Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Taxi – Chalid Al-Chamisi

Taxi: opowieści z kursów po Kairze – Chalid Al-Chamisi
Przełożył Marcin Michalski
Wydawnictwo Karakter , 2011 , 254 strony
Literatura egipska


 

Wikipedia

 

My w Egipcie mamy ogromne szczęście. To jeden z najpiękniejszych, najwspanialszych krajów świata, a pan sobie w nim mieszka. I jeśli tylko otworzyć serce, można w Egipcie zobaczyć rzeczy niesamowite. – przekonywał autora tej książki jeden z kairskich taksówkarzy. Przyglądając się tylko nocnej panoramie stolicy kraju, jak na powyższym zdjęciu, trudno nie przyznać mu racji, ale jeśli nastawić uszu tak, jak autor i usłyszeć jak to egipskie serce bije niespokojnie, można zobaczyć to, co w Egipcie nie jest już takie piękne, ale gorzko-smutne.
Życie.
To dlatego uczynił z niego adresata motta umieszczonego w książce.

 

 

To o nim opowiadają autorowi kierowcy taksówek, z których usług bardzo często korzystał, udając się w różne miejsca Kairu między kwietniem 2005 a marcem 2006 roku, jak wyjaśnił we wstępie.

 

Wikipedia

 

A ja, gdzieś tam w tym potoku samochodów, przycupnięta na tylnym siedzeniu, jak niewidzialny pasażer na gapę, razem z nim przysłuchiwałam się z ogromnym zaciekawieniem i uwagą tym nierzadko intymnym rozmowom z różnymi mężczyznami, wszelkich profesji i wszystkich poziomów wykształcenia, od analfabety poczynając, a na magistrze kończąc, w różnym wieku i na odmiennych etapach swojego życia, którzy podjęli się tego wyjątkowo trudnego i mało płatnego zajęcia w Kairze z różnych względów. Najczęściej z powodu ogromnego bezrobocia i łatwości otrzymania koncesji. I tak, jak różni byli rozmówcy, tak odmienne były dialogi, czasami przechodzące w monolog z odmianą zaśpiewu, jak określił go autor. Byłam świadkiem osobistych nieszczęść wywołujących łzy i radości przeciętnych Egipcjan starających się znaleźć swoją własną, w miarę spokojną i dostatnią drogę w otaczającej ich kairskiej rzeczywistości.
A łatwo nie było.
Nie ułatwiał im tego ani rząd, ani los. Pierwszy tworzył państwo biurokratyczne, sprzyjające korupcji, o ustroju kapitalistycznym z mentalnością człowieka socjalistycznego i domieszką elementów łagodnej dyktatury z kultem jednostki, co absolutnie nie ułatwiało życia większości obywateli, a drugi zsyłał dodatkowo nieszczęścia i plagi nomen omen egipskie. A to w postaci dżinna i demona nawiedzającego dom, a to choroby w rodzinie, a to dylematu moralnego wyboru, troski o spłatę rat, braku pieniędzy na jedzenie lub kształcenie dzieci albo niechcianej miłości do prostytutki. Ale były dwie cechy, które łączyły wszystkie te rozmowy. Pierwsza to ogromne poczucie inteligentnego humoru, zamieniającego narzekania w żart słowny lub komedię sytuacji, wywołujące uśmiech na mojej twarzy, a nawet głośny śmiech, a czasami w groteskę, pozostawiającą w moim sercu żal, smutek i poczucie bezsilności rozmówcy. A druga cecha to ogromna ufność i nadzieja pokładana w Bogu, na którego często się powoływali, a co w moim kraju obserwuję już tylko w najstarszym pokoleniu. W ich słowach tkwiła głęboka i płynąca z serca wiara, szczera wiara w istotę rzeczywistości, nie w jej sztuczne przejawy. To dlatego niektóre początki rozmów wyglądały tak:

 

 

