Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Żegnaj Afryko – Corinne Hofmann

Żegnaj Afryko: dalsze losy Białej Masajki – Corinne Hofmann
Przełożył Dariusz Muszer
Wydawnictwo Świat Książki , 2008 , 174 strony
Literatura szwajcarska


Musiałam, ale to koniecznie musiałam poznać dalsze losy Corinne. Chciałam wiedzieć jak ułożyła sobie życie w kraju po powrocie z Kenii, a przede wszystkim uzyskać odpowiedź na pytanie: czy dobrze odczytałam przekaz pochwały miłości zawarty w jej pierwszej części wspomnień Biała Masajka. Chciałam się dowiedzieć czy kiedykolwiek żałowała decyzji związania się z Lketingą, wojownikiem Samburu.
Nie musiałam się zagłębiać w treść, bo już na tylnej okładce otrzymałam wyczerpującą odpowiedź na to nurtujące mnie pytanie, które jak się okazało, figurowało jako żelazna stała na liście pytań zadawanych przez czytelników. Odpowiedź na nie zawsze brzmiała: Nigdy! Otrzymałam przywilej uczestnictwa w pewnej kulturze, której w tej formie prawdopodobnie już niedługo nie będzie, i dane mi było przeżyć wielką miłość. I tutaj Corinne się nie myli. Trafiłam na artykuł Czy pozwolimy rdzennym kulturom ewoluować na ich własnych warunkach? w National Geographicz 1999 roku, który jej obawy potwierdza.

 

 

Bez żalu więc, bez oglądania się za siebie, ze świadomością przeżycia wydarzeń wyjątkowych, zarówno przykrych jak i radosnych, rozpoczęła nowe życie ponownie od podstaw, ale tym razem z małym dzieckiem. Musiała przede wszystkim odzyskać zdrowie, uzyskać obywatelstwo szwajcarskie, przeprowadzić rozwód z Lketingą, zdobyć pracę i mieszkanie. Pomagała jej w tym rodzina, znajomi z dawnych lat, nowi przyjaciele, obcy, ale życzliwi ludzie, a przede wszystkim własny, niewyczerpany optymizm, stały upór, brawura i niezłomna wola walki. Ta szalona kobieta o niespożytej energii i odważnych pomysłach, często kierująca się impulsem chwili, pomimo i tak życia pełnego przygód, postanowiła zdobyć Kilimandżaro i jako jedna z niewielu z grupy uczestników wyprawy, dopięła swego. Co ciekawe ta góra, a właściwie masyw górski pozostały po trzech wulkanach, uchodząca wśród alpinistów za łatwą, dla przeciętnego turysty jest dużym wyzwaniem, nie tyle kondycyjnym co zdrowotnym. Wielu poddaje się w połowie drogi chociażby z powodu znacznych różnic ciśnienia atmosferycznego, przekraczającego tolerancję organizmu oraz spadku zawartości tlenu w powietrzu. Miałam okazję podczas lotu z Momabasy do Amsterdamu sfotografować szczyt Kilimandżaro. Przynajmniej taką informację usłyszałam w głośnikach. Wyjątkowo uprzejmy kapitan przechylił samolot na lewe skrzydło, by umożliwić pasażerom ten widok:

 

 

Niestety warstwa chmur i niekontrastowy, biały śnieg pokrywający szczyt ograniczyły pole widzenia. Do dnia dzisiejszego zastanawiam się, gdzie to Kilimandżaro widział pilot?! Szukałam nawet z lupą. Nic z tego, widzę nadal tylko chmury. Stawiam książkę z zakładką temu, kto je znajdzie!
A Corinne, po powrocie z wyczerpującej, morderczej wyprawy, zaczęła budować nowe życie ze... zdwojoną energią! I gdyby nie trudności, o których pisze jak o niezasługujących na uwagę przeszkodach, myślałabym, że tej kobiecie wszystko przychodzi łatwo, lekko i bez wysiłku: praca, wychowanie córki, sukces wydanej książki, nowy związek, realizacja planów i wyznaczanie kolejnych celów do osiągnięcia.
Przyglądałam się jej życiu z ogromną uwagą i z jednoczesnym podziwem. To jedna z tych osób, która zamiast narzekać i obwiniać świat o swoje niepowodzenia, szuka dróg wyjścia poruszając niebo i ziemię, by jej sprzyjały. I sprzyjały jej w dwójnasób! Miałam wrażenie, że gdyby sobie postawiła za cel wybudowanie stadionu olimpijskiego w nowym dla niej mieście, w obcym kraju (tak, tak mam na myśli Polskę), bez żadnych środków finansowych i znajomości, wybudowałaby go! A co tam! Nie zawaham się powiedzieć, że nawet dwa! Drugi dla Ukrainy, żeby było sprawiedliwie.
Obie książki zarażają optymizmem, podnoszą na duchu, dodają energii, udowadniając, że wszystko jest możliwe, trzeba tylko chcieć, a przede wszystkim mieć odwagę, żeby do tego dopuścić. W życiu wszystko może się zdarzyć, trzeba tylko dać temu szansę, a potem niczego nie żałować, tylko iść dalej do przodu. Niby truizm,slogan, ale nabiera realizmu w kontekście przeżyć Corinne, która jest ucieleśnieniem tego przesłania. Żywym dowodem.

wtorek, 23 listopada 2010, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Sesolello, *.multi-play.net.pl
2010/11/23 00:28:08
Jest chyba widzę, na samym horyzoncie :) Charakterystyczny kształt.
-
Gość: Elina, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/11/23 09:08:57
Clevero, Ty nie czytasz książek, ty je po prostu połykasz! Ale czy wiesz , że mnie całkowicie przekonałaś?
Jeżeli coś na tym zdjęciu ma być Kilimandżaro to ten stożek na samym horyzoncie i tutaj mój poprzednik/moja poprzedniczka miała rację. Ja tam coś widzę!;)

