Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Zmierzch i historia - Nancy R. Reagin

Zmierzch i historia - pod redakcją Nancy R. Reagin
Przełożyli Ewa Siarkiewicz , Piotr Żak
Wydawnictwo Prószyński i S-ka , 2010 , 327 stron
Literatura amerykańska


Pisk w księgarni!
Koncertowy dźwięk, który boleśnie wyrwał mnie spomiędzy półek i ciszy dylematu – osiołkowi w żłoby dano. Pierwszy rzut oka – nastolatka i zaraz myśl – Keanu Reeves właśnie odwiedzający Polskę, zajrzał w przelocie w poszukiwaniu słownika polsko-angielskiego? Na drugi rzut oka – nie, to Zmierzch i historia wsunęła się mroczną okładką na półki, popychana ręką księgarza.
O Matko Noc! – pomyślałam moim ulubionym okrzykiem z cyklu Czarnych Kamieni.
Dożyłam czasów, w których nastolatka piszczy na widok książki! Nogi w kolanach się pode mną ugięły i gdybym nie zahaczyła po drodze o usłużną opasłość trzech tomów Achai Andrzeja Ziemiańskiego (świetna trylogia!), padłabym zapewne na kolana mamrocząc pod nosem: dzięki wielokrotne i po wielokroć dzięki, misja zarażania książkową pasją zakończona, teraz mogę odejść spokojnie do Krainy Śniących Książek. Ale zaraz, zaraz. Otrzeźwiła mnie myśl, że jeszcze nie mogę, jeszcze nie przeczytałam wcześniej wydanej pozycji Zmierzch i filozofia z tej popularnonaukowej literatury przedmiotu o sadze Zmierzchu. Od roku krąży wśród zaprzyjaźnionej młodzieży po okolicznych bagnach, ostępach i zagrodach mojego końca świata, bo zachciało mi się eksperymentu. Postanowiłam tym razem, że czas na egoizm pierwoczytania, a potem zaproponuję wymianę zakładników.
Kiedy więc otrzymałam ją od portalu Czytadełko, zupełnie nie wiedziałam czego dokładnie się spodziewać i w ogóle jaką to historię, inną historię można przedstawić, opowiedzieć, pokazać, poza już mi znaną z sagi?
Otóż można!
Pod jednym warunkiem. Oddać sagę Zmierzchu w ręce i pod lupę specjalistów, którzy z napisu Szprotki w sosie własnym na konserwie, potrafią napisać traktat O mieszkaniu ciasnym, ale własnym. Trochę się przestraszyłam, bo poważne gremium, jakie zebrała redaktor książki, to doktorzy i profesorowie wykładający na europejskich i amerykańskich uniwersytetach historię i literaturę. A mając w pamięci statystyczny rozkład Krzywej Gaussa, większość fanów sagi to nastolatkowie, dla których liczyły się przede wszystkim emocje, a nie jakieś tam opisy przyrody (tutaj z pokolenia na pokolenia anse się nie zmieniają) i inne wydumane historie.
I tu spotkała mnie wielka niespodzianka!
Autorzy wzięli to pod uwagę. Już samo przedstawienie sylwetek autorów w indeksie nazwisk pod wspólnym tytułem Kadra liceum w Forks było na poły poważne, na poły z przymrużeniem oka. Ta sama zasada dotyczyła krótkich opisów ich sylwetek.
Odetchnęłam z ulgą! Będzie przystępnie. I było! A do tego ciekawie. Bardzo ciekawie!
Książka składa się z trzech części: powiązanej charakterystyki bohaterów człowiek-wampir-wilkołak, historii rodzinnych najważniejszych postaci sagi i opisu świata wampirów, a wszystko to w kontekście historycznych dziejów mających wpływ na kształtowanie się osobowości bohaterów oraz na charakter stosunków indywidualnych miedzy nimi, a także między wampirzymi rodzinami, klanami i rodami, bo jak pisze autorka jednego z podrozdziałów: Czytelnicy nigdy nie dowiadują się, dlaczego wampiry w Zmierzchu są, jakie są, i co ich uczyniło tak odmiennymi od wszystkich wampirów, jakie znaliśmy do tej pory.
Tę pierwszą część szczególnie polecę mojej zaprzyjaźnionej młodzieży, zwłaszcza maturzystom do powtórki. Przeczytać wykład uniwersyteckiego wykładowcy z Missisipi, z kanadyjskiego Ontario czy z Nowej Zelandii o bajronowskim bohaterze romantycznym ucieleśnionym w Edwardzie Cullenie w odniesieniu do Darcy'ego, Rochestera i Heatcliffa z kultowych powieści Duma i uprzedzenie, Dziwne przypadki Jane Eyre czy Wichrowe wzgórza, w której zaczytywała się Bella Swan, można tylko w tej książce.
Sam cymes!
Mnie najbardziej zainteresowała część druga. Pomieszczona w kilku rozdziałach, przypominała zbiór mini opowiadań, krótkich historii z przeszłości, o której niewiele wiedziałam: żołnierskiej Jaspera, góralskich korzeniach Emmeta, traumatycznych przeżyciach w szpitalu psychiatrycznym Alice, źródle „wegetarianizmu” Carlisle’a oraz o biologicznie nierodzinnej rodzinie Cullenów konfrontowanej z rozkładem wartości i degradacją współczesnej rodziny amerykańskiej. Ta historia urojona każdego z nich, której pojęcie Nancy R. Reagin obrazowo i przystępnie wyjaśniła we wstępie, pozwoliła mi na zrozumienie pragnienia czegoś, co nigdy nie istniało, „przeszłości”, która wydaje się zarówno bezpieczna, jak i łatwa do zrozumienia, ze względu na jej prostotę i zaufanie do wartości. Tęsknoty, która ogarnęła i zawładnęła milionami czytelników na całym świecie. W tym i mną.
Natomiast część trzecia pomogła mi umiejscowić wszystkie wydarzenia w sadze, w historii ludzkości, chronologicznie je uporządkować, zestawiając cezury czasowe również w formie takiej tabeli:

