Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Słodziutki biografia cukru – Dariusz Kortko , Judyta Watoła

Słodziutki biografia cukru – Dariusz Kortko , Judyta Watoła
Wydawnictwo Agora , 2018 ,  384 stron
Literatura polska

   Słodki, słodziutki, sweetie...  My precious...

   Tak pięknie określamy naszego mordercę i kata. Ten ostatni zwrot, który wypowiadał Gollum znany z Władcy Pierścieni Johna Ronalda Reuela Tolkiena, najlepiej oddaje zgubną i jednostronną miłość człowieka do... cukru. Jego przebiegłe działanie precyzyjnie obrazuje wyraźna i drastyczna przemiana miłego hobbita Smeagola w monstrum o nowym imieniu Gollum. Idealny obraz słodkiego uzależnienia. Sięgnę jednak po porównanie, które oddaje dużo groźniejszy aspekt słodziutkiego, a raczej skutek. Po bojowy gaz o zapachu fiołków. Po jego rozpyleniu człowiek wdycha z przyjemnością kwiatowy aromat. Im więcej i pełniejszą piersią, tym szybciej umiera. Dokładnie tak samo jest z mechanizmem psychologicznym w przypadku cukru, który ostatecznie zabija. Dokładnie takim mocnym i jednoznacznym akcentem zakończyli swój reportaż autorzy.

   Ja od tego końca zaczęłam.

   Z premedytacją właśnie od morderczego skutku. Od śmierci niesionej słodyczą, by przebić się przez watę cukrową, batoniki, Coca-Colę zalewające mózg, wątrobę, trzustkę i metaforycznie oczy, by zadać pytanie hamletowskiego pokroju, które otrzymałam w czarnej kopercie razem z książką i lizakiem.

Ten ostatni o hipnotyzującym kształcie miał pełnić rolę testu sprawdzającego moją odporność na treść książki. Odpowiedzieć sobie na pytanie – czy ze świadomością, że cukier to trucizna, skuszę się na niego? Zdradzę od razu, że nie złamałam się, ale miałam ułatwione zadanie. Słodziutki trafił, jak kosa na kamień. Od dawna unikami cukru, soli i alkoholu. Pisałam o tym przy okazji świetnej pozycji  kulinarnej Love Vegan, stworzonej dla takich „wybrednych” konsumentów, jak ja. Wydawałoby się, że mogłabym nie czytać takich uświadamiających publikacji, skoro mam wystarczającą wiedzę na temat szkodliwości, a raczej śmiercionośności cukru.

   Otóż nie!

   Cukier uzależnia szczury (podobno nie ma dowodów na to, że również ludzi, ale ja naukowcom nie wierzę, podejrzewając wpływ lobbystów), ponieważ pobudza te same ośrodki nagrody, co nikotyna, kokaina i seks. Jest o tyle groźniejszy od nich, że nie można go całkowicie odstawić. Z dwóch powodów. Po pierwsze - mózg żywi się nim, a po drugie - cukier jest we wszystkim. Nie ma go chyba tylko w wodzie. Jeść więc trzeba, a problem tkwi w nieumiejętności jego ograniczania i selekcjonowania. Dlatego związek człowieka z cukrem jest silniejszy niż z kokainą, co udowodniły badania nad zwierzętami. Dlatego śmiem twierdzić, że cukroholicy są wśród nas. Powiem więcej – jestem jedną z nich i czytam takie pozycje, by wzmacniać swoją motywację, bo jest piekielnie ciężko poruszać się w gąszczu sklepów z półkami towarów pełnych cukru, piekarń, pączkarni i cukierni kuszących przyjemnością rozpływającego się ciasta w ustach czy reklam bombardujących obietnicą rozkoszy płynącej ze słodyczy produktu.

   Ta książka jest dla mnie kołem ratunkowym, kiedy zaczynam tonąć!

   Kołem solidnym! Autorzy tworząc je, zrobili to doskonale! Nie moralizowali, nie straszyli, nie przejmowali roli mentorów. Powolutku, nieśpiesznie, dekada po dekadzie, wiek po wieku pokazali historię miłości człowieka do cukru. Zauroczenie nim, zachwyt, a potem niechętne odkrywanie jego złych stron. Przedstawili fakty, kluczowe daty, dane statystyczne, wydarzenia historyczne mające wpływ na jego rozprzestrzenianie się po świecie i powolne, ale skuteczne wnikanie w każdą sferę życia społecznego, wywierając wpływ nie tylko na kondycję fizyczną człowieka, ale i jego kulturę, politykę, gospodarkę, a nawet demografię. Wszystko ilustrowane licznymi zdjęciami, rysunkami i rycinami.

   Słodziutki bardzo narozrabiał!

   Na jego sznurkach chodzili królowie i przywódcy polityczni. Uzależniał decydentów, wpływając na ich wybory, które kształtowały mapy polityczne świata. Obserwowałam jego rosnącą moc od czasów jego odkrycia do dzisiaj. Śledziłam jego próchniczą i cukrzycową działalność niczym opowieść sensacyjną rozciągniętą chronologicznie w czasie z licznymi dygresjami rozwijającymi główne wątki. Autorzy powoływali się nie tylko na źródła historyczne, ale również na wywiady z lekarzami, diabetykami, dietetykami, chorymi na cukrzycę, a nawet z językoznawcami. To szerokie podejście do słodkiego tematu ukazało jego bohatera wszechstronnie. Od strony bardzo widocznej, bo przyjemnej i tej niewidocznej, bo mrocznej. Z przeciekawej perspektywy historycznej i przerażającej perspektywy medycznej. Z barykady walki o zyski przynoszone przez cukier oraz insulinę i barykady walki naukowców i lekarzy o zdrowie ludzi. Od bardzo znanego hasła wymyślonego przez Melchiora Wańkowicza

po mniej znane hasło umieszczone przez autorów na końcu książki, które odebrałam jak wieko nałożone na trumnę.

Skleconą własnymi rękoma, do której dobrowolnie się kładziemy i jeszcze to wieko samodzielnie zasuwamy nad sobą.

   To wystarczy, by w słodziutkim zobaczyć trupią czaszkę!

   Taką, jaką usypano na okładce książki. Dokładnie do takiego wniosku czytelnik sam dojdzie, a mocny akcent obrazkowy autorów wybrzmi, jak odgłos wieka.

   Czas umierać?

   Nie! Autorzy poświęcają osobny rozdział na poszukiwanie odpowiedzi na pokazane wcześniej hamletowskie pytanie i drugie – jak przestać  tyć? Żeby nie zakończyć wpisu grobowo, przytoczę jeden z pomysłów diabetologa prof. Leszka Czupryniaka, który nie jest tak do końca całkiem śmieszny – powinnyśmy jeść nago przed lustrem!

   Pozycja obowiązkowa dla KAŻDEGO!

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2018 roku.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

sobota, 24 marca 2018, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Blogi