Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Jej ciało i inne strony – Carmen Maria Machado

Jej ciało i inne strony – Carmen Maria Machado
Przełożyła Dobromiła Jankowska
Wydawnictwo Agora , 2018 ,  272 strony
Literatura  amerykańska

   Mocne słowa umieściła autorka jako motto do swoich ośmiu opowiadań.

   Kiedyś przyznałabym jej całkowitą rację, bo nie miałam punktów odniesienia. Po lekturze Coraz lepiej Marka Judery’ego nie dramatyzuję i nie popadam w generalizację, nadinterpretację i skrajności. Z takim wyolbrzymieniem sytuacji kobiety współczesnej spotkałam się również w opisie umieszczonym na okładce książki – O horrorze bycia kobietą. Owszem, nie zaprzeczam, że i tak jest, ale umówmy się, że nie powszechnie, a marginalnie i patologicznie. Natomiast w krótkim biogramie umieszczonym na wyklejce przeczytałam z kolei określenie opisujące same opowiadania – „dziwaczne”.

Nie lubię tego słowa. Raczej odmienne, nowatorskie, łamiące schematy czyli po prostu inne. Dziwaczne odpycha, dystansuje i przywołuje uczucie niepewności podszytej obawą. Inne przyciąga uwagę i zaciekawia, wywołując chęć głębszego poznania. Ale to wszystko za mało, żeby określić prozę autorki ujętą w tym zbiorze.

   Jest aż tak inna!

   Narratorka w opowiadaniu Rezydentka uchyla rąbek tajemnicy kreacji – tak naprawdę wierzę, że jeśli mam jakiś talent, to nie pochodzi on od żadnej muzy czy twórczego ducha, ale z umiejętności manipulowania proporcjami i czasem. Również łączenia gatunków i stylów przekazu. Mieszania fikcji i rzeczywistości. To dlatego każde opowiadanie zaskakuje i nad każdym mogę rozpisywać się, doszukując się w nich nowych wątków do analizy i kolejnych zagadnień wartych rozwinięcia. To idealna materia do dyskusji.

   Jedno je łączy – spojrzenie kobiety.

   Do wewnątrz i na zewnątrz. Spod firanek rzęs poznaję jej myśli, emocje, doświadczenia, retrospekcje, poglądy pełne zdumiewających skojarzeń, pięknych w urodzie i brzydocie opisów, zaskakujących porównań, w których krew płynie jej po przedramieniu jak czerwone wstążki opadające ze słupa majowego. Scen, w których szczegół staje się głównym bohaterem, by nagle zająć miejsce jednego z elementów tworzących cały obraz. By to, co niewidoczne było widzialne, a to co widzialne zostało zobaczone. Często zaskakując końcową forma przekazu, której zupełnie nie spodziewałam się. Tak było w Mężowskim szwie. Przedmiotem była zielona wstążka na szyi żony. Jedyny element należący tylko do niej. A potem było, w miarę pożycia małżeńskiego, jak w piosence To tylko tango śpiewanej przez Korę, autorkę słów – „oddałam ci serce, oddałam ci ciało, ty czekasz i mówisz to mało, to mało”. Obie mówią różnymi językami muz, ale o tym samym.  To subtelnie przepiękny obraz walki w małżeństwie między mężem zawłaszczającym i podporządkowującym wszystko w żonie a kobietą broniącą ostatniego bastionu niezależności jak niepodległości. Nie zdradzę zakończenia, które jest tak zaskakujące, jak cięcie topora katowskiego, jednocześnie stając się alegorią pełną symboliki. Spojrzenie w niektórych opowiadaniach bohaterka kieruje również na zewnątrz, skupiając się na problemach współczesnych kobiet. Jest ono ambiwalencją odczuć między opresyjnością ciała, które staje się ofiarą konwenansów, zasad, reguł i norm społecznych narzucających schematy ubioru, wyglądu, figury i uzależniających poczucie szczęścia u kobiety. Przedmiotem ustawianym, modelowanym i wykorzystywanym seksualnie przez posiadających władzę decydowania za nie. Tak mocno zniewolonym, że nawet po zrzuceniu „czaru” uzależnienia, nadal zachowującym się jak niewolnice. To krytyka postaw samych kobiet zawarta w opowiadaniu Prawdziwe kobiety nie mają ciała.

   Z drugiej strony ciało to również źródło przyjemności.

   Tej płynącej z miłości opartej na uczuciach, stawiających ją ponad podziałami i czyniących ją uniseksualną. Ale także płynącej z seksu, który w opowiadaniach jest bardzo fizyczny, wręcz fizjologiczny oraz pornograficzny i przede wszystkim lesbijski. Te osiem historii kobiet pokazanych w formie opowiadań, poklatkowego scenariusza serialu filmowego, wspomnianej wcześniej alegorii, a nawet swoistej bajki z morałem gęsto przenikają elementy fantastyczne i magiczne. To one stwarzają pole do własnej interpretacji przekazu, samodzielnych wniosków, przemyśleń i osobistych porównań, które wymusza na czytelniku autorka. Zaprasza także do interaktywnego udziału w wydarzeniach, zachęcając w Mężowskim szwie – Jeśli czytasz to opowiadanie na głos, daj słuchaczom nóż i poproś, żeby przecięli delikatny płat skóry między twoim palcem wskazującym a kciukiem. Potem im podziękuj. To brutalne wciąganie w proces twórczy przez autorkę może przerażać albo rozbawić. Na pewno uzmysławia ból kobiety cierpiącej poprzez próbę przełamywania bariery książka/czytelnik.

   A wszystko to na tle piękna natury!

   To chwile wytchnienia dla kobiet-bohaterek, ale i czytelnika. Na moment można odwrócić wzrok od czyśćca życia (nie chcę używać słowa piekło, by nie popaść w skrajność) i zaczerpnąć energii do dalszego trwania z urody świata. Świata, który zupełnie nie odczułby naszego zniknięcia z naszymi człowieczymi problemami, bo Ziemia dalej będzie się kręcić, nawet bez ludzi. Może tylko będzie się kręcić nieco szybciej.

  Może poczułaby nawet ulgę.

  Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Jej ciało i inne strony. Opowiadania [Carmen Maria Machado]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Fascynuje mnie tematyczna korelacja świata muzyki i literatury mówiących różnymi językami, ale o tym samym. Autorka rozwinęła w opowiadanie skondensowany tekst Kory. Wybrałam obraz statyczny tylko okładki, żeby dobrze wsłuchać się w tekst.

niedziela, 25 listopada 2018, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2018/11/26 15:51:40
Oj, nie wiem czy wczoraj mi dodało komentarz, ale chciałem napisać, że jestem feministą, pozdrawiam Clevero, idzie zima :)
-
2018/11/26 21:18:07
orfeus82 - Nie dodało. :/ Mam nadzieję, że nie radykalnym, ale umiarkowanym. Takim otwierającym jeszcze drzwi przed kobietą, ale już nie całującym po rękach. :D Idzie i mrozem ścina, kocem zaczęłam nakrywać się podczas czytania i wzięło mnie na herbatę z cynamonem. :)
Blogi