Ale to właśnie tym rozmówcom przysłuchiwałam się najpilniej i najuważniej, czytając niektóre kilka razy. Mieli w sobie jakąś prastarą mądrość. Wiedzę, na której fundamentach potrafili zbudować swój światopogląd dający im poczucie celu w życiu i stabilności emocjonalnej w tym kochanym, ale niestabilnym politycznie i gospodarczo, trudnym do życia kraju. To dlatego czasami wysiadałam z taksówki obciążona smutkiem tłumionego szlochu mężczyzny, a innym razem będąc optymistycznie przekonaną, że jestem jak ta czarna mrówka na czarnej skale ciemną nocą, a mrówkę żywi Bóg. Takich lekcji odebrałam bardzo dużo, mając wrażenie, że przebywam w czasach Alladyna, a ja obcuję nie z kierowcą, ale buddyjskim mnichem, pustynnym ascetą czy świętym z eremu. Zupełnie jakbym czytała współczesne przypowieści, w klimacie sprzed wieków.
Tego nie da żadna wycieczka turystyczna.
Gdybym tę książkę czytała w roku jej wydania (w Egipcie ukazała się w 2006 roku) pomyślałabym, że Egipcjanie mają wyjątkowy dar, może nawet większy od Polaków, do narzekania na wszystko, nadinterpretując i konfabulując na zawołanie. I to byłby ogromny błąd w moim rozumowaniu, bo wypadki na Placu Tahrir w 2011 roku dowiodły o zasadności i prawdziwości ich słów i żalu, a nawet nienawiści do rządu. A jeśli tak, to boję się pomyśleć o innych aspektach tych 58 rozmów. Chociażby antyamerykańskiego nastawienia, które podsuwa ciekawy materiał do analizy. To nieeuropejskie spojrzenie na świat i politykę rządów innych państw dominujących jest nie tyle odmienne, co zastanawiające i podważające dotychczasowe ich postrzeganie.
Żałuję ogromnie, że to nie są wszystkie rozmowy jakie przeprowadził autor z kairskimi taksówkarzami. Niektóre z nich okroił, czasami zmienił określenie na łagodniejsze, z innych zrezygnował, by móc w ogóle je wydać bez konsekwencji prawnych i zagrożenia własnego bezpieczeństwa, ale i tak na ich podstawie mogłam śmiało zbudować socjologiczny obraz społeczeństwa egipskiego, w którym nastroje antyrządowe mocno wrzały. Niestety, prezydent Hosni Mubarak nie jeździł taksówkami, by usłyszeć to, co ja i zakończył rządy na sali sądowej (miał szczęście w kontekście losów przywódców krajów sąsiedzkich), a Egipcjanie od narzekania przeszli do czynów. Niedawno odbyły się wybory nowego prezydenta i mam nadzieję, że tym razem nikt nie powie tak, jak jeden z rozmówców – Nas od nich wszystkich różni nie demokracja, bo demokracja to fikcja, istnieje tylko w książkach. Różni nas prawo. U nich prawa się przestrzega, a u nas nie. Taka różnica.
Ja widzę jeszcze jedną.
Mój kraj organizuje i bawi się na Euro 2012, a Egipt toczy krwawe rewolucje. To dobry kontrast, bym doceniła i chroniła to, co osiągnęli moi rodacy – stabilizację i poczucie bezpieczeństwa, o których Egipcjanie marzą, o które się modlą i walczą. Życzę im tego z całego serca, żeby w przyszłości mieli powody do narzekania tylko na dziury w drogach i na kłótnie polityków o miejsce obchodów ważnych rocznic i stawianych pomników.

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
sobota, 30 czerwca 2012, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/06/30 21:10:42
Czytałam tę książkę rok temu, pojawiła się ona w naszych księgarniach dokładnie zaraz po tym gdy zakończyły się niepokoje na Placu Tahrir - pamiętam, gdyż otrzymałam ją w prezencie imieninowym, a imieniny obchodzę w marcu :)

Byłam pod dużym wrażeniem tej lektury. Chyba nie spodziewałam się, że rozmowy z egipskimi taksówkarzami pokażą tak dosadnie słabości i problemy nękające ten kraj. Znam Egipt ten zarówno przed, jak i porewolucyjny. Jest to piękny kraj, niesamowity, egzotyczny, bajkowy... gdy patrzy się na niego zza szyby autobusu. W zetknięciu z ludźmi, właśnie choćby z taksówkarzami czy ze sklepikarzami, jawi się on jako troszkę dziwaczny, groteskowy, osobliwy. Podczas takich rozmów prawda zawsze leży gdzieś pośrodku, trzeba ją wyłuskać, wyłapać poprzez czytanie między słowami - dla Egipcjan bowiem zawsze dzień jest piękny, zawsze czują się doskonale i bardziej zamartwiają się problemami rozmówcy niż swoimi własnymi.

"Taxi" zaczęłam czytać będąc w tym porewolucyjnym Egipcie na urlopie. To był już inny kraj. Dało się to zauważyć nawet przechodząc się ulicą. I co gorsze wydaje mi się, że zapanowało tam całkowite rozluźnienie obyczajów (w złym tego słowa znaczeniu). Niestety władza powoli obejmowana przez Bractwo Muzułmańskie widoczna jest, nie tak, jak w Arabii Saudyjskiej, w restrykcjach opartych na prawie koranicznym, a jedynie w tym, iż ludzie poczuli się wolni i nie wierzą żadnym zasadom, nie ufają policji, resztkami sił próbują ufać jedynie wojsku (a właściwie wojsko ich chyba do tego przymusza). Co więcej, traktują Europejczyków, a zwłaszcza tych których państwa w jakiś sposób wspierały Mubaraka, wspierają Izrael lub misję w Libii, jako kogoś niższej kategorii - tych samych Europejczyków, którzy przyjeżdżają rok rocznie na Red Sea Riviera i zostawiają tam gigantyczne pieniądze. Tak myślą prości Egipcjanie, tak mówią i to jest przerażające. Zwłaszcza po przeczytanych przeze mnie informacjach o gwałconych europejskich dziennikarkach zdających relację z Placu Tahrir.

Z punktu widzenia książki Al-Chamisiego rewolucja była oczywiście potrzebna, obawiam się jednak, że poszła w złym kierunku. Demokracji nie da się nauczyć w miesiąc, ani nawet w rok. Polacy powinni o tym wiedzieć najlepiej, bo my uczymy się cały czas - a wciąż (po 23 latach!) nie mamy jeszcze w pełni rozbudowanego społeczeństwa obywatelskiego!
-
2012/06/30 22:40:33
claudete - Bardzo ciekawe informacje, z pierwszej ręki, dziękuję! Smutne to, o czym piszesz, miałam nadzieję, że po rewolucji będzie lepiej, ale z tego co napisałaś to i po wyborach może nie być ciekawiej. Ale jak sama napisałaś, to długi proces, który może trwać długo. Mimo wszystko życzę im jak najlepiej.:)
Blogi