Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Candy – Terry Southern , Mason Hoffenberg

Candy – Terry Southern , Mason Hoffenberg
Przełożył i posłowiem opatrzył Maciej Świerkocki
Wydawnictwo Officyna , 2014 , 173 strony
Seria Twarze Kontrkultury
Literatura amerykańska


Redaktorzy serii Twarze Kontrkultury dbają, bym podczas czytania kolejnej jej pozycji nie popadła w schematy i linearne myślenie. Tym razem zaskoczyli mnie przesłaniem krytycznym (w odróżnieniu od poprzednich pozycji) ukrytym w tej powieści.
Ale zanim zorientowałam się, w którym obozie poglądów na temat kontrkultury znalazłam się, przeżyłam erotyczno-intelektualną przygodę przyswajania, analizowania, a potem syntetyzowania wniosków. Dwa pierwsze etapy były dla mnie wchodzeniem w rzeczywistość początkowo mocno irytującą, a potem gorzko-zabawną. Moją przewodniczką była tytułowa Candy. Jak samo imię sugeruje (i bardzo słusznie!) – przesłodkie dziewczę. Uosobienie seksualnych marzeń większej części płci męskiej. Długowłosa blondynka o dużych, niebieskich oczach (również w tym perwersyjno-przewrotnym znaczeniu, przy którym mężczyźni wymownie przed sobą kształtują powietrze), o idealnej figurze, w której wszystko było kochaniutkie (albo słitaśne, używając współczesnego kolokwializmu) – od uroczego paluszka u nogi poprzez kształtne kolanka z dołeczkami na ślicznym lewym uszku skończywszy. Obiekt westchnień, po którym ręce przesuwałyby się pieszczotliwie po cudownym łuku ciała dziewczyny, po jej bokach i wewnętrznej stronie ud, by wreszcie połączyć się w złocistym puchu, pod którym wyśmienita muszelka zaczynała już wypełniać się słodyczą.
Któryż z mężczyzn by nie skorzystał?
Zwłaszcza że ten ideał kobiecości dopełniało litościwe serce siostry miłosierdzia, niosącej pomoc w zaspokajaniu ich „nabrzmiałych i pulsujących” potrzeb. Candy nie potrafiła odmówić żadnemu, tłumacząc swoje postępowanie tym, iż całkowite oddanie się drugiemu człowiekowi nie jest po prostu obowiązkiem, narzucanym nam przez anachroniczne przesądy, lecz pięknym i wzruszającym przywilejem. W powodzi „bolesnych potrzeb” płci brzydkiej nie mogła, a nawet nie potrafiła być samolubna, więc rozdzielała swoje ponętne wdzięki pomiędzy potrzebującymi. A potrzebowali prawie wszyscy (poza zwolennikami masturbacji) z jej otoczenia – profesor, wujek, garbus, ogrodnik, ginekolog, doręczyciel telegramów, guru duchowy czy ledwo poznani znajomi/nieznajomi. Swoje „nabrzmiałe” potrzeby ubierali w alternatywne słowa, w których erekcja, orgazm i ejakulacja były aktem woli pobudzającym skomplikowany proces tworzenia i wydzielania płynu ustrojowego, a seks heteroseksualny to źródło wszystkich neuroz, nikczemne złudzenie, które wprowadza jaźń w błąd. Najlepszy jako pomoc i dodatek do masturbacji.
I tutaj włączył mi się system krytycznego myślenia i opinia o bohaterce kołacząca mi się po umyśle – oj naiwna, tyś naiwna!