 

 

Same korzyści? Nic z tego!
Historia w swoim obiektywizmie działa również na niekorzyść autorki sagi, wytykając jej bezlitośnie błędy i potknięcia historyczne. Niesprawdzone wykorzystanie faktów w budowanej fabule, które nie mogły mieć miejsca, bo w danym okresie dziejów jeszcze nie były znane lub nigdy nie istniały w takiej formie. Szczegóły, które może dostrzec tylko historyk specjalizujący się w dziejach Anglii i Ameryki Północnej. Jest ich sporo, ale nie wymienię. Nie dam tak łatwo przeciwnikom sagi broni do ręki. Niech ją sami w pocie niechęci i obrzydzenia zdobędą! Przy okazji dowiedzą się, że saga nie jest tylko historią głupiej, nastoletniej miłości, ale jest w dużym stopniu moralitetem dwudziestego pierwszego wieku z bajkowym zakończeniem. I nie chcę słyszeć, że bajki są dla dzieci. Ktoś, kto czytał Cudowne i pożyteczne Bruno Bettelhaima, nie odważy się powielać takich sloganów. To także historia mówiąca wiele o nas samych, o naszej przeszłości dziedziczonej w obyczajach, wierzeniach, baśniach, a przede wszystkim w pragnieniach i marzeniach.
Taaak...
Tak to jest, kiedy niepozorną opowieść o komicznych nastolatkach i śmiesznych wampirach poddamy fachowej analizie historyczno-literackiej.

 

 

Na skrzydełku książki wydawnictwo poleca wcześniej wydany Zmierzch i filozofię, który zaginął mi w akcji. Teraz muszę go zlokalizować, zaproponować wymianę (moich własnych książek!), przeczytać i sformułować wnioski z przeprowadzonego eksperymentu.

sobota, 04 grudnia 2010, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/12/04 16:12:02
"Zmierzch" moralitetem?! Chyba w tym samym stopniu co "M jak miłość".
-
2010/12/04 16:58:11
Wygląda to raczej na wyrób książkopodobny. Ale zawsze twierdziłem, że lepiej czytać głupoty niż nie czytać wcale :)
-
2010/12/04 17:52:26
A ja jestem ciekawa, co też oni tam nawymyślali :) Szkoda mi co prawda pieniędzy, ale może trafi się kiedyś solidna promocja.
-
2010/12/04 18:38:00
a ja nawet "Zmierzchu" nie przeczytałam, muszę w końcu się zebrać :) Stoi na półce i zerka na mnie tylko ;)
-
2010/12/04 20:20:02
Impressje - Tak, tak, dokładnie to słowo zostało użyte, które przytoczyłam w kontekście całego zdania. Z profesorami nie będę polemizować.:)

maaecuss - W sumie tak, zawsze można pobić rekord czytania na czas w ostateczności.:)

Futbolowa - Oj nawymyślali, że ho, ho! Przy okazji przekonałam się, ile można zobaczyć w powieści, kiedy zna się historię kraju pisarza.

tajemnica33 - Jeśli już zerka, to tylko jeden krok do wzięcia i przeczytania.:)



-
2010/12/04 20:24:29
Furda książka, ale tekst o niej... cymesik :D
-
2010/12/04 20:27:45
Bazyl - Furda to jest dopiero słowo cymes. Nie znałam, u mnie takiego nie ma. Zapamiętam i może wykorzystam, tylko kto mnie u mnie zrozumie?:)
-
2010/12/04 21:10:24
Ci co czytają staropolszczyznę. Niestety, to już raczej grupa w zaniku, oczywiście nie zliczając gonionych na siłę pacholątek ze szkół :D
-
2010/12/05 09:52:08
Ona zerka już jakiś czas ;) zawsze wygrywa z nią ktoś inny ;)
-
2010/12/05 12:03:56
taemnica33 - Też tak mam z niektórymi tytułami. Biedne my biedne w tym urodzaju.:))

Bazylu - Nie czytam "starożytności", może robię błąd, bo i język byłby może jakiś taki bardziej ubogacony, ale jakbym zaczęła mówić do swoich (bo to jest zaraźliwe) - ty poczywaj, a ja pobruczę - to już by nie mówili, że czytam za dużo, tylko zakazaliby w ogóle czytać. A tego bym nie przeżyła.:D
-
2010/12/05 15:42:33
nie, ja sie nigdy nie przekonam do takich ksiazek, juz pomiajac caly "Zmierzch", doszukiwanie sie drugiego dna w tym, te wszystkie teorie, to chyba nie jest dla mnie
-
Gość: Penny Lane, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/12/05 16:41:05
Chętnie przeczytałabym tą książkę, ale szkoda mi na nią pieniędzy. Może ktoś mi ją kiedyś pożyczy.

PS. Zmieniłam adres bloga i nick.
Kiedyś byłam Karaluszyskiem z karaluszysko-czytajac.blogspot.com, teraz jestem Penny Lane z prywatna-czytelnia.blogspot.com :)
-
2010/12/05 23:00:23
paper-lanterns - Ale jakie to drugie dno ciekawe! Ale nie namawiam. Również mam takie książki, do których nie dałabym się skusić żadnymi zachętami i obietnicami.:)

Penny Lane - Zawsze można poczekać, aż pojawi się w bibliotece jeśli znajomości zawiodą. Dziękuję informację o zmianie miejsca.:)
Blogi