Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
niedziela, 22 kwietnia 2018
Tamte dni, tamte noce – André Aciman

Tamte dni, tamte noce – André Aciman
Przełożył Tomasz Bieroń
Wydawnictwo Poradnia K , 2018 ,  332 strony
Literatura amerykańska

   Może to się zaczęło na plaży. Albo na korcie tenisowym. Albo podczas pierwszego wspólnego spaceru...

   Analizował Elio sytuację, narrator zwierzeń, po kilkudziesięciu latach od zauroczenia, które przeżył w połowie lat osiemdziesiątych w swoim letnim domu we Włoszech. Wystarczyło wypowiedzieć słowo-klucz często słyszane z ukochanych ust – „później”, by przenieść się do tamtego lata, tamtych wieczorów i poranków.

   Tamtych dni i tamtych nocy.

   Miał wtedy 17 lat, a on 24. Tak – ON. Nonszalancki, uparty, wyluzowany, niewzruszony i beztroski Oliver. Wykładowca uniwersytecki, któremu musiał odstąpić swój pokój na kilka tygodni pobytu na zaproszenie jego ojca. Więź, która zaczęła się między nimi rodzić, można było określić słowami cytowanego Paula Celana – Między zawsze i nigdy. Początkowe zauroczenie, które nastolatek próbował zanalizować i nadać temu filozoficzny wymiar, z czasem przerodziło się w pożądanie, któremu coraz trudniej było mu się przeciwstawić. Inteligentna gra w kotka i myszkę, którą toczyli między sobą mężczyźni, zaczynała przypominać tę Sokratesową - między ustami a brzegiem pucharu pełnym cykuty. Z jednej strony Elio chciał wiecznego czekania, ale z drugiej strony również spełnienia. Nie zdradzę, co wybrał, bo właściwie nie o erotykę w tej historii chodzi. Obaj nie mają żadnych problemów z seksem z kobietami, czyniąc z niego nawet element gry, mający wywołać wzajemną zazdrość. Autor czyniąc bohaterami dwóch mężczyzn, próbował pokazać uniwersalizm uczuć dalekich od orientacji seksualnych.

   Uczuć, które nie wybierają miejsca, czasu, wieku, pochodzenia i płci.

   Ukrył w tej opowieści także przesłanie, które w dokładnie takiej konfiguracji miało szansę zaistnieć najwyraźniej. Historię znajomości Elia i Olivera tak poprowadził, żeby ukazać nie tylko etapy rozwoju ich wzajemnej fascynacji, ale również trudnych wyborów i decyzji determinujących ich dalsze życie. Przede wszystkim do pielęgnowania tego, co im się przydarzyło. Czym zostali obdarzeni niczym wybrańcy. To z ust ojca Elia, człowieka starszego i doświadczonego, padła najważniejsza kwestia – Miałeś piękną przyjaźń. Może coś więcej niż przyjaźń. Zazdroszczę ci. Był zwolennikiem podsycania każdej emocji , przekonującym, że jeśli jest ból, pielęgnuj go, a jeśli jest płomień, nie zdmuchuj go. Nie ma nic bardziej błędnego i gorszego niż zaprzeczanie ich istnieniu, niszczenie, wyrywanie z siebie, zapominanie o nich, bo każdej następnej osobie mamy mniej do zaoferowania, a w wieku trzydziestu lat jesteśmy bankrutami. Szkoda życia na jałowość uczuć, na odczuwanie ich braku, na marnowanie ich. Mamy je przecież tylko jedno, chociaż ludzie żyją tak, jakby mieli ich kilka z nieograniczonością czasu, poddając się gorsetowi norm i zakazów społecznych, kulturowych i religijnych. Ojciec Elia wiedział, o czym mówił, bo był tej ułudy przykładem, więc - czuj i przeżywaj! Korzystaj z cudu, który się tobie przytrafił!

   Mam ambiwalentny stosunek do tej powieści.

   Z jednej strony autor finezyjnie ukazał rozedrganie emocji i niepewność uczuć towarzyszących zauroczeniu i pożądaniu. Przypisał poszczególnym ich fazom, według których podzielił fabułę na cztery części, przynależne im charakterystyczne cechy. Dominację rozmyślań sięgających filozofii na pierwszym etapie. Fizyczne objawy pożądania na drugim. Emocje euforii i radości na trzecim i emocje bólu i tęsknoty na czwartym, w którym siła emocji miejsc ułudnych, związanych ze wspomnieniami chwil wspólnych, wywoływała nostalgię. Ten ostatni etap odczułam najbardziej. Może dlatego, że znałam ich pełną historię, ich bolesne wybory skazujące na życie osobno, z dala od siebie i czułam ból, który towarzyszył retrospekcji Elia od początku, nadając wspomnieniom delikatności i sensualności.

   To było piękne!

   Z drugiej strony nie przekonywały mnie poglądy ojca Elia do pielęgnowania uczuć niepożądanych kulturowo lub religijnie. Ból spełnionej miłości zakazanej, potępianej i ból mordowanej miłości nie mającej szans na spełnienie, kaleczy psychikę tak samo. Różnicę widać tylko w konsekwencjach społecznych. Młodość się na nie zgodzi. Doświadczenie – nie. Ta warstwa przesłania czyni z tej powieści nie tylko powieść erotyczną wpisującą się w nurt literatury homoseksualnej, ale przede wszystkim filozoficzną, stawiającą bardzo ważne pytania egzystencjalne i domagającą się na nie odpowiedzi. Najciekawsze jest to, że ze wszystkich czynników mających wpływ na odpowiedź, największą będzie miał wiek odbiorcy. Ojciec Elia był wyjątkiem.

   Ale  może właśnie o łamanie schematów tutaj chodzi?

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Tamte dni, tamte noce [André Aciman]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Zwiastun filmu powstałego na podstawie powieści.

sobota, 21 kwietnia 2018
Olanda – Rafał Wojasiński

Olanda – Rafał Wojasiński
Wydawnictwo Nisza , 2018 , 120 stron
Seria Opowiadaj Dalej...
Literatura  polska

   Nowa odsłona Starej.

   Jednak bardziej precyzyjna. Bardziej rozbudowana, boleśniejsza i dotkliwsza. Z bardziej świadomym swego istnienia/nieistnienia bohaterem. Na swój sposób spełnionym, szczęśliwym i pełnym radości życia. Jego kościołem, katedrą, grobowcem, placem, pałacem i ławeczką przed domem była „Olanda”. Sklep z piciem i ciepłym jedzeniem, w którym dla narratora Marka, tytułującym się samozwańczo hrabią, był końcem drogi. Dalej nie było żadnej, ani bożej, ani ludzkiej, ani kosmicznej, ani ziemskiej, ani drogi powołania, miłości, prawdy i przeznaczenia. Tutaj znajdywał każdą. Tutaj był jego środek ciężkości, sens, szczęście i publika w osobie Oli nazywanej także Olandą. Tutaj mógł wypowiedzieć, nazwać, opisać, sprecyzować, porównać to, co zaobserwował wokół siebie i usłyszał od starej wdowy, skazanych na siebie Michała i Stefana, Eli zmagającej się ze śmiercią córki, Waldka ze Świerszczem w głowie, Dziada Kaliny, Władka z obumarłym noworodkiem w walizce, Andrzeja z byle jakim losem, grabarza Stanisława. Od wszystkich tych bohaterów kolejnych opowiadań, którzy nie dostali z życia nic z tych wspaniałych rzeczy, jakie dostają ludzie, którzy znają sens, Boga, którzy cenią miłość zdrowych do zdrowych i młodych do młodych, którzy wierzą, że mają zasady, moralność, którzy twierdzą, że potrafią rozpoznać zło i dobro, którzy przed telewizorem wzruszają się ofiarami urzędników zagłady. Słowami prostymi, ale pełnymi kontrastowych porównań i skrajnych zestawień, w których mężczyzna po piwie czuję się jak pierwszy człowiek po jabłku. Często prowadzącymi do groteski i absurdu, w których brak nogi u bohatera pomaga lepiej mu widzieć. Słowami celowo nieukładanymi precyzyjnie, by nie mogły być tylko rozumiane, bo życie znaczy więcej niż opowiedzenie życia. Stąd jego ględzenie, marudzenie, bełkotanie i świntuszenie niosące ze sobą emocje.

