Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Chciwość jest dobra – Zbigniew Machowski



Chciwość jest dobra – Zbigniew Machowski
Wydawnictwo Nowy Świat , 2011 , 286 stron
Literatura polska


Na początku zdobywania wiedzy o otaczającej mnie rzeczywistości byłam przekonana, że ludzkością, a tym samym światem, rządzą tylko trzy największe namiętności – władza, seks i pieniądze. Potem przeczytałam Tunel Gary’ego Bravera, który przeforsował bardzo przekonująco pogląd, że kierunek rozwoju ludzkości dyktuje zemsta samego Złego. A w tej książce z kolei spotkałam się z bardzo wiarygodną teorią, że chciwość wyjaśnia, streszcza i wyraża esencję ducha ewolucji. Chciwość, we wszystkich swych postaciach – życia, pieniądza, miłości, wiedzy – popycha w górę rozwój ludzkości. Nie mam jednak poczucia chaosu, bo wiem, że każdy pogląd zależy od punktu siedzenia. Cytowane powyżej zdania nie są słowami autora, a bankiera Gordona Gekko granego przez Michaela Douglasa w filmie Wall Street w reżyserii Olivera Stone'a. To właśnie tę teorię zawartą w aktorskiej kwestii i ten punkt siedzenia wykorzystał autor do zbudowania swojej wersji teorii ewolucji ludzkości, wykorzystując do tego liczne fakty ze współczesnej polityki. I tutaj zgodzę się z autorem świetnego Gulaszu z turula, który na odwrocie książki umieścił taką opinię:

Zwłaszcza z drugim jego zdaniem, bo autor pokusił się pokazać mi prawdopodobny scenariusz wydarzeń politycznych i gospodarczych, serwowanych codziennie w moich ulubionych telewizyjnych Faktach i Wiadomościach, jako ciąg większej całości niedostępnej przeciętnemu odbiorcy. Połączył znane fakty logicznie skonstruowaną fabułą oraz bohaterami, którzy tak naprawdę są drugoplanowi w tej opowieści, tworząc prawdopodobny proces zdobywania realnej władzy ukryty przed oczami zwykłego obywatela, a którego odpryski skutków oglądam w mediach w postaci doniesień o na przykład galopującym wzroście cen paliwa.
To właśnie on jest głównym bohaterem.
Proces, w którym chciwość i materializm dyktuje kierunki rozwoju polityki, a tym samym świata i funkcjonujących w nim ludzi. Pesymistyczny w swoim przekazie, forsującym teorię, że światem rządzą finansiści, a ideały zamieniły się w interesy. Mniejsze, większe i te największe, w które można zostać wplątanym wbrew własnej woli tak, jak Maks i Joanna, postronni bohaterowie, pionki stojące na drodze miażdżącej machiny, być ich inicjatorem, tak jak Andriej Blazow, pomysłodawca i organizator tajnej operacji Alfa mającej na celu przejęcie polskiej spółki gazowej z koncesją na poszukiwanie gazu łupkowego lub zwycięzcami w tej grze tak, jak bankierzy zgarniający całą pulę. Powodzenie, a nawet życie w tej wojnie wywiadów polityczno-gospodarczych, w której ludzie i technika informacyjna są tylko narzędziami, zależy od tego, jak bardzo człowiek jest chciwy i jak wysoko stoi na drabinie hierarchii społecznej. Wszystkie chwyty są dozwolone, a świat w tej grze nie jest ograniczony lojalnością wobec przyjaciół i własnej ojczyzny.
Liczy się tylko pieniądz.
Ale nie tylko fabuła i przesłanie powieści skupiały moją uwagę. Również fakty poukrywane w jej treści. Ten thriller był dla mnie specyficznym testem na orientację we współczesnej polityce i zgaduj-zgadulą o kim mowa. Ostatni raz podobną rozrywkę miałam w kryminale W imię zasad Marka Harnego. Szybko kojarzyłam informacje powszechnie znane, bezpieczne, niewymagające kamuflażu jak pożar w rafinerii w Możejkach, doniesienia, że wydobycie gazu z łupków jest groźne, że za jego przyczyną polski chłop zamiast kranu będzie miał w chałupie palnik, bo jak odkręci kran, to gaz mu poleci, nie woda czy oszustwo twórcy indeksu giełdowego Nasdaq Bernarda Madoffa. Niewielkiego wysiłku wymagały również skojarzenia personalne. Od tych bardzo łatwych do odgadnięcia o kim mowa, kiedy mówimy o prezydencie-premierze-prezydencie Rosji, mimo że w powieści nazywany jest Smirnowem, który ćwiczy w siłowni, Smirnow gra w piłkę z młodzieżą, Smirnow pływa, Smirnow galopuje na koniu. Zwłaszcza to ostatnie nie pozostawia złudzeń. Po te trudniejsze, nad którymi musiałam się zastanowić dłużej, bo o kim mowa, kiedy mówimy o doradcy ze Słowacji czy Chorwacji, a może z Polski...? Nie pamiętam. Ten były minister, katolik, no. - Piotrowski. Porzucił żonę z dziećmi i dyma jakąś kelnerkę?
Przecierałam oczy ze zdumienia, nie widząc na początku zwyczajowej formuły asekuracyjnej, odżegnującej się od ewentualnych skojarzeń z faktami i osobami rzeczywistymi (a było ich mnóstwo!) i zapewniającej, że całość powieści to 100% fikcji. Nasuwało mi się jedno pytanie – to odwaga autora podyktowana dziennikarską przeszłością czy desperacja człowieka, który nie godzi się na kształt świata, tworzonego przez chciwość, na chciwości i z chciwości?
Jakkolwiek by nie było, powieść ta, to swoista pobudka dla uśpionych obserwatorów życia, która otwiera oczy na niewidzialne, ale obecne pod powierzchnią oficjalnej polityki. Niektórzy się obudzili, co było widać, słychać i czuć w hasłach strajkujących na Wall Street – Cała ludzkość żyje i pracuje dla 1% najbogatszych!
Dla tych ostatnich, z ich punktu siedzenia, chciwość nie jest dobra.
Jest bardzo dobra!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

