Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Ogród Kamili – Katarzyna Michalak

Ogród Kamili – Katarzyna Michalak
Wydawnictwo Znak Literanova , 2013 , 364 stron
Literatura polska


Dzisiaj będzie kwieciście!

 

A właściwie różanie. Zainspirowała mnie ta powieść do wzięcia aparatu, ruszenia w plener i umieszczenia moich zdobyczy fotograficznych tutaj. Zwłaszcza że akurat była pora ich kwitnienia tak, jak w tej opowieści. Pięły się, okalały pergole, wspinały po murach, rozwijały pąki, uwodziły aromatem, zachwycając ich miłośniczkę – Kamilę. Dwudziestoczteroletnią główną bohaterkę o duszy romantyczki i może dlatego, pomimo młodego wieku, już po przeżyciach i traumach z okresu dorastania. Dziewczyna kochała róże, a pełen ich własny ogród był dla niej marzeniem. Poza tym każdy rozdział jej historii i poznanych przyjaciółek przy uliczce Leśnych Dzwonków w podwarszawskim Milanówku poprzedzała krótka informacja o konkretnym gatunku róży.

 

Wymusiło to na mnie poszukiwania ich wyglądu. Wrzucając w wyszukiwarkę nazwy róż, zachwycałam się kolejnymi ich odsłonami, co w dalszej opowieści bardzo mi się przydało. Mnóstwo w niej było nawiązań i odniesień do wielu przepięknych odmian. Erotika czy Aquarelle nie były dla mnie niewiadomą, jakimś kwiatkiem różopodobnym, ale pięknym widokiem z przeglądanych wcześniej zdjęć. Zapach uzupełniłam w rzeczywistości podczas fotografowania. Trochę będzie trzeba się przedzierać przez te moje róże tak, jak ja brnęłam przez gąszcz fabuły przypominającej ogród Kamili z pięknymi różami. Uwaga - z kolcami!

 

Trochę zrobiło się słitaśnie!
Ale też i trochę taka była rzeczywistość Kamili. Podkreślam – trochę. Ale zanim wyjaśnię, na czym to polegało, zacznę od skojarzenia. Kiedyś, kiedyś, bardzo dawno temu, kiedy na ekranach TV pojawiało się mnóstwo tasiemcowych seriali brazylijskich, dałam się złapać przypadkowo na pierwszy odcinek Fiorelli. Od serialu nie mogłam się uwolnić, dopóki nie obejrzałam ostatniego odcinka perypetii (głównie miłosnych) tytułowej Fiorelli. Zżymałam się na siebie okrutnie, że marnuję czas na wyimaginowane problemy innych, ale oglądałam namiętnie dalej, bo aż tak były fascynująco ciekawe i zaskakujące w rozwoju fabuły. Nie potrafiłam powiedzieć sobie definitywnie – stop! Na moje szczęście, w tym nieszczęściu, odcinków, jak na taki serial, było niewiele, bo „tylko” około kilkudziesięciu. A potrafiło być ich setki, jeśli nie tysiące.
Jak to się ma do tej powieści?
Otóż ta pierwsza cześć „kwiatowej serii” była, jak ten pierwszy odcinek serialu filmowego. Nie miałam zamiaru sięgać po twórczość autorki. Za dużo moich znajomych mnie na to namawiało, wyrażając swoje achy i ochy, a przez to budząc we mnie przekorną naturę biernego oporu. Jedna z nich, nie rozumiejąc mojego oślego uporu, przyniosła mi całą swoją kolekcję twórczości autorki:

 

„Straszyła” mnie więc ta półka, ilekroć na nią spojrzałam. A że spoglądałam często, w końcu się złamałam. Ale ponieważ chciałam się odwdzięczyć za jej trud i życzliwość, kupiłam pierwszy tom najnowszego cyklu, żeby jej potem pożyczyć. No i się zaczęło!
Niczym w brazylijskim serialu!
Autorka, pisząc tę powieść, wykorzystała wszyściusieńkie jego hipnotyzujące odbiorcę elementy. Po pierwsze wciągnęła do ogrodu i utopiła w różach. A która kobieta nie lubi kwiatów!?