   Przekazywane wnioski i myśli nie były optymistyczne.

   Każde odwiedziny, każda odsłona osobistej, wypracowanej prawdy w kolejnym rozdziale coraz bardziej pogrążała słuchaczy w pesymizmie, niedoli, bezsensie i niesprawiedliwości losu, i najważniejsze, w obnażaniu fałszu obranej drogi. Narrator skutecznie rozbijał szklaną bańkę uporczywego, zdesperowanego trwania w nieświadomości. Składał parasol chroniący przed jego trudną do przyjęcia  wersją egzystencji. Sprowadzał do dołu kloacznego i do szamba życia, dosłownie i w przenośni, by odbiorcę uczynić świadkiem istnienia po istnieniu. By poczuł zapach (nie odór!) jego ekskrementów powstałych z miłości do życia, przetrwania, zwycięstwa, apetytu, popędu i przemocy. A wszystko to po to, by w ten brutalny sposób zmienić świadomość odbiorcy. Dotychczasowy sposób patrzenia na życie i świat. Pojmowania ich. Metod budowania lub dostosowywania się do nich. Tworzenia filozofii usprawiedliwiającej ostateczny wytwór.

   Zdeformowane człowieczeństwo.

   Skomplikowane na własne życzenie poprzez gadanie o istnieniu. Usprawiedliwiane kulturą, moralnością, sztuką, polityką, religią. Wynaturzone pod wpływem chęci okiełznania i posiadania życia. Ogłupione przez filozofię próbującą nadać mu sztuczny sens. Złagodzone obroną przed lękiem przed śmiercią. Ostatecznie wskazującą na głupotę, która dotychczas była widziana w osobach niedostosowanych do życia społecznego. W tych, którzy myśleli wbrew innym, a często również wbrew sobie. We wszystkich bohaterach opowieści, którzy zachowali odmienne, ale pierwotne pojmowanie istnienia i jego sensu. Z nieodłącznymi cechami – przemijania, poddania się, pokory, eliminacji wszystkiego ponad to, co jest i widać, złudności zdrowia, tajemnicą celu, optymizmem biorącym się z miłości do braku sensu i bezwarunkową zgodą na nieistnienie.

   Wybór należy do odbiorcy.

   Wtedy będziemy żyć długo i na swój sposób szczęśliwie tak, jak stare małżeństwo w słuchowisku radiowym autora Długie życie albo będziemy uchodzili za wariatów tak, jak bohater w kolejnym słuchowisku autora Wariat, albo w ułudnym świecie człowieczeństwa stawiającego się wyżej zwierząt i innych ludzi. Człowieczego szaleństwa, które myli dobro ze złem, prawdę z kłamstwem, głupotę z mądrością, sens z bezsensem, przemijanie ze stałością, chorobę ze zdrowiem, a życie ze śmiercią.

   Całe bogactwo przesłania idealnie ujmuje myśl autora umieszczona niczym motto na początku książki.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

wtorek, 17 kwietnia 2018
Mój wróg, moja miłość – Hanka Zach

Mój wróg, moja miłość: pamiętnik dziewczyny z okupowanej Warszawy – Hanka Zach
Wydawnictwo Poradnia K , 2016 ,  240 stron
Literatura polska


   Pamiętnik.

   Tylko tyle przeczytał, na okładce stukartkowego zeszytu oprawionego w czerwoną skórkę, autor opracowania tej pozycji Krzysztof  Jaszczyński, kiedy w antykwariacie mógł przyjrzeć się z bliska niezwykłemu znalezisku. Pod wieloma względami.

Wypełniony równym pismem, dziennik szesnastoletniej dziewczyny prowadzony w czasie niemieckiej okupacji w latach 1940-1943, nie byłby niczym nowym. Do dzisiaj na rynku wydawniczym ukazało się dosyć dużo wspomnień z czasów wojny. Również bardzo młodych ludzi. Ten jest jednak wyjątkowy. Ba! Dla wielu szokujący i kontrowersyjny. Przekonałam się o tym, czytając między innymi wypowiedź Krystyny Jandy umieszczoną na tylnej okładce.

Dla innych, wypowiadających się na temat pamiętnika w tekstach dołączonych do książki, w dużej mierze nawet niewiarygodny. Historyczka Dobrochna Kałwa pisze wprost – Bez wątpienia większość tych przygód to fantazje dorastającej dziewczyny. Aż tak trudno przyjąć do wiadomości, że Polka flirtowała i umawiała się na spotkania z Niemcami. Opisywała je szczegółowo, a ich fragmentu można posłuchać poniżej w wykonaniu Zofii Wichłacz, która wystąpiła w roli Hanki w monodramie Porozmawiajmy po niemiecku w reżyserii Łukasza Kosa.

   Randkowała z wrogiem!

   Literatura i opracowania historyczne przyzwyczaiły nas do obrazu Polaków walczących, heroicznych, martyrologicznych, golących kobietom głowy za kontakty towarzyskie z Niemcami, a jeśli nawet na takie pozwalano, to tylko w imię wyższych celów jako element konspiracyjnej walki z wrogiem. Przykładem ostatniego jest pamiętnik dziewczyny z AK, również nastoletniej  Ludwiki Zachariasiewicz - Randka z wrogiem. W tym kontekście Hanka jest antybohaterką. W ocenie jej postawy zapomina się jednak o statystykach, które wyraźnie mówią, że walczących w ruchu oporu była mniejszość. Większość społeczeństwa była bierna. Chciała tylko przeżyć. To z tej większości pochodzi Hanka. Z zamożnej, mieszczańskiej rodziny, która na początku okupacji przeprowadziła się z Łomży do Warszawy. Hanka właśnie od wspomnień o przenosinach rozpoczyna swoje zapisy. W niedzielny, deszczowy dzień - 19 maja 1940 roku. Jego aurę porównuje do sytuacji, w której znalazła się Polska – Tak, pogoda dzisiejsza jest dopasowana do całości ram polityki i jednostajności życia, ponura, chmurna i beznadziejna. Nie chce jednak o tym pisać. Nie chce tego nastroju przeżywać. Nie chce pamiętać o tej przykrej rzeczywistości. Tym lepiej, bo czym dłużej zachowuję myśl przy wesołych tematach, tym dłużej pozostaję w nieświadomości prawdy. Wypiera fakty, usuwa w cień, na marginesy notatek, ukrywa między wierszami, uciekając w szał życia napędzany głodem radości, do czego, według niej, ma prawo jako nastolatka. Uwielbia ruch, zmiany, przygody, zdarzenia, płacz, śmiech. Przeżywać wszystkie uczucia, oprócz uczucia zazdrości i poniżenia. Żyje według zasady, napominając się  – Haneczko, nie zapominaj, że jesteś młodą i masz prawo do zabawy i śmiechu, podczas gdy starzy mogą tylko gadać na marne warunki życia i na Niemców. Możesz się śmiać, gdyż tylko tobie to wypada. Możesz śpiewać, mimo że jest żałoba narodowa, bo kto ma 16. lat, to wszystko wypada.

