Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Mały przyjaciel – Donna Tartt

Mały przyjaciel – Donna Tartt
Przełożył Paweł Lipszyc
Wydawnictwo Znak Literanova , 2016 , 605 stron
Literatura amerykańska

Każdą powieść tej autorki traktuję, jak długo i z tęsknotą oczekiwaną przesyłkę. Dwie pierwsze, Szczygieł i Tajemna historia, odzierałam z papieru-obwoluty, pod którą krył się obraz-motto.

 

 

Tę z kolei z niecierpliwością odwijałam z białej tkaniny,

 

 

tu

 

 

i z tyłu, lekko naddartej.

 

 

Po jej zdjęciu ujrzałam duży fragment obrazu holenderskiego malarza z XVII wieku, Melchiora de Hondecoetera - Hare, o bardzo sugestywnej treści. Już wiedziałam, że czeka mnie wątek związany ze śmiercią, ale wtedy nie wiedziałam jeszcze, że biała tkanina to metaforyczny całun. Symbol słów składających się na otaczającą go nimb-historię, z których będę powoli odwijała zwłoki małego chłopca powieszonego na przydomowym drzewie. Była jeszcze druga symbolika tej tkaniny. Wokół wisielca, na podwórku rodzinnego domu, w dniu śmierci, powiewała na sznurach susząca się pościel. Harriet, jego młodsza siostra a zarazem główna bohaterka opowieści, nie pamiętała tego dramatycznego wydarzenia. Nie mogła go pamiętać. W przeciwieństwie do ich siostry, Allison. Pięcioletniej wówczas dziewczynki. Jedynego świadka momentu śmierci chłopca. Harriet w okolicach tragicznego dnia właśnie się urodziła. Pozornie nie powinna ponosić jakichkolwiek konsekwencji i skutków tajemniczej i niewyjaśnionej śmierci starszego brata.
Pozornie.
Bo tak naprawdę, nic nie wlokło się i jątrzyło tak paskudnie jak morderstwo Robina, rana, która nigdy do końca się nie zagoiła, ale ból rwał, mdlił i z czasem stawał się coraz bardziej niszczący. Karmiący narastające brzemię ciężaru morderstwa, bo z pewnością trudno było sobie wyobrazić, by dziewięcioletni chłopiec zdołał się powiesić w wyniku niefortunnego przypadku czy pecha, które przytłaczało ją przez całe jej dwunastoletnie, przeraźliwie samotne życie. Ojciec opuścił rodzinę i, pod pozorem pracy, przeprowadził się do innego miasta, rzadko kontaktując się z żoną i córkami. Matka pogrążyła się w rozpaczy, cierpieniu i depresji, odsuwając od siebie myśl, że ma jeszcze dwoje dzieci. Apodyktyczna babcia i jej siostry zachowywały się tak, jakby nic się nie stało. Cleve'owie, rodzina Harriet, o wypadkach tego strasznego Dnia Matki nigdy nie rozmawiali. Nie rozmawiali o nich nawet w potajemnych dwuosobowych grupach podczas długich podróży samochodem ani w kuchni w bezsenną noc.
Śmierć brata uzyskała status tematu tabu.
Harriet najbardziej na świecie pragnęła odzyskać brata. W drugiej kolejności odnaleźć jego mordercę albo przynajmniej dowiedzieć się, jak to się stało. Jak do tego doszło? Zaczęła prowadzić śledztwo na własną rękę, a ponieważ ta ręka była jeszcze dziecięca, to i wydarzenia nią wywołane nie miały w sobie logiki dorosłego, zdolności przewidywania konsekwencji, mądrości wypływającej z doświadczenia i zwykłej ostrożności. W ostateczności wydarzenia potoczyły się wbrew intencjom dziewczynki, przybierając (dla mnie) charakter bliski reżyserskim wizjom Quentina Tarantina.
I wbrew moim.
Włącznie z zakończeniem całej historii. Powtórzę się i z premedytacją będę się powtarzać, wspominając o moim uwielbieniu dla stylu przekazu autorki. Drobiazgowego, dokładnego, momentami naturalistycznego, pozwalającego na wierne odtworzenie w wyobraźni scen i opisów, w którym szczegóły mają duże znaczenie i w którym z przyjemnością się zanurzałam. Cieszę się, że to się nie zmieniło. Zachowało się też kilka elementów ogólnej konstrukcji fabuły, które, (po trzeciej powieści mogę już do takich wniosków dochodzić) zaliczam do stałych w historiach autorki. Pierwszy to młody lub bardzo młody bohater główny, dojrzewający lub dorastający w chwili toczenia się akcji, ale opowiadający z perspektywy przeszłego już czasu. Drugi to śmierć, która uderza swoim widokiem lub ciężarem faktu już na początku powieści. Zawsze nagła, niezrozumiała i bardzo tragiczna w skutkach dla nadal żyjących bliskich. Trzeci to wątek detektywistyczny, który trzyma czytelnika w napięciu oczekiwania na jego wyjaśnienie i rozwiązanie do końca snutej historii. Czwarty to skomplikowane procesy psychiczne zachodzące w głównym bohaterze pod wpływem doświadczeń i otaczających go ludzi. A mimo to, mimo powielanego schematu konstrukcji, to wypełniająca go treść nie pozwala na wywołanie poczucia nudnej powtarzalności.
Nie pozwala na to również piąty element – nieprzewidywalność rozwoju wątków i w ostateczności element zaskoczenia.
Tutaj dotyczy ono zakończenia powieści, które mnie sfrustrowało. Pozostawiło w rozterce i niedosycie. A może wywołało żal, że autorka zrzuciła na moje barki logicznego rozumowania całe clou historii, jakby chciała powiedzieć (i trochę zagrać mi na nosie) słowami Thomasa Jeffersona – Ileż bólu kosztowało nas zło, do którego nigdy nie doszło? Ale żebym dobrze zrozumiała tę myśl, musiałam przejść razem z Harriet długą, trudną, bolesną i bardzo samotną drogę.
Tej autorce mogę dać się prowadzić przez jeszcze dłuższe, trudniejsze i jeszcze bardziej kręte ścieżki, czerpiąc z tej wędrówki wręcz perwersyjną przyjemność.
Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2016 roku.

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Mały przyjaciel [Donna Tartt]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

sobota, 05 marca 2016, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Blogi