|
Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Historia nudy – Peter Toohey
![]()
Historia nudy – Peter Toohey Przełożyła Katarzyna Ciarcińska Wydawnictwo Bellona , 2012 , 188 stron Literatura kanadyjska Jest taki typ człowieka, od którego uciekam dokądkolwiek i jak najdalej, byle szybko. To moje zupełne przeciwieństwo, które zamiast mnie przyciągać, za każdym razem odpycha. To typ ludyczny, przesiąknięty eskapizmem i z postawą roszczeniową wobec świata, od którego domaga się wiecznej roli „czerwonego autobusu”. Poznaję go nie tylko po mowie ciała i mimice twarzy, które szczegółowo wymienia i opisuje autor tej książki, ale przede wszystkim po jednoznacznym zdaniu – Nudzi mi się! Częściej słyszę je u dzieci i młodzieży. Rzadziej u dorosłych. Tych pierwszych stymuluję zdaniem – Tylko dzieci głupie się nudzą! – wiedząc, że tą nietaktowną prowokacją zmuszę do pracy nad sobą. Tych drugich pozostawiam innym, bo nie jestem masochistką, a wampiryzm energetyczny mnie nie ekscytuje. Tych pierwszych rozumiem, bo jeszcze się rozwijają, dojrzewają i kształtują w sobie umiejętności radzenia sobie z emocjami. Tych drugich nie rozumiem, zastanawiając się , jak można było się tak zaniedbać? A może powinno być mi ich żal, że nie mieli wokół siebie mądrych opiekunów i wychowawców? Wiem, że jestem mało wyrozumiała, ale lenistwo zarówno fizyczne, jak i umysłowe, zamienione w pasożytnictwo, drażni mnie. Nie chcę być czyimś karmicielem, bo sama nie wiem, czym jest nuda, a jej pojęcia nie ma w moim słowniku. W powyższym wstępie zawarłam kilka moich osobistych tez, bardzo odmiennych od autora tej książki, który założył sobie, że nuda w sensie darwinizmu jest uczuciem pełniącym rolę adaptacyjną, które pomaga człowiekowi osiągnąć pełnię rozwoju. Nie mogę oprzeć się myśli, że nuda stanowi pewnego rodzaju błogosławieństwo. Błogosławieństwo?! Na dodatek zarzucił mi kłamstwo (skąd wiedział, że się tym pochwalę?) pisząc – Wiele osób wręcz przechwala się tym, że nigdy się nie nudzą. Niemal wszystkie te osoby kłamią. Zatkało mnie! A potem zaproponował mi udział w teście określającym mój stopień podatności na nudę, podsuwając do wypełnienia kwestionariusz Boredom Proneness Scale (BPS), składający się z 28 pytań. Mój wynik okazał się być obrzydliwie podręcznikowy, plasujący mnie w idealnej przeciętności. Udowodnił mi w ten sposób, że każdy, bez względu na to, co mówi, doświadcza nudy. Skoro tak, to ona musi się u mnie pojawiać i znikać zanim ją zauważę i się zorientuję! – pomyślałam. I dokładnie tak jest, bo ten mój wynik świadczy również o wysokim stopniu odporności na nudę, której nie ulegam tak łatwo. Innymi słowami – nuda się pojawia, ale moja reakcja na nią jest błyskawiczna. Przekonał mnie – 1: 0 dla autora. Udowodnił, że nudzi się każdy, ale żeby nuda zaraz była błogosławieństwem? Gdyby tak było, każdy chciałby się nudzić! Powstałyby skomercjalizowane centra nudy do upojnego zanudzania klientów! Tym czasem nuda jest stanem nieprzyjemnym, przykrym i przytłaczającym. I właśnie w tych negatywnych cechach autor upatruje jej siłę i moc. To one dopingują człowieka do zmian, do nowych zachowań, do poszukiwań kolejnych bodźców niwelujących, zagłuszających, niszczących marazm i stagnację. Ta aktywność z kolei wpływa na rozwój mózgu, podnosząc poziom inteligencji intelektualnej, emocjonalnej i społecznej. Jednym słowem człowiek mądrzeje. No dobrze – pomyślałam – 2 : 0 dla autora. Niech będzie, że nuda jest potrzebna tak, jak każda inna emocja do rozwoju człowieka. Zwłaszcza, że przy okazji udowodnił prawdziwość mojego nietaktownego powiedzenia. Ale zaraz zadałam kolejne podchwytliwe pytanie – To dlaczego niektórzy, a patrząc dookoła siebie jest ich nawet sporo, nudzą się permanentnie, zatrzymując się w rozwoju? I to również autor cierpliwie mi wytłumaczył, sięgając do genetyki warunkującej skłonności do określonych zachowań, do anatomii mózgu, w którym zachodzą procesy biochemiczne wpływające na poziom dopaminy odpowiedzialnej za uczucie nudy i wreszcie do nauk społecznych opisujących procesy psychospołeczne utrwalające złe nawyki nieradzenia sobie z nudą lub chodzenia na skróty poprzez używki. 3 : 0 dla autora! Przegrywałam sromotnie w tym starciu, ale nadal nie poddawałam się, drążąc temat następnym pytaniem – Skoro nuda jest taka pożyteczna i błogosławiona (trochę złośliwa jestem), to co robić, by móc nad nią panować? I tutaj otrzymałam cały rozdział odpowiedzi na nie, poświęcony środkom zaradczym (wymienia ich sporo), jakim jest między innymi umiejętność zarządzania wolnym czasem. Umiejętność! A z nią człowiek się nie rodzi, ale o tym, jak tę umiejętność w sobie ukształtować, wypracować, nabyć i w którym okresie rozwoju człowieka należałoby nad tym zacząć pracować, już ani słowa! 