   Gwiżdże na cały świat i się bawi!

   Chce w tym czasie wiele przeżyć, wszystko wiedzieć i wszystko znać. Jeździ na rowerze i tramwajami, spaceruje po lesie, czyta książki, chodzi na proszone śniadania i do cukierni, opycha się ciastkami i lodami, śpiewa, tańczy, uczy się grać na pianinie i języka niemieckiego, chodzi do szkoły i na tajne komplety, ogląda filmy w kinie, spotyka się z przyjaciółkami, ale przede wszystkim flirtuje z niemieckimi żołnierzami. Ma powodzenie, ale i świadomość niepoprawności zachowania, pisząc – Tak Haneczko, prowadzisz podwójną grę, czuję się jednak niewinną. Nie ma autorytetów, więc buduje swój światopogląd przede wszystkim na własnych emocjach. Na prawie do młodości, która musi się wyszumieć. Czytając jej zwierzenia, trudno nie ulec pokusie oceny jej postawy.

   Będę jednak dziewczyny bronić.

   Hanka, jak sama przyznaje, nie ma na kim się wzorować. Dziedzictwo postaw patriotycznych  to domena przede wszystkim ziemiaństwa, a nie mieszczaństwa. Jej światopogląd dopiero się kształtuje, chociaż wie jedno – nienawidzi wojny, stawiając na pokojowy dialog. Próbuje odsunąć od siebie przygnębiającą rzeczywistość, wykorzystując własne możliwości. Ma ich niewiele – młodość i emocje, więc ostatecznie flirt z zaczepiającymi ją niemieckimi żołnierzami staje się jej ucieczką. Jest ich w Warszawie dużo. Przyjeżdżają z frontu na przepustkę docelowo lub przejazdem. Gdyby Hanka konfabulowała lub nadinterpretowała ilość i jakość tych spotkań, nie miałaby problemów w środowisku i w domu. A miała! W szkole nauczyciele uważali ją za dziecinną. W domu za córkę o wstrętnym charakterze. Przez otoczenie za dziewczynę o złej opinii. Pojawia się z czasem przemoc fizyczna ze strony ojca i chęć ucieczki z domu do Niemiec poprzez Arbeitsamt. Marzy o wyjeździe, o ucieczce w inną atmosferę, o ucieczce z tego ohydnego środowiska. Brzmi jak typowa, zbuntowana nastolatka. Gdyby nie wojenne czasy, powiedziałbym, że bardzo współcześnie! Jej próby odnalezienia się w zastanych realiach, których nienawidzi, kończą się porażką. Widać to w zmianach treści notatek. Zabawa i randki z Niemcami zaczynają ją nudzić, a sensu życia zaczyna szukać w literaturze i filozofii. W jej pamiętniku zaczynają pojawiać się wiersze Adama Asnyka o miłości i fragmenty tekstów Fryderyka Nietzschego. Jej bunt przeciwko rodzicom, narzuconym normom i sytuacji, która zabrała jej wolność, jej drogę do szczęścia, zaczyna przybierać formę nienawiści do okupanta, ale i do Polaków, których nazywa „paskarzami”. Zaczyna również doceniać fakt posiadania ojczyzny. Końcówka pamiętnika to teksty zupełnie oderwane od dnia codziennego. Powstające wyłącznie w wyobraźni tak, jakby chciała nimi zasłonić realia, odgrodzić się od coraz trudniejszego położenia rodziny, zastąpić nimi dramatyczną codzienność. To już nie głupiutka dziewczynka ulegająca emocjom, ale dziewczyna, która zaczyna słuchać rozumu. Kończy pamiętnik bardzo tajemniczo. Sugestią konieczności odgruzowywania drogi, którą ma podążyć. Widzi, że horyzont nieba zalany potokiem promieni daje wrażenie lampy jaśniejącej pośród mroku i sklepienia liści. Cudownie.

   Mam wrażenie, że w tym buntowniczym szamotaniu się nareszcie się odnalazła.

   Historycy mogą Hance zarzucać zmyślenia, nadinterpretacje czy nawet kłamstwa (w przypadku uprowadzenia jej przez Niemców na kilka dni, sama mam wątpliwości), bo dla nich, jako badaczy, nic co nie jest faktem, nie jest prawdą. Dla mnie nie ma nic bardziej prawdziwego niż emocje spisywane na bieżąco, na gorąco. To jak najbardziej prawdziwy obraz dojrzewającej nastolatki w skrajnych warunkach stresu – wojennej okupacji. Obraz naturalnego buntu przynależnego temu wiekowi i próby poradzenia sobie z nietypową sytuacją. Manifestacja poglądów i ich obrona przed dorosłymi, którzy tylko toczą wojny, nienawidzą się i narzekają. Takich ludzi, jak Hanka było więcej, tyle że nie pisali pamiętników. Ten „proceder” uprawia przecież ze swoją rówieśniczką Danką. Na swój sposób próbujących się przystosować do czasu zniewolenia.

   Nie mnie ich oceniać.

   Wiem tylko, że historia to nie szwedzki bufet, z którego można wybierać tylko to, co chcemy. Prawda wybiórcza jest prawdą niepełną, niedopowiedzianą. To dopowiadanie, uzupełnianie półprawdy to największa wartość tego dziennika. To głos z szarej strefy ludzi biernych w czasie wojny. Nie można udawać, że ich nie było.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Mój wróg, moja miłość. Pamiętnik dziewczyny z okupowanej Warszawy [Hanka Zach]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE 

   O powojennych losach Hanki można dowiedzieć się z filmu dokumentalnego Krzysztofa Langego Mój wróg, moja miłość.

Zwiastun książki.

poniedziałek, 16 kwietnia 2018
Kości proroka – Ałbena Grabowska

Kości proroka – Ałbena Grabowska
Wydawnictwo Marginesy , 2018 , 559 strony
Literatura polska

   Kołem toczy się Fortuna, zła i nieżyczliwa, nasze szczęście w swoich trybach miażdży i rozrywa. - śpiewa chór w Carminie Burana Carla Orffa, ulubionym utworze głównej bohaterki Margarity.

   Jej napędem jest niezmienna ludzka natura. W tej powieści widać to bardzo wyraźnie. A właściwie w tryptyku jednej historii. Wszystkie jej odsłony rozgrywają się na początku trzech, kolejnych tysiącleci. Początkowo, zdawałoby się, niemające ze sobą nic wspólnego. Jednak z czasem, snute naprzemiennie, splatają się coraz wyraźniejszymi wątkami, by ich finał mógł rozegrać się w XXI wieku.

