Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
Blog > Komentarze do wpisu
Przemytnicy życia – Bernard Konrad Świerczyński

Przemytnicy życia – Bernard Konrad Świerczyński
Wydawnictwo Ośrodek Karta , 2018 , 162 strony
Literatura  polska
  

  Jakże popularne było wówczas w getcie powiedzenie, że po wojnie należy w Warszawie postawić pomnik Nieznanego Szmuglera.

   Do tej wyjątkowej i specyficznej grupy w czasie okupacji niemieckiej należał autor tych wspomnień. Dorastał w pobliżu Kercelaka.

Wychowywał się wśród polskich i żydowskich tragarzy, handlarzy i hurtowników. Pracował z nimi jeszcze jako uczeń gimnazjum. Mówił ich slangiem cwaniaka-warszawiaka i uczył się życia. Wychowywał w sobie człowieka, który gardził wszystkim co głosi, że jeden człowiek jest lepszy od drugiego i jeden naród lepszy od drugiego. Prowadził go honorny kodeks przyzwoitego człowieka, by w każdej sytuacji zachować się jak należy.

   Takiego zastała go wojna.

   Właśnie ukończył gimnazjum i dziewiętnaście lat, ale jego świat trwał nadal. Z tą samą jednością i solidarnością ludzką oraz honornym kodeksem postępowania. Zmieniły się tylko warunki działania i rodzaj „towaru”. Było ciężej, niebezpieczniej, głodniej, z murem między stroną aryjską a żydowską. Szmuglował wespół z Żydami i Polakami tony żywności i przemycał ludzi.

Znał wszystkie wachy i miejsca przerzutów zaznaczone na dołączanych mapkach.

Brał udział w akcjach przerzutowych i przemytniczych, przechowywał i karmił Żydów. Miał przeciw sobie najokrutniejszy aparat policyjny świata i ludzi złych – własnych rodaków. Był wielokrotnie szmalcowany i okradany przez „hieny”. Widział okrucieństwo i horror okupacji.

   Jednak w opowieści nie czułam tego.

   Miałam raczej wrażenie, że uczestniczę w przygodzie awanturniczo-sensacyjnej z odrobiną wątku romantycznego. Autor pokochał Halinę, Żydówkę, z którą potem ożenił się.

W zabawie, w której humor, brawura i adrenalina tworzyły normę. W której śmiechu było co niemiara, a czasem i strzelanina. W której balansowanie na granicy życia i śmierci nazywał najprzeróżniejszymi okupacyjnymi obowiązkami.

   Miałam przed sobą totalnie odmienne podejście do realiów okupacji!

   Bez powagi sytuacji, rozwagi i cierpienia, które dominowały w do tej pory czytanych przeze mnie wspomnieniach świadków lub opracowaniach historycznych. Autor miał tego świadomość, pisząc – Kilkakrotnie zamierzałem przerwać pisanie, częstokroć bowiem przedstawione fakty przypominają film przygodowy, nieoddający grozy, barbarzyństwa i bohaterstwa tamtych dni. Ale ja żyłem w takich, jak opisywane, warunkach, współdziałałem z takimi, jak opisywani tu, ludźmi. Był nastolatkiem i rządziły nim prawa młodości. Może właśnie dzięki temu przetrwał i przeżył? Wiem jedno. Miał prawo do takiego przedstawienia faktów, do właśnie takiego spojrzenia, bo to były jego emocje, jego postrzeganie świata, jego przeżycia i jego sposób na radzenie sobie z otaczająca go rzeczywistością.

   Nie uczynił jednak siebie ich głównym bohaterem.

   Pozostał w roli narratora, który w kolejnych rozdziałach opowiadał o Stefanie, Antku, Chaimie, Kaziu, Zygmuncie i wielu innych bezimiennych. Cichych bohaterów, którzy nie zastanawiali się nad tym, czy ich pomoc  była zgodna z dziesięciorgiem przykazań, Biblią czy Talmudemdla realizacji której nie jest potrzebna żadna pobudka patriotyczna, religijna czy moralna, działali odruchowo, jakby reagowali na klęski żywiołowe, niosąc pomoc ofiarom katastrofy kolejowej. Wojna była dla nich takim żywiołem i taką katastrofą. A jak trzeba było pojechać do Treblinki za Chaimem, to Stefan to zrobił. Jak się okazuje, nie tylko rotmistrz Witold Pilecki dokonał takiego czynu. Autor otrzymał medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Wielu jemu podobnych zostało uhonorowanych najwyższym, hitlerowskim wymiarem kary. Chciał tymi wspomnieniami ich przypomnieć i nadać sens ich życiu. Oddać hołd przyjaciołom, którzy odeszli, żołnierzom w walce z upodleniem o godność człowieka - Polakom i Żydom. A także wskazać na niektóre społeczne korzenie umacniające nas w tej walce.

   W kontekście tych wspomnień myśl o pomniku Nieznanego Szmuglera przestaje być tylko żartobliwym powiedzeniem.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

O książce opowiada redaktor publikacji.

niedziela, 18 listopada 2018, clevera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2018/11/18 15:43:58
Bardzo inspirująca książka, porusza ciekawe tematy, jak dla mnie - historyka :)
-
2018/11/18 18:15:34
orfeus82 - Bardzo, bo odmienna od dotychczas przeze mnie czytanych. :)
Blogi