Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Gulasz z turula – Krzysztof Varga

Gulasz z turula – Krzysztof Varga
Wydawnictwo Czarne , 2008 , 109 stron
Seria Sulina
Literatura polska


Otrzymałam takie oto zaproszenie na wieczornicę inaugurującą Dni Książki Węgierskiej:

 

 

Z przyjemnością zaplanowałam w niej udział, ciesząc się nie tylko na wymienione w programie spotkania degustację tradycyjnych potraw węgierskich i koncert muzyki tego kraju, ale przede wszystkim na odczyt popularnonaukowy poświęcony współczesnej literaturze węgierskiej rodowitej Węgierki - Márii Dávid, lektorki z Zakładu Ugrofinistyki Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Po takich spotkaniach zawsze wychodzę z notatkami zawierającymi nazwiska najważniejszych pisarzy, przy okazji ujednoliconych w poprawnej wymowie, których warto, należy lub powinnam przeczytać, od tych najstarszych po współcześnie piszących. Mam więc wiedzę, mam nazwiska oraz tytuły i nigdy nie zaczynam czytać powieści ze sporządzonej z takim pietyzmem listy. Na przekór autorytetom zaczynam przygodę z literaturą danego kraju od książki... polskiej, napisanej przez Polaka. Tak było z literaturą czeską i wprowadzającym mnie w mentalność Czechów Gottlandem Mariusza Szczygła, i tak też postąpiłam z literaturą węgierską, zaczynając od Gulaszu z turula Krzysztofa Vargi. Chociaż w trakcie czytania dowiedziałam się, że Polakiem jest tylko w połowie, ale za to tym ciekawiej było dla mnie. Nikt lepiej nie wie od syna dwóch narodów, jak o Węgrach opowiedzieć Polakowi. Autor uznał, że najlepiej poprzez jedzenie, bo Polak kocha jeść, a nawet przez żołądek do jego serca trafić można, zwłaszcza męskiej części narodu. Dlatego cała książka to jedzenie podane w tytule głównym, przewrotne nazwy dań w tytułach rozdziałów, a przede wszystkim obfite posiłki w samej treści eseju serwowane w budapeszteńskich restauracjach, barach, knajpkach, kawiarniach, winiarniach i tych przygotowywanych z sercem i miłością w węgierskich domach. Tam też jest najwięcej zup zawiesistych, gulaszy mięsnych, paprykarzy ostrych, tłustych smalców, kotletów wieprzowych z jedynej w swoim rodzaju węgierskiej świni i, chciałoby się dodać za Kabaretem OT.TO, i zasmażka!, i zasmażka! Po lekturze byłam najedzona, ba! – przejedzona! Oczywiście w dobrym znaczeniu tego słowa!
Przede wszystkim ciężkostrawnym smutkiem, podanym w sosie ironii, doprawionym lekkim przymrużeniem oka. Portretem kraju, w którym Stanisław Bareja miałby okazję do nagrania kilku kolejnych, słodko-gorzkich komedii. Przesiąknięty absurdem uznanym za normę i żalem jego obywateli, że nie może być inaczej. Historycznie niepogodzonym z ambicjami bycia znaczącym państwem na arenie międzynarodowej (jakie to mi bliskie!), bo dopóki Węgry znów nie będą wielkie, dopóty ludzie nie będą szczęśliwi, dlatego Węgier znajduje szczęście w swoim płaczu. Nostalgia jest jego towarzyszką dnia codziennego, a historia węgierskiej kultury to historia czynu samobójczego ze słynnym hymnem samobójców całego świata Szomorú Vasárnap, który przeżył nawet epizod zakazu jego grania w trosce o życie obywateli. Jednym zdaniem – na całej połaci Basenu Karpackiego, a szczególnie nad węgierską krainą, smog nostalgii, z którym walczy turul:

 

 

Ptak od dzioba po szpony fikcyjny, całkowicie wymyślony. Dziwne skrzyżowanie orła z gęsią uosabiające nadzieje, marzenia i kompleksy, a którego podobiznę można znaleźć wszędzie. Na pomnikach, kamienicach, tablicach, emblematach wojskowych, plecakach nacjonalistycznie zorientowanej młodzieży i na płaskich piersiach dziewczyny.
Z takich składników autorowi wyszedł przepyszny gulasz z turula. Obfity w fakty współczesne jak i te sięgające w głąb szeroko ujętej historii Węgier. Okraszony smakowitymi kąskami własnych ocen, spostrzeżeń, porównań, wspomnień z dzieciństwa i ciekawostek niedostępnych w poważnych książkach historycznych. Podlany ostrym sosem krytyki, złagodzonym odrobiną humoru. Podany na tacy sugestywnych opisów, w których wyczuwałam smak, zapach, łapiąc się na odruchowym wycieraniu tłustych palców o spodnie.
Po takim obfitym posiłku pozostał we mnie efekt... przejedzenia?
Absolutnie nie!
Mam ochotę teraz na danie główne, podane przez Márię Dávid w menu odczytu – Sándor Márai (Szandor Maroi), Imre Kertész (Imre Kertis), Gyula Krúdy (Giulo Krudi), Péter Esterházy (Piter Esterhazi), Péter Zilahy (Piter Zilahi), Ádám Bodor, o ile dobrze zanotowałam poprawną pisownię i wymowę. Mam chęć na wszystko!
Od czego zacząć?

