Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Jak błądzić skutecznie – Zbigniew Mikołejko , Dorota Kowalska

Jak błądzić skutecznie: prof. Zbigniew Mikołejko w rozmowie z Dorotą Kowalską – Zbigniew Mikołejko , Dorota Kowalska
Wydawca Agora , Wydawnictwo Iskry, 2013 , 464 strony
Seria Biblioteka Gazety Wyborczej
Literatura polska


Ale mnie Profesor zaskoczył!
Żeby tylko to! Zamieszał, zakręcił, pobłądził (jak na tytuł przystało!), wpuścił w dżunglę historii i współczesnego życia społecznego, zmusił do myślenia, do układania się z wiedzą zmienną, ale zbudowaną na skale pewników i niepodważalnych dogmatów popartych autopsją, pootwierał szerzej drzwi uchylone, pokazał nowe, za które warto było zajrzeć, pootwierał okna, wpuszczając więcej światła i wypuszczając zastałe powietrze uprzedzeń, a przede wszystkim wzruszył do łez.
Tak, tak, oprócz poruszeń intelektualnych, irytacji wnioskami, zachwytów ujrzenia nowych spojrzeń, przesunięć i poszerzeń ich linii horyzontów, sprzeciwów i niezgody na pojmowanie niektórych zjawisk (na przykład asertywności), zdziwień prostotą rzeczy skomplikowanych, sięgnął do najczulszych strun mojego serca i zagrał na nich.
Chociaż nie było to jego zamiarem. Nie o współczucie mu chodziło, a o zbudowanie niezbędnego, wręcz koniecznego kontekstu obranego tematu rozmowy, by uczynić go bardziej zrozumiałym, by pokazać na własnym, bolesnym przykładzie, że lekcja filozofii jest zarazem lekcją życia, to znaczy, że mądrość książkowa jest też mądrością egzystencjalną... I chociaż tytuł sugeruje poradnikowy charakter (a nie ma go!) poprzez błądzenie, to jednak ostatecznie przynoszące korzyść z poszukiwań i świadomość prawa do wolności w obieraniu kierunku tych intelektualnych wycieczek. To właśnie ta niczym nieskrępowana wolność podążania w piętnastu rozmowach przytoczonych w tej książce, Profesora z Dorotą Kowalską, dziennikarką Polski The Times (i nie tylko!), była najważniejsza. To ona była nurtem niosącym treść rozmowy po szeroko pojętej wiedzy z różnych dziedzin nauki, z jaką profesor szczodrze się dzielił. A posiadał ją nie tyle rozległą, czerpiąc pełnymi garściami (często cytując teksty źródłowe, w tym również poezję!) z filozofii, historii, sztuki, literatury, socjologii, psychologii czy pedagogiki, co przetestowaną przez życie i nim przesiąkniętą na wskroś. Tym swoim, cudzym (ciekawa jestem jak zareagują osoby publiczne wywołane do tablicy, nie zawsze w przyjemnym kontekście?!) i tym społecznym Polaków i Polaczków ze swoimi „prawdulami”. Moim też, bo wpisywałam się w nie pięknie i niepięknie. Nie były więc to wykłady o życiu z pozycji myśliciela, który wszystko wie. To było życie ujęte w słowa, które to życie tłumaczyły i objaśniały, jak w instrukcji obsługi.
I to jak tłumaczyły!
Zaczynając od siebie. Od osoby Profesora, jego doświadczeń, jego przeżyć i emocji, mających wpływ na kształtowanie się własnych poglądów, by płynnie przejść od jednostki do społeczeństwa (ileż zjawisk w nim zachodzących zrozumiałam, od samobójstwa uczennicy Anny, poprzez fenomen popularności kryminałów szwedzkich, na fascynacji Facebookiem skończywszy!), od wartości i pojęć osobistych po te ponadczasowe, powołując się na poglądy innych filozofów, uwarunkowania historyczne oraz dziedzictwo kulturowe i wytłumaczyć, tak po ludzku, bez patosu i języka naukowego, czym jest i jakie znaczenie ma dla niego, ale i dla człowieka jako takiego: sen, dzieciństwo, los, historia, wolność, wiara, śmierć, kobieta, uczucia, zmysły, miejsce pochodzenia, pory roku, przemoc, błądzenie i przyszłość ze wszystkimi ich odcieniami pojęciowymi. Każdą z tych rozmów poprzedzał tematycznie dobrany obraz, do którego symboliki Profesor nawiązywał swoimi interpretacjami.

