Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Genialni – Eric Weiner



Genialni: w pogoni za tajemnicą geniuszu – Eric Weiner
Przełożyła Ewa Kleszcz
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2016 , 416 stron
Seria Bieguny
Literatura amerykańska


Genialnie o genialnych!
Autorowi nie spodobałoby się moje określenie. Zażenowany, nazwałby je nadużyciem, ale o tym później. W tej chwili najważniejsze są moje wrażenia i na takie sobie w lekkim zadufaniu pozwalam. Już bogata bibliografia dołączona do książki gwarantowała mi, że będzie dobrze. Ten wskaźnik bardzo cenionego przeze mnie pogłębionego reportażu nigdy mnie nie zawiódł. Tak było w przypadku Chłopczyc z Kabulu Jenny Nordberg. Sprawdziło się i w przypadku tej publikacji. Tym razem pogłębionej tematycznie o kilka dziedzin – psychologię, socjologię, historię powszechną z dużą dawką filozofii i szczyptą historii sztuki.
A wszystko to w pogoni za geniuszem!
Za jego tajemnicą. Autor w zalewie współczesnych jego definicji nie dostrzegł niczego odkrywczego. Wręcz nie zgadzał się z dotychczasowymi poglądami na jego pochodzenie. Zwątpił w teorię dziedziczenia i teorię jego osiągania ciężką pracą. Przede wszystkim jednak sprecyzował jego pojęcie, którego powszechne szafowanie spłyciło jego znaczenie i wyjątkowość. To z tego powodu oberwałoby mi się za pierwsze zdanie tego tekstu. Spośród wielu stworzonych definicji, przyjął autorstwa specjalistki od sztucznej inteligencji – Margaret Boden. I to za tak pojmowanym i fascynującym go zjawiskiem w taki sposób, w jaki człowieka nagiego fascynuje zagadnienie odzienia, wyruszył w świat.
Dosłownie!
Wybrał sześć historycznych ośrodków geniuszu i jeden funkcjonujący obecnie. Nie uważał, że geniusze występują pojedynczo. Był przekonany, że pojawiają się grupowo, tworząc skupiska w jednym miejscu i czasie. Dlatego za cel kolejnych podróży, zaplanowanych chronologicznie według pojawiania się w czasie, wybrał, poczynając od starożytności: Ateny w Grecji, Hangzhou w Chinach, Florencję we Włoszech, Edynburg w Szkocji, Kalkutę w Indiach, Wiedeń w Austrii (dwukrotnie!) i Dolinę Krzemową w USA. Do odwiedzin tych miast motywowała go nie tylko chęć odpowiedzi na pytania wynikające z zainteresowań i pasji – Czy wszystkie skupiska geniuszu są takie same? Najwyraźniej coś przesycało atmosferę tych miejsc. Ale czy było to jedno coś czy kilka cosiów? A kiedy już zeitgeist, duch czasów, się ulotnił, czy geniusz danego miejsca wyparował całkowicie, czy jakieś jego śladowe pierwiastki pozostawały? Ale również osobiste – czy znajdzie receptę na wychowanie geniusza we własnej rodzinie? Czy jego córka ma na to szansę, jeśli pozna tajemnicę jego pojawienia się, wzrastania i kształtowania się w człowieku?
A potem nastąpiła wielka niespodzianka!
To, co zafundował mi autor podczas tej, jak sam ją określał, donkiszotowskiej podróży, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Ja nie słuchałam opowieści o geografii geniuszu. Ja w niej uczestniczyłam. Chodziłam krok w krok u boku autora, przyglądając się otoczeniu, ludziom i krajobrazowi, by wstępnie poczuć ducha miejsca. Siedziałam w kawiarence lub na kamieniu, smakując atmosferę teraźniejszości, by, za sprawą bogatej, wszechstronnej wiedzy autora i mistrzowskiego operowania słowem, przenieść się w przeszłość i tam znaleźć jej korzenie. Za każdym razem pojmując go emocjami i