Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Sześć myślowych kapeluszy – Edward de Bono

Sześć myślowych kapeluszy – Edward de Bono
Przełożyła Joanna Krzemień-Rushe
Wydawnictwo Helion , 2008 , 266 stron
Literatura angielska

Zazwyczaj jedynymi ludźmi bardzo zadowolonymi ze swojej umiejętności myślenia są osoby, które myśleć za bardzo nie potrafią, ale wierzą, iż celem myślenia jest udowodnienie słuszności własnych poglądów – dla własnej satysfakcji.
To zdanie autora z przedmowy do tej publikacji przekonało mnie, by przyjrzeć się bliżej koncepcji sześciu myślowych kapeluszy. Chociażby po to, by ułatwić sobie życie, zaoszczędzić zdrowia psychicznego i uniknąć nieprzyjemnych sytuacji w starciu właśnie z takimi ludźmi, o których mowa w cytacie. A spotykam ich nagminnie. Kierujących się własnym ego i emocjami, zawsze na nie i uwielbiających grać w grę psychologiczną: tak, ale... W dyskusji z nimi sugestie, oceny, krytyka, informacje i czyste emocje mieszają się w czymś, co można by nazwać myślową zupą. Autor jednak usprawiedliwia ich, wyjaśniając, że dla większości ludzi pojęcie twórczego myślenia jest trudne, ponieważ jest ono przeciwieństwem naturalnych przyzwyczajeń myślowych, bo podstawowym zadaniem mózgu jest ustalanie wzorów oraz ich wykorzystywanie, odrzucając wszystko, co nie pasuje do ustalonych wzorców.
Jednak tę przypadłość można „leczyć”, a książka ma w tym pomóc.
Autor, doktor nauk medycznych, twórca znanej koncepcji myślenia lateralnego (która również jest wykorzystywana w metodzie sześciu kapeluszy), opisał bardzo prostą metodę znacznie podnoszącą wzrost efektywności myślenia poprzez oddzielenie od siebie jego rodzajów. Każdemu z nich przypisał kapelusz w określonym kolorze, których graficzne wyobrażenie znalazłam na okładce:

Kolejne zakładanie ich (dosłowne na etapie ćwiczeń, a potem mentalne) pozwala na uniknięcie „myślowej zupy” i zajmowanie się jedną rzeczą naraz. Myślący jest w stanie oddzielić emocje od logiki, kreatywność od informacji i tak dalej. Ale zanim przeszedł do omawiania poszczególnych kapeluszy myślowych, przedstawił zalety tej metody, by usunąć w czytelniku niechęć, sceptycyzm i największą przeszkodę w jej zaakceptowaniu oraz stosowaniu – ego człowieka. Bardzo wrażliwy element osobowości na ocenę innych ludzi. „Twarz”, którą boi się utracić. Autorytet, który może być podważony. I tutaj autor proponuje bezpieczne odgrywanie ról i zakładanie masek z różnymi punktami widzenia. Umowne nałożenie kapelusza myślowego o określonym kolorze, który pozwala nam myśleć i mówić rzeczy, o których normalnie byśmy nie myśleli ani nie mówili, nie wystawiając przy tym na szwank naszego ego. To trudny, ale możliwy do wyuczenia nawyk. Drugim czynnikiem utrudniającym jest zachodni zwyczaj uprawiania dyskursu i dialektyki, który autor uważa za błędny, ponieważ zawęża postać myślenia tylko do krytycznego czyli do czarnego kapelusza. To bolączka większości myślicieli – zarówno tych wyszkolonych, jak i domorosłych.
I faktycznie coś w tym jest!
Obserwując swoich rozmówców, widzę bardzo dużo czarnych kapeluszy, które potocznie nazywam krytykanctwem czyli narzekaniem z wytykaniem błędów czy wad, ale bez wskazywania nowych rozwiązań czy innych propozycji naprawczych. Autor ujmuje to dosadniej - zdają się czerpać przyjemność z mieszania z błotem wszelkiego rodzaju pomysłów i propozycji zmian. Dyskusja z takim rozmówcą jest bezsensowna, bezcelowa i nieefektywna, a na dodatek zarażająca negatywnymi emocjami i pesymizmem. Drugim rodzajem częstego rozmówcy w moim otoczeniu to kapelusz czerwony, kierujący się emocjami. Nie ma w rozmowie logiki, tylko odczucia i przeczucia, które prowadzą najczęściej do kłótni. W takich przypadkach zazwyczaj wycofuję się z rozmowy w myśl zasady – z emocjami się nie polemizuje. To dominujące (i najmniej efektywne) rodzaje myślenia według mnie, a autor proponuje ich aż 6!
Ale to nie znaczy, że czarny i czerwony kapelusz jest zły!
Wręcz przeciwnie. Każdy ma swoje zalety, ale trzeba wiedzieć, KIEDY je założyć, w zależności od rodzaju dyskusji, celu zadania do wykonania i samych rozmówców. O tym wszystkim autor opowiada w poszczególnych rozdziałach poświęconych konkretnym kolorom kapeluszy, podając bardzo dużo zdań przykładowych, z których mogłam sobie stworzyć charakterystyczny profil wypowiedzi dla określonego rodzaju myślenia.
Dla mnie metodą, w której można zastosować wszystkie myślowe kapelusze, ukazując różnice w ich roli i podkreślając pożyteczność (również czarnego i czerwonego!), to burza mózgów. Uwielbiam ją stosować z młodzieżą podczas konstruowania scenariusza do otrzymanego zadania. Ja wkładam kapelusz niebieski menadżera spotkania, by czuwać nad jego sprawnym przebiegiem i efektywnością. Narzucam dyscyplinę kolejności zakładania i zdejmowania kapeluszy myślowych w zależności od etapu wspólnej pracy. Zaczynam od koloru białego, przedstawiając fakty, a potem zielonego i żółtego, by na koniec poddać efekty lub wnioski krytyce i odczuciom kapeluszy czarnych i czerwonych.
Wspaniałe rzeczy nam się udają!
Problem w tym, że to spektrum rodzajów myślenia nie jest powszechnie wykorzystywane w szkołach w nauczaniu. W polskich również, według mnie. Autor zwraca uwagę na ten problem pisząc – Uczniów w wieku szkolnym bardziej interesuje myślenie reaktywne w związku z tym, z czym się bezpośrednio stykają: program nauczania w szkole, pytania nauczycieli, seriale telewizyjne itp. Ale kiedy tylko młodzi ludzie wyjdą ze szkoły, życie będzie od nich wymagało czegoś więcej niż tylko reagowania. Będą musieli umieć wyjść z inicjatywą i planować swoje działania, a tego nie da się zrobić za pomocą reaktywnego myślenia. A potem dodaje – Jestem przekonany, że umiejętność działania powinna stanowić podstawowy element edukacji na równi z umiejętnością czytania i pisania oraz liczenia.
Kiedyś, dawno temu, w latach 90. ubiegłego wieku, ktoś miał tego świadomość, ponieważ w ramach przysposobienia czytelniczego bibliotekarze mieli za zadanie między innymi zapoznawać uczniów z elementami metodyki pracy umysłowej czyli nauczyć podstawowych metod, jak się uczyć. Z realizacją bywało różnie, a najczęściej nie bywało. Obecnie nie bywa w ogóle, bo nie ma czegoś takiego, jak przysposobienie czytelnicze. W trakcie reform rozmyło się we mgle. Współczesny uczeń sam musi tę wiedzę zdobyć. Jedni idą na żywioł (zdecydowana większość), stosując metodę prób i błędów, a ci bardziej świadomi i ambitni – zapisują się na odpowiednie kursy. Efekt? – różny, ale nie najbardziej efektywny, skoro jest tyle nieporozumień i nieumiejętności w prowadzeniu dyskusji wśród dorosłych, w których ego rozmówcy jest najważniejsze, a organizatorzy kursów komunikacji interpersonalnych mają mnóstwo pracy zlecanej im przez zakłady pracy i firmy.
Sama wiedza zawarta w tej pozycji nie była dla mnie nowością, ale pozwoliła mi na jej uporządkowanie, sklasyfikowanie i nazwanie ułatwiające świadome jej stosowanie. Chętnie wzięłabym udział w warsztatach, by tę wiedzę ugruntować. Sama też mogę, ale będzie to wymagało ode mnie większego nakładu pracy w samokontroli i czasu, by ten nawyk zmieniania kapeluszy myślowych opanować do poziomu automatycznego.
Ale jestem przekonana, że warto!
Dla nieprzekonanych autor poświecił dodatkowy rozdział Melancholia i inne fluidy, którego przekonani nie muszą czytać.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Sześć myślowych kapeluszy [Edward de Bono]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

poniedziałek, 24 sierpnia 2015, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Blogi