Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Dotknięcie anioła – Henryk Schönker

Dotknięcie anioła – Henryk Schönker
Wydawnictwo Ośrodek Karta , 2018 , 440 stron , wydanie 5
Seria Żydzi Polscy
Literatura  polska

   Kolejne świadectwo ocalenia z Holocaustu.

   Cudowne – tak twierdzi autor. Że gdyby nie dobrzy ludzie na jego drodze, niewytłumaczalne zdarzenia, przychylne postawy przypadkowych świadków, nie byłoby ani jego, ani jego rodziców i siostry. Uważał, że przez cały okres okupacji, czuwała nad nim Opatrzność. Że jego ocalenie było dotknięciem anioła. Był pewien, że przynajmniej jednego w ludzkim ciele spotkał na swojej drodze i było to spotkanie rzeczywiście niesamowite i niewytłumaczalne.

   Początkowo myślałam, że ma na myśli zbiegi okoliczności, ale w miarę czytania zrozumiałam, że miał wiele racji w swoich przekonaniach. To, o czym z takim przejęciem opowiadał, nasuwało jeden wniosek – faktycznie to było cudowne ocalenie. Owszem, z jednej strony zawdzięczał to ojcu, który posiadał niezwykłą umiejętność przetrwania. Mieszała się w nim intuicyjna dusza artysty i praktyczny umysł przedsiębiorcy. Kalkulował logicznie i słuchał instynktu. Te cechy okazały się niezbędne w czasie okupacji niemieckiej, kiedy ich los zamożnych ludzi zamienił się w zaszczute, uciekające, bezbronne, samotne zwierzęta.

   Tym bardziej jako rodzina. Nie w okupowanej Polsce z eksterminacyjną polityką wobec Żydów. A mimo to ich wędrówka od rodzinnego Oświęcimia, w którym ojciec autora był szanowanym i poważanym właścicielem fabryki nawozów sztucznych przez Kraków, Wieliczkę, getto w Tarnowie i Bochni, obóz koncentracyjny w Bergen-Belsen, Trōbitz i ponownie do Oświęcimia, była pod specjalną ochroną. Być może ten ciąg małych cudów ratujących ich od śmierci w beznadziejnych sytuacjach, pułapkach bez wyjścia, rozpoczął cud jego narodzin. Właściwie miałem umrzeć, zanim się narodziłem – tym wstrząsającym wyznaniem rozpoczął autor opowieść o sobie. Jego mama po pierwszym porodzie kalekiego syna, nie chciała mieć więcej dzieci. Jednak, jakimś cudem, nie zorientowała się, że jest w ciąży. Jak to możliwe? Zdarza się, więc przytrafiło się również autorowi.   

   Miał widocznie żyć.

   A może jego ocalenie wyprosił rabin-cudotwórca? Rodzina autora jako jedyna została pobłogosławiona spośród żegnającego go tłumu słowami – Życzę ci, abyście ty, twoja żona i twoje dzieci zostali przy życiu i aby udało się wam szczęśliwie przejść przez wojnę.  Nie wiadomo czy miało to wpływ. Można gdybać. Można i w ten sposób szukać uzasadnienia tego ocalenia. Jeśli jednak dobrze wsłuchać się w opowieść autora o tułaczce, głodzie, wszach, chorobach, poniżeniu, wszechobecnej i powszechnej śmierci, okrucieństwie, to można pośród tego morza nienawiści i łez postrzegać dobre uczynki, gesty, słowa, sploty okoliczności jako małe cuda ratujące życie. Ale można również nie móc wytłumaczyć racjonalnie poczucia obecności fizycznej siły zmuszającej do mówienia wbrew swoim myślom, do czynów ponad siły lub jej paraliżującej mocy unieruchamiającej ręce i nogi w obliczu skrajnego niebezpieczeństwa. Jak to wytłumaczyć, skoro autor sam do dzisiaj nie jest w stanie tego pojąć? Słowo cud samo cisnęło się na usta. Miałam wrażenie, że ta opowieść, w jakimś sensie, posiadała wymiar metafizyczny.

   Stałej obecności czegoś, co czuło się pozazmysłowo.

   Na pewno był wybrany. Tylko do czego? Chociażby po to, by spisać swoje wspomnienia jako świadka Holocaustu. Uczynił to dopiero po ponad sześćdziesięciu latach pod wpływem namowy Haliny Zawadzkiej, autorki Ucieczki z getta. Ta pozycja to już jej piąte wydanie. Pierwsze wzbudziło kontrowersje i niedowierzanie wśród historyków. Nie ze względu na wyjątkowe losy osobiste jego i jego rodziny, ale z powodu zupełnie nowej informacji w nich zawartej, dotychczas nieznanej historykom. Autor twierdził, że Oświęcim mógł stać się symbolem ocalenia Żydów, a nie miejscem ich zagłady. Opisał powstanie w Oświęcimiu Biura Emigracji do Palestyny dla wszystkich Żydów chcących opuścić okupowaną Polskę. W celu omówienia szczegółów, delegacja Żydów, wśród których znalazł się ojciec autora, udała się do Berlina na rozmowy z kierownikiem Referatu Żydowskiego Adolfem Eichmannem. Niemcom zależało, aby jak największa liczba Żydów wyjechała z Polski. Chcieli wręcz pozbyć się Żydów. Tylko że świat ich nie chciał. Dla Niemców był to swoisty test na dowolność rozporządzania ich dalszymi losami i gwarancją, że nikt się za nimi nie wstawi, gdy zaczną ich mordować. Dokładnie tak się stało.

