Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Książki. Magazyn do czytania 3/2017

Książki: magazyn do czytania nr 3 (26)/ 2017
Wydawnictwo Agora

Kwartalnik
Literatura polska

   Troszkę się przestraszyłam!

   Informacją, która gdzieś mi mignęła w Internecie, o zmianach, które miały odświeżyć czasopismo Książki. Czytam je (a po mnie jeszcze koleżanka, a potem moja zaprzyjaźniona młodzież) od pierwszego numeru, który ukazał się latem 2011 roku z Januszem Korczakiem na okładce.

Od początku odpowiadała mi jego formuła i do takiej przyzwyczaiłam się. Przede wszystkim do stylu i dobrego poziomu przekazu autorów artykułów, które czytam z niemalejącym zainteresowaniem, bez względu na tematykę, której się podejmowali. Zwłaszcza z niezmiennym uwielbieniem felietony Mariusza Szczygła. Do niespodzianek w postaci autorów piszących gościnnie, przełamujących rutynę, stałość i moje przyzwyczajenia. To też sobie ceniłam. Do klęski urodzaju, który zawsze przeżywam, gdy otwieram kolejny numer i zaczynam jęczeć z bólem czytelniczym, że tak wiele nowości, a tak mało, nie, nie czasu, bo taki zawsze znajdę, ale życia na przeczytanie wszystkiego, co polecane, sugerowane, ważne i warte. Po lekturze każdego numeru mam ochotę na większość rekomendowanych tytułów, które właśnie się ukazują lub niedługo ukażą na rynku wydawniczym. Tę rolę generatora świeżynek czytelniczych uwielbiam a zarazem nienawidzę.

   I nagle jakaś rewolucja tego wszystkiego!?

   Rewolucja mojego świata, do którego zaglądam cyklicznie od dobrych kilku lat? Czyżby dobra zmiana miała dotknąć i jego w ramach Książki+? Pierwszą zmianę zauważyłam i odczułam finansowo przy zakupie nowego numeru, tym razem z Witoldem Gombrowiczem na okładce. Podskoczyła o 2 zł. Nieboleśnie. Biorąc pod uwagę, że od pierwszego numeru cena nigdy nie była podnoszona, uznałam to wręcz za normalne. Jedzenie dla ciała drożeje, to i dla ducha i umysłu również. Standard. Pojawiło się tylko pytanie, czy będzie to warte zawartości? Z obawą odchyliłam okładkę, szybko przeglądając spis treści i autorów artykułów.

   Odetchnęłam z ulgą!

   Byli! Stała ekipa dobrego pióra. I był przede wszystkim Mariusz Szczygieł.  Również parę nowych nazwisk, jak Elżbieta Cherezińska. Ale nie od felietonów zaczynam swój rytuał czytania. Najpierw przeglądam reklamy książek, które są dla mnie papierkiem lakmusowym sprawdzającym, co wartego mojego czasu z krótkiego życia (100 lat też będzie mało, wolę wieczność) muszę wpisać na listę pozycji koniecznych do przeczytania.

   I tutaj pozytywne zaskoczenie!

