Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Irena Tuwim: nie umarłam z miłości – Anna Augustyniak

Irena Tuwim: nie umarłam z miłości: biografia – Anna Augustyniak
Wydawnictwo Trzecia Strona , 2017 , 272 strony
Literatura polska

W jakiejż innej odsłonie ujrzałam tutaj Juliana Tuwima!
No i proszę! Zrobiłam to, co wielu przede mną – skupiłam się na bracie Ireny Tuwim, spychając siostrę w jego cień. A przecież to ona była bohaterką tej opowieści. Dlatego cicho sza! Ani słowa więcej o bracie! Będzie o Irenie. Nie chcę użyć pojęcia biografia, chociaż taką niezaprzeczalnie była również i taki też podtytuł wyraźnie widnieje na tytułowej okładce książki. Mój opór przed określaniem tego opracowania biografią, wynika z wrażenia niestosowności nadania mu jakiegoś encyklopedyczno-naukowego sztychu. Nie zaprzeczam, że i taki był, bo być musiał, ale nie górował i nie dominował nad całością.
Dla mnie to przede wszystkim przepiękna opowieść.
Autorka wykorzystując ogrom zgromadzonej wiedzy i poznanych faktów z życia rodziny Tuwimów, których źródła można zweryfikować w dołączonej do książki obszernej bibliografii, stworzyła emocjonalną historię losów kobiety jaśniejącej własnym, twórczym blaskiem, ale w cieniu brata. Niezorientowanym, mogłoby się wydawać, że blaskiem odbitym od Juliana Tuwima. Równolegle ukazała dzieje rodziny intelektualistów obciążonych żydostwem. Pomimo asymilacji i zmiany nazwiska z Towim na Tuwim, szkalowano ich. Zwłaszcza Juliana, jako osobę publiczną i znaną. O skali nienawiści i antysemityzmu świadczą przytoczone przez autorkę cytaty – Tuwimer Żyd” to „talent przetwórczy”, który „nie pisze po polsku, a tylko w języku polskim”, to „Jojne Tuwim z Gęsiej ulicy”, co „cuchnie cebulą”, a sławę „wyszachrował po gudłajsku” i wiersze jego „paczą psychikę polską”. Dzisiaj wiersze uwielbiane przez dzieci, a nawet dorosłych, wtedy niechętnie widziane w polskich domach i szkołach, domagano się, aby z elementarza wycofać utwory Tuwima, bo Żyd nie będzie uczył polskich dzieci! Trzeba spalić jego książki i powiesić go. Żądamy dla Tuwima szubienicy.
Zamarłam!
Dzisiaj, ciężko było mi przebrnąć przez tę falę słownej, publicznej agresji, a cóż dopiero jego matce. To stąd brała się praprzyczyna jej obsesji stymulowanej przez czarne znamię na policzku syna, która doprowadziła ją do obłędu. Autorka to psychiczne obciążenie rodziny potrafiła oddać na każdej stronie opowieści, ukazując jej destrukcyjny wpływ na psychikę matki (choroba psychiczna), brata (stany depresyjne) i samej Ireny. Dla mnie to również kolejny element smutnego, bo antysemickiego oblicza Polski przedwojennej i losów jej ofiar. Wsłuchiwałam się w te dzieje Polski, Ireny i jej rodziny, zupełnie nie odczuwając podziału na rozdziały porządkujące treść. Traktowałam je raczej jako wymuszone (nie lubiłam, gdy ktoś mi przerywał spotkania z autorką i jej bohaterką) antrakty w długiej, bolesnej, przejmującej opowieści na złapanie oddechu, zrobienie sobie herbaty i przemyślenie tego, co właśnie przeczytałam, poznałam, dowiedziałam się i odczułam. Błądziłam razem z autorką po epoce międzywojnia i czasach odradzającej się po wojnie Polski, po rodzinnych ścieżkach bliskich Ireny Tuwim i jej znajomych ze środowiska artystycznego, uzupełniając wiedzę o tamtych czasach oraz ludziach je tworzących intelektualnie, obyczajowo i artystycznie. Zaglądałam również do życia i mieszkań ludzi zwykłych, wśród których dorastała, obserwując z nią innych mieszkańców wspólnego podwórka: stolarza Lauke godzinami piłującego drzewo, kaszlącego przy tym suchotniczo, aż huczało jak w studni; wyschniętego na wiór pijaka-epileptyka Petzolda, wracającego co dzień po fajrancie w granatowej bluzie roboczej przepasanej rzemieniem, z kijem do podpierania się w ręku, przez co wyglądał jak upiór Solskiego” i jeszcze „Kowalskich wylewających pomyje do rynsztoka, ich córkę Bronkę, i starą Cymerową i wielu, wielu innych. Wszystkich odnajdywałam w jej wierszach, prozie i listach, których fragmenty cytowane przez autorkę niczym kolejne wypowiedzi, uzupełnienia, mimowolne wtrącenia tworzyły przepiękną, wielogłosową aranżację znajdywanego materiału w źródłach dokumentalnych. Całości dopełniały liczne zdjęcia umieszczone nawet na wyklejce książki.