Zazdroszczę Ci tej wyprawy na Czarny Ląd.
-
2010/11/23 09:22:17
Widzę, widzę! Na samym przodzie, tak mniej więcej po środku. :-)
Kusisz kobieto, kusisz. Muszę koniecznie zabrać się za pierwszą część. :-)
-
2010/11/23 21:17:35
Sesolello - A mnie się wydaje, że to jednak chmury.:D

Elina - No tak, ostatnio mam wenę, ale jak się dobrze przyjrzeć, to mam tak od zawsze. Zmieniło się tylko miejsce, kiedyś na strychu, a teraz w Internecie.:)

rockfree - Kuszę, bo bardzo ciekawa i kobieta, i jej losy, a jeszcze dobrze opisane do tego.:)

-
2010/11/23 22:54:01
Oj a ja też z chęcią przeczytałabym dalsze losy :) Ciekawe bardzo ciekawe :)
-
2010/11/23 23:07:41
szukamzyjepragne - Nie dodam nic nowego poza tym, że bardzo, bardzo ciekawe. ;)
-
Gość: Sesolello, *.multi-play.net.pl
2010/11/23 23:18:20
No z jednej strony, od lewej, jest prześwit między chmurami, ale dalej w prawo to tak wygląda jakby już było ponad, lekko płaskie, z jednej strony bardziej :D Nieźle mnie to zafascynowało, teraz wchodzę i gapię się na zdjęcie "gdzie jest Wally" :))) Zazdroszczę wyprawy do Afryki.
-
2010/11/23 23:24:50
Sesolello - Tez tak miałam przez jakiś czas, potem pomyślałam, że pewnie nie zdążyłam, bo tak szybko przeleciał, a teraz myślę, że może chciałam to mieć pod nosem, a to jest gdzieś tam na horyzoncie? Ale w sumie z tych chmur to można wszystko wyczytać, jak z fusów po kawie.:D A jakoś mnie tak rzuciło w tę stronę świata, chociaż moje marzenia wybiegają dużo bliżej, bo do Rosji. Zobaczyć Moskwę i Petersburg i więcej, prócz książek, niczego mi do szczęścia nie potrzeba.:)):)
-
2010/11/24 00:30:05
Słyszałam już o "Białej Masajce", ale nie miałam okazji przeczytać. Choć muszę przyznać, że czuję się jakbym już była po lekturze tej książki. A to z racji nadgorliwej znajomej z wakacji, która mimo moich sprzeciwów opowiedziała mi praktycznie całą treść fragmentami i nie sposób jej było przerwać.
Myślę, że jednak po krótkim czasie zapomnę jej opowieści i z radością sięgnę po tę powieść i może także jej drugą część.

Zazdroszczę podróży do Kenii. I oczywiście tego przelotu nad Kilimandżaro (gdziekolwiek ono tam sobie jest), bo przecież zawsze możesz się tym pochwalić niekoniecznie pokazując zdjęcie ;)

Pozdrawiam :)
-
Gość: Sesolello, *.multi-play.net.pl
2010/11/24 15:31:13
No, ja myślę, że kapitan wiedział co mówi, jeśli lecieliście z Mombasy to Kilimandżaro musiało by daleko po lewej. Afryka chyba jest bardziej egzotyczna niż Rosja, więc Petersburg jest w zasięgu ręki :) Nawet pociągi tam z Polski jadą ;)
-
2010/11/24 17:51:26
Uwielbiam Twoje recenzje, choćby książka mnie nie interesowała i tak przedstawisz ją tak znakomicie, że aż chcę przeczytać :)
-
2010/11/24 20:50:09
Sesolello - Kapitanowi trzeba ufać, zwłaszcza jak siedzi za sterami i ma za zadanie dolecieć.:) A Rosja może i egzotyczna nie jest, ale jestem niepoprawna rusofilką i odbieram ją w pierwszej kolejności emocjonalnie, a potem dopiero poznawczo. W kontekście Corinne to właściwie nie ma żadnego wytłumaczenia, dlaczego jeszcze tam nie byłam.:D

Futbolowa - Oj! Zabrzmiało niebezpiecznie. No bo co, jeśli ktoś będzie miał inny gust i moje zachwyty się nie potwierdzą? No, ale to już kwestia gustu. Inna rzecz, że w każdej książce widzę coś dobrego, rzadko spisuję na straty. Do tej pory w historii mojego blogu wyrzuciłam do kosza tylko jedną książkę, a w ogóle w życiu 2, za fałszowanie historii, więc strata żadna.:)
-
2010/11/26 14:32:32
O, z tym wyrzucaniem książek do kosza to jest znakomity pomysł na notkę - kiedy, czy w ogóle i dlaczego, jeśli już. :)
-
2010/11/26 14:49:30
agnes_plus - Temat trochę delikatny, bo oficjalnie książek nie wyrzucamy, ale wystarczy przejrzeć śmietniki, żeby fakty przemówiły. A jeśli wyrzuca czytelnik, użytkownik świadomy ich wartości, to może być ciekawie. Nawet bardzo ciekawie. Napisz, namawiam.:D
-
2013/07/03 11:38:58
Dla mnie książka była zbyt nudna a historię w niej opisane mało interesujące,

czytamtocodobre.blox.pl/2013/07/Zegnaj-Afryko-Dalsze-losy-Bialej-Masajki-Corinne.html
-
2013/07/03 15:47:20
lipka02 - Dziękuję za link, poczytam dlaczego. :)
Blogi