 

Gulasz z turula [Krzysztof Varga]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 

 

Tutaj obejrzałam wykonanie hymnu samobójców w wersji węgierskiej w filmie Gloomy Sunday. Muszę przyznać, że robi piorunujące wrażenie w tej oprawie filmowej. Coś z tymi Węgrami jednak nas łączy, choć sami nie wiemy co.

niedziela, 19 grudnia 2010, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/12/19 00:35:34
Ależ Ci zazdroszczę tego spotkania, jak i tej lektury. Chyba sama kiedyś powinnam to przeczytać. A jeżeli chodzi o literaturę, to Sándor Márai przede wszystkim, bo jest cudowny. Np. taka króciutka książeczka "Żar". Albo zbiór jego opowiadań "Magia". "Pierwsza miłość" była pierwszą (jak to się miło składa!) jego powieścią jaką przeczytałam i zrobiła ona na mnie ogromne wrażenie.

Nie widzę jednak na Twojej liście żadnej kobiecej pisarski węgierskiej. Cóż, sama znam tylko jedną ;) Nazywa się Magda Szabó i jak dotąd czytałam jej dwie książki, w tym jedną, uznaną za młodzieżową, "Tajemnicę Abigél". Inna, "Staroświecka historia", jest oparta na wątkach autobiograficznych, na pierwszy rzut oka wydaje się przewidywalna, ale tak naprawdę jest... mocno specyficzna. Czuje się, że Szabó ma bardzo wyjątkowy styl. Dużo jej książek jest do dostania na allegro, w większości tanie jak barszcz, więc polecam :)
-
2010/12/19 11:57:09
pani Katarzyna - A wiesz, że nie zwróciłam na to uwagi. Faktycznie brakuje kobiet. Magdę Szabó widywałam w blogach, a opinia o jej twórczości była bardzo dobra. Dziękuję za cenną podpowiedź. A o Márai też myślałam jako o pierwszym. :)
-
2010/12/19 12:33:17
Mam strasznego smaka na ten gulasz. No i przywołałaś "Gottland", więc tym bardziej :D
-
Gość: Elina, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/12/19 17:50:25
Mówiąc szczerze, to nie mam pojęcia jak skomentować Twoją recenzję. Może od tego, że na Węgrzech byłam cztery razy, a nigdy nie przeczytałam żadnej książki węgierskiego autora? Od lat poluję bezskutecznie na "Tajemnicę Abigail" , a żaden inny autor nie jest mi znany. Trzeba to zmienić!
-
2010/12/19 20:44:56
Bazyl - A gulasz smaczny, warty spałaszowania.:)

Elina - No to masz świetną ściągę od czego zacząć. Warto poczytać o kraju, do którego się jeździ.:)
-
2010/12/19 21:40:13
swietna ksiazka.
:)
-
2010/12/19 22:21:21
mary - Pyszna!:D
-
2010/12/20 16:59:27
też :)
-
2010/12/21 18:18:47
"Gulasz...." ma niesamowity początek - ten dialog o działaniach wojennych admirała Horthy'ego. Po przeczytaniu tej pierwszej strony ciężko nie sięgnąć po dalsze historie :-)
A "Tajemnicę Abigail" też polecam.
-
2010/12/21 18:58:24
karolina_kozlowska - Oj tak! Nawet się zastanawiałam, czy go nie zacytować, ale stwierdziłam, że nie będę odbierać przyjemności czytającym. Tytuł już zanotowała, w ogóle nazwisko Szabó.:)
-
2010/12/22 09:07:46
Ach, zazdroszczę xD Będę się musiała rozejrzeć za tą książką! xD

Pozdrawiam serdecznie!
-
2010/12/22 21:16:44
owarinaiyume - Polecam, warto:)
-
2010/12/23 13:45:14
Czytałam "Tequilę" Vargi i pamiętam, że świetnie operuje słowem. Gulasz do schowka, koniecznie.
-
2010/12/23 20:49:22
agnes_plus - Dobrze przeczytać, że warto sięgnąć po "Tequilę". Dziękuję za podpowiedź.:)
Blogi