   Pojawiły się reklamy rozbudowane wywiadami z autorem prezentowanej książki. Bardzo dobry pomysł! Zwłaszcza gdy autor debiutuje, chociaż w tym numerze akurat go nie było. Byli za to autorzy stojący na początku swojej drogi literackiej. Dopiero po tym przeglądzie i wnikliwym oglądzie okładek (jestem wzrokowcem) przechodzę to treści. Artykuły czytam nawykowo po kolei. Akurat w tym numerze od mojego ulubionego Mariusza Szczygła, który zrobił mi „wykład od serca” (bo tak ma i niech mu to zostanie na zawsze!) na temat reportażu gonzo, dokładając mi do listy książek koniecznych do przeczytania podstawowy kanon z tego gatunku. Przy okazji namawiając mnie do... kradzieży książki z biblioteki, jeśli jest niemożliwa do kupienia drogą legalną. I za takie właśnie żarty po bandzie i luzackie podejście do tematów go uwielbiam. Z Markiem Bieńczykiem, który udowadniał w Świńskiej wyobraźni, że umiejętność napisania najmocniejszej choćby sceny seksualnej, nawet w wysokiej literaturze, jest oznaką sprawności zawodowej w zupełności się zgadzałam, dodając od siebie – ale nie jedyną. Troszkę rozczarowałam się artykułem Elżbiety Cherezińskiej. Bardziej przypominał krótki wykład historyka na temat polskich dynastii królewskich z kobietami w roli głównej, a wolałabym pisarki o kulisach powstawania jej powieści historycznych. O sztuce zbierania i przetwarzania suchych faktów w pasjonujące i pełne emocji powieści historyczne, jakie tworzy. Zrekompensował mi ten niedosyt  Łukasz Orbitowski, opowiadając o procesie powstawania, a raczej  „jeżdżenia” za swoją najnowszą powieścią Exodus. Lekko wstrząsnął mną ekshibicjonistyczny wywiad Juliusza Kurkiewicza z Edwardem St Aubynem, który traumę z dzieciństwa umieścił w swoich powieściach, zaprzeczając o jakoby niepodważalnej rozdzielności między losami bohatera a życiem autora. Z kolei Wojciech Orliński lekko mnie przestraszył think tankiem. Zagadkową, podobno czwartą władzą, do której ideowej koncepcji odwołują się w swoich decyzjach rządy, parlamenty, a nawet sądy. Czyżby kolejna teoria spiskowa? Nie przekonał mnie do opowiadań Jerzy Jarniewicz, krzycząc – czytajcie opowiadania!, ale za to uświadomił, za co lubią je zwolennicy krótkich form opowieści. Dwa kolejne artykuły to popis zdolności, jak można ciekawie napisać o książkach, a raczej o ich bohaterach, bo to biografie. O Józefie Piłsudskim, o którym czytając, zastanawiałam się, czy to książki są aż tak dobrze napisane, czy to artykuł Janusza Rudnickiego o nich. Świetnie skomponowany, w którym narratorkami w pierwszej osobie uczynił wszystkie znane i mniej znane kobiety Marszałka. O Irenie Sendlerowej, której znany dotychczas wizerunek burzy W ukryciu Anny Bikont, o czym ciekawie pisze Joanna Tokarska-Bakir. Znalazł się również artykuł dotykający tabu społecznego i tematu niewygodnego, ale stale pojawiającego się w dyskursie publicznym – celibatu. Źródłem rozważań o nim Mirosław Wlekły uczynił właśnie pojawiającą się na rynku wydawniczym publikację Marcina Wójcika Celibat. Nie przebrnęłam przez artykuł o sztuce przekładu Jacka Dukaja, zauroczonego twórczością Josepha Conrada. Dla mnie zbyt branżowy, więc polecam go tłumaczom lub fanom twórczości obu pisarzy. I tyle.

   Wystarczy!

   Więcej nie napiszę o innych, równie ciekawych felietonach, fragmencie powieści Toma Hanksa i innych smaczkach okołoksiążkowych, pozostawiając radość odkrywania ich tematyki pozostałym czytelnikom.

   I tak dotarłam do części, której już... nie ma!

   Na końcu magazynu zawsze pojawiał się dział o książkach jeszcze niewydanych w Polsce, ale które czyta cały świat. Interesowały mnie przede wszystkim pozycje rosyjskojęzyczne. Raczej ku informacji, niż do późniejszych poszukiwań. Może dlatego nie zmartwiłam się zniknięciem tego działu. Za to ucieszyłam się, że w to miejsce pojawiły się rekomendacje książek kwartału pogrupowane  gatunkowo, a najbardziej z tych, polecających książki dla dzieci i młodzieży. Nareszcie znalazło się coś stałego dla najmłodszych pokoleń i ich rodziców.

   Podsumowując!

   Magazyn uległ bardzo dobrej zmianie! Niepotrzebnie obawiałam się jej, bo okazała się raczej kosmetyczną, a podniesiona cena wartą zawartości.

   Pozostaję nadal wierną czytelniczką, wyczekującą kolejnych numerów Książek.

Zdania pisane kursywa są cytatami pochodzącymi z czasopisma.

poniedziałek, 11 września 2017, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2017/09/11 15:11:31
Uprzejmie polecam szukać inspiracje ksiązkowe na www.szrekomendacje.pl
-
2017/09/11 21:03:33
Szukający - Sprawdziłam stronę. Bardzo ciekawy system wyszukiwania książek. :)
Blogi