   Dla fanów kryminału toczącego się współcześnie najważniejszą opowieścią będzie wątek zabójstwa. W bułgarskim Płowdiwie, w teatrze antycznym znaleziono rozpięte na krzyżu, zdeakpitowane zwłoki nagiego mężczyzny, pokryte trackimi symbolami. Do znalezienia mordercy wyznaczono starszego oficera płowdiwskiego wydziału kryminalnego Dymityra Paunowa oraz dwudziestosiedmioletnią Margaritę Nowak, która nie tylko studiowała archeologię i ukończyła psychologię, ale przede wszystkim znała zarówno polski, jak i bułgarski. Była dzieckiem wychowywanym na styku obu kultur. Okazało się to ogromnym atutem do prowadzenia śledztwa, ponieważ ofiara była polskim byłym posłem na sejm i partyjnym radnym.

   Dla lubiących rozważania teologiczne najważniejszą opowieścią będzie z kolei akcja rozgrywająca się na Ziemi Świętej w I wieku pierwszego tysiąclecia, ale ukazana z perspektywy jednego z dwunastu uczniów Jana Chrzciciela o imieniu Ariel. Pełniąc rolę kronikarza, notuje wydarzenia, których jest świadkiem – zdrady Jezusa i śmierci swojego Nauczyciela w wersji utrzymywanej przez większość badaczy, że Baptysta był świadkiem męczeńskiej śmierci Mesjasza, a dopiero potem został zatrzymany przez Herodiadę i ścięty wskutek jej intryg.

   Dla miłośników historii mało znanej, do których się zaliczam, będzie opowieścią o nieznanej sekcie Bogomiłów z drugiego tysiąclecia, która powstała w Bułgarii w IX wieku na podłożu buntu przeciw wpływom bizantyjskim. Jej zakonnicy, niczym apostołowie Jezusa i Jana Chrzciciela, wyruszają w 1118 roku z Filipopolis (współczesnego Płowdiwu) do Konstantynopola, by ówczesnemu cesarzowi Aleksemu I Komnenowi przedstawić Świętą Księgę Bogomiłów i przkonać go do swojej wiary. Cyryl, jej strażnik, był przekonany, że Paulicjanie, manichejczycy, panoszący się po Europie i usiłujący wyrwać dla siebie kawałki chrześcijańskich ochłapów, powinni zniknąć ze swoich tak zwanych klasztorów. Należy wypędzić uzurpatorów, innowierców, zawłaszczających wiarę i po kryjomu składających bożkom złote cielce. Pokażemy cesarzowi Księgę, a on wywyższy nas ponad innych. Skończy się władza chrześcijan, jawne obrażanie Boga przez papieży. Szatan zostanie strącony w mrok. Był gotów spłonąć za swoje przekonania na stosie.

   Wszystkie te wielowątkowe historie były potrzebne do rozwiązania zagadki morderstwa z XXI wieku trzeciego tysiąclecia, ale jednocześnie nadawały warstwie kryminalnej nie tylko szeroki wymiar historyczny, ale również, a może przede wszystkim, filozoficzno-psychologiczny. Główni bohaterowie poszczególnych części – współczesna Margarita, kronikarz Ariel i mnich Cyryl – to jednocześnie narratorzy w pierwszej osobie. Z jednej strony o ograniczonym oglądzie sytuacji, zmuszając mnie do uważnej dedukcji poszlakowej, ale z drugiej strony o pogłębionym, psychologicznym portrecie wewnętrznym. Momentami przechodzącym w monolog pełnym pytań i zwrotów do siebie samego. Obserwacja psychiki ludzkiej, jej reakcji na pojawiające się wydarzenia w teraźniejszości i zdarzenia z przeszłości, jej chwiejności i pochopności w podejmowaniu decyzji, niepewności w dokonywaniu wyborów, emocjonalnych skutków czynów teraźniejszych i sprzed lat, tworzyła ponadczasowy obraz słabego człowieka, ale i silnej kobiety w świecie mężczyzn, który był, jest i będzie wprawiał w ruch nie tylko osobiste koło Fortuny, ale również koło historii. To precyzyjnie i misternie oddany ciąg przyczyn i skutków, którego efektem są obecnie dominujące religie, a których siłą napędową niekoniecznie była wiara, ale niskie, jakże człowiecze emocje – chciwość, potrzeba władzy, wpływów, dominacji i podziwu, lęk, zwątpienie i słabość w trwaniu w postanowieniach.

   Pięknie pokazany odwieczny, ponadczasowy problem wykorzystywania przez człowieka wiary do własnych, osobistych celów.

   Po trupach świętych i zwykłych ludzi, po kościach proroków i nikomu nieznanych osób, po szczątkach ksiąg świętych i tych niewiele znaczących. To bogactwo materiału psychologicznego, filozoficznego, teologicznego i historycznego opartego na faktach oraz osobistych wspomnieniach i doświadczeniach autorki, która tak, jak bohaterka Margarita, posiada bułgarskie korzenie, podanej w formie kryminalnej rozrywki ma szansę trafić do szerokiego grona czytelników. Każdy, nawet najbardziej wybredny i przywiązany do ulubionego gatunku odbiorca, znajdzie w powieści coś dla siebie. Każdy też będzie miał wrażenie, że czytał odmienny jej rodzaj. Dla mnie to przede wszystkim powieść psychologiczno-filozoficzna z kryminałem w tle.

    Dla innych może być zupełnie odwrotnie.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Ulubiony utwór Margarity idealnie wpisuje się w atmosferę powieści.

niedziela, 15 kwietnia 2018
Opowieści spod oliwnego drzewa – Aida Amer

Opowieści spod oliwnego drzewa – Aida Amer
Ilustrowała Nežka Šatkov
Wydawnictwo Poławiacze Pereł , 2013 , 124 stron
Seria ½+½=ꚙ
Literatura  polska

   Dawno, dawno temu żył, był sobie...

   Tak można zacząć każdą bajkę. Tę o smoku z trzema głowami, o żabie z koroną na głowie, o szewczyku Dratewce, Panie Twardowskim i kogucie na Księżycu czy krasnoludkach w szpiczastych czapkach. Wydawało mi się, że znam każdą.

   Jednak nie!

   Mirjam nadawała im zupełnie inny wymiar i czar.

Niezwykła staruszka żyjąca w małym miasteczku palestyńskim, zamiast haftować, zajmować się wnukami i piec dla nich placki chlebowe, leczyła ludzi i zwierzęta ziołami, wyrywała zepsute zęby i przyjmowała porody. Jednak to, za co ceniły ją kolejne pokolenia w miasteczku, to dar snucia opowieści. Dzieci uwielbiały jej historie, których nigdy nie powielała. Miała wśród nich pięciu wiernych słuchaczy – Omara, Jasmin, Mahmuda, Sanę i Iman. Któregoś razu dzieci przyniosły kobiecie zgubioną przez polskich turystów książeczkę z bajkami pełną ilustracji ze smokami, postaciami zwierzęcymi i ludzkimi. Mirjam nie znała języka, którym wypełnione były stronice książki, ale miała bogatą wyobraźnię. Nie bez powodu nazywano ją bajarką.

Przyglądając się ilustracjom w znalezionej książce i odpowiadając na pytania dzieci o nie, stworzyła pięć nowych historii.  W rynku, przy kamiennej studni, pod oliwnym drzewem pamiętającym czasy biblijnych proroków, szyła słowami opowieść na miarę każdego ze swoich małych słuchaczy – chorego Omara, nieśmiałej Jasmin, zdolnego Mahmuda, kochającej zwierzęta Sany i niechcącej uczyć się pisać i czytać Iman, której notatki umieszczane między bajkami opisywały najpopularniejsze rośliny rosnace w Palestynie.