   ŻYDZI W POLSCE ZOSTALI SAMI. – dużymi literami podkreślił ten fakt autor.

   Tym samym obciążył moralnie nie tylko sprawców Holocaustu, ale również cały świat. W pierwszych wydaniach książki nie miał na te „rewelacje” dowodów. Stały się one uznanym faktem w trzecim wydaniu, dzięki badaniom dr. Artura Szyndlera, który znalazł dwa dokumenty je potwierdzające, a których oryginały znajdują się w nowojorskim archiwum American Jewish Joint Distribution Committee. Oba zostały umieszczone w aneksie na końcu książki. Te dokumenty potwierdzające prawdziwość opowieści autora totalnie zmieniają spojrzenie na przyczyny Holocaustu i odpowiadają na stale zadawane pytanie – dlaczego zagłada Żydów była możliwa?

   Nie była to jednak opowieść o złych Niemcach i dobrych Żydach.

   Autor nie dzielił ludzi ze względu na narodowość. Podzielił ich na dobrych i złych, gdzie Niemiec ratował Żyda, Żyd pomagał Niemce, a Polak Żydowi. Wszystko rozgrywało się w świecie emocji bardzo wrażliwego dziecka, które w momencie wybuchu wojny miało osiem lat. Uczuć skrajnych, zmuszających mnie do przerywania lektury. I nie akty nieludzkiej agresji to sprawiały, ale szlachetne postawy osób, które na czarnym tle nienawiści wzruszały do łez przejawem dobroci. Dotknięciem anioła, jak określał to autor. To był ten wymiar duchowy wspomnień. Kiedy spoglądałam całościowo na los bohatera, niezwykle dojrzałego dziecka, widziałam wyraźnie, że nic w nim nie było przypadkowe. Wszystko miało swój sens i cel. Każdy człowiek i dobry, i zły , każdy czyn i dobry, i zły, słowo, gest i każde wydarzenie radosne i tragiczne służyło jednemu - ocaleniu. Ten wymiar duchowy w skrajnych warunkach egzystencji można przełożyć na każde życie. Również na nasze współczesne w warunkach pokojowych. Wszystko dzieje się podobnie, chociaż czasami zadajemy sobie pytanie - dlaczego to mnie spotyka lub mnie się przydarza? Patrząc na cierpienia dziecka wojny można powiedzieć, że służyło to ocaleniu. Patrząc na losy dzieci pokoju można powiedzieć, że zdaniu egzaminu z życia, by ocalić naszą duchowość. Nasze człowieczeństwo. Po to ocalał, by nam to pokazać.

   Do takich refleksji metafizycznych zmuszają życie autora i jego wspomnienia.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Dotknięcie anioła [Henryk Schonker]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Na podstawie wspomnień powstał fabularyzowany dokument pod tym samym tytułem Dotknięcie anioła, do którego obejrzenia namawiam.

środa, 02 maja 2018, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2018/05/02 16:03:58
Oj te książki o holocauście, warto czytać, ale bardzo, bardzo wstrząsają.
-
2018/05/02 20:27:15
kaiekas - To prawda, ale przywracają środek życia. Zgłębiam ten temat od czasów licealnych i stale coś nowego odkrywam. Mimo morza przeczytanych tytułów nie znieczulają mnie, wręcz przeciwnie - nie pozwalają zobojętnieć. Może dlatego, że traktuję je, jak przestrogę, co się stanie, kiedy staniemy się bierni wobec zła wokół nas.
-
2018/05/08 03:18:17
Takie książki są niezwykle potrzebne. Brat mego śp. Taty mieszka w Oświęcimiu. Z okien pokoju Wujka praktycznie widać wieżyczki obozu. Sam mieszkam na terenie - południe świętokrzyskiego - gdzie losy Żydów i Polaków nieustannie się krzyżowały. Takich publikacji trzeba jak najwięcej.
-
2018/05/08 08:33:46
orfeus8 - Pamiętając z lekcji geografii - w pięknym rejonie mieszkasz! Góry dla początkujących. :D A książka oprócz warstwy informacyjnej niesie również sporo doznań estetycznych, pięknie pisze autor, bez skarżenia się, z wiarą, ale i z bólem. W Oświęcimiu byłam raz, w obozie - przygnębiające wrażenie.
Blogi