Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Dzienniki: tom I 1911-1913 – Michał Römer

Dzienniki: tom I 1911-1013 – Michał Römer
Wydawnictwo Ośrodek Karta , 2017 , 708 stron + 40 stron zdjęć

Seria Świadectwa XX Wiek: Polska
Literatura polska

    Niezwykły dokument nieprzeciętnego człowieka!

   Po raz pierwszy z dziennikami Michała Piusa Paschalisa von Römera spotkałam się w kwartalniku Karta. Przedstawiono w nim tylko jeden, wyłuskany z zapisów, wątek – romans z Anną. Właściwie można go nazwać mezaliansem, a nawet skandalem. Oto prawnik, publicysta, redaktor i wydawca, wolnomularz, szlachcic ziemiański, jakim był w latach 1911-1913, pomaga młodziutkiej, dziewczynie, według ówczesnego prawa jeszcze niepełnoletniej i dekadę młodszej od siebie Łotyszce, wydostać się z domu publicznego, zakochuje się w niej, by z czasem uczynić z niej towarzyszkę życia, nazywając nawet żoną. Wszystko oczywiście w głębokiej konspiracji przed konserwatywną rodziną, co nie zmienia planów na sformalizowanie związku po śmierci rodziców. Te trzy lata opisane w pierwszym tomie to właściwie prawie cała historia życia z Anną, ponieważ niedługo potem dziewczyna umiera. O ile w kwartalniku dzieje ich miłości są tylko zarysowane i  raczej sprawiające wrażenie zauroczenia i przelotności, o tyle w dziennikach ich miłość nabiera cech dojrzałych dwojga ludzi stworzonych dla siebie. Przechodzi od zauroczenia i zakochania do przywiązania o podłożu psychologicznym, w którym fizyczna namiętność przestaje odgrywać dominującą rolę. Anna staje się dla niego powietrzem, inspiracją i cząstką jego samego, co szczerze wyznaje – W Annie mojej kocham właśnie człowieka, kocham to niepospolite bogactwo jej duszy tragicznej, która streszcza dla mnie świat cały i daje mi pełnię wizji kontemplacyjnej oraz doskonały wyraz rozwoju wszystkich władz ludzkich. Była dla niego mikroświatem, jego Anniń, a on mężczyzną, który wiedział, jak kochać kobietę i jak to wyrazić. Nawet z przeszłością prostytutki. Polecam zwłaszcza panom te wyznania, a jest ich sporo, do wzorowania się. Dokładnie tym kobiety chcą być dla mężczyzny, to dokładnie słyszeć i dokładnie w tak pięknych wyznaniach! Pisanie o tak intymnych sprawach, bo autor pozwala zajrzeć sobie do alkowy oraz do domu publicznego, z którego usług od czasu do czasu korzysta, przegrywając walkę z naturą, nad czym ze wstydem ubolewa, świadczy o bardzo osobistym charakterze dzienników.

   Szczerze i z serca pisanych.

   Czynił to właściwie od dziecka, ale wcześniejsze zapiski nie zachowały się, a swoją systematyczność i zwartość wątków osiągnęły dopiero, gdy autor był tuż po trzydziestce. W oryginale jego zapiski pisane po polsku liczą 39 woluminów z lat 1911-1945 przechowywanych w litewskich bibliotekach. Przez Ośrodek Karta wydanych w 6 obszernych tomach. Ostatni ukaże się w 2018 roku.  

   Tom I, w którego świat zatopiłam się na kilka dni, to czas życia w Wilnie z Anną i pomieszkującymi u niego członkami rodziny, których mogłam poznać na licznych fotografiach umieszczonych na 20 stronach wkładki, na końcu książki.

To również czas młodego prawnika, który rozwija się zawodowo, kocha i planuje, zapisując przez trzy lata, niemal codziennie, a na pewno systematycznie, jedną stronę (taki narzucił sobie limit), swoje wrażenia, obserwacje, spostrzeżenia, opinie i opisy zdarzeń osobistych lub wydarzeń społeczno-politycznych, będąc ich uczestnikiem lub świadkiem. Jest człowiekiem wykształconym, chłonnym intelektualnie, znającym wiele języków, więc jego narracja jest bogata, potoczysta, płynna, a przy tym bardzo wnikliwa, logiczna, spostrzegawcza, drobiazgowa, analityczna, krytyczna, rozważna i obiektywna, chociaż nadal subiektywna. Wyraźnie uwidocznia się to w jego poglądach, które na ówczesne czasy były bardzo postępowe, a przez to zaledwie jaśniejące malutką plamką humanizmu na tle ciemnej mapy gęstej od narastającego nacjonalizmu i antysemityzmu różnych frakcji politycznych ze wszystkich stron narodowościowych. Jego idea krajowości oparta na demokracji i wyrażająca się w jedności  łączącej różnorodność, wielokulturowość i wielowyznaniowość wszystkich narodów zamieszkujących obecną Litwę, nie miała zbyt wielu zwolenników.

    A mimo to walczył!

    Służyła temu również jego działalność publicystyczna i wydawnicza. Oddawał się swojej idei całym sercem ku rozpaczy ojca, który uważał go za niepoprawnego marzyciela, za wielkie stare dziecko i  ku zgorszeniu klerykalno-nacjonalistycznej rodziny. Jego szczegółowe relacje z procesów i wydarzeń politycznych rozgrywających się wokół niego, budowały obraz ostro ścierających się poglądów i narastających ideologii, które wkrótce miały zmienić tę część Europy w kraj totalitarny. I jak na „wyrodnego” syna szlachty ziemiańskiej przystało przyczyn tego stanu rzeczy upatrywał w obłudnej mentalności arystokracji i jeszcze bardziej obłudnym klerykalizmie duchownych. Za swój obowiązek uważał zwalczanie zarazków nacjonalizmu, klerykalizmu i antysemityzmu, który nazywał antysemityzmem szlachecko-klerykalnym. Ten wątek światopoglądowy to niezwykła okazja do prześledzenia ostrej walki poglądów ówczesnych Polaków przed odzyskaniem niepodległości.

