Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Co to za Coś – Dave Eggers

Co to za Coś: autobiografia Valentino Achak Denga – Dave Eggers
Przełożył Jerzy Łoziński
Wydawnictwo Zysk i S-ka , 2010 , 625 stron
Literatura amerykańska


Stała sobie na empikowej półce z taką skromną, oszczędną, negroidalną stylizacją. Po prostu brzydactwo, które, a może właśnie dlatego, zagarnęło do siebie mój wzrok, przykuło uwagę czułą na wszystko co afrykańskie. To wystarczyło, żeby wyciągnąć dłoń i przejrzeć informacje poumieszczane na okładkach i skrzydełkowych przedłużeniach. To one ostatecznie przeważyły o chęci jej przeczytania. A właściwie trzy zdania od Valentino, współautora i jednocześnie bohatera opowieści: Ta książka jest formą walki i dodaje mi pasji do walki. Walka zwiększa moją wiarę i ufność w ludzi. Dzięki, że sięgnęliście po tę książkę, i niech się wam darzy. Tak do czytelników może zwracać się tylko człowiek przepełniony życiową mądrością. Byłam ciekawa jak ją zdobył, dlaczego walczy i o co?
Nie przypuszczałam jednak, że pod tak niepozorną okładką i za tą życiową mądrością stoi wstrząsająca historia, bolesne doświadczenia i gorzka prawda o świecie dorosłych, w którym dziecko stoi na najniższym szczeblu drabiny społecznej. Valentino sam nie opisał swojej historii. Pisarskiego talentu użyczył mu Dave Eggers, który po wysłuchaniu relacji trwającej kilka lat!, stworzył powieść opartą na faktach z życia swojego rozmówcy.

 

 

Opowieść rozpoczętą w amerykańskim mieszkaniu, na którego podłodze leżał skrępowany Valentino. Pilnowany przez chłopca postawionego na straży przez włamywaczy, widział w nim taką samą ofiarę jaką był sam, we własnym kraju, w Sudanie, skąd uciekł do USA, w nadziei na życie w pokoju, na świat bez przemocy. Związany, zakneblowany, w myślach opowiedział pilnującemu go chłopcu wpatrzonemu w TV, swoją drogę do tego miejsca, na tej podłodze. Los jednego osieroconego dziecka z kilku tysięcy Zagubionych Chłopców, błąkających się po kraju, uciekających od zamieszek wojennych, nalotów bombowych, bratobójczych walk armii rządowej z rebeliantami, próbujących tylko przeżyć. Valentino miał siedem lat, kiedy jego miejscowość licząca tysiąc pięciuset mieszkańców, została spacyfikowana, a w jego umyśle pozostał obraz, którego żadne dziecko nie powinno nigdy oglądać – poszarzałą twarz matki, jej znieruchomiałe oczy. Kiedy nie wierzy, że będzie w stanie cię uratować. Upadek ostatniego muru bezpieczeństwa. Koniec dzieciństwa.
Valentino nigdy go nie odzyskał. W tym jednym momencie stał się najmniej wartościową rzeczą mogącą służyć jako żołnierz ćwiczony w zabijaniu, żywe zapasy krwi trzymane w stodole dla rannych żołnierzy lub być sprzedanym w niewolę do Libii, Czadu czy Mauretanii. Musiał natychmiast dorosnąć, aby uniknąć takiego losu i aby przeżyć w świecie, w którym nie mógł płakać, bo w wycieńczonym ciele nie było dosyć wody. W którym był przynętą dla padlinożerców i trzeba było uważać, żeby w czasie snu nie paść ich ofiarą za życia, a w ciągu dnia nie być zjedzonym przez drapieżniki. W którym umierający chłopiec, niemający siły do dalszej wędrówki przed siebie, siadał pod drzewem i zasypiał snem ostatnim, by potem taki chłopiec jak Valentino grzebał ciało chłopca takiego jak William K.. W świecie, w którym każdy chciał, żeby był martwy.
Nawet Bóg...
I mimo, że Valentinowi udało się przeżyć i dotrzeć z rodzinnej miejscowości Marial Bai do obozu uchodźców najpierw w Etiopii, a potem w Kenii, które zaznaczyłam na dołączonej do książki mapce:

 

 

długo jeszcze żył w świecie nawiedzających i prześladujących go duchów i cieni. Łącznie, zanim trafił do Atlanty, spędził w obozach 13 lat. Pomimo pozorów normalnego w nich życia, a właściwie jego przeżywania w formie wegetacji, dla Valentino było ono rodzajem czyśćca. Miejscem, gdzie nikt nie chciałby spędzić nawet dnia. Marzył tak, jak każdy nastolatek planujący ufnie przyszłość, o miejscu, w którym otrzyma szansę na stabilne życie, na zdobycie zawodu, pracę, założenie rodziny z bezwarunkową miłością.
I prawie się udało, gdyby nie to, że właśnie leży skatowany we własnym mieszkaniu, a słowa powitania amerykańskiej rzeczywistości ziemi obiecanej wypowiedziane ustami nastoletniego Afroamerykanina brzmiały:
- Co ty koleś robisz tutaj? Przyjeżdżasz i paradujesz se w garniturze, że niby to jaki jesteś wykształcony? Nie wiedziałeś, że dostaniesz tu wpierdol?
Czym więc jest to tytułowe Coś?
Valentino, jak prawdziwy Afrykańczyk, nie mówi wprost, nie wskazuje konkretnie, nie określa dosłownie. Przytacza za to opowieść często powtarzaną przez ojca podczas rodzinnych spotkań, tłumaczącą wartości jakimi powinien kierować się w życiu człowiek, a które wbrew pozorom nie są jednak tym Czymś.
Więc co to za Coś?
Nadal nie wiem tak, jak nie wiedział za każdym razem kolejny opowiadający o tym Czymś. Tego nie można pojąć, to trzeba poczuć. Ta opowieść daje taką możliwość każdemu, a każdy, który poczuje to Coś, będzie osobistym zwycięstwem Valentino w walce o lepsze jutro, bo w jego przypadku robienie czegokolwiek innego nie byłoby ludzkie.
Po to przeżył.

 

 

Tutaj wysłuchałam Valentino, dlaczego prowadzi fundację budującą szkoły w Sudanie. Wśród sponsorów jest również George Clooney, którego wizytę w Marial Bai obejrzałam na stronie fundacji. Ja również dołączyłam do tego grona, bo zysk ze sprzedaży książki, jak głosi informacja na jej kartach, wspomaga właśnie tę fundację. Przyjemnie zacząć Nowy Rok 2011 od pomagania innym.

sobota, 01 stycznia 2011, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/01/01 10:54:54
Lepszego 2011 roku:)
-
2011/01/01 12:20:08
Dziękuję bardzo za recenzję! Książkę już odłożyłam i mam nadzieję, że uda mi się ją niedługo kupić.
-
2011/01/01 14:57:12
Co wejdę do Ciebie, to mnie skręca z zazdrości, że można TAK pisać.
Świetna recenzja, książkę już zamówiłam.
-
2011/01/01 16:59:45
A ja sobie chyba tą pozycję odpuszczę... Zapowiada się ciekawie ale jakoś mnie do niej nie ciągnie.

Pozdrawiam Lena
www.recenzje-leny.blogspot.com
-
2011/01/01 22:22:18
nutta - Dziękuję i tobie też takiego życzę.:)

himilka - Cała przyjemność po mojej stronie, zwłaszcza, że książka pochłania i co lubie nie jest ckliwa. Operuje faktami bez patosu.:)

agawa79 - Cieszę się, że dołączysz do grona sponsorów, zwłaszcza, że książka warta przeczytania.:)

lena173 - Nie dziwie się tobie, trzeba mieć trochę odporności do czytania tej powieści i trzeba mieć dla niej czas.:)
Blogi