Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Tymczasowa – Małgorzata Hayles

Tymczasowa – Małgorzata Hayles
Wydawnictwo Replika , 2012 , 288 stron
Literatura polska


Tęczowa okładka nie zapowiadała schowanej za nią szarej rzeczywistości (ku mojemu rozczarowaniu, tylko takiej) przeciętnej kobiety, która miała do odegrania w społeczeństwie określoną, z góry narzuconą rolę – matki, żony, siostry czy córki. Zagraną lepiej lub gorzej, z powodzeniem lub rozczarowaniem, obsypaną subiektywnymi nagrodami lub napiętnowaną porażką niespełnienia.
Martę, główną bohaterkę, zastałam w okresie przejściowym, między rolą żony a rolą kochanki. Na etapie przeobrażania się niczym aktorka, która właśnie zeszła ze sceny do buduaru, by zmyć stary makijaż i nałożyć nowy. W czasie, w którym mogłam zobaczyć jej prawdziwą twarz i w momencie, w którym ona sama mogła ujrzeć siebie, dotychczas ukrytą pod górą zasad i wytycznych granej roli. Wolną i nieskrępowaną byciem kobietą przy mężczyźnie.
Smutny widok, który mogą oglądać tylko nieliczni. Najbliżsi. Rodzina i przyjaciele.
Marta miała takie bliskie osoby wokół siebie. Nastoletnią córkę, matkę, teściową i siostrę, która przyjechała do niej ze USA. Powołanie do życia tych drugoplanowych bohaterek, posłużyło autorce do ukazania różnorodności ról kobiecych przejmowanych po kolei od urodzenia do śmierci.
Właśnie takich.
Poprzez odkrywanie osobowości w nowych okolicznościach, ujawnianie tajemnic rodzinnych, dzielenie się skrywanymi przez wiele lat emocjami, urazami i narosłym żalem, ukazała różne postrzeganie ról w kontekście obiektywnym (widzianych oczami osób stojących z boku) i subiektywnym (opisywanych naprzemiennie przez bohaterki). Spójny obraz obu spojrzeń autorka uzyskała dzięki narracji zewnętrznej, opisującej tok myśli poszczególnych postaci. Córka Marty, Lena, prowadziła pamiętnik, pozwalający poznać jej odczucia i postrzeganie własnej rodziny. Siostra Marty, Dagny, uzewnętrzniała swoje myśli w szczerych, czasami burzliwych zwierzeniach siostrzanych. Nowa sytuacja Marty, jej powolna przemiana i dojrzewanie do podjęcia nowej roli kochanki, otworzyło drzwi do szczerości w rozmowach z matką i teściową. Pojawiły się również dwa męskie punkty widzenia. Johna, mężczyzny Dagny, który próbował opisać zastaną sytuację rodzinną swojemu przyjacielowi w e-mailach oraz Tomasza, męża Marty, którego wersją zdarzeń narrator spina, niczym klamrą, początek i koniec powieści, a właściwie koniec ich małżeństwa i początek ich nowych związków partnerskich.
Zabieg ogniskowania różnych spojrzeń wielu bohaterów powieści, bardzo subiektywnych, na głównym temacie fabuły, która na pozór przybiera formę wspomnień z przeszłości rodziny, pozwolił mi na obiektywne przyjrzenie się kobiecie i jej miejscu określonym przez rodzinę, małżeństwo i wreszcie społeczeństwo. Autorka jednak daleka jest od oceniania jej w kategoriach dobra i zła, bo i samo życie wymyka się takim jednoznacznym podziałom. Jej bohaterki przyjmują wszystkie role z całym dobrodziejstwem pozytywnych i negatywnych chwil, jakie ze sobą niosą. Przedstawienie więc trwa. Zmieniają się tylko role, przerywane okresami kobiety tymczasowej. Mimowolnie i mnie przypadła określona rola – biernej obserwatorki, niezaangażowanej w opowiadanie się po stronie kobiety spolegliwej, pogodzonej, cierpiącej w milczeniu lub zbuntowanej, wyzwolonej, próbującej walczyć ze stereotypami i tradycją. Może dlatego przyglądałam się Marcie i jej rodzinie bez emocji, bez zaangażowania, momentami odpływając myślami od tekstu. To uczucie rozmycia spotęgowała lekko dydaktyczna struktura i treść fabuły. Powieść zaczyna się myślami Marty o odgrywanych rolach, które weszły jej w krew niczym aktorce, a które odebrałam jako śmiało postawioną tezę z nadzieją na walkę na argumenty. Jednak w ten sposób zapowiadana rozprawka, zamieniła się w esej, którego granice zaczęły się rozmywać, myśli rozbiegać, obfitując w dygresje, sprawiające wrażenie dosztukowanych do reszty. Chociaż wiem, że autorka posiada umiejętność wplatania takich „łatek” w treść tak, jak uczyniła to po mistrzowsku z tematem książek. Wątek turystyczny i żydowski wymknął się jednak spod kontroli, rażąco odstając od nurtu opowieści.
Temat ról kobiecych jest bardzo często podejmowany przez pisarzy, a to sprawia, że napisać ciekawą dla mnie powieść na bardzo eksploatowany temat, jest bardzo trudno. Można to zrobić na wiele sposobów. Zaskoczyć skrajnością poglądów, angażując mnie intelektualnie. Przeprowadzić szczegółową analizę psychiki kobiecej, burząc spokój moich emocji. Ująć pięknem języka tak, jak zrobiła to Anna Janko w Dziewczynie z zapałkami. Autorka nie wybrała żadnego z tych sposobów. Ograniczyła się do formy odtwórczej czyniąc z powieści dobrze zrobioną, ale statyczną fotografię rodzinną. Zaznaczam dobrze, ale to za mało, by mnie poruszyć intelektualnie, emocjonalnie czy estetycznie. Poprawność to przeciętność, a przeciętność nie zaciekawia, nie zmusza do rozmyślań, nie zachęca do polekturowej dyskusji z samą sobą, bohaterkami czy przekazem poznanej historii człowieka i wreszcie nie wyróżnia pisarza z spośród innych.
Ale autorka posiada najważniejszą i najcenniejszą rzecz, w jaką może być wyposażony pisarz – bardzo dobry warsztat literacki z bogatym zapleczem intelektualnym. Teraz wystarczy tylko porzucić odtwórczość, która po prostu w książkach nudzi i zarezerwowana jest do narzekań z przyjaciółką przy kawie, a zacząć tworzyć światy przykuwające jakimkolwiek elementem struktury powieści uwagę czytelnika, angażując jego serce, umysł lub zmysł estetyczny.
Tę autorkę na to stać.

niedziela, 02 grudnia 2012, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Blogi