Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem – Oliver Sacks

Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem – Oliver Sacks
Przełożyła Barbara Jarząbska-Ziewiec
Wydawnictwo Zysk i S-ka , 2017 , 309 stron
Literatura amerykańska

   Jak można pomylić człowieka z przedmiotem?!

   Zaskakujący tytuł przypisałam szalonej wyobraźni autora z jeszcze bardziej wydumaną opowieścią. Nie przypuszczałam, że wejdę w świat chorób fascynująco opowiedzianych i dowiem się, że takie pomyłki w tym świecie to norma. Są dziwy w niebie i na ziemi, o których ani śniło się waszym filozofom – wiedział o tym William Szekspir, umieszczając tę myśl w Hamlecie. Podobne Adam Mickiewicz w Romantyczności – Czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko.

   Skąd nagle to nawiązanie do romantyzmu?

   Z nawiązania autora-neurologa do romantyzmu w swoich rozważaniach wstępnych ukazujących neurologię i jego pacjentów z zaburzeniami pracy mózgu niemalże jak podróże w głąb nieznanych lądów, gdzie wszystko jest nowe, inne, a nawet piękne! Połączył to, co naukowe, i to, co romantyczne w jedno. To jego holistyczne nastawienie przywróciło „przypadkowi” i jednostce chorobowej człowieczeństwo. Nie pozwoliło też na bezmyślne porównywanie mózgu do komputera. Pozwoliło za to na poznanie historii osoby chorej, jej przeżyć, doznań i skojarzeń, zmagań z chorobą, walki o jej przetrwanie oraz odkrycie nieznanych przestrzeni świadomości zdrowemu człowiekowi. Autor swoich pacjentów uczynił przewodnikami po dziejach choroby i krainach świadomości niczym z bajki, które łączą się w jedno u zbiegu faktu i baśni, a co rosyjski neuropsycholog Aleksandr Łuria, na którego badania autor często się powoływał, nazwał „romantyczną nauką”. Dzięki takiemu „romantycznemu” podejściu mogłam nie tylko poznać najważniejsze zaburzenia wywołane nieprawidłową pracą mózgu o różnym podłożu uszkodzeń, ale także przekonać się, że neurologia może być „ludzka”.

   Autor całość wiedzy podzielił na cztery rozdziały, w których pogrupował choroby wynikające ze strat, nadmiarów, uniesień i powrotów oraz prostego odbioru przez umysł. W tym kontekście agnozja, amnezja, fantom, afazja, zespół Tourette’a i Korsakowa czy muzyczna epilepsja brzmiały, jak tytuły bohaterów opowieści z Baśni tysiąca i jednej nocy snutych przez autora niczym Szeherezada. I dokładnie taki był jego zamysł, o czym świadczy motto umieszczone w książce.

Do tego stopnia, że niektóre choroby nie były dla pacjentów „dopustem bożym”, ale darem pozytywnie wpływającym na psychikę, a w konsekwencji na ich życie, czyniąc je pełniejszym, ciekawszym i sensowniejszym. Ba! Niektórzy nie chcieli być z nich wyleczeni! Stając się geniuszami w innej dziedzinie, pozbawienie choroby czyniło ich kalekami. Mistyków i wizjonerów osoby tylko chore na epilepsję lub migrenę. Artystów - ludzi bez weny i natchnienia.  Ale nie wszyscy mają to szczęście stać się znanymi i uznanymi. Większość zapełnia szpitale psychiatryczne. To właśnie do nich dociera autor, ukazując bogactwo przeżyć, doznań, odmiennych procesów myślowych, a przez to fascynujących.

   Przede wszystkim jednak zbliża!

   Oswaja choroby, nadając im status normalności, a nawet atrakcyjności w swojej odmienności i, najważniejsze dla mnie, wskazuje płaszczyznę komunikacji z osobą chorą. Potwierdza sens mojej pracy, kiedy idę z młodzieżą do ośrodka Warsztatu Terapii Zajęciowej, by wspólnie z jego uczestnikami odkrywać świat książki, niwelując granice zdrowia i choroby. Nie ma różnic. Są opowieści i wspólne ich doświadczanie. Na tym spotkaniu przeżywaliśmy kolejne wcielenia i losy Baileya w Był sobie pies W. Bruce'a Camerona.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.



piątek, 11 sierpnia 2017, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Blogi