Za dużo było dla mnie tej naiwności, przewrotnego myślenia, szarlatanów wykorzystujących seksualnie Candy, rozbieżności między słowami a ich postawami i obłudy. Ale nie tej wyposażonej w beznadziejnie głupie, absolutnie tandetne, mieszczańskie i materialistyczne przesądy, ale tej wyposażonej w „postępowe” myśli i idee kontrujące zastaną rzeczywistość. Zaczęłam się zastanawiać, kto i w czym jest tak naprawdę obłudny? A kiedy doszłam do wniosku, że nie tylko stare zasady i normy społeczne, ale i te nowe, ubrane w inne słowa, często mistycyzmu, którymi szafowali kochankowie Candy. Tak zwani postępowi z duchem czasu i nowymi nurtami ideologicznymi, reprezentujący poszczególne środowiska społeczne od uczonych poprzez mistyków na zwykłych ludziach skończywszy. Szarlatani wykorzystujący dobre intencje i czystość myśli Candy.
Wtedy zrozumiałam, jaką wyjątkową pozycję mam przed sobą.
Jeśli wziąć pod uwagę konteksty dopiero pojawiającej się kontrkultury w początkowych latach sześćdziesiątych (mam tutaj na myśli okres pojęciowy a nie czasowy), kiedy ukazała się powieść i nie funkcjonowało jeszcze pojecie „kontrkultura”, to można nazwać tę pozycję proroctwem jej rozwoju w formie pastiszu rzeczywistości. Krytyką nie tylko kontrkultury, ale i szerszą krytyką społeczną, którą autor posłowia Maciej Świerkocki nazywa jeszcze celniej - satyrą społeczną. Znalazł się ktoś, a dokładniej dwóch pisarzy, którzy wprawdzie napisali książkę dla pieniędzy (według Masona Hoffenberga), ale za to szczerą do bólu. Wykorzystali do tego skuteczny nośnik informacji, jakim jest powieść pornograficzna. Natomiast, aby uzyskać efekt komediowy wyposażyli ją we wszystkie środki literackie budujące satyrę – absurd, wyolbrzymienie, karykatura, kontrast, paradoks, przerysowanie czy metafora. Zarówno nowych idei, ich zwolenników, jak i przeciwników. I znowu powtórzę to, co napisałam o poprzedniej pozycji z tej serii - Wspomnieniach bitniczki. Tę powieść można odebrać jako powieść pornograficzną, ale również odczytać zakodowane w niej przesłanie zarówno w kontekście czasów, kiedy ją po raz pierwszy opublikowano w 1958 roku, jak i w kontekście czasów mi współczesnych. Ta ponadczasowość jest jej największą zaletą dla przeciętnego, współczesnego odbiorcy, ale i również dla odbiorcy w kolejnych pokoleniach ludzkości. Dla wszystkich, którzy nie chcą tak, jak Candy, przejrzeć na oczy dopiero wtedy, gdy poczują penis własnego ojca w sobie. Nie dałam się zwieść tej komedii. Mimo zaliczenia jej do klasyki literatury zupełnie poważnie i nadal aktualnie przemawia do czytelnika – włącz krytyczne myślenie, nie daj się zwieść współczesnym tobie oszustom wykorzystującym twoją dobrą wolę i szczere intencje, pomyśl zanim przyjmiesz podsuwaną tobie myśl, nurt, modę za swoją.
Nie bądź Candy! – mówili autorzy sobie współczesnym. Bądź asertywnym! – prawdopodobnie tego ostatniego zwrotu użyliby, gdyby żyli w moich czasach.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

 Obsada kultowego dziś psychodelicznego filmu Candy Christina Marquanda z 1968 roku (...), mogłaby zaimponować każdemu reżyserowi: Marlon Brando, James Coburn, John Huston, Charles Aznavour, Ringo Star - zauważył autor posłowia.

sobota, 05 kwietnia 2014, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2014/04/06 12:37:45
Tytułowa Candy rzeczywiście denerwuje swoją naiwnością, ale jeszcze bardziej drażnią panowie, którzy ją wykorzystują.
-
2014/04/06 22:23:30
dofifi - I dokładnie o to autorom chodziło, żeby rozdrażnić czytelnika i zmusić do myślenia. Do powiedzenia - ja tak nie zrobiłabym/nie zrobiłbym. :)
Blogi