|
Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Nie jestem seryjnym mordercą – Dan Wells
![]()
Nie jestem seryjnym mordercą – Dan Wells Przełożyła Maria Makuch Wydawnictwo Znak Emotikon , 2012 , 253 strony Trylogia ; Tom 1 Literatura amerykańska Jakoś nie bardzo mogłam uwierzyć w ostrzeżenie żółtych taśm opasujących tę książkę (ale tylko z tyłu!),
![]() które złowieszczo głosiły czarnymi literami zawartość drastycznych scen. No bo jakież to sceny może zwierać książka dla młodzieży? Cóż mnie, dorosłą osobę, która nie takie rzeczy widziała w kryminałach, horrorach, thrillerach i innych powieściach grozy, o popularnonaukowych nie wspominając, może jeszcze zmrozić, wstrząsnąć i zmieszać? A jednak! Przejęły grozą, a raczej zgrozą i to jak! Ale nie sceny widziane w zakładzie pogrzebowym, w którym pracownicy balsamowali zwłoki w różnym stanie rozkładu, przygotowując je do pochówku. Nie szczegółowe oględziny zgniłych i cuchnących tkanek oraz procedura usuwania płynów ustrojowych z ciała i wpompowywania płynów konserwujących w ich miejsce. Nie okaleczone ofiary seryjnego mordercy dostarczane właścicielce zakładu pogrzebowego, April. Drastyczne było to, że w tych czynnościach obmywania, oględzin, odsysania, szpikowania tętnic chemią, pomagał jej piętnastoletni syn, John. Główny bohater i zarazem narrator tej opowieści, a właściwie historii o sobie. O nastoletnim socjopacie, u którego stwierdzono APD – antyspołeczne zaburzenie osobowości, straszącym mnie trzymanym w swojej głowie bardzo niebezpiecznym demonem-mordercą, wokół którego budował mur z zasad opartych na akceptowalnych normach społecznych, pozwalających mu na przestrzeganie i staranne naśladowanie zachowań ludzkich, by być dobrym chłopcem i prowadzić życie normalnego nastolatka. Normalnego to znaczy z markowaną umiejętnością empatii, której tak naprawdę nie posiadał. Był ślepy i głuchy na odbiór emocji innych ludzi, nie potrafiąc przez to ich odkodować i odwzajemnić. E tam! Zlekceważyłam i to kolejne ostrzeżenie wiedząc, że socjopatię można definitywnie stwierdzić dopiero po osiemnastym roku życia, a okres dojrzewania, jaki przechodził John, może trochę przypominać alienację wrażliwego nastolatka, który chce czymś się wyróżnić na tle grupy rówieśniczej. W końcu nie każdy freak, got czy emo staje się seryjnym mordercą. Ja też, tak jak John, lubię patrzeć na ogień, obserwować ludzi, śmierć wywołuje u mnie dreszcz emocji, nieraz myślałam, że kogoś zaraz zabiję, a na lekcji biologii musiałam pokroić żywą dżdżownicę (John pokroił żywego chomika), a zostałam tylko seryjnym książkożercą powieści grozy. Tak właśnie myślałam, dopóki nie zostałam świadkiem sceny, której widok udowodnił mi, że żarty się skończyły. John ze strachu posikał się w spodnie, a ja dostałam chwilowego stuporu, po którym delikatnie, powolutku przeniosłam się ze świata realnego w krainę fantastyki. W niej wszystko było możliwe i, co najważniejsze, można było każdą anomalię wytłumaczyć, chroniąc własne uczucia. Tutaj łatwiej było mi uwierzyć w to, co zaczęło rozgrywać się przed moimi oczami i z czym musiał dać sobie radę John. Wybierając między większym i mniejszym złem, złamał zasady postępowania normalnych ludzi, których tak kurczowo się trzymał, uwalniając mimowolnie drzemiącego w jego umyśle demona. Zabawa (w moim pojęciu), która od początku nią nie była, zamieniła się w walkę o życie. Wyścig z czasem, z inteligencją przeciwnika, z postawieniem pierwszego kroku przed seryjnym mordercą, którego tożsamość chciał poznać chłopak, ekscytujący się jego sposobem myślenia, rytuałem zabijania, ofiarami i samą śmiercią z jednoczesną autoanalizą własnych przeżyć i emocji, ekscytowała mnie do tego stopnia, ze sama zaczęłam myśleć jak socjopata, przyjmując jego logikę rozumowania za swoją. W tym podglądzie dyssocjalnej osobowości udającej normalnego człowieka było coś niestosownego, żeby nie powiedzieć wprost – chorego, ale z drugiej strony zło zawsze przyciąga uwagę, bo jest ciekawsze niż nudne dobro. Zaczęłam się nawet obawiać samej siebie, gdyby nie uzasadnienie tego zjawiska przez inteligentnego Johna – ...kiedy kowboj kogoś zabija, nawet powieka ci nie drgnie, bo tak się zawsze dzieje. Ale jeśli klaun kogoś zabija, to jest to coś nowego, coś czego do tej pory nigdy nie widziałaś. Pojawia się ktoś, kogo uważałaś za dobrego, i robi coś tak okropnego, że wykracza to poza emocje normalnych ludzi. Potem taki ktoś odwraca się w przeciwną stronę i znów robi coś dobrego. To jest naprawdę fascynujące, mamo. Nie ma nic nienormalnego w fascynowaniu się czymś takim, nienormalny jest brak fascynacji. No właśnie! Fascynacja obserwacją socjopaty jest normalna. Dla własnego dobra, bo prawdziwy strach nie przychodzi od ogromnych potworów, lecz małych, niewinnie wyglądających ludzi. Ludzi udających przeciętnych i normalnych, ale niekoniecznie chcących być dobrym jak John. Może dlatego książkę przeczytałam w jeden wieczór, a o północy musiałam uśpić w sobie demona-książkożercę domagającego się natychmiast leżącej nieopodal, na wyciągniecie ręki, części drugiej.
