Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Metro 2034 – Dimitry Glukhovsky

Metro 2034 – Dimitry Glukhovsky
Przełożył Paweł Podmiotko
Wydawnictwo Insignis , 2010 , 488 stron
Trylogia Metro ; Tom 2
Literatura rosyjska

Ależ zrobiło się romansowo-filozoficznie!
Rozrost emocji i myśli filozoficznej bardzo zmienił charakter drugiej części trylogii Metro. Dla większości czytelników, z którymi rozmawiałam na ten temat, na niekorzyść.
Dla mnie niekoniecznie.
Owszem, druga część jest inna niż Metro 2033, ale to nie znaczy, że niedobra. To tak, jakby spierać się, który gatunek jest lepszy – thriller czy horror? Ci, którzy wolą thrillery mogą czuć się zawiedzeni, bo brakuje w kontynuacji dreszczyku niepewności dostarczanego przez zjawiska paranormalne czające się w tunelach. Tu tego nie ma. Ten element fabuły został całkowicie pominięty. W jakiejś mierze zastępują go bajki, legendy, wiarygodne kłamstwa i mity opowiadane sobie przez mieszkańców moskiewskiego metra, ale to za mało na wywołanie przyjemności czerpanej z niepewności prawdopodobieństwa i nieprzewidywalnej niewiadomej. W ciemnościach i czeluściach tym razem czaiło się zło realne tylko w postaci agresywnych i krwiożerczych mutantów, potocznie nazywanych upiorami, które trzeba było zabijać, wyrzynać, masakrować i dekapitować. Sama prozaiczna pewność i brutalność życia w labiryncie korytarzy.
Główni bohaterowie – tajemniczy brygadier Hunter, siedemnastoletnia Sasza i zaufany żołnierz Huntera, Homer (główny bohater z tomu pierwszego, Artem, tutaj pojawia się rzadko) – poruszali się tylko w obrębie kilku stacji lub sporadycznie na powierzchni. Również i tutaj śledzenie ich losów ułatwiała mi mapka dołączona do książki:

W wędrówce korytarzami metra łączył ich wspólny cel – odkryć przyczynę zaginięcia karawany i idącemu jej na pomoc oddziałowi żołnierzy. W trakcie penetracji tuneli i stacji ponownie poznawałam życie w metrze, jego hierarchię społeczną, funkcjonowanie i niebezpieczeństwa w nim czające się ze strony żywych (ludzi i upiorów), ale nie tylko. Nowością była mocno rozbudowana warstwa psychologicznej gry oraz coraz silniejszych więzi tworzących się między bohaterami. Autor budując ich osobowość i kondycję psychofizyczną, splatał ich losy poprzez wygodne i niewygodne układy i zależności. Na narratora wybrał Homera, wyposażając go w możliwość tylko narracji zewnętrznej. Homer, niczym dawny kronikarz, zbierał informacje, plotki, wiadomości, te oficjalne i te nieoficjalne, te prawdziwe i te nieprawdziwe, spisując dzieje swoje, ludzi z otoczenia i rzeczywistości w metrze dla tych, którzy przyjdą po nich. Którzy kiedyś tam dokopią się do metra i odkryją dawno zapomniane istnienie. To ludziom z przyszłości chce zostawić obraz życia w metrze, by dać świadectwo ich człowieczeństwa. By nie myśleli, że żyli jak zwierzęta, mordując się wzajemnie. Snuł przy tym mnóstwo wywodów filozoficznych, zadając jeszcze więcej pytań natury egzystencjalnej.
Chyba nie tego spodziewali się czytelnicy zachwyceni pierwszą częścią.
Ten dydaktyzm faktycznie był za bardzo widoczny. Momentami nachalny. Gdyby Homer relacjonował zdarzenia w narracji wewnętrznej, byłoby to mniej narzucające się, a przez to bardziej naturalne. Monologom bohaterów wybacza się wiele i więcej. Monologom ad hoc, pouczającym i zarzucającym czytelnika pytaniami typu – co czyni człowieka człowiekiem? – po którym funduje się sześć stron analitycznego wykładu w poszukiwaniu odpowiedzi – mówię stanowcze: NIE! Wątek miłosny też nie okazał się mocną stroną autora. W pierwszej części go nie było, a tutaj pokazał piętą achillesową opowieści. Chyba że w zamierzeniu autora było ukazać chorą miłość opartą na okaleczonych emocjach w miejscu niepotrafiącym wzbudzić wyższych uczuć, a tylko egoizm i nienawiść w wyścigu do przeżycia koszmaru uwięzienia. W końcu to świat, w którym nie ma jutra. Nie ma w nim miejsca na marzenia, plany, nadzieje. Uczucia ustępują tu instynktom, a najważniejszy z nich każe przeżyć. Za wszelka cenę. Nawet cenę miłości, która nie może zaistnieć pomiędzy oszpeconym bliznami człowiekiem z poharataną duszą a dziewczyną pięknej urody wewnętrznej i zewnętrznej, ale przykrytej brudem metra. Tym dosłownym i tym w przenośni. Nie wzbudzało to we mnie wiary w miłość przezwyciężającą wszystko. Na szczęście nadzieję na to dostarczała miłość rodzicielska.
Trochę ponarzekałam (nie ja jedna!) na tę drugą odsłonę trylogii.
Ale i tak przeczytałam ją z przyjemnością, bo cała reszta, która mnie zachwyciła w pierwszej części, nie zmieniła się, dlatego nie zawaham się zajrzeć do części trzeciej i ostatniej.

Mimo wszystko ciągnie mnie w te tunele. Bardzo!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Metro 2034 [Dmitry Glukhovsky]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

środa, 06 stycznia 2016, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2016/01/07 17:28:43
Sama czytałam tylko "Metro 2033" i bardzo mi się podobało, za to mąż już sięgnął po następne dwie części i mówi, że trzeci tom jest znacznie lepszy od drugiego.
-
2016/01/07 20:09:35
dofifi - Pocieszyłaś mnie. :)
Blogi