Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Randka z wrogiem – Ludwika Zachariasiewicz

Randka z wrogiem – Ludwika Zachariasiewicz
Wydawca Ośrodek Karta , Wydawnictwo Naukowe PWN , 2017 , 133 strony
Seria Literatura Faktu PWN ; Podseria Karty Historii
Literatura polska

Randka z wrogiem nie ma w sobie nic z romantyzmu!
Ku mojemu przerażeniu, próbują wmówić go współczesnym kobietom powieści obyczajowe z wojną w tle. Chociażby takie, jak Dziewczyna komendanta, która bardzo zirytowała mnie fałszowaniem rzeczywistości w okupowanej Polsce. Do tego stopnia, że mentalnie wyrzuciłam ją do kosza. Proszę sobie wyobrazić – ja, książkę do kosza!
Jak było naprawdę z tymi randkującymi dziewczynami?
Do niedawna, do pojawienia się tych wspomnień, można było się tylko domyślać i snuć nierzeczywiste, ale poczytne powieści na ten temat. Dzięki serii Karty Historii odkrywającej nietypowe i powikłane losy ludzkie w wojennej zawierusze, nareszcie możemy poznać konkretne fakty. Nie w celu rozliczeniowym, ale w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie – jak było naprawdę? Daleką od obrazu pokolenia okupacyjnej młodzieży utrwalonego w pomnikowy sposób w pamięci zbiorowej – jak zauważył autor posłowia, dr hab. Janusz Marszalec. To temat omijany w opracowaniach historycznych. Raz – z braku źródeł. Dwa – z delikatności i wrażliwości zagadnienia. Raczej nie publikowano informacji o wykorzystywaniu wdzięków kobiecych do wydobywania informacji od wroga i o polecaniu przez dowódców AK młodziutkim dziewczynom, by pełniły dwuznaczne role przy wrogu w sytuacjach, w których to poradzić sobie mogły tylko dzięki sprytowi i kokieterii.

 

 

Młodziutka i śliczna Ludwika Zachariasiewicz nadawała się do tej roli idealnie.
Na polecenie przełożonych z AK, udając towarzyską dziewczynę, bywalczynię kasyna, prowadziła działalność wywiadowczą wśród Niemców, potem jako ”patriotka”, która uważa za swój obowiązek współpracę z wojskiem sojuszniczym, z NKWD, by w czasach PRL-u wniknąć w struktury UB jako pracownica Milicji Obywatelskiej.

 

 

Można zakrzyknąć tak, jak nagłówki gazet z 1946 roku – Nowoczesny „Wallenrod” w spódnicy!
Przebywała przecież w jaskini agresorów. Była bezbronną i nieświadomą powagi sytuacji nastolatką, kiedy zaczęła podziemną działalność, a potem bardzo młodą kobietą bez merytorycznego przygotowania konspiracyjnego. Często zdana tylko na siebie, odcięta od współtowarzyszy i pozostawiana bez kontaktu z przełożonymi. Bolesne skutki prowadzonego przez nią stylu życia w ciągłym stresie, niepewności, narażeniu na gwałt, śmierć i zdekonspirowanie oraz jego trybowi poddającemu ją stałemu ostracyzmowi społecznemu (przez nieświadomych niczego Polaków, członków AK i własną rodzinę była uważana za zdrajczynię, kolaborantkę i „dziwkę enkawudowską”), musiały nadejść.
I nadeszły!
Więzienie, w osławionym bydgoskim Fordonie, zweryfikowało jej człowieczeństwo. Depresja i myśli samobójcze - jej granice odporności psychicznej. Podwójne życie agentki - jej poczucie patriotyzmu. Osamotnienie - jej pogląd na sens swojej działalności.
Dokładnie takie były koszty tego „romantyzmu” randki z wrogiem.
Jest w jej losach wiele typowego dla pokolenia wojennego, ale również wiele nowego i wyjątkowego. Na tę unikatowość szczególną uwagę zwrócił wspomniany wcześniej autor posłowia. To dobrze, że Wydawcy nie pozostawili wspomnień bohaterki bez komentarza historyka. Dzięki temu otrzymałam dodatkowe informacje weryfikujące słowa Ludwiki. Wydawcy wzięli pod uwagę obecny wiek autorki wspomnień (95 lat!) i upływ czasu od opisywanych wydarzeń – 70 lat. Historyk przyłożył jej wspomnienia do matrycy historii, wiele wyjaśniając z pogmatwanych losów widzianych wąsko i emocjonalnie przez jej bohaterkę. Maleńkiego trybiku, często nieświadomego szerszego kontekstu, w wielkiej machinie podziemia AK. Takich chłopców i dziewcząt było więcej, ale niewielu opowiedziało publicznie, jak naprawdę było. Niewielu też badaczy zwraca uwagę tak, jak autor posłowia, na instrumentalne traktowanie konspiracyjnej młodzieży przez ich dowódców.
Ludwika jest tego przykładem.
Dlatego autor swoje posłowie kończy zdaniami pełnymi goryczy – Ludwika Zachariasiewicz była jedną z wielu tysięcy zawiedzionych. Ma to odzwierciedlenie w słowach bohaterki wspomnień podsumowującej swoje życie – Nie chciałam stanąć twarzą w twarz z ludźmi, którzy widzieli, co robiłam. Starałam się to wszystko zapomnieć, wyprzeć z pamięci. Czuję się winna i wiem, że nigdy się z tego do końca nie rozliczę. Pod koniec nie było we mnie poczucia patriotyzmu, nie miałam jakiś wzniosłych celów... I najsmutniejsze – Wiem jedno – swojego chłopca wychowam najlepiej jak potrafię, żeby był uczciwy, wrażliwy na ludzi, czuły i dobry. Ale nie będę mu opowiadać o patriotyzmie, jak mnie moja babcia.
Przykro mi to słyszeć – głosu przekonanego o zmarnowanym życiu kobiety, dzięki której, i jej podobnym, mogę pisać tutaj po polsku, czytając polskie książki i świętować kolejny raz Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej oraz Święto Narodowe Trzeciego Maja w niepodległej Polsce.

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Randka z wrogiem [Ludwika Zachariasiewicz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

poniedziałek, 01 maja 2017, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Blogi