Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Pogromcy mitów - Lowell Tarling

Pogromcy mitów: 17 niewiarygodnych przypadków – Lowell Tarling , współpraca Peter Rees
Przełożyła Maria Borzobohata-Sawicka
Wydawnictwo Pascal , 2012 , 159 stron
Literatura australijska


Pogromcy mitów to telewizyjny program eksperymentalny, prowadzony przez dwóch Amerykanów z chęcią praktycznego zbadania wszystkiego wokół i potrzebną do tego ogromną wyobraźnią – Jamie’ego Hynemana i Adama Savage’a, widniejących na okładce tej książki, których odważne próby wcielania teorii w życie oglądam na kanale Discovery Science. Formuła emitowanych odcinków jest bardzo widowiskowa i dynamiczna, więc niebezpiecznym dla mnie eksperymentem było przedstawienie ich wizji w formie tekstowej. Mit głosi, że książka nigdy nie zastąpi telewizyjnego programu popularnonaukowego. Postanowiłam zatem pobawić się trochę jak Jamie i Adam wraz ze swoją ekipą pomocników i sprawdzić ten mit praktycznie. Towarzyszył mi ogromny sceptycyzm. No bo, jak oddać w książce dynamikę zmieniających się obrazów, zwroty akcji, podszyte złośliwością dialogi między osobami ekipy, atmosferę dobrej zabawy, żarty kierowane pod adresem partnera czy chociażby irytację z powodu nieudanych prób na wstępnym etapie doświadczenia?
Otóż autor postawił przede wszystkim na praktyczność pozycji. Wybrał 17 mitów funkcjonujących w moim codziennym życiu, które mogą mi się przydarzyć.
Nawet ze skutkiem śmiertelnym!
Sprytne – pomyślałam – nic bardziej nie przyciąga uwagi, jak bezcenna podpowiedź oddalająca widmo śmierci lub uszczerbku na zdrowiu, ewentualnie urodzie, które mogą spowodować prozaiczne czynności. Na przykład rozmowa przez telefon w czasie burzy lub wybuchowy tatuaż w trakcie badania rezonansem magnetycznym, o gotowaniu wody w mikrofalówce nie wspominając.
Kiedy w taki sposób autor zdobył moje zaciekawienie i całą uwagę podszytą niepokojem, odezwał się we mnie złośliwy chochlik, który przekornie szepnął – Nie sztuka zdobyć uwagę, sztuka ją podtrzymać do końca książki!
I z tym wyzwaniem autor sobie poradził.
Wykorzystał ramę formuły każdego odcinka, dzieląc tekst na etapy i tytułując je powiększonym, pogrubionym i kolorowym drukiem. Jako pierwszy wyróżniał stawiany mit, uzasadniając jego wybór:

 

 

Potem,

 

 

w którym opisywał przygotowania w postaci pomysłów burzy mózgów ekipy, sposoby zaopatrywania się w narzędzia i przedmioty potrzebne do doświadczeń, próby nieudanych i całkowitych klęsk, a czasami nawet rezygnacji z pierwotnie wybranej drogi, by można było w następnym etapie przeprowadzić już:

 

 

Ten etap był dla autora najtrudniejszy do przekazania mi, bo jak dynamicznie opisać widowiskowy wybuch? Wykorzystał do tego pełne emocji komentarze członków ekipy, urozmaicając je w ten sposób:

 

 

oraz ilustrując licznymi zdjęciami znajdującymi się na każdej stronie książki, a czasami nawet zajmującymi całe dwie:

 

 

Całość każdego rozdziału autor obowiązkowo kończył „pieczątką”,

 

 

obalającą lub potwierdzającą badany mit z podsumowującym komentarzem w postaci dialogu osób z ekipy.
Wszystkie eksperymenty śledziłam uważnie, ponieważ oglądałam z nich tylko ten dotyczący deszczu, a w ośmiu przypadkach byłam ich ofiarą. Za nic w świecie nie przyznam się których, ponieważ teraz, uświadomiona, sama sobie nie mogę się nadziwić, ze w nie wierzyłam i, o zgrozo, powielałam je!
A co z dynamiką?
Była!
Autor zadbał o utrzymanie mojej uwagi poprzez zróżnicowanie wielkości, rodzaju i koloru czcionki samego tekstu lub poprzez przenoszenie jej na mini-teksty wklejane w opis. Pojawiały się więc z boku takie Minimity:

 

 

oraz uwagi przypięte do strony kołkiem biurowym,

 

 

a także wnioski i myśli sygnowane „głową” jednego z prowadzących program:

 

 