Opowieści Mirjam nie były zwykłymi historyjkami i banialukami. Miały cudowną moc! Leczyły dusze, umysły i serca dzieci. Dodawały wiary we własne możliwości i podpowiadały, jak rozwiązać nurtujące je problemy.

   Bo dzieci też mają swoje problemy!

   Autorka poprzez świat baśni połączyła dwie kultury  – polską i arabską. Na bazie popularnych postaci z bajek znanych polskiemu czytelnikowi  dostosowała fabułę do realiów dzieci palestyńskich, wykorzystując ich terapeutyczną moc. Stworzyła magiczne historie kulturowo bliższe dziecku palestyńskiemu, ale z dokładnie takimi samymi emocjami, które rządzą każdym człowiekiem pod każdą szerokością geograficzną. Opowieści, z których bohaterami mogły się utożsamiać, odnaleźć w nich swój problem i przyjrzeć się mu dystansem oraz znaleźć podpowiedź do jego rozwiązania. Funkcja morału płynącego z baśni zawsze stawała się drogowskazem dla zagubionego dziecka. Dokładnie to samo mogą przeżywać i doświadczać mali polscy czytelnicy, poznając przygody bajkowych postaci i arabskich dzieci, a przy okazji realia życia swoich rówieśników w dalekim kraju. Ich tryb życia, sposób odmierzania czasu, szkołę, dom, obowiązki, emocje, pragnienia, marzenia i problemy, które okazują się być takimi samymi na całym świecie – choroba, nieśmiałość, bieda czy trudności w nauce.

   To połączenie dwóch odmiennych kultur, zamkniętych szkatułkowo w opowieściach, nie jest przypadkowe.

   Autorka, po tacie Arabka, po mamie Polka, wychowana w Polsce i na Bliskim Wschodzie, jak przeczytałam w biogramie umieszczonym na tylnej okładce książki, została nie tylko ukształtowana przez dwie kultury, ale potrafi także możliwość ich współistnienia i symbiozy przekazać innym w przepięknej narracji pełnej nie tylko emocji, ale i zapachów, kolorów i pejzaży. Pokazać realia i magię obu kultur. Dorosłym w powieściach, o czym przekonałam się, czytając powieść Rantis oraz opowiadanie Igor i Igor w antologii Wbrew naturze, a dzieciom w najpiękniejszej dla nich formie tłumaczącej świat – bajce i baśni. Łącząc różnorodność, nadała ponadczasowym wartościom charakter uniwersalny, postawiła przed jednakowymi problemami, jakie dzieci mają na całym świecie, a przede wszystkim otworzyła na inność i pokazała wielość możliwości interpretacyjnych tego, co już jest dobrze znane. Niczym bajarka Mirjam wprowadziła innowacyjność na bazie klasyki, by otwierać serca polskich dzieci na różnorodność otaczającego ich świata zarówno pod względem osobistym, człowieczym, ludzkim, jak i społecznym, narodowym, kulturowym. Te walory dostrzegła polska sekcja IBBY, przyznając jej nominacje literacką w konkursie Książka Roku 2014. Tytuł wchodzi w skład serii dla dzieci i młodzieży o bardzo niekonwencjonalnej nazwie  – ½+½=ꚙ,  której spojrzenie na wielokulturowość poprzez bajki i opowieści to cecha wiodąca.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

poniedziałek, 09 kwietnia 2018
Dziewczyna z tatuażem na lędźwiach – Amy Schumer

Dziewczyna z tatuażem na lędźwiachAmy Schumer
Przełożył Przemysław Hejmej
Wydawnictwo Kobiece , 2018 ,  351 stron
Literatura amerykańska


   Czy w tym szaleństwie jest metoda?

   Jeśli szczerość do bólu, ekshibicjonizm psychiczny, przekraczanie barier konwenansów, łamanie norm obyczajowych, operowanie językiem pełnym nieskrępowanych wulgaryzmów, są warunkiem do spełniania marzeń, to okazuje się, że tak! Dokładnie tego potrzebuje neurotyczne, zakompleksione, zakłamane, wbite w gorset norm moralnych społeczeństwo. Ludzie tego chcą, a Amy im to daje. Może spełnia ich marzenia, spełniając swoje? W takim razie, to symbioza doskonała! Jeśli do tego dodać wysoką inteligencję, dostrzeganie absurdów i humoru niesione przez samo życie oraz umiejętność ubierania w słowa tego, co mózg pomyśli, a język za tym nadąży, to osiąga się szczyty popularności i jest się w tym najlepszym.

   Jest się rozchwytywaną stand-uperką!

   Jej wystąpienia oglądają w USA tłumy liczące od dziesięciu do piętnastu tysięcy osób na arenach i w obiektach, w których rozgrywa się mecze NBA. Biorąc do ręki tę książkę, nastawiłam się więc na dużą dawkę humoru i anegdot czyli dobrą zabawę. Przynajmniej taką nadzieję zrobiła mi Amy, która zapowiedziała na początku – Książka ta nie jest autobiografią. To według niej miały być historyjki wzięte żywcem z jej życia, z którymi chciała się ze mną podzielić. Faktycznie takimi były. Wydawałoby się, że tematycznie ad hoc, bo od poczęcia do do śmierci czyli dosłownie od własnej waginy do swojego pogrzebu. Co za dystans do siebie, swojego ciała, rodziny i w ogóle życia! – co chwilę mruczałam pod nosem.

   Cała Amy!

   Dużo o seksie, jeszcze o seksie i dodatkowo o seksie, inicjacji seksualnej, kochankach, alkoholu, trawce, rodzinie, kryminalnej przeszłości, przemocy w związkach, karierze, ale i o polityce, problemach społecznych i własnym do tych zagadnień nastawieniu. W tym zakresie miała rację, to były opowieści wzięte prosto z jej trzydziestopięcioletniego życia. Nie zawsze do śmiechu. Jednak po przeczytaniu całości wiedziałam o Amy wszystko! Co ją uszczęśliwia (zrobiła listę!), co ją doprowadza do wściekłości (również zrobiła listę!) i czego jeszcze o niej nie wiem wypunktowane w  kolejnej liście. Włącznie z budową jej zewnątrzskrętnych warg sromowymi w waginie! Naprawdę! Przemyciła w tych monologach całą biografię z bardzo intymnymi szczegółami, okraszoną licznymi zdjęciami.

Przyznała się do tego „przestępstwa” pod koniec książki, pisząc – Tuż przed trzydziestymi urodzinami zaczęłam rozmyślać o napisaniu książki autobiograficznej (czyli ostatecznie tej, którą właśnie czytacie). A jednak! Mogłabym powiedzieć, że przyłapałam ją na kłamstwie, ale nic z tego! Amy nie kłamie! Amy tylko nie mówi całej prawdy, a to już robi różnicę. I czy wierzę jej, czy nie, po prostu nie mówi wszystkiego do końca. Faktycznie trudno mi w to uwierzyć, że po tych monologach jest jeszcze coś, o czym nie wiem. Że kryje  jeszcze przede mną jakieś tajemnice. Dlatego do kolejnego zastrzeżenia, że jej niebiografia/biografia nie jest poradnikiem typu „Zrób to sam” ani informatorem, jak coś sobie w życiu załatwić, podeszłam sceptycznie.

   Miałam rację!