![]() Tłumaczenie, że jest już bardzo głęboka noc, nie było dla niego wystarczającym argumentem. Uśpiłam jego apetyt obietnicą nakarmienia go już z samego rana, zaraz po przebudzeniu, nawet jeśli oznaczałoby to cały dzień piżamowy. Ale w nocy nie usnęłam od razu. Myślałam nad jednym dylematem – Czy polecić ją mojej zaprzyjaźnionej młodzieży czy nie? Z jednej strony odstraszają faktycznie drastyczne sceny rodem z prosektorium i mania, uzależnienie oraz zafiksowanie nastolatka na punkcie seryjnych morderców łącznie z całym koszmarnym dobrodziejstwem tego zjawiska, a z drugiej strony ubrana w czarny humor patologia osobowości Johna, znajdująca się pod opieką mądrej, bezwarunkowo kochającej matki oraz pod kontrolą psychoterapeuty, dzięki któremu poznajemy to zjawisko od strony profesjonalnej z punktu widzenia psychologii klinicznej. Postanowiłam na razie wstrzymać się z decyzją do następnego tomu. Może w nim znajdę podpowiedź rozstrzygającą mój dylemat. Coś czuję (ale mogę się mylić!), że autor w kolejnych tomach kryje przede mną jeszcze jakąś niespodziankę.
W portalu Zbrodnia w Bibliotece, do 21 lutego 2012 roku, można wygrać drugą część trylogii Pan Potwór. Warto o nią powalczyć, bo pytanie konkursowe jest bardzo łatwe!
A tutaj obejrzałam trailer pierwszego tomu trylogii. niedziela, 19 lutego 2012, clevera
TrackBack
Komentarze
2012/02/19 18:29:12
Brzmi ciekawie. Jak się uporam z tym, co leży w stosie na biurku, pewnie sięgnę po tą powieść i skonfrontuję moje odczucia z Twoimi
Pozdrawiam i gratuluję interesującego bloga 2012/02/19 19:26:24
Brzmi bardzo interesująco. Czytałam już pozytywne recenzje na temat tego autora i myślę, że powinnam się skusić na jego książkę.
2012/02/19 20:21:41
Ew. - To nie jest kryminał, chociaż seryjny morderca w nim jest, ale mieszanka grozy, fantastyki i klinicznego studium osobowości. Znasz swój gust najlepiej i jeśli czujesz, że w tej chwili nie masz na to ochoty, to nie sięgaj. Ale jeśli kiedyś będziesz chciała sięgnąć po dobrą dawkę adrenaliny to zapamiętaj ten tytuł.:)
Andrew Vysotsky - Tobie akurat ją polecam, możesz być zaskoczony, że książka przeznaczona dla młodzieży może pochłonąć dorosłego i stworzyć dylemat, czy aby na pewno jest dla młodzieży. Może ty nie miałbyś tego dylematu? Samash - Skuś się. Ona ma coś w sobie z atawistycznej ciekawości działania najniższych instynktów człowieka, o których można przekonać się na bezpiecznym papierze. Czytam właśnie część drugą i moje pozytywne odczucia nie zmieniają się. :)) 2012/02/19 22:53:35
Zastanawiam się czy to dobry pomysł, by takimi wizjami faszerować młode mózgi... Nie jestem przekonana. Sama mam trochę inną wizję roli, jaką powinna spełniać literatura i uważam, że takie książki powinny być skierowane do dorosłego czytelnika, który ma prawo wyboru. Młody czytelnik nie zawsze potrafi złapać dystans, a to niebezpieczne.
Pozdrawiam 2012/02/19 22:58:47
Dałam się tym wszystkim pozytywnym recenzjom i kupiłam tę książkę siostrze na urodziny. Tak więc, na pewno sama wkrótce też ją przeczytam :)
2012/02/19 23:25:10
ine-zz - Dokładnie nad tym samym się zastanawiam, bo przecież to, że głównymi bohaterami są nastolatkowie lub dzieci, nie zawsze decyduje o tym, że są dla nich. Gdyby tak było, "Dziewczynę z sąsiedztwa" Jacka Ketchuma również można zakwalifikować jak dla młodzieży, a tak nie jest. Autor wprawdzie w tej książce nie przekracza pewnej granicy, ale ostro jedzie po bandzie. Na razie nie mogę zadecydować jednoznacznie. Decyzje podejmę po przeczytaniu całej trylogii.:)
Immora - Mam nadzieje, że podzielisz się wrażeniami. Będę wypatrywać. :)) 2012/02/21 11:37:28
Od dawna przymierzam się do serialu Dexter.
O tej książce słyszałam wiele dobrego więc może kiedyś się skuszę. |
|
Cieplutko,
Ew