Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Matka swojej córki – Iwona Żytkowiak


Matka swojej córki – Iwona Żytkowiak
Wydawnictwo Prószyński i S-ka , 2017 , 272 strony
Literatura polska


Nie zawiodłam się po raz drugi!
Właściwie to pierwsze zdanie powinno być moim ostatnim w tych wrażeniach polekturowych. Nie wytrzymałam jednak. Pierwsza powieść tej autorki – Świat Ruty, wysoko postawiła poprzeczkę poziomu literackiego pod każdym względem. Sięgając po jej drugą (dla mnie!) powieść, miałam już konkretne wymagania. Jednym z nich był ciekawy, nielinearny sposób narracji - był! Drugim przejmująco naturalistycznie (nawet nie realnie!) zarysowane psychologiczne portrety bohaterów powieści - były! Trzecim rzadko poruszana tematyka w literaturze popularnej opisującej świat kobiet - była! Czwartym, czynnik determinujący losy ludzkie czyniący je tragicznymi - był, aż do bólu! A wszystko podane w konwencji wielkiej niewiadomej, rodzinnej tajemnicy z rodzaju poliszynela, rozpoczętej w tej opowieści żenującą sceną szpitalną, by powoli, zataczając koło, odkryć przyczynę jej zajścia. W ostateczności praprzyczynę wszystkiego. W tej pętli zamykała się trudna i bolesna historia rodziny.
Opowieść dwóch kobiet.
Marki i córki. Niny i Joanny. Matki swojej córki i córki swojej matki. Niby temat banalny, ale kryjący w sobie głębszy sens. Mogłabym ponownie stwierdzić – banalny, bo sens miłości, ale to, jak przedstawiła go autorka, już takie konwencjonalne nie było. Jeśli powiem, że autorka opisała przejmujący, rozciągnięty na całe życie, powolny, destrukcyjny proces umierania kobiety z powodu braku miłości oraz że jej bohaterka miała ponad siedemdziesiąt lat i była alkoholiczką – zaczyna robić się nietypowo, a przez to ciekawie.
I bardzo, bardzo smutno.
Ta choroba braku miłości poraża i niszczy rodzinę. Unicestwia mężów, bo miała ich dwóch i okalecza dzieci, obdarzanych miłością zdeformowaną, bo egoistyczną. Historia opowiedziana przez narratora zewnętrznego z punktu widzenia najpierw matki, a potem córki, ukazuje temat z wielu stron, poddając rozważaniom bardzo ciekawy, wielowątkowy temat - czy samotność starych ludzi nie jest mylona z brakiem miłości? Autorka w powieści próbuje na to pytanie odpowiedzieć, dając do ręki klucz zawarty w wypowiedzi jednej z bohaterek – Miłość nie zna wieku. A ja od siebie dodam – a jej brak w ludzkim życiu jest praprzyczyną ludzkich nieszczęść, które są jego pochodną. Czyż nie jest to banalny temat?
Ale jak on jest pokazany!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Matka swojej córki [Iwona Żytkowiak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
sobota, 15 kwietnia 2017, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Blogi