   To jest również poradnik, jak radzić sobie w życiu, odbijać od dna, walczyć o siebie, o swoje marzenia i konsekwentnie spełniać je. W tym sensie książka idealnie wpisuje się w nurt autobiografii motywujących innych. Odpowiada, jak zostać humorystką (tak siebie też nazywa), skoro nie uczą tego w żadnych szkołach. Amy świadomie czy nie, pokazuje to. Pośrednio punktuje niezbędne do tego cechy, predyspozycje i umiejętności, a przede wszystkim daje taką szansę każdemu kto, tak, jak ona, uwielbia stać przed ludźmi, w blasku fleszy i mówić śmieszne rzeczy, na które reagują rozbawieniem, aplauzem, uznaniem i aprobatą. A przy okazji korzystać z możliwości zostania aktorką, pisarką, a ostatnio mentorką. Amy wykorzystuje swoją pozycję w kampaniach prospołecznych. Czyni to również w tej książce, pisząc o przemocy w związkach, wychowaniu dziewczynek, manipulacji mediów czy konieczności ograniczenia handlu bronią, podając pełną listę amerykańskich kongresmenów biorących pieniądze od lobby zbrojeniowego. To już nie tylko szczerość.

   To odwaga!

   Nic dziwnego, że Amy jest hejtowana, wyśmiewana, parodiowana, piętnowana karykaturami, a nawet nienawidzona. Temu się akurat nie dziwię. Wobec Amy nie można pozostać obojętnym. Mam wrażenie, że tą książką chciała odpowiedzieć na te ataki. Pokazać przeciętną dziewczynę, w której można przejrzeć się, jak w lustrze. Jestem sobą. Oraz wami wszystkimi. – mówi Amy. Zwykłą dziewczyną z tatuażem na lędźwiach. Nie tą wystylizowaną z okładki, ale tą siedzącą na łódce w mało ponętnych majtkach.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Amy w swoim żywiole!

niedziela, 08 kwietnia 2018
To oślepiające, nieobecne światło – Tahar Ben Jelloun

To oślepiające, nieobecne światło – Tahar Ben Jelloun
Przełożyła Małgorzata Szczurek
Wydawnictwo Karakter , 2008 ,  268 stron
Literatura marokańska

   Hybryda grozy i piękna!

   Zniewolenia i wolności. Cierpienia i wyzwolenia. Śmierci i życia. Realizmu i mistycyzmu. Mogłabym tak wymieniać zupełnie niepasujące do siebie pojęcia, zestawiać ze sobą w nieskończoność antonimy, tworzyć nawet oksymorony, a byłyby one w pełni prawdziwe i współistniejące, a nawet przenikające się wzajemnie w tej powieści.

   Jej siła przekazu tkwi dokładnie w skrajnościach oddających w pełni istotę człowieczeństwa.

   Z jednej strony to opowieść oparta na przytłaczających emocjonalnie faktach. Jej narratorem był Salim. Młody kadet skazany na śmierć za udział w próbie wojskowego zamachu stanu na króla Maroka Hassana II w 1971 roku. Wraz z innymi trafił do więzienia Tazmamart. Jego przełożonych, którzy wydali rozkaz ataku na pałac, rozstrzelano. Mieli szczęście, bo ich podwładnych, których nie wtajemniczyli w charakter działań, skazano na powolną śmierć w cierpieniu. Kadetów wtrącono do podziemnych, betonowych cel długich na trzy metry, szerokich na półtora metra, o wysokości wahającej się od metr pięćdziesiąt do metr sześćdziesiąt. Bez okien, światła, łóżek czy choćby wiązki siana, za to z dziesięciocentymetrową dziurą do defekacji i taką ilością tlenu, by wystarczyła do trwania w bólu. Zadaniem strażników było utrzymanie skazanych w stanie przedśmiertnym. Skazańcy mieli umierać boleśnie i tak długo, by maksymalnie rozłożyć cierpienie w czasie, pozwolić mu rozchodzić się powoli, tak by nie zapomniało o żadnym organie, żadnym skrawku skóry, by wędrowało od palców u nóg aż po włosy, krążyło między zagłębieniami, zmarszczkami, wbijało się w ciało jak igła w poszukiwaniu żyły, w którą wpuści jad.

   Ostatecznie przez 18 lat!

   Dokładnie przez sześć tysięcy sześćset sześćdziesiąt trzy dni skrajnego głodu, bólu, chorób, ciszy, braku ruchu i światła. Z 23 uwięzionych to piekło przeżyło tylko 4. W tym Salim. Bardzo trudno było mi słuchać jego opowieści. Podczas drastycznych scen odkładałam książkę, by uspokoić emocje, by znaleźć równowagę, by wyjść z tych ciemnych, zarobaczonych, brudnych, śmierdzących nor i zobaczyć światło.

   Z drugiej strony chętnie wracałam tam...

   Mimo wszystko było tam również skrajnie pięknie. Nie tylko dlatego, że autor nadał wspomnieniom przepiękny styl narracji bogaty w metafory, porównania, przeniesienia, wynosząc formę przekazu do artyzmu, ale również dlatego, że ukazał w ten sposób cudowny duchowy świat Salima. Pryzmat patrzenia człowieka zniewolonego na swoje położenie i ból, który był ponad to. Szukającego mozolnie drogi, sposobu, metody, nie tyle przeżycia, ale trwania w piekle. Cierpliwie przewartościowującego swój wewnętrzny system moralny i dotychczasowy światopogląd (muzułmaninem był tylko z urodzenia), w którym poczuł opiekuńczego Boga. Autor pozwolił mi wchodzić w świat mistycznych przeżyć i emocji, wprowadzając w mrok światło, kolor, ciepło, dźwięk i dotyk obrazów powstających w jego umyśle. Nie mogę napisać, że w wyobraźni, bo wiele z nich było z pogranicza zjawisk nadprzyrodzonych. Na wolności dostępnych tylko umartwiającym się mistykom, mnichom, eremitom czy pustelnikom. Poznać proces rozwoju duchowego i przyczyny jego kierunku - mistycyzm człowieka upodlonego, obcującego z aniołami i śmiercią. Otrzymałam namiastkę doznań bez straszliwych kosztów, jakie ponosił Salim, a i tak mu zazdrościłam.

   Przede wszystkim dobrze zdanego egzaminu z człowieczeństwa.

   Początkowo nie mogłam sobie poradzić z tą hybrydową formą przekazu, bo jak można ubierać ohydztwo faktów w zmysłowo przepiękną szatę słów? Jak można przeżywać uniesienie w obecności człowieka umierającego z powodu zatwardzenia? Jak można zachwycać się zjawiskiem śmierci niosącej powiew orzeźwiającego wiatru, będącego zapowiedzią końca życia kolejnego więźnia? Jak można doznawać absolutnej czystości wśród kału, krwi, moczu i wydzielin ropnych? Gdzie tu jest miejsce na czystość, zachwyt czy piękno!? Jednak w miarę czytania zaczynałam rozumieć sens tego groteskowego i pozornie absurdalnego zestawienia. Po pierwsze miało mi to ułatwić przełknięcie goryczy faktów. Ogromu nieszczęścia ludzi tracących zmysły, popełniających samobójstwa, umierających w nieskończoność z wycieńczenia fizycznego i wyczerpania psychicznego oraz chorób. Znam ludzi, którzy świadomie unikają tego typu literatury, by chronić siebie. Rozumiem to, bo każdy ma inny próg empatii i tolerancji na ilość pochłanianego zła. Po drugie miało mi przede wszystkim ukazać psychiczną walkę człowieka z własnym umysłem, w którym Salim, a tak naprawdę Aziz BineBine, musiał odnaleźć wewnętrzne, życiodajne światło. Ukazać siłę umysłu chroniącą duszę i wolę. Pokazać jej pozytywny i negatywny wpływ na psychikę człowieka w skrajnych warunkach, która może go równie zniewolić, co uczynić wolnym. Losy Aziza są wyjątkowe, ponieważ wcielił w życie zasady i wartości, które dla wielu były powodem utraty wiary w podobnych okolicznościach. Aziz poddał się całkowicie woli Boga, podkreślając – Bóg mnie nie opuścił. Nie bałem się śmierci; a co do bólu starałem się go traktować jak drobnostkę, coś, z czym można się uporać. Niezachwiana i potężna była moja wiara. Odosobniona, to znaczy czysta. Dawała mi siłę i wolę, o które nie prosiłem. Niczego nie wypraszał, o nic się nie modlił, nie handlował, nie stawiał warunków, nie błagał, jednocześnie przyjmując wszystko, co go spotykało. Był mu całkowicie poddany, bo dokładnie to oznacza słowo muzułmanin.

