Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Jedz, módl się, kochaj - Elizabeth Gilbert

Jedz, módl się, kochaj - Elizabeth Gilbert
Przełożyła Marta Jabłońska-Majchrzak
Dom Wydawniczy Rebis , 2007 , 488 stron
Seria Salamandra
Literatura amerykańska 

Mroczna otchłań bezdennej żałości.
Tak określiła swój stan autorka, a zarazem narratorka, opowieści o poszukiwaniu wyjścia z tej przerażającej dziury psychicznej. Pozornie powinna być spełnioną osobą. Miała męża, dom, pracę i plany na przyszłość. To, co zbudowała, w czym aktywnie uczestniczyła i co miało być zwieńczone narodzeniem dziecka, nagle okazało się dla niej obce. Nie jej drogą życia. Inne kobiety zbierały w pudełkach marzeń ubranka dla dzieci, a ona numery podróżniczo-geograficznego czasopisma Nationale Geografic. Życie, które prowadziła, nie było jej. Nie chciała go. Nie chciała dzieci. Nienawidziła go. Była zagubiona. Funkcjonowała dzięki antydepresantom, dojrzewając do decyzji, by to zmienić. Poszukała pomocy u Boga. Nie! Nie nawróciła się nagle na konkretną wiarę czy odnowiła w wierze. Traktowała tę wiarę uniwersalnie, ale o tym napiszę później. Dość, że zdecydowała się na radykalne kroki.
Rozwiodła się i ruszyła w świat!
W poszukiwaniu szczęścia. W odnalezieniu siebie. W złapaniu równowagi. Drogę ku temu wyznaczyła poprzez Włochy, w których oddała się czystej przyjemności jedzenia i nic nierobieniu. Poprzez Indie, w których szukała kontaktu z Bogiem pojmowanym przez nią bardzo szeroko. Kończąc podróż w Indonezji, w której odzyskała zaufanie do miłości. To dlatego postanowiła książce, jak sama napisała, nadać formę dźapamali, dzieląc narrację na sto osiem opowieści, czyli koralików. Ten sznur opowieści dzieli się nadto na trzy części, poświęcone kolejno Italii, Indiom i Indonezji – tym trzem krajom, które odwiedziłam podczas dwunastu miesięcy poszukiwania siebie. Nie zależało jej na poznawaniu odwiedzanych krajów. Nie traktowała ich w potocznie turystycznym znaczeniu. Były tłem dla ukazania aspektów jej samej. Zmian, przemian, walki z samą sobą, by wykorzystać do nich to, co dany kraj, ludzie w nim żyjący, miejsca, w których się zatrzymywała, miały najlepszego do zaoferowania w interesującym ją zakresie. Które najlepiej radziły sobie i od wieków były specjalistami w rozwiązywaniu określonego problemu. Czerpała z nich ofiarowaną wiedzę i umiejętności garściami. Poznawała sztukę doznawania radości w Italii, pobożności w Indiach, a w Indonezji - sztukę równoważenia jednego z drugim.
To opis trudnej drogi przemian a zarazem opowieść terapeutyczna.
Bardzo osobista i jednocześnie uniwersalna. Miliony ludzi na świecie mogą utożsamiać się z autorką. Odczuwać to, co ona. Przeżywać dokładnie te same stany depresyjne wywołane kryzysem egzystencjalnym. Wreszcie – chcieć dokładnie tego samo, co ona. Zwłaszcza ci, którzy tkwią w "mrocznej otchłani bezdennej żałości” i nie wiedzą, jak sobie z nią poradzić. Jednak niewielu potrafi zrobić to, co ona. Wziąć lodówkę na plecy, sprzedać ją i ruszyć w świat tak, jak uczynił to Wojciech Cejrowski. Niewielu odważa się zerwać z dotychczasowym, nawet jeśli rani i boli, życiem i zacząć wszystko od nowa. Autorka pokazała, że jest to możliwe, ale, co najcenniejsze, szczerze opisała bolesne tego konsekwencje i koszty uzyskania pożądanych skutków. Ten uniwersalizm opowieści tkwił również w pojmowaniu Boga, które tak ujęła – Uważajcie, ostrzega ta opowieść, żeby nie popaść w obsesję związaną z powtarzaniem rytuałów religijnych dla zasady. Szczególnie w tym podzielonym świecie – gdzie koalicje talibów i chrześcijan nadal toczą wojnę o międzynarodowy znak handlowy, dający prawo do słowa Bóg oraz o to, kto jest w posiadaniu właściwych rytuałów, za pomocą których można do Boga dotrzeć. Co nie uniemożliwia szukania go z dotychczas wyznawaną wiarą, jeśli tylko w taki sposób chcemy do niego dotrzeć. Zachęca wprost – Bierzesz to, co działa, skądkolwiek, i podążasz w stronę światła.
Jednak najważniejszą myślą, jaką odczytałam w jej przesłaniu do wszystkich szukających równowagi w życiu, jest przekonanie, że to nie żaden książę mnie uratował; ratunek zorganizowałam sobie sama. Można nabrać przekonania, że to kolejna opowieść o tym, że to w człowieku tkwi siła do zmian, że to on sam musi chcieć i pewnie byłaby taką, gdyby nie fakt, że jest przeżyta, przewalczona, autentyczna, a przez to wytrącająca z ręki argumenty, że to fikcja, że w prawdziwym życiu tak nie zdarza się, że fajnie czytało się, ale trzeba wrócić do rzeczywistości.
To jest rzeczywistość!
Może dlatego ta opowieść zdobyła miliony czytelników na całym świecie. Powstał nawet film na jej podstawie i kontynuacja opowieści. Mnie ciekawi jedno – dla ilu z nich stała się rozświetlającym światełkiem optymizmu na krótką chwilę, a ilu zainspirowała do radykalnych zmian?
Szczególnie to ostatnie bardzo mnie interesuje.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Jedz, módl się, kochaj [Elizabeth Gilbert]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 

 Film dobrze zrealizowany, ale spłyca wiele wątków, a niektóre pomija.

niedziela, 22 stycznia 2017, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2017/01/23 12:09:47
To już chyba książka legenda. A ja, oczywiście, ani nie czytałam, ani nie widziałam filmu... Ale słyszałam na temat tej historii wiele dobrego, że zmusza do przemyśleń i potrafi wyciągnąć z największego dołka. Nie miałam pojęcia, że autorka opisała w tej książce własne przeżycia. Muszę koniecznie nadrobić zaległości, bo wygląda na to, że ta powieść może otworzyć oczy na wiele spraw związanych z codziennym życiem.

Serdecznie pozdrawiam!
-
2017/01/23 20:17:02
Majorka - Z powodu tej legendy sięgnęłam po nią, a poza tym otrzymałam ją w prezencie od koleżanki, więc nie miałam wyjścia. Najpierw przeczytaj, potem obejrzyj film. :)
Blogi