Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Witajcie w Polsce: powroty rodaków z Kazachstanu – Jerzy Danilewicz

Witajcie w Polsce: powroty rodaków z Kazachstanu – Jerzy Danilewicz
Wydawnictwo Muza Sport i Turystyka , 2018 , 366 stron
Literatura polska


   Repatrianci w Polsce w XXI wieku!?

   To często pojawiające się pytanie wyrażające zaskoczenie i niedowierzanie, jakie zadawali Polacy przyjeżdżającym z Kazachstanu. Z tą nieświadomością czytelników własnej historii kraju liczył się autor, umieszczając na początku książki rozdział zawierający rys historyczny o deportacjach Polaków do Kazachstanu z danymi statystycznymi oraz mapkami umieszczonymi na wyklejkach okładek.

Wyjaśnił w nim również ich przyczynę oraz przebieg zapoczątkowany akcją „oczyszczania” Ukrainy wiosną 1936 roku z elementu niepewnego, nacjonalistycznego i kontrrewolucyjnego, jak utrzymywali sowieci. W tym Polaków tam ówcześnie żyjących. W Kazachstanie stali się spiecpieriesieleńcami bez możliwości repatriacji po 1945 roku. Ten impas trwał do 1989 roku.

   Potem bywało różnie.

   Jak różnie – autor oddał głos kilkunastu powracającym z Kazachstanu, którzy w różnych okresach, samodzielnie lub w sposób zorganizowany przez rząd polski, wracali do wymarzonej i wymodlonej Ojczyzny. Autor chciał w ten sposób zastąpić bezduszne statystyki konkretnymi historiami ludzkimi nasączonymi emocjami – cierpieniem, radością, marzeniami, ale i rozczarowaniami. Żadnemu z nich nie było łatwo. Porzucić miejsce dorastania, dorobek życia i groby najbliższych, było bardzo trudno. Niektórzy nosili się z wyborem kilka lat. Jeszcze dłużej czekali na wizę, zaproszenie, kompletowanie papierów czy zmianę przepisów. Nie bali się ciężkiej pracy. Tęsknota za krajem rodzinnym była silniejsza. Co nie znaczyło, że nie tęsknili za miejscem, które zostawili w Kazachstanie. Większość nie żałowała decyzji, pomimo rozczarowań, w których tytułowe powitanie – Witajcie w Polsce! – brzmiało gorzko. Tylko jedna rodzina postanowiła wrócić. Pozostali z bohaterów opowieści żyją wśród nas, próbując się zaaklimatyzować. Różnie ten proces przebiegał, ale jeden wątek pojawiał się we wszystkich opowieściach – zawsze byli obcymi. To poczucie, że nie do końca są u siebie.

   Ruskimi wśród Kazachów, Kazachami wśród Polaków.

   Przysłuchiwałam się tym zwierzeniom, ilustrowanym zdjęciami z rodzinnych archiwów, tak różnym, jak różnymi byli ludźmi (od prostych robotników po artystów), a jednocześnie tak podobnymi do siebie w drodze do stacji docelowej Tajynsza dla przesiedleńców, w zabójczych warunkach życia w kazachskich stepach, w ciężkiej pracy, braku dostępu do szkoły i opieki lekarskiej, w tęsknocie za Ojczyzną, a potem we względnej stabilizacji materialnej i rodzinnej, by stale pamiętać słowa rodziców brzmiące, jak przykazanie – wrócić kiedyś do Polski. A kiedy to marzenie się spełniło, okazało się w realizacji nie mniej ciężkie i trudne niż przeszłość. Polityka państwa polskiego wobec Polaków w Kazachstanie nie wypadła w tych opowieściach tylko pozytywnie. Zmieniająca się sytuacja polityczna w kraju, a tym samym podejście do repatriacji, silnie odbijała się na losach konkretnych ludzi. Przechodzili etapy od totalnej ignorancji poprzez chaos urzędniczy w realizacji formalnych ustaw aż do priorytetów rządowych.

   Ale to nie koniec wspomnień.

   Dalszy ciąg po przyjeździe do konkretnej miejscowości był dla mnie najciekawszy, bo opowiadali o postawach Polaków-sąsiadów, w których często pojawiały się egoizm, zazdrość, zawiść, a nawet agresja słowna. Tutaj dowiedziałam się tego, o czym nie mówiły media.

   I to było dla mnie najbardziej zaskakujące i smutne.

   Mam nadzieję, że ta pozycja, ukazująca losy Polaków uwikłanych w historię, przybliżając ich przeżycia i tłumacząc kim są oraz skąd się u nas wzięli, zmieni to nastawienie. Wierzę, że te negatywne postawy wynikają tylko z braku wiedzy, o czym świadczą pozytywne zachowania tych, którzy taką świadomość posiadają.

   Oby dzięki tej publikacji było ich więcej!

niedziela, 30 września 2018, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2018/09/30 18:30:34
Tak, zdarzają się współcześni. jeszcze sześć lat temu, gdy pracowałem w zawodzie, uczyłem "córę" repatriacji.
-
2018/09/30 19:47:08
jardian - Ciekawe doświadczenie. :)
Blogi