrze. :)

zaczytana-w-chmurach - Jeśli "Katedra.." się podobała to ta z pewnością również.:)

grendella - To ja tę zagwozdkę powiększę, bo jest również porównywana do "Filarów ziemi", ale ponieważ ich nie czytałam to wnioski pozastawiam tobie.:)

-
2010/11/29 13:16:31
Ech taka fajna gruba książka, taka ładna okładka, taka ciekawa koncepcja... i mówisz, że nie ma happy endu? To ja nie chcę! Dobrze, że poczekałam na Twoją recenzję :) Pozdrawiam
-
2010/11/29 20:25:52
nientaj - Bo jest fajna, mimo zakończenia. No nie zawsze w życiu wszystko dobrze się układa.:)
-
2010/11/29 21:12:39
No właśnie za dużo w życiu się źle układa i po co to znosić jak nie dla happy endu? A jeśli o niego w życiu ciężko to niech chociaż w książkach będzie :)
-
2010/11/29 23:24:08
ninetaj - Też prawda.:D
-
Gość: Felipe_Galego, *.nowiny.net
2010/12/22 23:04:26
Zgadzam sie co do zakonczenia, mi rowniez pozostal po nim wielki niedosyt. Historia jest pieknie opisana, powoli wszystkie czesci ukladanki zaczynaja sie do siebie dopasowywac i w jednym momencie piekny sen Cataliny zostaje przez autora brutalnie zabrany jej oraz czytelnikowi. Odnioslem wrazenie, ze taki sposob zakonczenia historii mocno kontrastuje z rozwojem historii. Choc jestem mocno zawiedziony zakonczeniem, wciaz pozostaje pod wrazeniem tej powiesci.
-
2010/12/23 00:09:20
Felipe_Galego - Myślę, że gdyby autor zakończył ja po myśli czytelnika, byłaby zbyt słodka, a tak jest zaskoczenie. Całość wynagradza.:)
-
2010/12/23 13:56:37
Jestem bardzo zainteresowana tym tytułem:) A "Hiszpańskiego smyczka" czytałam już i nie wiem jaka była tamta recenzja, ale ja polecam
-
2010/12/23 20:47:26
chwila60 - Potwierdzasz, że warto "Hiszpańskiego smyczka" przeczytać, już nawet wysyłałam wici w jego poszukiwaniu.:)
-
2010/12/25 23:02:24
Witam ponownie :) Poniewaz chcialem podzielic sie moimi wrazeniami na temat tej powiesci ze znajomymi, napisalem rowniez swoja recenzje. Zapraszam Was do czytania, jesli macie na to ochote - jest po angielsku, ale zapewne nie bedzie to dla Was stanowic problemu:

felipegalego.blogaliza.org/

Pozdrawiam serdecznie!
-
2010/12/25 23:46:36
Felipe_Galego - Pięknie dziękuję za własne wrażenia i myślę, że dla wielu język nie będzie problemem.:)
-
Gość: robert, *.internetunion.pl
2011/02/20 17:45:33
Ja też początkowo byłem zszokowany zakończeniem "Uciekinierki...", ale po głębszej refleksji doszedłem do wniosku, że ta historia nie mogła się inaczej zakończyć. Catalina spełniła swoje młodzieńcze marzenia - poznała wielki świat poza murami klasztoru, doznała spełnionej miłości, poznała tajemnicę swojego pochodzenia, poznała wspaniałych ludzi. Po przeżyciach związanych z wydarzeniami po pojedynku, uwięzieniem i skazaniem, trudno byłoby się jej odnaleźć w nowej rzezywistości. Te wszystkie przeżycia napewno ją odmieniły. To była już kobieta dojrzała z wielkim bagażem doświadczeń. Zdecydowała się spędzić resztę życia w miejscu, które dobrze znała, które zapewniało jej bezpieczeństwo i w pobliżu swojej przyjaciólki z dzieciństwa - Casildy.
We "Władcy Barcelony" Chufo Llorens trochę odpuścił i napisał przyzwoite zakończenie - chociaż swoich bohaterów również nie oszczędzał... .
Obie te książki nie tylko warto ale i należy przeczytać - w obu przypadkach emocje sięgają zenitu. Ich lektura pozwala na oderwanie się od codzienności i zajrzenie w głąb swojej duszy. Od czasu do czasu warto tam zajrzeć... .
-
2011/02/20 18:01:09
robert - Ja też się cieszę, że to był jednak taki koniec, przecież nie wszystko musi być po myśli czytelnika. Myślę, że gdyby zakończenie było zbyt słodkie to książka nabrałaby bardziej nierealnego charakteru, a tak jest bardziej autentyczna, jak to w życiu. Chociaż tej miłości troszeczkę żal, jednak żal.:)
-
Gość: robert, *.internetunion.pl
2011/02/20 19:54:50
Ano, miłości i pięknej kobiety zawsze żal. A co sądzisz o "Władcy Barcelony"?
-
2011/02/20 20:57:15
robert - Niestety "Władcy Barcelony" nie czytałam, ale czytałam "Katedrę w Barcelonie" i jeśli miałabym je porównać to obie dostarczają tak samo dobrej rozrywki, opartej przede wszystkim na przygodzie. Czyta się je tak, jak ogląda dobry film z akcją.Czy "Władca..." jest podobny, osądź sam.:)
-
Gość: patki, *.icpnet.pl
2017/06/19 17:29:31
witam, czy ktoś ma na sprzedaż tę książkę w twardej oprawie??
Blogi