Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Dramat Numer Trzy – Jacek Matecki

 Dramat Numer Trzy – Jacek Matecki
Wydawnictwo Trzecia Strona , 2017 , 288 stron
Seria Reportaż!
Literatura polska

Dramat Numer Trzy w trzech aktach.
Autor odbył trzy podróże z dwoma antraktami, aby... No, właśnie! Po co? Po co udał się na wschód od Uralu, 100 km od Jekaterynburga w stronę Syberii aż do Kamieńska Uralskiego, a dokładnie do tamtejszego teatru o bardzo intrygującej nazwie - Dramat Numer Trzy? Według rosyjskich standardów - do teatru prowincjonalnego! Chociaż miasto niczego sobie – 186 tysięcy mieszkańców według Wikipedii. Po co zadał sobie trud napisania kilkunastu próśb do dyrektorów takich właśnie teatrów na rosyjskiej prowincji z prośbą o zgodę na obserwację ich pracy w celu napisania o tym książki? Autor odpowiada już na początku reportażu.
Chciał napisać paszkwil!
Wyszedł z założenia, że skoro życie przeniosło się do Internetu i dzieją się tam ciekawsze rzeczy niż w realu, to warto poszukać odpowiedzi na pytanie - czym żyją ci, którzy są martwi w Internecie? Czy mając więcej przestrzeni w realu do zaistnienia z powodu mniejszej konkurencji, wykorzystują tę szansę? A jeśli tak, to w jaki sposób? Autor pomyślał parę dni, pozadawał sobie kilka pytań, spróbował na nie odpowiedzieć i stwierdził, że zajmie się tematem, którym nikt nigdy się nie zajął. Pomysł przyszedł po kilku dniach. Teatr!
Spodobał mi się!
Był nawet do zagadnienia przygotowany merytorycznie, a może dlatego, że był przygotowany, wybrał ten temat? Utwierdziła mnie w tym przekonaniu informacja na okładkowym skrzydełku:

 

 

Martwiło mnie tylko jedno – dlaczego paszkwil? Nie lubię śmiać się z innych, a zwłaszcza z tych, którzy idą pod prąd i są bardzo kreatywni na swojej ścieżce samorealizacji. Nawet jeśli ponoszą porażki. Autor takich skrupułów nie miał, zakładając, że w tych rejonach placówka teatralna jest czymś cudacznym i osamotnionym, ponieważ – mówiąc najoględniej – nikomu nie jest potrzebna. Miałem więc nadzieję, że będzie to interesujący temat, bo cóż jest wdzięczniejszego od opisów straconego życia, niespełnionych marzeń, porażek i jałowego deklamowania Szekspira albo Czechowa przed publicznością wykarmioną na serialach telewizyjnych. Wierzyłem, że jeśli uda mi się do jednego z tych teatrów trafić, to napotkam grupę frustratów i pechowców i robota pójdzie jak z płatka.
Nie poszła!
Nic nie znalazł z tych rzeczy! Na szczęście real to nie Internet, w którym króluje „kopiuj, wklej i wytnij” i z paszkwilu nic nie wyszło, bo wyszło tak, jak wyszło – życiowo! Chociaż odrobiny delikatnego i inteligentnego humoru nie zabrakło. Trochę podejrzewałam, że ostatecznie tak może się stać. Teatr, który odmawia angażu samemu, wielkiemu Gerardowi Depardieu, nie tonie w kompleksach. Wyraźnie ma poczucie własnej wartości. Kiedy autor, po długiej podróży, dotarł do teatru, usiadł na twardym, niewygodnym, ale prawdziwym krzesełku Dramatu Numer Trzy i poczuł się – jak sam ocenił – cholernie dobrze...
A ja razem z nim!
W duchu prosiłam go – okaż się moim dobrym obserwatorem i rozmówcą. Bądź mi oczami, mową i słuchem, abym zobaczyła i usłyszała to, czego do tej pory nie byłam świadoma. Żebym została przynajmniej jedną czytelniczką, która na wszystkie pytania poddające w wątpliwość zasadność powstania tego reportażu odpowiedziała – tak!
I stało się!
Obchodziła mnie relacja z kilkumiesięcznego pobytu na jakimś zadupiu, historia była warta tej książki, byłam ciekawa teatralnych kulis, zwłaszcza rosyjskich oraz ludzi teatru i nie musiały to być gwiazdy formatu Gerarda Depardieu, żebym była zainteresowana zwykłym aktorem rosyjskim w jego rzeczywistości.
Wszystko to otrzymałam!
Powiem więcej – troszkę się zżyłam z tą rosyjską trupą teatralną,

