Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Potęga miłości – Francine Rivers

Potęga miłości – Francine Rivers
Przełożyli Jan Kabat i Elwira Niewęgłowska
Wydawnictwo W Wyłomie , 2005 , 467 strony
Literatura amerykańska


Chciałabym tę książkę przeczytać. Może ją masz? - usłyszałam od koleżanki.
Nie miałam, ale, gdy czytelnik spragniony, wydobywam spod ziemi i dostarczam. Tak było i tym razem. Po przeczytaniu, była nią zachwycona. Podrzuciłam ją więc kolejnej koleżance. I tu zaskoczenie – nie podobała się jej, bo za dużo było w niej Boga. Zaintrygowały mnie te dwie tak skrajne postawy wobec jednej powieści. Pierwsza akceptująca ją w całości i druga podkreślająca element, który ją przekreślał.
Na pewno niepozostawiająca w obojętności.
Można albo zgodzić się z jej przesłaniem, albo odrzucić. Nie ma innej opcji. Postawy te nie mają nic wspólnego z samą powieścią jako taką, ale ze stosunkiem czytelnika do Boga i jego nakazów.
W tym sensie ta książka to swoisty test wiary.
Autorka fabułę oparła na dwóch fragmentach z Biblii. Z Nowego Testamentu wykorzystała słowa z pierwszego listu do Koryntian (1 Kor 13:13) – „Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość.” Natomiast ze Starego Testamentu wykorzystała los proroka Ozeasza, któremu Bóg nakazał poślubić nierządnicę. Jego przypadek ma kilka wątków, ale autorka skupiła się na jednym – pokora mężczyzny poślubiającego grzesznicę, bo tak każe mu Bóg. Z obu fragmentów wyłuskała myśl o potędze miłości, która nakazuje kochać każdego. Nawet prostytutkę.
I stworzyła przepiękną w swoim dramatyzmie opowieść.
Głównym bohaterem uczyniła Michała nomen omen Ozeasza. Mężczyznę wierzącego, rozmawiającego z Bogiem, całkowicie mu posłusznego i oddanego. Michał widział Boga we wszystkim. Widział Go w wietrze, deszczu i ziemi. Widział Go w zbożu, które rosło. Widział Boga w naturze zwierząt zamieszkujących ich dolinę. Widział go w płomieniach wieczornego ognia. Żył i pracował na swojej farmie w czasach dziewiętnastowiecznej gorączki złota w Ameryce, dostarczając do najbliższego sklepu w mieście to, co wyhodował. Podczas jednej z takich wizyt ujrzał na ulicy jedną z najdroższych prostytutek miejscowego domu publicznego i... zakochał się. Jednocześnie „usłyszał” nakaz Boga, by ją poślubił. Wbrew ówczesnym obyczajom i normom społecznym oraz wbrew sobie.
Od tego momentu zaczęła się dramatyczna historia Michała i Angel.
Burzliwa, niepewna, pełna rozmów z Bogiem i upadków, raniąca, bolesna, irytująca, niszcząca, poniżająca, rozdzierająca, ale i niezłomna, trwała, potężna, konsekwentna, budująca i podnosząca z kolan. Michał miał bardzo trudne zadanie – przekonać Angel, że miłość, którą znała i która ją niszczyła, to karykatura miłości, którą on jej ofiarowywał. Jeśli jeszcze weźmiemy pod uwagę okaleczenia psychiczne i emocjonalne dziecka odrzuconego przez ojca, ośmiolatki sprzedanej pedofilowi, nastolatki pracującej w domu publicznym i popełnione przez kobietę kazirodztwo, to w pełni można zrozumieć, przed jakim niemożliwym do pokonania stanęli oboje. Jaką walkę z wewnętrznymi demonami musieli stoczyć. Nic dziwnego, że Michał stracił wiarę i nadzieję, ale nie utracił miłości. To jej potęga sprawiła, że prostytutka ostatecznie otrzymała łaskę wiary, nadziei i miłości. Nie dominują one jednak w powieści, chociaż są w niej stale obecne. Autorce udało się uniknąć patetyczności, ckliwości i melodramatyczności. Mistrzowsko cały dydaktyzm i moralizatorstwo przesłania zatopiła w warstwie psychologicznej, w którą wyposażyła każdą z postaci. Zrównoważyła to również brutalnymi realiami ówczesnych czasów, w którym przyszło żyć kobietom amerykańskich osadników. Na tym tle tym bardziej widoczne było „szaleństwo” Michała, które można było sprowadzić do jednego kontrastu.
Święty i grzesznica.
Można się zgadzać lub nie, czy taka miłość naprawdę istnieje. Potężna, niezłomna i przebaczająca nie siedem, a siedemdziesiąt siedem razy, jak nakazuje Bóg. Wierzyć w nią lub jej zaprzeczać. Widzieć ją lub być na nią ślepym. Być nią obdarzonym i odrzucać ją wbrew sobie, bo Bóg tak nakazuje. Chyba na tym polega tajemnica wiary w Boga oraz zasadność jego nakazów i tylko od człowieka zależy, czy będzie żyć po bożemu, czy po swojemu – jak usłyszałam w wigilijnej homilii wygłoszonej do wiernych przez księdza. To bardzo dobry temat do rozważań w ten świąteczny czas.
Na co dzień również.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

 Oglądając ten amerykański trailer książki (jaka obsada aktorska i jaka muzyka!), można mieć wrażenie, że to opowieść tylko o miłości, a nie aż o miłości.

poniedziałek, 26 grudnia 2016, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Blogi