środa, 18 stycznia 2012, clevera

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/01/19 13:49:15
Niepokoi mnie fakt, że jedynymi ostojami empatii są już tylko fundacje non profit :\
-
2012/01/19 20:21:55
bookfa - Niedawno oglądałam reportaż o tworzeniu takich fundacji po to, by zapewnić miejsca pracy, które pochłaniają 80% darowizn. Ten sektor też już zaczyna się "zarażać".:/
-
2012/01/19 20:58:41
Witam,
i z góry przepraszam za zwłokę! Nie było mnie tutaj naprawdę bardzo, bardzo długo i jest mi niesamowicie głupio z tego powodu. Mogę się jedynie wytłumaczyć tym, że komputer mi się popsuł i byłam odcięta od "życia" na długo...
W każdym razie powiem szczerze, że ta książka mnie trochę przeraża, wiesz? Znaczy, chodzi mi o sam fakt, że w niej tak naprawdę liczy się tylko pieniądz. Żadnych głębszych uczuć czy emocji, i to jest takie przerażające. W życiu nie mogłabym sobie wyobrazić świata, w którym rządzi tylko chciwość. W końcu co to byłby za świat, sama powiedz... No dobrze, już nie gdybam. ;) Wydaje mi się, że do tego dzieła trzeba po prostu "dorosnąć".
Za to "Sto tysięcy królestw" przemawia do mnie całkowicie, uwielbiam fantastykę. Szczególnie taką z zamkami, królestwami i walkami. Mam nadzieję, że księcia tam nie zabraknie, co? :D
A tak z całkiem innej, no właśnie, bajki. Wiesz, że już jutro będzie premiera "Świtu Zmierzchu"? Ostatniej części Czarnych Kamieni. Po prostu nie mogę w to uwierzyć, że to już koniec. A czytałaś, co będzie tam umieszczone? Aż łzy napływają do oczu na samą myśl...
No nic, odmeldowuję się, zajrzę na pewno jutro. Czas nadrobić zaległości, o! ;)
Cieplutko,
Ew
-
2012/01/19 23:57:30
Ew. - Eeee tam, nie musisz się tłumaczyć, przecież łańcuchami ciebie nie przykułam.;DDD
A książka albo demaskuje rzeczywistość, której nie widzimy, albo trochę wyolbrzymia strasząc. Na pewno każe zastanowić się.
A wiem, wiem, że ostatnia część "Czarnych Kamieni" się pojawi i trochę szkoda, bo przyzwyczaiłam się do tego świata, ale o czym będzie nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć. Niech to zostanie niespodzianką. A "Sto Tysięcy Królestw" polecam, bo jest oczywiście książę, bardzo mroczny i są z nim jeszcze bardziej mroczne chwile.;D
A u ciebie Nika przejęła prowadzenie blogu widzę.:)))
-
2012/01/20 12:36:36
Niemniej i tak mi głupio.
Ech, tak, to faktycznie smutne. Może jednak Anne Bishop da się nakłonić na dalsze części, hm? :D Powiem Ci tylko tyle, że niespodzianką będzie na pewno czwarta część. To będzie straszne...
O! Tym księciem to mnie przekonałaś. XD