 

Po każdej z nich musiałam zostać sam na sam z tą wiedzą (dlatego czytałam tylko jedną rozmowę na koniec dnia, w wieczornej ciszy), by ją spokojnie przemyśleć, ułożyć w sobie, dopasować, może się zgodzić, przyjąć za swoją, a może odrzucić, wejść w polemikę, przytulić do serca, do własnego systemu wartości czy norm albo przeanalizować od nowa. I rozbierałam ją na elementy pierwsze, a potem składałam od nowa albo na nowo, czytając niektóre rozmowy jeszcze raz albo fragmenty tyle razy, aż uchwyciłam wymykający się wątek, by dobrze zrozumieć, a nie ulec czarowi pięknego umysłu, jakim obdarzony jest Profesor. Był przy tym nie tylko uwodzicielski swoją urodą intelektualną, ale szczery do bólu, a nawet do moich łez (rozmowa o dzieciństwie bardzo mnie poruszyła), nadając rozmowom rys autobiograficzny, ale nie ekshibicjonistyczny w sferze najintymniejszej. Profesor, parafrazując znaną myśl – Nic co ludzkie nie jest mi obce, oprócz kobiety. – zamknął przede mną drzwi do świata dziejącego się między nim a kobietami, które kochał, nie uciekając jednak od zagadnienia kobiety jako takiej.
A wszystko, pomimo sugestii błądzenia, ujęte w ramy nie tylko tematyczne czy biograficzne autora, ale i ramy przemijania od wykluwania się dzieciństwa z bytu/niebytu snu po jesień życia czy linearności czasu – od przeszłości poprzez teraźniejszość aż do proroctw przyszłości dotyczących przede wszystkim nas, Polaków. A te, jeśli zawierzyć wnioskom Profesora, są przerażające. Mogłam z tego wybierać i tworzyć sobie recepty na szczęśliwe życie, bo profesor ich wprost nie dawał. Dawał za to wędkę, mówiąc – ”Będziesz jadł pietruszkę, uprawiał gimnastykę, nauczysz się asertywności, będziesz jeździł na narty do Szwajcarii, spędzał czas wolny tak i tak, to będziesz szczęśliwy. Będziesz żył długo i radośnie”. A guzik prawda. Ja nie daję takiej recepty, zalecam błądzenie. A błądzenie wbrew pozorom, wcale nie jest łatwe, bo trzeba porzucić wygodną bierność i przekonanie, że świat taki jest, jakim ja go widzę. I ani kroku więcej. Bo trzeba przestać mówić, a zacząć działać.
Były jednak takie drzwi, których Profesorowi nie dane było ujrzeć. Taka obecność transparentna, bo one tam są. To drzwi do wiary. Te, które tak pięknie otwiera Viktor E. Frankl w książce Człowiek w poszukiwaniu sensu, ukazując świat za nimi, a którego książka idealnie uzupełnia rozmowy Profesora, tworząc dla mnie jednolitą całość i, wbrew pozorom, wcale się nie wykluczając. Może dlatego z tych rozmów wyłonił się dla mnie człowiek przeraźliwie samotny w dźwiganiu sensu istnienia i polskie społeczeństwo praktykujących-niewierzących z religią życia, a nie wyboru, jako znaku przynależności społecznej i plemiennej. Obraz człowieka przepiękny w swoim heroizmie błądzenia i jednocześnie przerażający w cierpieniu psychicznym.
W tym kontekście, te rozmowy uświadomiły mi, jaki wyjątkowy dar posiadam, co wcale, ale to wcale nie oznacza, że mam łatwiej.
Ale to nie wszystko, co one mi dały. Pozostał niedosyt i świadomość, że to zaledwie przyczynek do dalszych błądzeń, tytuł książki do koniecznego przeczytania – Pielgrzym nad Tinker Creek Annie Dillard (już kupiłam!) i zazdrość o żywą, osobistą przygodę intelektualną wszystkim mającym możliwość rozmowy z Profesorem.

Książkę wpisuję na mój top książek czytanych w 2013 roku.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
piątek, 29 marca 2013, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2013/03/29 22:46:07
właśnie ją dzisiaj położyłam na stoliku przy łóżku z postanowieniem, widzę u Ciebie podobnie, jedna rozmowa na jeden wieczór. Poczytałam u Ciebie i już się cieszę na to spotkanie, a tak się bałam, ze to będzie taka 'walcząca książka', jak ten jego felieton o matkach (z którym się momentami zagadzałam, ale mnie jakoś bolała atmosfera wokół tego)
-
2013/03/30 08:35:03
kasia.eire - Dawkuj sobie, bo to wszystko trzeba sobie ułożyć, by potem otrzymać całość. Wbrew pozorom rozmowy się ze soba łączą tworząc jednolity świat pogladów autora. A zgadzać nie trzeba się zawsze, ja równiez miałam wątpliwości, ale muszę przyznać, że autor nie uzurpuje sobie prawa do prawdy, daje czytelnikowi wybór, czasami sam wątpi, niekiedy przyznaje rację swojej rozmówczyni - zaleca błądzenie. Błądź razem z autorami, ja robiłam to z przyjemnością. :)
Blogi