3 : 1 dla mnie! Bo zabrakło mi przysłowiowej kropki nad „i”, że tę umiejętność trzeba kształtować od najmłodszych lat, bo to od niej zależy, jakim stanie się człowiekiem dorosłym – kreatywnym, pasożytem czy degeneratem. Nieumiejętność radzenia sobie z nudą to poważna wada prowadząca ostatecznie do zachowań patologicznych i chorób psychicznych. Pomimo przegranej polemiki, wynik uważam za bardzo satysfakcjonujący, bo oznaczający poszerzenie mojej dotychczasowej wiedzy. Podważył niektóre moje poglądy, uzupełnił o nowe fakty, a przede wszystkim wprowadził mnie w osłupienie, uświadamiając mi, za jak wiele zachowań ludzkich odpowiedzialna jest ta błaha, niepozorna, bagatelizowana i na pozór nieszkodliwa emocja społeczna. Obecna od zawsze, nawet jeśli niewidoczna i nienazwana w początkowym okresie rozwoju społeczeństwa, jak udowadnia autor w rozdziale szkicującym jej rys historyczny. Badawczy charakter pracy, w której autor postawił cytowaną wcześniej przeze mnie tezę, pozwolił na przytoczenie wielu poglądów naukowych i filozoficznych, na polemikę z ich autorami. Praca nie jest nowatorska tematycznie, bo na temat nudy zapisano wiele stron kartek, o czym można przekonać się zaglądając do bibliografii załącznikowej w książce, ale dostarcza nowych definicji pojęć sformułowanych przez autora oraz nowych spojrzeń na niektóre aspekty nudy. Ogromną satysfakcję poczułam, kiedy odkryłam, że moje uporczywe zastępowanie „nudy egzystencjalnej” pojęciem „bólu egzystencjalnego” według autora ma sens, zaprzeczając istnieniu tego pierwszego twierdzeniem – Nuda egzystencjalna to koncepcja teoretyczna.(...) jest raczej wytworem intelektu. By trochę ironicznie dodać – Czasami wydaje się, że ludzie o głębszych zainteresowaniach – jak choćby religią czy filozofią – przybrali nudę w ozdobne piórka, aby wydawała się czymś lepszym, niż w istocie jest: a zatem znudzonemu i przygnębionemu mnichowi doskwiera acedia; uczony ogarnięty znużeniem staje się melancholikiem; filozof w kleszczach samotności staje się ofiarą przypadkowości lub Mdłości. Wachlarz odmian tak zwanej nudy egzystencjalnej jest fascynujący, snobistyczny i jak dobrze kamuflujący własne, prozaiczne (w sensie - nie filozoficzne) problemy! Całość pracy autor ilustruje fragmentami znanych powieści opisujących wprost lub w podtekście nudę (niektóre interpretacje są dla mnie nowatorskie i fascynujące!) oraz czarno-białymi zdjęciami nawiązującymi do uczucia nudy. Po tej książce pozostaje mi tylko przytoczyć trzy wersy z wiersza Nieczytanie Wisławy Szymborskiej, która w kilku lapidarnych słowach ujęła obraz współczesnego społeczeństwa, w dużej mierze ukształtowanego brakiem umiejętności radzenia sobie z nudą:
ale mniej dokładnie i krótszymi zdaniami.
![]() Podobno dla niektórych ten krajobraz jest nudny! To ja się pytam, w którym momencie i w którym jego punkcie??? Uwaga! Już sama chęć pokazania ich powinna skłonić pokazującego do refleksji i do sięgnięcia po tę książkę. Koniecznie!
czwartek, 09 lutego 2012, clevera
TrackBack
Komentarze
2012/02/09 20:26:06
Książkozaur - Oby tylko to działanie było konstruktywne i pożyteczne, bo można pójść w stronę destrukcji siebie lub innych, dlatego kształtowanie umiejętności radzenia sobie z nudą jest takie ważne. A powiedzenie super, bardziej mi się podoba i zamieniam go! :))
2012/02/12 21:37:25
Historia nudy... - dobry tytuł! Chwytliwy. A i Twoja recenzja mnie zaintrygowała.
Pozdrawiam ciepło.^^ 2012/02/12 23:35:20
owarinaiyume - Bardzo chwytliwy, a dodatkowe hasło umieszczone na rogu "Przeczytasz bez ziewania", bardzo zachęca. Nie nudziłam się, polemika z autorem pochłonęła mnie całkowicie. Dziękuję za ciepło, które przyda się w ten zimowy czas.:)
2012/02/13 16:22:20
Twoją recenzję przeczytałam dopiero dzisiaj (żeby w niczym się nie sugerować) i zatkało mnie :) Chociaż posłużyłyśmy się innymi słowami, podobnie wyraziłyśmy się o ludziach, którzy twierdzą, że się nudzą. Pozdrawiam!
|
|
A mój tata całe dzieciństwo mi powtarzał "Inteligentny człowiek się nie nudzi" (trochę bardziej elegancka wersja od Twojej ;P) i tak mi to weszło w krew, że to jest moja naturalna reakcja na czyjeś narzekanie albo moją myśl "nudzi mi się".
I niestety to prawda, od dzieci bardzo często można usłyszeć takie słowa.
A książkę bardzo chętnie przeczytam!