próbując na własny użytek, zamknąć jego esencję w słowach lub wyrażeniu: Ateny – światło, Chiny – filiżanka herbaty wyniesiona do sztuki, Florencja – koszt geniuszu, Edynburg – filozofia praktykowana. W Kalkucie dosłownie opadła mnie chmara myśli – melanż przypadków, możliwość zbiegu okoliczności, zapłodnienie indyjskiej myśli ideami Zachodu, jasność w różnorodności czy porządek w chaosie.Takie stworzenie możliwości za każdym razem innego smakowania geniuszu w czasie i przestrzeni zawdzięczałam również spotkaniom z osobami uchodzącymi w swoim środowisku za genialne. Chłonęłam ich dialogi i rozmowy z autorem w poszukiwaniu nowych wątków, dróg rozumowania, wyjaśniających lub niewyjaśniających istotę zagadnień, ale zawsze otwierających nowe obszary do dywagacji, analizy danych i głębszej penetracji wiedzy. Przenosiły mnie one w przeszłość, odkrywając w nowym świetle nie tylko epokę, miasto, ale i ówczesnych przedstawicieli ludzi genialnych. Autor bywał dokładnie w tych miejscach, w których znani i uznani przez świat nauki lub sztuki żyli i tworzyli. Komentował przy tym swoje kolejne kroki w tej wędrówce. Swoje myśli, dociekania i skojarzenia. Czasami humorystycznie. Dzielił się faktami, ale i odczuciami. Pozwalał mi na współuczestniczenie w badaniu – poprzez wątpliwości, chwiejność myśli, niepewność w formułowaniu wniosków w przyjmowaniu ich i odrzucaniu. Nie przywiązywałam się, tak, jak i on, do przyjętych pewników. Zbierałam wiedzę tak, jak mój przewodnik, czekając na podsumowanie, które bardzo podniosło mnie na duchu. Żałowałam trochę, że nie zawędrowałam do Polski, bo i my przecież mieliśmy w swojej historii „złoty wiek”. Największą niespodzianką w wyborze okazał się dla mnie Edynburg, w którym autor udowodnił mi, że odrobina Szkocji jest w każdym z nas. Według mnie dużo więcej niż tylko odrobina. Największym zdziwieniem w pominięciu źródeł geniuszu był brak jakiegokolwiek ośrodka arabskiego. Największy zachwyt wzbudziła we mnie Florencja. Mogłabym tam zostać na zawsze! Z Michałem Aniołem w bottedze pośród, biegających po niej, kur.
Ale autor na to nie pozwolił.
Ponaglał mnie w wędrówce, pilnując wytyczonego sobie celu i przypominając o jej sensie – poszukiwanie składników geniuszu. Każde miasto podsuwało inny – Ateny światło, Kalkuta chaos, a Florencja mecenat. Zebrał ich dużo więcej niż te skromne trzy, by na ich podstawie wytłumaczyć warunki urodzaju geniuszu. Z wszystkich ciężko wypracowanych wniosków najbardziej spodobał mi się ten – geniusz, jak miłość bliźniego, zaczyna się w domu. Może dlatego, że tak bardzo przypomina mi mój, który powtarzam i będę powtarzać do śmierci – wychowanie zaczyna się w domu. W ten nieoczekiwany sposób, publikacja reportażowa, stała się przewodnikiem dla rodziców i wychowawców z jednoznaczną wskazówką – Dostajemy takich geniuszy, jakich chcemy i na jakich zasługujemy. Autor zebrane wnioski praktykuje na swojej córce, a ja jeszcze dzisiaj pobiegnę do mojej biblioteki i zapytam się o wcześniej wydane pozycje tego autora, których okładki zobaczyłam z tyłu książki.

Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2016 roku.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

A tutaj można otrzymać bardzo ciekawe zaproszenie do wspólnej wędrówki z autorem w poszukiwaniu tajemnicy geniuszu.
czwartek, 24 marca 2016, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Blogi