Delikatna, wrażliwa kobieta otrzymała dzięki temu subtelną, empatyczną oprawę, w której ujrzałam niezwykle silną, wbrew pozorom, osobę. Stojącą wyprostowaną wśród wielu pogiętych i potrzaskanych psychicznie osobowości, która pozwoliła sobie na słabość dopiero po śmierci ostatniej z nich. Jednostkowy, wyjątkowy los z pokolenia wojny, który oszczędził jej Holokaustu, bo zdążyła wyemigrować z Polski. Jednak pomimo tego, nie uznałam jej za osobę szczęśliwą. Takie nie określają siebie epitetem życiowego bankruta.
Takie nie chcą u schyłku swego życia popełnić samobójstwa.
Pochylam się nad jej sugestywnym, emocjonalnym, wszechstronnym portretem i zastanawiam się – dlaczego chciała odebrać sobie życie? Miała wszystko i osiągnęła to, o czym marzy wielu. Do dzisiaj jest cytowana słowami z Kubusia Puchatka, którego była tłumaczką. To dzięki Irenie Tuwim mamy „to, co tygrysy lubią najbardziej”, „małe co nieco”, „wszystkich krewnych i znajomych królika”. A mimo to – Zawsze o sobie myślała negatywnie. Żydowska dziewczynka z niezbyt zamożnej rodziny, siostra kogoś wyszydzanego z powodu znamienia na policzku, córka matki chorej psychicznie, żona homoseksualisty, bezdzietna kobieta, rozwódka, która znów nie jest szczęśliwa i ponownie żona alkoholika z neurozą. Czuła się niespełnioną.
Dlaczego?
Odpowiedź tkwi w podtytule – nie umarłam z miłości. Jej brak miał moc unicestwiania wszystkich pozytywnych wydarzeń, radości i osiągnięć, na które ciężko pracowała przez całe życie. Szukała jej w swojej twórczości i w swoim życiu. I nigdzie, i nigdy nie zajadzie tyle, ile potrzebuje. Nawet w niezwykle silnej więzi i miłości do brata.

Była nietuzinkową postacią w świecie literackim, nieprzeciętną kobietą, a jednocześnie tak zwykłą w swoich pragnieniach, potrzebach i oczekiwaniach. Autorka zaangażowanym stylem przekazu nie tylko zapoznała mnie z zapomnianą współcześnie sylwetką poetki, pisarki i tłumaczki, ale przede wszystkim uczyniła mi ją bardzo bliską. Dobrze znaną osobę, która choć nie umarła z miłości, umarła ze strachu, z poczucia zagrożenia. Opuszczona, wzgardzona, słaba i chora, rozbiła się jak „szklanka co spadła na kamienną podłogę”. Pozostałam z poczuciem pustki po osobie, której nie zdążyłam podziękować za to, że była. Wiem, że to absurdalne, ale dokładnie takie uczucia pozostawiła we mnie ta historia, po której miałam nieodpartą potrzebę przytulenia jej bohaterki.
Tak emocjonalnie odebrałam tę opowieść.

Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2017 roku.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
Irena Tuwim [Anna Augustyniak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
niedziela, 16 kwietnia 2017, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Blogi