Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Monsun przychodzi dwa razy – Anna Janowska

 Monsun przychodzi dwa razy – Anna Janowska
Wydawnictwo Muza , 2016 , 305 stron
Seria Reportaż
Literatura polska

...doskonały na ból żołądka, pomaga walczyć z grypą i przeziębieniem.
O jakim specyfiku mówi autorka? Nigdy nie zgadłabym, że za takimi właściwościami kryje się... pieprz!

Od tych niepozornych, a z wyglądu nieatrakcyjnych, ziarenek pieprzu wszystko się zaczęło, ale i na których wszystko może się kiedyś zakończyć. W przyszłości może być i tak, że ze względów oszczędnościowych smak pieprzu poczujemy tylko z okazji świąt, jak za czasów PRL – pomarańczy. O tym ostatnim zagadnieniu napiszę na końcu, bo nie jest za wesołe. Na razie dałam się porwać wyjątkowej trójce głównych bohaterów tego podróżniczego reportażu.

Oto pieprz, kardamon i goździki!
Zaskoczona byłam, jak wiele odkryła przede mną przygoda autorki z przyprawami na pozór znanymi, stosowanymi również w polskiej kuchni. W przypadku pieprzu – niemal powszechnie. Właściwie bez jego ostrości traci w smaku większość potraw. O tym, że Zanzibar stoi goździkami wprawiło mnie w osłupienie. Byłam na tej wyspie i w ogóle nie zwróciłam na nie uwagi, zaprzątnięta zupełnie innymi odkryciami tego niezwykłego zakątka świata. Nie wspominała o tym również Dorota Katende, pisząc o swoim życiu w Domu na Zanzibarze. To dowód na to, jak wiele umyka naszej uwadze i jak bardzo subiektywnie odkrywamy i smakujemy świat. Autorką kierowała ciekawość, nomen omen, gdzie pieprz rośnie i entuzjazm (dokładnie tego określenia użyła) do poznania procesu jego produkcji i dystrybucji. Można powiedzieć, że kierowała się zapachem przypraw, bo wspomina również o kadzidle, imbirze, kurkumie i wielu, wielu innych. Pozornie wydawało się, że we współczesnych czasach to nic trudnego, a w rzeczywistości okazało się, że nic nie jest tak proste, jak się z pozoru wydaje. Bo za pieprzem stoi cały ocean zależności...
Dosłownie i w przenośni.

Dosłownie, bo faktycznie pieprz oddziela od plantatorów i handlarzy Ocean Indyjski, a co pokazała autorka na dołączonej mapce. Zaznaczyłam te miejsca czerwonymi krzyżykami. W przenośni, bo świat pieprzu to skomplikowany system zależności atmosferycznych, geograficznych, klimatycznych, przemysłowych, handlowych, kulturowych, a nawet politycznych. Na dodatek ukazanych przez autorkę na osi czasu od czasów kolonialnych po współczesność.
To była podróż w czasie i przestrzeni!
Szlakiem ostrego pieprzu, aromatycznego kardamonu, pachnących goździków i wonnego kadzidła. Zaczynającym się w portach budujących łodzie dau, które okazały się najważniejsze w całym łańcuchu przyczyn i skutków szlaku handlowego dla przypraw, które ostatecznie pojawiają się na stołach całego świata. To te łodzie gnane monsunem, który, jak mówi tytuł, przychodzi dwa razy na Oceanie Indyjskim, były najważniejsze. W Omanie doczekały się nawet pomnika na swoją i swoich budowniczych cześć.

Te niezwykle wytrzymałe łodzie krążyły między Indiami, Półwyspem Arabskim a Afryką. Autorka poruszając się w tym trójkącie miast indyjskich, arabskich i afrykańskich, docierała dokładnie w te miejsca, do których prowadziły jakiekolwiek ślady przypraw. Zaglądała na plantacje, przyglądając się z bliska uprawom. Rozmawiała z plantatorami, poznając historię budowania fortun i przyczyn ich upadku. Przyglądała się kobietom pracującym w hurtowniach przy sortowaniu i pakowaniu. Nie zapominała przy tym o kontekstach kulturowych, historycznych i gospodarczych odwiedzanego miejsca. Poddała się nawet ajurwedycznemu oczyszczeniu organizmu, by poznać na własnej skórze działanie ziół, przypraw i korzeni.
Pachniało mi nimi intensywnie!
Opowieść mieniła się również kolorami. Nie tylko dlatego, że była bogato ilustrowana zdjęciami o nasyconych barwach malarskiej palety.

Zawdzięczała ten efekt również plastycznym obrazom malowanym słowem, które oddawały wrażenia, odczucia, przeżycia, doznania autorki niemalże zmysłowo przenosząc je na mnie, czytelniczkę-towarzyszkę w podróży. Jeśli wchodziła do warsztatu szkutniczego, to uderzał mnie dźwięk pracujących narzędzi i zapach obrabianego drewna. Jeśli zanurzała się w cień plantacji, to czułam jego chłód po skwarze żaru słońca. Jeśli był to masaż ciała, to odczuwałam rozluźnienie autorki i aromaty mikstur, kojarzone w Polsce z korzennym zapachem pierników.
Czułam relaks podróży i orzeźwienie nowością!
Niestety, z odrobiną pieprzu w tych zachwytach i słodkościach, którego współczesna historia nie kończy się szczęśliwie. System zależności tworzony przez uprawę i handel przyprawami, jaki udało się autorce dokładnie odtworzyć, to również smutny obraz stanu kondycji naszej Ziemi. Agresywna eksploatacja między innymi jej dóbr naturalnych przez człowieka doprowadziła do zmian klimatycznych i ocieplenia wód oceanicznych, a tym samym do pieprzowego kryzysu. I nie tylko. W jakimkolwiek miejscu nie znalazłaby się autorka, ten problem dotyczył miejscowego „złota” – kardamonu, alg czy goździków. To ten smutny aspekt podróżniczej przygody, o którym wspomniałam na początku, sprawił, że przeciekawa, aromatyczna, zmysłowa podróż z sielskiego poszukiwania zamienia się w pieprzowy dramat. Tragedię rodzin, społeczności, a nawet wszystkich „pieprzonośnych” państw. Nie zdziwię się, jeśli w niedługim czasie cena przypraw w sklepach zacznie systematycznie wzrastać.
Czy da się wówczas zjeść bigos bez pieprzu, angielskiego ziela i liści laurowych albo pierniki bez goździków, cynamonu i gałki muszkatołowej?

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Monsun przychodzi dwa razy. Podróż szlakiem pieprzu przez Keralę, Oman i Zanzibar [Anna Janowska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

sobota, 03 grudnia 2016, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2016/12/03 15:40:04
U mnie w domu od zawsze na dolegliwości żołądkowe brało się pieprz z czymś, tylko zapomniałam z czym, bo ja już tego nie stosuję.
-
2016/12/03 15:52:33
kolewoczy - Moja zaprzyjaźniona młodzież, z którą rozmawiałam na temat tej książki, też to wiedziała, a najlepiej leczy, w połączeniu z "czystą", kaca! :D
-
2016/12/03 17:41:43
Nie, nie miałam na myśli kaca, tylko zatrucie żołądkowe, niestety :-(
Blogi