Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Nela i Artur – Ula Ryciak

Nela i Artur: koncert intymny Rubinsteinów – Ula Ryciak
Wydawnictwo Agora , 2018 , 344 stron
Literatura polska



   To nie klasyczna biografia Państwa Rubinsteinów.

   To opowieść o kobiecie i mężczyźnie, których łączyła muzyka, a różniło wszystko pozostałe. Ona miała 24 lata i była rozwódką, a on 45 lat z opinią wiecznego kawalera, kiedy zostali narzeczeństwem. Ona lubiąca tworzyć dom na wzór zapamiętany z dzieciństwa, z silną potrzebą zakorzeniania się w każdym miejscu. On kosmopolita i wagabunda od kiedy w wieku 4 lat opuścił dom rodzinny, by szlifować talent pianisty. Ona zawsze w cieniu brylującego męża, „tuż obok, nie na tyle blisko, by znaleźć się na linii przedłużenia światła, nie na tyle daleko, by zniknąć w obszarze cienia, trochę jak półcień widzialny przy częściowym zaćmieniu”. Ona kochająca zawsze i do końca tylko jego. On od nastolatka zawsze w wianuszku kobiet, które towarzyszyły i zmieniały się u jego boku do końca jego dziewięćdziesięciopięcioletniego życia. Ona porzuciła marzenia o tańcu. On spełniał je, rozwijając karierę pianisty i mając u boku kobietę, która niezmiennie powtarzała – Ach, zawsze wiedziałam, że to będzie trudne, ale kochałam go i przysięgłam sobie, że zrobię wszystko, by pomóc mu w karierze. Ona zawsze mu wierna. On zdradził ją po raz pierwszy w dniu ślubu.

Ona nadal go kochała. On nie dopuszczał myśli o rozwodzie ze względów obyczajowych nawet wtedy, kiedy pod koniec życia odszedł od Neli do młodej kochanki.

   A mimo to ich małżeństwo przetrwało!

   Wchodząc w tę opowieść narratora zewnętrznego, opowiadającego o wspólnym życiu Neli i Artura, nastawiłam się na to, co znane i kojarzone ze światową sławą – blichtr, salony, koncerty, podziw, aplauz, adoracja, podróże, luksus, znane nazwiska.

   I to wszystko było!

   Ale słuchałam osoby wtajemniczonej, która poza tą piękną fasadą wiedziała, co kryje się w jej cieniu. Znała myśli i emocje obojga. Krążyła naprzemiennie między nimi, ukazując jedno wydarzenie z dwóch stron, chociaż ten swoisty koncert intymny na cztery ręce, jak sugeruje podtytuł, rozpoczęła Nela. Siedząc w kuchni ich paryskiej willi już po śmierci męża i patrząc w jej wielkie okna, z nostalgią przyglądała się sobie z przeszłości. Niczym na ekranie oglądałam i przeżywałam razem z nią jej dzieciństwo, dorastanie i życie z Arturem z toczącą się historią Polski i świata w tle. Ich krętą i skomplikowaną drogę do siebie i Neli starania, by jego droga była jak najprostsza, najłatwiejsza i najprzyjaźniejsza dla rozwoju kariery. By zaraz potem przenieść się do Wenecji i wspominać najpiękniejsze chwile z Arturem, wspólne wyjazdy, podróże statkiem, pobyty w wielu miejscach i miastach świata. Cudownie oddane w opisach skąpanych w światłach sal koncertowych i dnia, dźwiękach słyszanych wokół i zapachach, które odurzały ich po koncercie, a które po latach czuła nadal – oleiste zapachy roślin, słodki, wdzierający się w nozdrza jaśmin, podduszony zapachem kwitnących róż. Mirt kotłował się z miętą. Pomarańczowe drzewa współbrzmiały z cytrynowymi, idąc im czasem na ustępstwo. I jeszcze ten towarzyszący im księżyc. By zaraz przenieść się na salony pełne znanych nazwisk nie tylko w świecie muzyki, ale i w innych dziedzinach sztuki i nauki, finansjery i arystokracji. Powiązanych ze sobą pokrewieństwem, powinowactwem, ale częściej skandalami i sensacjami, które niczym dygresje narrator wplatał w życie Rubinsteinów.

   Moja początkowa radość mająca źródło w odnajdywaniu przez nią szczęścia u boku ukochanego mężczyzny, z którym stworzyła dom z czworgiem dzieci tak pięknie wyglądający na rodzinnych zdjęciach,

powoli zamieniała się w smutek. Uczucie, które Neli na pewno towarzyszyło pod koniec życia. Zaczęłam dostrzegać to, o czym Nela wiedziała od dawna, ale usilnie próbowała nie widzieć, a tym bardziej mówić o tym.

   Jej z takim poświęceniem budowany świat intymny okazał się ułudą.

   Jednak do końca była wierna złożonej przysiędze, którą dotrzymała. Nie odważę się oceniać poniesionego kosztu i odpowiedzieć na pytanie – czy było warto? To wie tylko Nela, ale jako słuchaczka pianisty Artura Rubinsteina mogę powiedzieć, że tak. To tej kobiecie zawdzięczam przyjemność odbioru dzieł wielkich kompozytorów.  Jej obecności przy nim, zapobiegliwości, opiece, czuwaniu nad nim i dbaniu o jego komfort, by mógł grać również dla mnie, a których symbolem jest ten gest widziany ukradkiem i przypadkowo przez nielicznych, tuż przed występem.

   Koncert intymny na cztery ręce, pełen emocji, wrażeń, wspomnień, wydarzeń zakończył Artur, którego samotne dzieciństwo i przyśpieszone dorastanie z dala od rodziny tłumaczyło jego charakter, poglądy, postawy, osobowość, postępowanie i niedocenienie żony. Nie zmieniło to jednak mojego przekonania, że świat otrzymał wybitnego pianistę, kosztem szczęścia jednej osoby. Bo kim byłby Artur Rubinstein bez Neli? Nie wiem, kim byłby i czy w ogóle byłby, ale po tej wzruszającej, refleksyjnej, lirycznej, zmysłowej, uczuciowej, ale i dynamicznej opowieści wiem, dzięki komu był tym, jakim zna go świat do dzisiaj.

   Myślę, że na zawsze.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

A tutaj sam mistrz nie tylko grający, ale i mówiący.

niedziela, 11 lutego 2018, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Blogi