Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Gretel i ciemność – Eliza Granville



Gretel i ciemność – Eliza Granville
Przełożyła Natalia Mętrak
Dom Wydawniczy PWN , 2015 , 379 stron
Literatura angielska


...historie wewnątrz historii, która okazuje się częścią przeraźliwie rzeczywistej baśni.
Ten fragment wypowiedzi głównej bohaterki idealnie oddaje charakter tego niezwykłego thrillera psychologicznego. Jego wyjątkowość zaklęta jest w baśniowości, będącej efektem zainteresowań autorki, którą, jak przeczytałam na okładkowym skrzydełku, przez całe życie fascynowały moc i symbolika legendarnych historii, a pomysł na powieść „Gretel i ciemność” narodził się, kiedy zaczęła badać wzmożone zainteresowanie baśniami w czasach Trzeciej Rzeszy.
Właśnie - baśnie i III Rzesza.
To dwa klucze do zrozumienia fabuły, ale przede wszystkim do odczytania przesłania tej powieści, którą rozpoczyna baśniowe intro z Flecistą oczarowującym muzyką wszystkich ludzi, ogrami w siedmiomilowych butach, dziewięciogłowymi psami, ze szlochającymi rusałkami i trojgiem, uciekających do lasu, dzieci. Najbardziej rzeczywistymi postaciami z całej plejady jego mieszkańców. Ale najbardziej realny był ich strach działający niczym ostrogi i skrajna nienawiść do Flecisty. Silnie motywujące ucieczkę, pomimo agonalnego stanu fizycznego jednego z nich. Ale pod tą baśniowością pełną symboli, archetypów i ukrytych znaczeń zamkniętych w zaczarowane zdania, w których mgła spowijała kostki, wyciszając dźwięki, powietrze przecinały lodowe oddechy czarownic, a widmowi strażnicy poszukiwali księżyca w całunie chmur, kryła się okrutna rzeczywistość. Tak groźna i przerażająca, że ciemny, mroczny las, pełen tajemnic był dużo bardziej bezpieczniejszym miejscem, niż to, z którego uciekali. Mieszanka piękna i grozy tego wstępu była tak obezwładniająca i niedająca mi spokoju, że po dotarciu do trzydziestej strony, powróciłam, niczym zaczarowana, do pierwszej kartki, by z przyjemnością zagłębić się ponownie między drzewa i podążyć piernikowym szlakiem uciekających dzieci, niczym Jaś i Małgosia ze znanej bajki. To dlatego w tytule widnieje niemiecki odpowiednik polskiej Małgosi – Gretel, której imienia nie nosi żadna z bohaterek, a jednocześnie główna bohaterka jest jak Gretel. Nawet tytuł jest tutaj zaczarowany. Potem okazało się, że tenże magiczny początek również kończy powieść, tworząc klamrę spinającą bardzo ściśle, choć na pozór osobne, dwie, naprzemiennie toczące się historie.
Pierwsza rozpoczyna się w Wiedniu w 1899 roku. Znany psychoanalityk doktor Josef Breuer przygarnia do swojego domu pobitą, zaniedbaną, z ogoloną głową, bezimienną, około dwudziestoletnią dziewczynę znikąd, która twierdzi, że nie jest człowiekiem. Że jest maszyną bez uczuć z określonym zadaniem do wykonania – zabić potwora, Flecistę. Odkrywanie jej przeszłości i tożsamości staje się motywem przewodnim nie tylko opowieści, ale i życia zawodowego i osobistego doktora.
Druga historia rozgrywa się w nazistowskich Niemczech. Jej bohaterką i jednocześnie narratorką jest trzynastoletnia Krysta wychowywana przez ojca-wdowca, pracującego w „lecznicy dla ludzi-zwierząt”. Dziewczynka pozbawiona dotychczasowej opiekunki, która opowiadała jej bajki, tłumaczy sobie obcą, a przez to niezrozumiałą dla niej rzeczywistość w nowym miejscu na zrozumiały dla niej język baśni. Jego rola wzrasta, gdy po śmierci ojca trafia do „lecznicy dla ludzi-zwierząt”.
Te dwie, początkowo oderwane od siebie historie, w miarę upływu opowieści zaczynają się delikatnie zazębiać i przenikać. Tu i tam, na moment, niby przypadkiem, pojawiają się jednoznaczne słowa, które odkodowują czarowane przez Krystę miejsce pobytu, a mnie utwierdzają w przekonaniu, w jak skrajnie tragicznym jest położeniu. Sachsenhausen, nadzorczynie z pejczami, wilczury, głód, krew, znikające dzieci i Ravensbrück, nie pozostawiają żadnych złudzeń o kim i o czym jest ta „baśń”.
Autorka stworzyła precyzyjną, misterną i kunsztowną konstrukcję z psychiki dziecka i terapeutycznego oddziaływania na nią baśni i bajek w traumatycznej sytuacji życiowej. Opowieść o Kryście, metaforycznej Gretel-Małgosi, jest nimi przesiąknięta. W efekcie tworzy bogato inkrustowane i intarsjowane nimi lustro prawdy, w którym tkwi klucz do zrozumienia ludzkich pomysłów i osiągnięć, ich nadziei i lęków, ich dziwactw i fobii, ich marzeń... ich demonów. Poddawanie się tworzonej w niej tajemniczej atmosferze niedomówień i sekretów, ale i odkrywanie tego, co ze sobą niosła, przyciągało mnie. Tworzyło magnetyzm, który nie pozwalał mi na oderwanie się od książki. Dostarczało mi wachlarza emocji od miłości do nienawiści, od przyjemności do grozy, od radości do strachu. Z przyjemnością gubiłam się w granicach realiów i zmyślenia. Z niepewnością podążałam piernikową ścieżką w ciemność razem z Krystą. Z ciekawością dekodowałam jej widzenie rzeczywistości. Ze smutkiem oglądałam dawkowaną mi grozę rzeczywistości, by na końcu poczuć wzruszenie. I podziw dla mistrzowskiego operowaniem słowem.
A wszystko to dzięki baśniowym okularom, które delikatnie i z wyczuciem nałożyła mi autorka.
Ta powieść to także głos w dyskusji na temat okrucieństwa baśni, które jest często krytykowane przez dorosłych i okrajane z ich grozy w kolejnych wydaniach, kolejnych wersji. Powieść broni tej brutalności nawet w formie dziecięcej makabreski. I robi to skutecznie. Nie tylko ukazuje ich terapeutyczną rolę, ale przekonuje niedowiarków o ich leczniczej cudowności i pożyteczności, wcielając wszystko to, czego dowiedziałam się z dwóch klasycznych już pozycji z "archeologii duszy człowieka" - Cudowne i pożyteczne Brunona Bettelhaima oraz Biegnąca z wilkami Estes Pinkoli.
Jestem oczarowana, dosłownie i w przenośni, tą powieścią.

Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2015 roku.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Gretel i ciemność [Eliza Granville]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Ten trailer książki bardzo dobrze oddaje atmosferę powieści.
sobota, 20 czerwca 2015, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Blogi