   Był współczesnym Hiobem.

   Śmiem twierdzić, że jeszcze w skrajniejszym położeniu niż ten biblijny. Powieść stawia do pionu, przywraca środek ciężkości, a przede wszystkim nadaje sens cierpieniu, o które człowiek pyta najczęściej, nie mogąc poradzić sobie z nim, gdy pojawia się w życiu z różnych powodów. Powieść można wpisać w nurt literatury więzienno-obozowej, a z powodu postawy narratora obok wspomnień Viktora E. Frankla Człowiek w poszukiwaniu sensu. Dla mnie to przede wszystkim lekcja o nienawiści, którą mogę nauczyć się pokonywać, nie poddając się tak skrajnej próbie, jak Aziz. Wystarczy posłuchać jego rady. Człowieka, który miał milion powodów do nienawiści o wszystko, co go spotkało, do wielu. Zwłaszcza do ojca, który po wtrąceniu do więzienia publicznie wyrzekł się jego, przedkładając dobre relacje z królem nad więzi rodzinne. Aziz po uwolnieniu podszedł do niego i pocałował go w rękę. Dlatego rada, którą daje, jest radą solidnie przepracowaną duchowo, a brzmi tak: Większość umarła nie z głodu, lecz z nienawiści. Nienawiść pomniejsza. Drąży od środka i atakuje system immunologiczny. Jeśli nosisz w sobie nienawiść w końcu cię ona zniszczy. Trzeba było aż takiej próby, żebym zrozumiał tę prostą rzecz.

   Namawiam do zmierzenia się z tą powieścią, zwłaszcza że jej wydawca wznawia tytuł w kwietniu, minimalnie zmieniając jej grafikę okładkową.

Jej zapowiedź przypomniała mi, że ta pozycja stoi u mnie na półce i od dziesięciu lat czeka na swoją kolej. Wtedy zniechęciły mnie do niej opisy czytelników skupiające się tylko na realizmie samego cierpienia, pomijające jej inne walory. Dla mnie najważniejsze, dla których ból egzystencji jest tłem. Ważną pożywką, ale tłem.

   Żałuję, że sięgnęłam po nią dopiero teraz.

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2018 roku.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.


  Dla mnie Wielki Człowiek.

sobota, 07 kwietnia 2018
Monologi waginy – Eve Ensler

Monologi waginy – Eve Ensler
Przełożyła Maria Kabat
Wydawnictwo Poradnia K , 2018 ,  230 stron
Literatura amerykańska


   Eve Ensler nie odpuszcza!

   Po dwudziestu latach od premiery jej monodramu Monologi waginy na scenie Broadwayu znowu przypomina o swoich poglądach, które w Polsce ukazują się pod tym samym tytułem po raz drugi po piętnastu latach. Pierwszy raz w 2003 roku z dużo mniej odważną grafiką okładkową.

Nasuwa mi się pytanie – czy potrzebnie? Kiedy po raz pierwszy wystawiała swoją sztukę, nikt tego słowa nie używał. A już na pewno nie publicznie. Termin medyczny uważano ówcześnie za pornografię! Zastępowano je skojarzeniem infantylnym lub wulgarnym, a które autorka nieskrępowanie wymieniała w zależności od amerykańskiego stanu. Najchętniej unikano mówienia o kobiecości, „o tym, co na dole”. Usuwano ją z języka, z umysłu, z ciała. Odsuwano w cień. W niebyt. Unicestwiano. A tego, czego nie ma, nie można przecież skrzywdzić, poniżyć, wykorzystać, mimo że dokładnie to robiono – molestowano, gwałcono, bito, okaleczano, zniewalano, lekceważono.

   I milczano...

   Dramatopisarka, performerka i aktywistka w jednym postanowiła to zmienić! Poszukała słowa, które oddawałoby istotę kobiecości i integrowało kobiece ciało, a tym samym nadawałoby przynajmniej status obecności. Wybrała słowo - wagina. Wypowiadała je na głos, jeżdżąc ze swoim przedstawieniem. Przerwała zmowę milczenia i wywołała burzę. Wśród tych, którzy chcieli ją uciszyć i tych, którzy chcieli jej pomóc. Sztuka teatralna i jej autorka wdarły się przebojem na deski teatrów, zajmowały nagłówki gazet, zbierały entuzjastyczne recenzje, co wieczór zapełniały widownie po brzegi, łamały niejedno tabu, tworzyły przestrzeń do rozmowy tam, gdzie wcześniej nie było na nią miejsca, przerywały ciszę wokół kobiecych doświadczeń związanych z przemocą i seksualnością, a przede wszystkim otwierały usta kobietom, które zaczęły mówić na ten temat. Jej efektem było powstanie światowej kampanii V-Day wspierającej wszystkie kobiety-ofiary przemocy na świecie bez względu na ich orientację seksualną.

   A potem powstała książka!

   W 2006 roku, według New York Timesa, była prawdopodobnie najważniejszym zaangażowanym politycznie tekstem teatralnym ostatniej dekady. Autorka zawarła w niej pokłosie rozmów z ponad dwustoma kobietami – starszymi, młodszymi, mężatkami, singielkami, lesbijkami, nauczycielkami akademickimi, aktorkami, pracownicami wielkich korporacji, pracownicami seksualnymi, Afroamerykankami, Amerykankami pochodzenia latynoamerykańskiego, azjatyckiego, indiańskiego, kaukaskiego, żydowskiego. Nadała ich intymnym zwierzeniom formę monologu kobiety oddającej głos swojej waginie. Były pełne cierpienia, buntu, pragnień, bolesnych inicjacji  seksualnych oraz doświadczeń fizjologicznych, gwałtu, poniżenia, wściekłości, niezgody, przemocy, uprzedmiotowienia, wstydu, upokorzenia, upodlenia i wykorzystania seksualnego. W najnowszym wydaniu wzbogacone o kolejne sześć. Z przerywnikami wchodzącymi w uzupełniający treść cykl - Fakty na temat waginy, które ukazywały poglądy środowisk naukowych na temat kobiecej seksualności. Deprymujące, bo odbierające kobiecie prawo do bycia człowiekiem z waginą. Prawo do seksualności. Jedno, kuriozalne zdanie wprawiło mnie w osłupienie, dlatego muszę je tutaj przytoczyć. Pochodzi nie ze średniowiecznej księgi typu Młot na czarownice, ale z publikacji Kobieta – Geografia intymna Natalie Angier, która ukazała się w Polsce w 2001 roku (sic!) – [Łechtaczka] nie ma żadnych praktycznych zastosowań.

