Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Wampir z Zagłębia – Przemysław Semczuk

Wampir z Zagłębia – Przemysław Semczuk
Wydawnictwo Znak , 2016 , 382 strony
Literatura polska

Poważny reportaż, o bardzo poważnej sprawie, a ja się śmiałam!
W końcu chodziło o jedno z najdłuższych, bo siedmioletnie, i najtrudniejszych śledztw, jakie prowadziła milicja w latach 60. i 70. ubiegłego wieku, a może nawet w dziejach PRL. 24 brutalne ataki na kobiety, 14 zamordowanych, 6 ciężko rannych, 141 tomów akt liczących przeszło 50 000 stron oraz setki dodatkowych dokumentów i dowodów rzeczowych, taśm magnetofonowych, filmów, zdjęć i szkiców. 10 procent ogólnego, ówczesnego stanu służb mundurowych zaangażowanych w śledztwo. Bywały dni, kiedy nad sprawą pracowało ponad tysiąc osób; w chwili szczególnego zagrożenia padł rekord: trzy tysiące milicjantów, ormowców i żołnierzy. Do tego 100 funkcjonariuszek mających zwabić mordercę i prośba o pomoc skierowaną do amerykańskiego i niemieckiego specjalisty.
A ja się śmiałam!
Ale jak nie śmiać się, gdy jest się świadkiem komicznych scen i absurdu. Śmiertelnego absurdu. Bohater reportażu padł jego ofiarą. Nie żyje. Wyrok wykonano 26 kwietnia 1977 roku. 13 lat po pierwszym morderstwie w listopadzie 1964 roku.
Chociaż... czy ofiarą?
O Wampirze z Zagłębia było tak głośno, że nawet ja, ówcześnie jeszcze małe dziecko, słyszałam o nim. Docierały do mnie wprawdzie strzępy informacji, ale na tyle istotne, że w dorosłości orientowałam się kim był i że został skazany wyrokiem sądu na śmierć. Wątpliwości, czy oskarżono odpowiedniego człowieka, pojawiały się już w trakcie śledztwa, a nasiliły po wykonaniu kary.
Ta pozycja próbuje jeszcze raz przyjrzeć się sprawie Zdzisława Marchwickiego i drobiazgowo przeanalizować ją od początku do końca. Włącznie z jej konotacjami. Autor rzetelnie przedstawił istniejące opcje winy i niewinności Zbigniewa Marchwickiego. Rozpoczął swoje śledztwo od wizyty na cmentarzu w poszukiwaniu jego grobu. Nie znalazł. To pierwsza z kolejnych i licznych zagadek sprawy Zbigniewa Marchwickiego i pierwsze pytanie, budzące wątpliwości – dlaczego władze za wszelką cenę chciały wymazać pamięć o Marchwickich, skoro zaledwie trzy lata wcześniej czyniły wszystko, aby dowiedziała się o nich cała Polska? Takich pytań w miarę czytania reportażu pojawiało się coraz więcej. Autor, aby ułatwić mi poszukiwanie odpowiedzi na nie, dostarczył mnóstwo rzetelnego materiału ku temu. Opisał środowisko, w którym funkcjonował skazany oraz jego sytuację rodzinną. Scharakteryzował członków rodziny, którzy potem stali się współoskarżonymi – bracia, siostra i jej syn. Metody zabójstw, ich okoliczności i ofiary. Oddał atmosferę psychozy wśród Ślązaków nasilaną publikacjami, z którymi polemizował – artykuły w prasie, filmy, książki, a nawet wystawa. Odtworzył przebieg procesu i rozpraw. To właśnie one wprawiały mnie w humorystyczny nastrój. Prymitywizm zachowania, rozumowania i wysławiania się oskarżonych oraz inteligentne wypowiedzi, wykrzykiwane riposty i piętnowany przez sędziów homoseksualizm Jana Marchwickiego, brata Zdzisława, kłótnie między oskarżonymi, tworzącymi tak bujne wiązanki wulgaryzmów, że aż piękne, w obliczu powagi sądu, usiłującego nad tym rozgardiaszem zapanować, tworzyły mieszankę idealną do scen filmowych Stanisława Barei. Jedna z ówczesnych dziennikarek, Elżbieta Cierlica, wspomina te rozprawy w ten sposób – Na procesie działy się różne rzeczy. Jak w teatrze. Wyciszony lub pobudzony Zdzisław Marchwicki z oczopląsem. Jan Marchwicki głośno demaskujący agentów SB i homoseksualistów w strukturach KC czy KW. Siostra Halina artystycznie klnąca na jednym wydechu przez pięć minut wulgarne wiązanki. Do tego mdlejące kobiety w sali rozpraw i rodziny zamordowanych ubrane na czarno, płaczące i zawodzące oraz powaga sędziego, który próbuje pozyskać zeznania od świadka:

 

 

Absurdalne sytuacje i groteskowe sceny!
I tę makabreskę całego śledztwa i procesu świetnie udało się autorowi przedstawić. Nic nie pasowało do siebie, a mimo to wymiar sprawiedliwości mielił tę sprawę, bo jedna z ofiar była siostrzenicą Edwarda Gierka. I to tło polityczne również autor nakreśla. Przytacza w całości raport amerykańskiego psychiatry Jamesa A. Brussela. Poszerza swoje dociekania o równie znane w ówczesnym okresie morderstwa mniej lub bardziej powiązane ze Zdzisławem Marchwickim znane pod nazwami: Władca Much, Pętlarz czy Fantomas. Swoje śledztwo uzupełnia cytowanymi dokumentami z procesów oraz publikacjami w mediach – zeznaniami, protokołami, wywiadami, wspomnieniami, fragmentami wypowiedzi i dialogów, pamiętnikiem Zdzisława Marchwickiego, raportem amerykańskiego psychiatry, a także listami i donosami anonimowymi lub imiennymi od obywateli. W tym od rzekomego Wampira z Zagłębia. W aneksie dołączonym do książki dodatkowo umieszcza pisma urzędowe skazanego, notatki służbowe, protokoły z przesłuchań w pełnym brzmieniu oraz bardzo użyteczne kalendarium wydarzeń.
Autor dołożył ogromnych starań i dużego nakładu pracy w dostarczeniu mi maksimum materiałów, w tym źródłowych, abym mogła sama przyjrzeć się jej i samodzielnie odpowiedzieć sobie na pytanie – czy Zbigniew Marchwicki był Wampirem z Zagłębia? Sam autor, pomimo swojej dociekliwości, przyznał się – Czytając akta sprawy, publikacje prasowe, relacje świadków, a nawet zeznania samego Zdzisława Marchwickiego, wielokrotnie wątpiłem. Raz byłem przekonany o jego winie, by już po chwili uznać go za niewinnego. Nie udało mi się znaleźć jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy Zdzisław był Wampirem. Mam jednak na ten temat własne zdanie.
Akurat na to pytanie najłatwiej sobie odpowiedziałam. Nie wierzę, że Zdzisław Marchwicki był Wampirem z Zagłębia. Ale to nie oznaczało dla mnie, że nie zabił. Trudniej odpowiedzieć mi było na pytanie – czy Zdzisław Marchwicki był w ogóle mordercą? I to jest ten krok następny, który uczynił w swoim śledztwie autor, sugerując inny tok rozumowania i nowego wątku w sprawie, stawiając skazanego w zupełnie innym świetle nowych okoliczności, z zupełnie innymi pytaniami.
Ale czy z innym wyrokiem?
Tego nie wiem. Autor zadbał, aby jego dochodzenie nie było jednoznaczne i narzucające poglądy. Chociażby z szacunku dla inteligencji czytelnika, któremu pozostawił budowanie samodzielnych wniosków i z szacunku dla skazanego, który być może został zamordowany w świetle prawa. Przy okazji pokazał pracę milicji i działanie wymiaru sprawiedliwości w czasach PRL i ich uzależnienie od decyzji władz partyjnych. Jest jeszcze inny wymiar tego reportażu – czysto ludzki. Jeśli spojrzy się na to śledztwo od strony człowieczej wszystkich bohaterów, to można zobaczyć, nie tylko bezsilność jednostki wobec ówczesnego prawa sterowanego przez decydentów, ale i ujrzeć największych morderców w tamtych czasach – tchórzostwo i ambicja po trupach.
Dosłownie.

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Wampir z Zagłębia [Przemysław Semczuk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

wtorek, 02 lutego 2016, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Blogi