Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Człowiek w poszukiwaniu sensu – Viktor E. Frankl

Człowiek w poszukiwaniu sensu – Viktor E. Frankl
Przełożyła Aleksandra Wolnicka
Wydawnictwo Czarna Owca , 2012 , 224 strony
Literatura austriacka


Sięgnęłam po tę książkę odruchowo, widząc charakterystyczne druty obozu koncentracyjnego z wieżyczką strażnika. To moja tematyka, w której zagłębiam się systematycznie od czasów licealnych. Przyzwyczajona jestem do tytułów-haseł sugerujących tragizm zawartości. Zdań-informacji o milionach sprzedanych egzemplarzy widniejących na okładce tytułowej. Blurbów-reklam z rodzaju tych, jakie umieszcza się z tyłu, a jakie przeczytałam również na tej książce:

 

 

Nihil novi – pomyślałam – o takich sprawach nie można pisać inaczej, one nie podlegają jakimkolwiek kryteriom i ocenom literackim. Zawsze są wyjątkowe, zawsze wstrząsają, zawsze się po nich zamyśla, choćby były pisane najprostszym, najuboższym językiem. Liczy się przede wszystkim treść i prawda historyczna świadków upadku ludzkości, a co najważniejsze – tego typu publikacje nie potrzebują reklamy. Ale z przyzwyczajenia i przyjętego rytuału rozpoznawczo-zapoznawczego z książką, przeczytałam wszystko, co zostało na niej umieszczone. Powoli opinie o autorze typu – to jeden z autorytetów moralnych XX wieku i o jego książce – ponadczasowa recepta na przetrwanie, zaczęły wzbudzać we mnie zaciekawienie, które po zdaniu – klasyka piśmiennictwa z dziedziny psychiatrii, przeszło w zaskoczenie, a potem w pytanie – Czyżbym trafiła na książkę-opracowanie specjalisty piszącego o obozach koncentracyjnych? Szybkie przejście do Przedmowy, po pochłonięciu której zamarłam na moment, czując nadchodzące uczucie doświadczone do tej pory tylko trzy razy w życiu (całkowita absorpcja każdego słowa tekstu, wypełniających dokładnie każdy skrawek umysłu i duszy), upewniło mnie, że właśnie znalazłam kolejny, czwarty element do mojej światopoglądowej mozaiki.
Co tak mną poruszyło w tej niewielkiej objętościowo książeczce?
Nie to, że był więźniem niemieckich obozów koncentracyjnych (miedzy innymi w Auschwitz), w których stracił w komorze gazowej ojca, matkę, żonę i brata, ale to, że na tym dnie piekła pojawił się jako psychiatra. Życie?, los?, karma?, Bóg? postawił go w sytuacji, w której mógł zdobytą wiedzę o psychice człowieka skonfrontować z rzeczywistością w jej najbardziej ekstremalnej postaci, w swojej najbardziej odczłowieczonej formie z przewartościowanym, wypaczonym systemem moralnym. Przeżył najsurowszy egzamin, a właściwie niekontrolowany, skrajny eksperyment psychologiczny, w którym stawką było jego życie. Nie, nie życie, ale jego sens. Dane mi było przeżyć wraz z nim głębię duchowego jestestwa, od którego odbijały się, jak piłeczki od tarczy, krzyki katów – Nie możecie szybciej świnie? Nie ma dla mnie piękniejszego przykładu moralnego niż autorytet stosujący metodę wpływu osobistego w pouczaniu, nauczaniu, a w przypadku autora, leczeniu ludzi.
Doktor V. Frankl wyszedł z otchłani Holokaustu zwycięsko. Ba! Stworzył na podstawie własnych przeżyć i zdobytych doświadczeń teorię logoterapii, która stała się trzecią, wiedeńską szkołą psychoterapii obok freudowskiej i adlerowskiej. Kwintesencję jej filozofii znalazł w myśli Fryderyka Nietzschego, czyniąc z niej hasło przewodnie – Ten, kto wie, dlaczego żyje, nie troszczy się o to, jak żyje. Faktycznie – Ponadczasowa recepta na przetrwanie. – jak napisała pisarka Patricia J. Williams na okładkowym skrzydełku.
Książka składa się z dwóch części.
Pierwszą, wspomnieniową z obozów autor ubrał w formę eseju, w którym wszystkie wydarzenia, sytuacje, zachowania i związane z nimi emocje, tłumaczył, analizował i naświetlał poprzez posiadaną naukową wiedzę psychiatry. Objaśniał genezę różnorodności postaw więźniów, wskazywał konteksty konsekwencji ich zachowań i dokonywanych wyborów, przywracał ponownie sens spłyconym myślom, nawiązując do filozofii czy tekstów literackich, scalił wiedzę o człowieku i jego psychice rozproszoną w różnych dziedzinach nauki, nadając jej pierwotne, zapomniane przesłanie i sens. Już na podstawie tej części, mogłam zrozumieć ideę logoterapii i ujrzeć zastosowanie teorii w praktyce w sytuacji ekstremalnej.
Część druga była próbą, jak sam napisał, przekazania czytelnikowi całej wiedzy, jaką zawarł w dwudziestu tomach. Musiał zatem wszystkie założenia teorii zmieścić na zaledwie 19 kartkach, dlatego w tytule tego rozdziału umieścił słowo „podstawy”. Stąd jego treść była bardzo skondensowana, maksymalnie syntetyczna, wymagająca ode mnie wolniejszego czytania, ale nie tylko dlatego. Nad każdym zdaniem musiałam pomyśleć i skonfrontować z własnym dorobkiem światopoglądowym. Najczęściej pasowało idealnie. Miałam wrażenie odnalezienia praktycznej, brakującej mi podbudowy dotychczas zgromadzonej teorii, która w jedności swej pomogła zrozumieć fakt możliwości bycia przyzwoitym człowiekiem nawet w najbardziej nieludzkich warunkach życia. Najwartościowsze w tej teorii są jej ponadczasowość i uniwersalizm. Przemawia zarówno do ateistów, jak i osób wierzących. Ci ostatni mogą sobie dodać tylko słowo „Bóg”. I chociaż w tej książce nie pada deklaracja wyznaniowa, a sam autor unika, jak napisał, kaznodziejstwa, to moje skojarzenia były uzasadnione, bo wśród jego innych publikacji, takie nawiązania otwarcie widnieją na okładkach:

 

 

To dlatego odebrałam ten rozdział jako naukową teorię wiary i jej założeń tłumaczącą doświadczalnie wolę sensu, istotę cierpienia oraz miłości i wreszcie wolny wybór w kontekście przeznaczenia. Ostatnia kompilacja, której do tej książki nie mogłam zrozumieć i pojąć, często buntując się przeciw takiemu, zdawało mi się, antagonizmowi. A tutaj, proszę - pełnia jedności, której przyznaję słuszność! Podobnie jak autor Przedmowy, ten rozdział przeczytałam dwa razy. Musiałam. Nie dlatego, że chciałam dobrze zrozumieć i poukładać ją sobie (chociaż to też), ale przede wszystkim dlatego, że napawał mnie optymizmem prostując ścieżkę życia w każdym jego aspekcie, co z kolei wcale nie oznacza, że czyni ją łatwiejszą. To najtrudniejsza spośród mi znanych – adlerowskiej woli mocy (materializm), freudowskiej woli przyjemności (hedonizm) i Fryderyka Nietzschego woli władzy, ale też i jedyna dająca szansę pełnego rozwoju duchowego i bycia przyzwoitym.
I myśl ostatnia, jaka nasunęła mi się na koniec.
Jakim cudem ja tę teorię i jego twórcę poznałam dopiero teraz? Wszystko wskazywało na to, że powinnam natknąć się na nią już na studiach! Kolejna tajemnica moich powikłanych ścieżek do książek.
Książkę wpisuję nie tylko na mój top czytanych w 2013 roku, ale i na top książek życia jako czwartą z kolei.

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Człowiek w poszukiwaniu sensu [Viktor E. Frankl]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

niedziela, 06 stycznia 2013, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2013/01/06 17:41:25
Dla mnie literatura obozowo-łagrowa też należy do obowiązkowych, również od czasów licealnych. A ciekawe jest, że jeszcze z "Człowiekiem w poszukiwaniu sensu" się nie zetknęłam. Czas nadrobić strarty...
-
2013/01/06 20:22:09
dofifi - Gdybym miała zaczynać tę tematykę jeszcze raz, to zaczęłabym od pozycji. Zaoszczędziłaby mi wielu lat dochodzenia do wniosków, które w tej książce mam podane na tacy. Dlatego jestem taka sfrustrowana, ze tak późno ją odkryłam. :)
-
2013/01/07 01:57:51
Znowu czytam post i pedze niemal do intrnetowych ksiegarni sprawdzic, czy jeszcze jest, czy jej nie wykupili. Piszesz tak, ze po prostu musze ja miec.
Zreszta nie tylko ten tekst sklonil mnie do decyzji o zakupie, wiele objawien ksiazkowych zawdzieczam wlasnie Twoim postom.
-
2013/01/07 13:16:41
bardzo trafna recenzja, literatury obozowej dla mnie też nigdy dość
-
2013/01/07 20:29:34
Imani - Cieszę się, że moje czytanie i dzielenie się wrażeniami polekturowymi przydaje się tobie w wyborze książek. Te polecam szczególnie, może odnajdziesz w niej cząstkę siebie. :)

prosperiusz - Czyżbyś czytał już tę pozycję?
Blogi