 

 

towarzysząc jej na próbach,

 

 

na imprezach i spotkaniach prywatnych.

 

 

Licznie ilustrowanych zdjęciami. Zajrzałam również na stronę teatru Dramat Numer Trzy. To tam dowiedziałam się, że jeden z aktorów – Giena – zmarł niedawno. Pozostały po nim role i wypowiedzi na stronie książki... Ta nić bliskości być może zawiązała się również dlatego, że autor z czasem z obserwatora stał się reportażystą zaangażowanym, któremu przytrafiła się nawet rola na scenie.
Ale zanim to nastąpiło, autor przygodę z teatrem rozpoczął od przyjrzenia się jego bazie materialnej i technicznej, która, jak dowiedziałam się z filmu promocyjnego (do obejrzenia na dole wpisu), będzie zupełnie nowa. Ale póki co, obecne warunki, jakimi placówka dysponowała, nie były powodem do zazdrości. Była za to, sprzyjająca pracy, atmosfera wyrosła na gruncie wzajemnego szacunku i przyjaźni. Autor uświadomił sobie (a chciał pisać paszkwil!), że – dookoła mnie byli ludzie, dla których największą wartością w życiu była przyjaźń. Oni naprawdę się lubili nawzajem i chcieli ze sobą przebywać, bawić się i pracować. Nie postrzegali siebie jako gwiazd, ale jako stany dużo bardziej błogosławione – artystów! A po pracy byli zwyczajnymi ludźmi. Przez dwa miesiące obserwacji aktorów, reżyserów i dyrektorki teatru podczas prób, spektakli, przygotowań i jednego wyjazdu z przedstawieniem do Jekaterynburga, zdobył na tyle ich zaufanie, że mógł rozmawiać z nimi na wygodne i mniej wygodne tematy. Stosując zasady dyplomacji i metody śledcze znane w policji, wszedł w labirynt życia teatralnego przeciekawych osobowości mających marzenia, życie rodzinne, plany, poglądy, radości, tragedie, szczęścia i nieszczęścia czy poczucie spełnienia lub oczekiwania na nie.
Chłonęłam ten nieznany mi świat!
Tak nowy i różny w spojrzeniu chociażby na interpretację sztuki, jej rolę i granice z interwencją Władimira Putina w tle. A jednocześnie taki swojski. Po człowieczemu – ludzki. A kiedy zobaczyłam to zdjęcie z nastoletnimi aktorami-amatorami,

 

 

pokiwałam głową, myśląc – nic nowego! U nas też młodzież notorycznie „siedzi na telefonach” – jak mawia moja koleżanka.
Pozostał mi niedosyt.
Nie autor go spowodował. Dostarczył mi przecież ogromu ciekawego materiału, ale którego nie mogłam skonfrontować, bo nie mam wiedzy na temat – a jak to jest w Polsce? Ludzie teatru będą mieli jeszcze większą przyjemność czytelniczą wynikającą chociażby z konfrontacji i porównań. Zwykły czytelnik musi poczekać na polski odpowiednik reportażu. Tylko, czy znajdzie się taki teatr w Polsce, który wpuści reportażystę za kulisy, by mógł o nim napisać książkę?
A jeśli wyjdzie paszkwil!?

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

 

Miło zobaczyć bohaterów reportażu "na żywo".

niedziela, 23 kwietnia 2017, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Blogi