Na koniec wymienię dwie zalety książki, której nie posiada wersja telewizyjna.
Pierwsza to opowieści spoza kamery, których nie widać i nie słychać na planie, bo były z różnych względów usuwane z programu. Najczęściej wtedy, gdy zuchwałe, australijskie podejście do autorytetów i wartości rozmijało się z poczuciem przyzwoitości amerykańskiej części ekipy produkującej serial. Najczęściej ze strony Discovery, która skutecznie hamowała najbardziej odjechanie pomysły wielkiego nieobecnego fizycznie na planie filmowym, producenta programu i współautora tej książki – Petera Reesa. To on typuje mity do badania, które dyktuje życie, fani programu lub jego wyobraźnia bez granic i zahamowań. Marzy mu się zbadać kontrowersyjne zagadnienia związane z polityką czy religią, mówiąc – Chciałbym sprawdzić mit, jakoby ludzie w momencie śmierci stawali się lżejsi o 21 gramów. Niektórzy mówią, że to masa duszy. Trochę zmroziło mnie to wyznanie. Może jednak dobrze, że nad programem czuwają ludzie z Discovery? Chociaż z drugiej strony...
Drugą zaletą książki są dwa jej pierwsze rozdziały, opowiadające o ciekawej historii powstania Pogromców mitów, mającej swoje korzenie w Australii (chociaż program kręcony jest w USA) i o jej australijsko-amerykańskiej ekipie. Zawierające również zaskakujące informacje o poszczególnych członkach ekipy, na kreatywność których nie ma wpływu wykształcenie. To nieograniczona wyobraźnia, umiejętność realizacji pomysłów i inteligentne używanie narzędzi w sposób do tego nieprzeznaczonych, pozwoliło im nie tylko na znalezienie się w tym programie, ale i pracę przy takich kultowych już filmach jak Terminator, Gwiezdne wojny, Matrix, Sztuczna inteligencja i wiele, wiele innych, o reklamach nie wspominając. Nie ma takiej uczelni, która kształciłaby współczesnych pionierów w wymyślaniu rzeczy do tej pory nieistniejących. Z tym trzeba się po prostu urodzić.
Czy obaliłam albo potwierdziłam postawiony sobie na początku mit?
Ani jedno, ani drugie. Dla mnie ta książka jest pomysłowo i ciekawie napisanym uzupełnieniem programu telewizyjnego. Ma plusy i minusy tak, jak wizja. Nie wszystko można „zobaczyć” w książce i nie wszystko można „wyczytać” w programie telewizyjnym. Nie sprzeniewierzyłam się tym salomonowym rozstrzygnięciem formule programu, bo tak naprawdę, bez względu na wynik eksperymentu, autorzy programu zgodnie przyznają, że:

 

 

Warto więc być ostrożnym, kiedy się słyszy, że wentylator może uciąć głowę. Uciąć nie utnie, ale życia może pozbawić (a już o urodzie należy zapomnieć!) i to jest sens przestrogi Adama, książki i programu.

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 


Prowadzący program w akcji, sprawdzający mity tworzone przez filmy.

czwartek, 05 kwietnia 2012, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Julie Stranger, *.wad.pl
2012/04/05 13:14:40
Oni są boscy, mi najbardziej utkwił w pamięci odcinek, kiedy próbowali rozerwać dwie złączone, ze sobą stronami książki telefoniczne, nie udało im się to nawet przy pomocy czołgów.;D [force-books.blogspot.com]
-
2012/04/05 13:22:11
Julie Stranger - O, tak! Zwłaszcza kiedy badają te dojechane pomysły. Wczoraj oglądałam jak polerowali odchody zwierząt, które podobno na pustyni odbijają promienie słoneczne. :DDD
-
2012/04/05 15:38:06
Nawet nie wiedziałam, że powstała taka książka! Koniecznie muszę do niej zajrzeć, bo uwielbiam ten program, a i ciekawostki czytać lubię. :-)
-
2012/04/05 20:50:50
rockfree - Oprócz tej pozycji jest jeszcze Mitopedia Pogromców mitów, w postaci encyklopedii. :)
-
2012/04/06 19:22:57
Jeśli spotkam - chętnie przeczytam. Inna sprawa, iż w niektórych programach tego typu zdarzyło mi się już spotkać ewidentne błędy. Na szczęście nieczęsto się zdarzają.
-
2012/04/06 21:15:17
Andrew Vysotsky - W sumie nic dziwnego, są samoukami, a samych eksperymentów nie traktują, jak badań naukowych, więc można im wybaczyć. Ważne jest, że wszyscy dobrze się przy tym bawią i widzowie, i oni sami. :)
Blogi