Tak, ale już powoli wracam. Mam tyle recenzji do napisania, że aż głowa boli. A właśnie, pytam z czystej ciekawości. Ty jak przeczytasz książkę, to od razu piszesz recenzję, czy czekasz, aż uzbiera Ci się bardziej pokaźna sterta?
-
2012/01/20 13:29:45
Ew. - O przeczytanej książce, piszę na bieżąco, najlepiej zaraz na drugi dzień. Potem wrażenia, a głównie na nich się opieram, gasną. Przekonałam się, że pisanie o nich odkładane na potem, wymaga ponownego czytania. Są wyjątki, że nawet po kilku tygodniach jestem w stanie napisać , ale to rzadkość, a książka musi być wyjątkowa. W tej chwili mam 4 książki przeczytane dawno temu i żeby o nich napisać muszę przeczytać je jeszcze raz:D, trzymam się takiej niepisanej zasady, że opisuję wszystko co czytam. Może to trochę zbyt sztywne, ale wprowadza dyscyplinę, bo inaczej pisałabym pewnie o co dziesiątej, a nie po to zakładałam ten blog, żeby nie pisać o książkach, które czytam.:DDD A tobie gratuluję pamięci!:)
-
2012/01/20 21:25:19
no no :) zaintrygowałaś mnie tą recenzją. Polityka to rewelacyjny materiał na kryminały,w których nie wszystko jak się okazuje jest fikcją...
-
2012/01/20 23:33:55
bibliotekarkaczyta - Tutaj tej polityki jest sporo i jest to w pełni uzasadnione, dlatego zainteresuje przede wszystkim osoby orientujące się we współczesnych problemach i lubiące je śledzić na bieżąco.:)
-
2012/01/21 15:10:15
Ale to też trudno tak pisać ciągle na bieżąco, bo czasami to nie ma czasu, to coś innego wypadnie. No ale podziwiam Cię za trwanie w tym przekonaniu. ;)
No cóż, nie mam niestety silnej woli i jak już zacznę czytać książkę i ta mnie wciągnie, to nie mogę przez cały dzień się na niczym skupić i po prostu czytam dalsze części - zazwyczaj tak jest z jakimiś trylogiami czy ogólnie sagami. Raz miałam taki przypadek, że zaczęłam czytać pierwszą część - już nie pamiętam czego - a cała saga miała osiem i czytałam wszystko, dopóty nie skończyłam. Przez całe trzy dni, w ogóle się od nich nie odrywając.
Powiedz, że Ty też tak masz, co? Przynajmniej nie będę się czuła jak dziwoląg. :D A wciągnęła Cię kiedyś tak bardzo jakaś książka, że czytałaś, czytałaś i czytałaś? ;)
-
2012/01/21 21:14:34
Ew. - Czy trudno pisać systematycznie? Na pewno nie z przyczyn z mojej strony, raczej z powodu czynników zewnętrznych, niezależnych ode mnie. A z trudnością oderwania się od książki mam takie same problemy jak ty. Jest więc nas dwie, a podejrzewam, że i więcej by się z takich znalazło. Ostatnio wyłączyłam się w taki sposób za sprawą "Więźnia Labiryntu" i gdyby były wszystkie trzy części dostępne od razu, byłoby jeszcze gorzej.:):) Ale najdłużej wsiąknęłam w 46 tomów "Sagi Ludzi Lodu" na całe wakacje! To był niezapomniany maraton i funkcjonowanie w dwóch światach jednocześnie! :))