   Nie napawają one dumą.

   Dla mnie to przede wszystkim potwierdzenie głęboko zakorzenionego antysemityzmu podsycanego przez Kościół katolicki, determinującego przyszły, tragiczny los Żydów i jego skutków odczuwanych jeszcze w XXI wieku. Jednak największym zaskoczeniem dla mnie (co świadczy o wnikliwości umysłu autora) była kwestia rosyjskości Krymu, który naświetlił przy okazji wątku podróżniczego. Autor czasami sam, czasami z Anną, podróżował do wielu miast - Rygi, Warszawy, Lublina, Kijowa, a nawet na Krym - malując przepiękne widokówki miast, które w takim wymiarze przeminęły. Był w tym tak szczegółowy, że czułam odór fekaliów z rynsztoka, zapach kurzu i nagrzanych ścian. To tutaj natrafiłam na bardzo prorocze zdanie – Krym może jeszcze w przyszłości stworzyć nie mniejsze niespodzianki i komplikacje w stosunkach międzynarodowych europejskich, niż te, jakie wciąż wybuchają na Bałkanach. Musiał minąć wiek, abym stała się świadkiem spełnienia jego przenikliwych zapowiedzi.

   Lubiłam te podróże również ze względu na malownicze opisy krajobrazów.

   Najpiękniej pisał o swoim kraju, bo z miłością. Zwłaszcza do rodowych Bohdaniszek, które często odwiedzał i których urok dostrzegał nawet w mgłach, odnotowując  – Bohdaniszki, położone na cyplu wysokiego płaskowzgórza nad rozległą przestrzenią dolin, bagien i jezior, mają mgły pod dostatkiem. Podnoszą się one i płyną tu na suche płaskowzgórza i pagórki – od strony południowej, to znaczy od niziny krewieńskiej, od błotnistych łąk i bagien pakieńskich, od bliskiego jeziora Sortys, tworzącego w naszej okolicy ogromny zbiornik wód. Ładne są mgły nastrojowe, a jeszcze ładniejsze misterne opary, płynące z miejsc mokrych i formujące stopniowo mgłę. W zmieniających się porach roku za każdym razem inne – śnieżne zimą, słoneczne latem, deszczowe jesienią i zielone wiosną, która dopełnia zwycięstwa nad szczątkami zimy. Resztki śniegu, zwiędłe i brudne, topnieją pod płotami, w cieniu zarośli, po rowach i na północ zwróconych zboczach pagórków. Zwinne raźne strumyki i ruczaje kończą pełnić swą misję wiosenną. Ziemia pachnie, odurza, ciepły wiatr upowszechnia wiosnę, trawka już skromnie kiełkuje, wynurzając zwycięskie młode pędy ponad jednolite szare tło wymarłej flory zeszłorocznej. Na łąkach błękitnieją wielkie tafle wód. Nad tęgim wiośnianym skupieniem natury, nad jej szlachetną powagą twórczą góruje krzykliwy zgiełk licznego ptactwa z melodyjnymi tonami poszczególnych gwizdań, rzeźbiących się na tle mieszanego chóru. Te opisy połączone z przekazem obyczajów i zwyczajów, często powiązane z praktykami religijnymi, tworzyły tętniące życiem sceny codzienności z pogrzebami, chorobami, procesami sądowymi, akcjami dobroczynnymi i kulturalnymi, zebraniami stowarzyszeniowymi, wiecami, dyskusjami, skandalami, spotkaniami z przyjaciółmi, współpracownikami i rodziną przy wielkanocnym lub wigilijnym stole, na których indyczka nadziewana, prosie nadziewane, szynka pieczona w chlebie, głowizna, dwa cietrzewie, dwie pieczenie wołowe, cielęcina i odgotowana wędzona szyneczka barania; z ciast dwie żółte babki drożdżowe, jedna babka chlebowa, tort orzechowy, tort wiedeński (z dwóch warstw ciasta biszkoptowego, wyłożony marcepanem i konfiturami z głogu), dwa mazurki cygańskie z bakalii, jeden z zaprawą czekoladową, a drugi bez takowej, dwie bułki szafranowe – jedna słodka, druga przaśna oraz kilka bułek białych. Poza tym jaja kolorowe, ser i rozmaite zaprawy. To opisy również pełne relacji opartych na zasadach i normach społecznych, konwenansów, zależności i koneksji, ale i kruchości zdrowia i życia w czasach, w których na suchoty nadal umierano powszechnie. Nie jestem w stanie opisać i przekazać bogactwa treści zawartych w tych dziennikach. Wielości i różnorodności wątków, tematów i zagadnień. Każdy, w zależności od zainteresowań, znajdzie coś dla siebie.

   Mnie zachwycało wszystko!

   Relacje nie tylko oddane w szczegółach, ale pozwalające spojrzeć mi na wspólną przeszłość Polski i Litwy z perspektywy człowieka XXI wieku na marzenia osoby chcącej zachować stan obecny kraju, który ukochała.

Która kształtnym, ale niezbyt czytelnym pismem (chylę czoła przed edytorami), przeniosła mnie w początki wieku XX, by pokazać wycinek historii mojego kraju, którego już nie ma, a który ożywa na stronach tego dziennika.

   Piękny byłby z tego serial!

   Zdania piane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Dzienniki. 1911–1913. Tom 1 [Michał Römer]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

poniedziałek, 31 lipca 2017, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Blogi