 

Po drugie zakręciła akcją, czyniąc ją nieprzewidywalną do końca. Zdarzyć się mogło wszystko! Łącznie z wylądowaniem UFO w tytułowym ogrodzie. Troszkę kartek przewróciłam, zanim zrozumiałam, że klęski i sukcesy, radości i smutki, problemy i powodzenie, tajemnice i ich rozwiązania będą się mnożyć w tempie geometrycznym i towarzyszyć mi do ostatniego zdania. A i końcowa kropka mogła okazać się tą nad „i”. Nie miałam żadnego wpływu na burzliwy kurs akcji powieści przypominający krzywą sinusoidalną, którego sternikiem była nieokiełznana i bezgraniczna wyobraźnia autorki. Do wymyślania problemów, meandrów życiowych, supłów gordyjskich i niespodzianek na granicy prawdopodobieństwa miała wybitny talent! Po trzecie pozwoliła na udział w bajce. Z wierzchu pięknej, w urokliwej dzielnicy miasta, w klimatycznych domach i z urodziwymi ludźmi (to miałam na myśli, określając ją na początku słitaśną), ale w głębi raniącej to piękno ostrymi kantami zdradzieckich raf ukrytych pod jej pozornie spokojną powierzchnią. Zarówno elementy baśniowe (motyw Kopciuszka i rycerza), jak i twarde realia życiowe były wyolbrzymione, kontrastowe, a czasem szokujące, bym mocno przeżywała gromadzące się perypetie nad głowami bohaterów niczym chmury gradowe z piorunami. Po czwarte autorka obowiązkową historię miłosną podała tak, jak wymarzyłaby sobie większość kobiet czyli z mężczyzną zachowującym się, reagującym i postępującym tak, jak one by tego pragnęły. Po piąte stworzyła TAJEMNICĘ. Wielką! Podobno tak straszną, że nie mogłam się doczekać, żeby przekonać się, jak bardzo. Nic więc dziwnego, że efektem tych zabiegów jest niezwykła popularność twórczości pisarki wśród kobiet. Łykają ją, jak cukierki, czekając na więcej. Mnie też smakowało, chociaż bardziej wolę czekoladę czyli literaturę twardych realiów.

 

Ale, żeby nie było za słodko!
Muszę napisać o skłonności autorki do bezpośredniego, bardzo widocznego moralizowania, która mnie irytowała. Dydaktyzm w literaturze jest bardzo pożądany, ale musi być on umiejętnie wpleciony w postawy, dialogi lub myśli bohaterów, abym mogła sama dochodzić do „odkrywczych” wniosków. Dygresje w treści pełne mądrych myśli, porad i prawd podane osobno, budziły we mnie niechęć i poczucie braku wiary autorki w moje rozumowanie. To że ktoś lubi poczytać „bajki” nie oznacza, że jest infantylny. To tylko świadczy o potrzebie oderwania się od świata realnego, może rekompensaty jego niedostatków, a może po prostu przyjemnej rozrywki. Cokolwiek by to nie było, na pewno nie świadczy o małym rozumku czytelniczek.
I bomba na koniec!
Brak całkowitego rozwiązania wielkiej tajemnicy Kamili. Autorka uchyliła mi tylko jego niewielki rąbek, który wiosny nie uczynił. I takim to sposobem, chcąc nie chcąc, muszę sięgnąć po kolejną część, by ją poznać.

 

Właściwie nie wiem po co mi ta wiedza, ale wciągnęło mnie jak brazylijski serial. Na dodatek muszę się/śpieszyć, bo zdążyła się już za mną ustawić kolejka do tych tajemniczych ogrodów Kamili i Gosi.

 

Ogród Kamili [Katarzyna Michalak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

czwartek, 10 lipca 2014, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2014/07/10 15:56:13
Hehe, ja też miałem romans z tasiemcem południowoamerykańskim, dokładniej był to chyba serial wenezuelski o tytule "Niebezpieczna". A co do Michalak - to obawiam się zajrzeć bo ostatnio wsiąkam we wszelkie literackie cykle :) No i poszerza mi się lista ulubionych autorów :)
Pozdrawiam!
-
2014/07/10 17:20:57
Słońce uważaj, chwalenie książek Michalak bywa w sieci bardzo hejtowane. Jej przeciwnicy dopadną każdego, kto śmie pochwalić powieść i nie zostawią suchej nitki. Ale nie lękaj się mi też "Ogród Kamili" bardzo się podobał, ba nie wstydzę się tego. Ciekawa jestem jak przyjmiesz tom drugi
-
2014/07/10 21:43:46
kasiekas - Nie byłam tego świadoma, ale to może dobrze,bo nic nie wpłynęło na moje wrażenia. Zastanawiam się, dlaczego się tak dzieje? Czyżby pisarka komuś się naraziła? Nie bardzo rozumiem tę co najmniej dziwną sytuację. O tomie drugim już niebawem. :)

prosperiuszu - Oj, te cykle! Pól biedy, jeśli już ukazały się w całości, gorzej, jeśli trzeba czekać. Wtedy zapominam o kontynuacjach, ale na lipiec przygotowałam sobie kilka tomów kończących cykle.
Blogi