Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Gejsza z Osaki – Józef Gawłowicz

Gejsza z Osaki – Józef Gawłowicz
Ilustrowała Małgorzata Wierzchoń
Wydawnictwo Hogben , 2016 , 94 stron , wydanie 3 poprawione
Literatura polska

   Otrzymałam zaproszenie!

   Na spotkanie z „wilkiem morskim” o ciekawej przeszłości i chlubnej pracy zawodowej, bo nie tylko pływał po morzach i oceanach świata, ale również był tajnym agentem paryskiej Kultury Jerzego Giedroycia, wykładowcą w szczecińskiej Akademii Morskiej, kapitanem portu w Szczecinie i Świnoujściu oraz dyrektorem szczecińskiego Urzędu Morskiego – jak przeczytałam w zaproszeniu. Ale to, co mnie zainteresowało i skłoniło do jego skorzystania, to napisane przez niego książki o tematyce marynistycznej. Ku mojemu zaskoczeniu, gość spotkania przywitał nas w sali wystawowej pałacu, należącego niegdyś do rodziny Wirtembergów.

Okazało się, że przywiózł ze sobą fragment prywatnej kolekcji.  Mnóstwo przedmiotów i obrazów z podróży po świecie. Wśród nich manuskrypt maronickiej Biblii w skórzanej oprawie napisanej w języku arabskim.

Bajeczny dzban na wino ze złoconej miedzi z emalią pamiętający chińską Dynastię Ming.

Oraz bardzo dużo obrazów, pasteli i grafik artystów z Polski, Brazylii, Urugwaju, Japonii, Chin i Afryki. Każdy ze swoją przeciekawą historią, jak choćby obraz Beduini w walce Alberta Gartmana. Mistrza odmalowywania pyłu bitewnego do tego stopnia, że panie sprzątające myliły ten artyzm z kurzem, który trzeba koniecznie wytrzeć, by obraz „przejrzał”.

Część z tych opowieści opisał i wydał w formie książek. Mnie zaciekawiła historia znajomości z gejszą. Dziewczyna była prezentem Japończyków dla autora za nie całkiem legalne przekierowanie ładunku ziarna kukurydzy do Osaki zamiast do Związku Radzieckiego. Nie przypuszczał, że ten mały sabotaż w czasach komuny stanie się początkiem niezwykłej znajomości. Ponieważ towar okazał się najwyższej klasy, to i wdzięczność Japończyków również. Podarowali mu orjanę, gejszę o wychowaniu księżniczki aż na dwie doby! Opowieść „odwijania” prezentu z opakowania autor zakończył na wspólnej kąpieli, odsyłając zainteresowanych dalszą częścią do właśnie tej książki.

   Tylko kamień nie byłby ciekawy!

   Nabyłam i przeczytałam w bardzo krótkim czasie nie tylko dlatego, że miała objętość nowelki, ale również dlatego, że okazała się ciekawszą i dużo bardziej skomplikowaną historią niż zapowiadał autor. Co ciekawe, to nie były wspomnienia, ale opowieść oparta na faktach i własnych doświadczeniach, którymi obdarzył głównego bohatera, kapitana Pawła Siwickiego. Jego zbeletryzowana, japońska love story miała wszystkie cechy miłości romantycznej, a przez to tragicznej i smutnej. Może dlatego nie opowiedział jej do końca publicznie. Nie było potrzeby rozdrapywać starych ran przed obcymi ludźmi. To wspomnienia bardzo intymne, zatopione nie tylko w kulturze i tradycji japońskiej, ale również w świecie uczuć dwojga ludzi, których dzieliło wszystko oprócz miłości. Niekończącej się szczęśliwie, ale jak mawiają marynarze – życie  każdego marynarza jest łańcuchem niedokończonych miłości. Niespełnionej (co nie znaczy, że nie skonsumowanej!), prawie nierealnej, nie mającej prawa się wydarzyć, ale o której prawdziwości świadczy osoba kapitana, jego wspomnienia i dołączone zdjęcie symbolu ich miłości – kashiry, zakuwki do rękojeści samurajskiego miecza ze złotymi, trzema żurawiami.

   Tragizm miłości ukryty w niepozornym przedmiocie.

   Zdania pisane kursywa są cytatami pochodzącymi z książki.

poniedziałek, 07 sierpnia 2017, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Blogi