   Potem było tylko gorzej!

   Czytając te monologi, przypomniały mi się monologi penisa, o które poprosił seksuolog swoich pacjentów, a które umieścił w publikacji Sztuka obsługi penisa. To byli mężczyźni z problemami na tle seksualnym, ależ jacy świadomi swojego penisa, dumni z niego, macho dzięki niemu,walczący o jego godność i pozycję i gotowi do podboju wszystkich wagin świata! Jakżeż totalnie skrajnie odmienni w swoich postawach i przekonaniach! Zobaczyłam dwa skrajne obrazy – męski szczęśliwy i kobiecy nieszczęśliwy. Autorka swoją działalnością poprzez sztukę chciała tę nierówność zniwelować.

   Czy jej się to udało?

   Entuzjastyczne podsumowanie działalności na rzecz kobiet spisane przez dyrektorki V-Day i umieszczone w posłowiu mogłyby o tym świadczyć. Powraca więc pytanie, które zadałam sobie na początku – skoro jest tak dobrze, to po co wznawiać tę publikację? Na to pytanie odpowiedziała mi Jacqueline Woodson w przedmowie już pierwszymi trzema zdaniami – Ta książka. Tak bardzo potrzebna wtedy. Tak bardzo potrzebna dziś. No dobrze, to już wiedziałam, ale nadal nie rozumiałam – dlaczego? Na to pytanie z kolei odpowiedziała mi autorka we wprowadzeniu odważnymi i mocnymi słowami – Dziś, dwadzieścia lat później, bardzo chciałabym móc powiedzieć, że radykalny, antyrasistowski feminizm zwyciężył. Ale patriarchat, podobnie jak biała supremacja, to nawracająca epidemia. Wegetuje sobie, uśpiony w organizmie politycznym, jakim jest nasze społeczeństwo, do momentu, aż nie pojawią się aktywizujące go toksyczne warunki. W Stanach Zjednoczonych, gdzie u władzy jest dzisiaj człowiek o otwarcie rasistowskich, mizoginicznych poglądach, zdecydowanie mamy do czynienia z prawdziwym wybuchem epidemii. Powrotem do stosowania Zasady Globalnego Knebla. W Polsce przejawia się to ostatnio w odbieraniu kobiecie prawa do decydowania o swoim ciele i narzucaniu światopoglądu przez decydentów. Tacy ludzie, takie akcje i takie publikacje są więc potrzebne, ponieważ wzmacniają odporność i wolność kobiet. Pomagają stawić czoła szeroko pojętej kulturze gwałtu – cielesnej, duchowej, prawnej, społecznej, politycznej, emocjonalnej, psychicznej i intelektualnej. Im więcej wznowień tego typu publikacji, tym lepiej.

   Dla wszystkich!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzacymi z książki.

Monologi waginy [Eve Ensler]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE



Z ciekawością wysłuchałam wypowiedzi autorki.

wtorek, 03 kwietnia 2018
Wszystkie dżinsy M. – Teresa Monika Rudzka

Wszystkie dżinsy M. – Teresa Monika Rudzka
Wydawnictwo Poławiacze Pereł , 2018 , 96 strony
Seria Zmutowany Toster
Literatura  polska


   Właśnie trwa przyjęcie w klubie!

   Wszyscy zgromadzeni bawią się, tańczą, jedzą i śpiewają karaoke. W powietrzu unosi się zapach waniliowych kadzidełek, pieczonego mięsa oraz ciastek z kremem budyniowym. To nie imieniny, nie urodziny ani żaden inny powód do radości, bo osoby, z powodu której zorganizowano to rodzinne i przyjacielskie spotkanie, już nie ma.

   Dwie godziny temu pochowano ją na cmentarzu...

   Ukochaną Kateńkę, jak określali ją najbliżsi. Dla mnie to był szok! Dla męża Wiktora, pięcioletniego syna Jaśka, jedenastoletniej córki Michasi, babci Marylki i przyjaciół – raczej nie. Kateńka ich do tego wydarzenia dobrze przygotowała. Choroba nowotworowa dała jej czas, by pożegnać się z bliskimi i wytłumaczyć, dlaczego mają żyć dalej bez niej. Nie w smutku, a w radości. Chciała mieć wesołe pożegnanie, dlatego na pogrzebie towarzyszyły wszystkim piosenki Leonarda Cohena, Katie Meluy i Adele. Zamiast stypy chciała mieć radosne przyjęcie z dobrym jedzeniem, śpiewem i tańcami. Wyznawała zasadę, że od wylewania łez niczego nie przybywa, tylko cera się psuje. Smutek nie leżał w jej naturze, dlatego pragnęła, żeby zapamiętali ją pełną radości i życia. Zapomniała, a może nie chciała pamiętać, że żałoba rządzi się swoimi prawami i nie da się tak lekko i po prostu rozstać na zawsze z ukochaną osobą. Z uwielbianą mamą, z którą miało się wyjątkowy kontakt i kod porozumiewania za pomocą dżinsów, których kolejne pary podarowywane przez Kateńkę utrwalały najważniejsze chwile w życiu Michasi.

   Dziewczyna nie potrafiła rozstać się z ukochaną mamą.

   To kolejny tom z serii dla młodzieży Zmutowany Toster tym razem podejmujący problem śmierci osoby najbliższej. Autorka ominęła pierwszy etap żałoby – szoku i otępienia, do którego przygotowała Michasię, skupiając się przede wszystkim na drugim i trzecim etapie, których boleśnie doświadcza dziewczyna – tęsknocie i żalu oraz dezorganizacji i rozpaczy. Ukazała emocje towarzyszące głównej bohaterce oraz wynikające z nich zachowania, które z rozsądnej osoby uczyniły ją aspołeczną – zdystansowaną, wycofaną, zbuntowaną, egoistyczną, agresywną złodziejkę. Absolutnie niedopuszczającą możliwości, aby miejsce mamy przy boku ojca Wiktora zajęła inna kobieta. Autorka podkreśliła również rolę i pożądane postawy osób najbliższych nastolatce – cierpliwe, wyrozumiałe, delikatne, lojalne, obecne i komunikatywne. Niezbędne cechy warunkujące przejście do ostatniego etapu żałoby – reorganizacji. Łapania promyków nadziei, by powoli wychodzić z dołu wypełnionego poczuciem beznadziejności i bezsensowności dalszego życia bez ukochanej osoby.

   To idealny materiał do biblioterapii!

   Młodzi czytelnicy mogą utożsamiać się z Michasią, z jej problemami, emocjami i zachowaniami, ale też zrozumieć, że żałoba to naturalny proces psychiczny, który każdy przeżywa na swój, indywidualny sposób i ma do niego prawo. Przy wsparciu najbliższych, stan do przejścia – dla każdego. Ten potencjał terapeutyczny powieści dostrzegło jury, wpisując książkę na literacką listę BIS konkursu Książka Roku 2017 ps IBBY oraz przyznając jej nagrodę główną w XVI konkursie Świat Przyjazny Dziecku KOPD w kategorii „książka dla dzieci starszych”. Oprócz tego otrzymała nominację graficzną za ilustracje w konkursie Książka Roku 2017 ps IBBY, na której szatę charakterystyczną dla serii Zmutowany Toster autorstwa Studio NEUS zwróciłam uwagę przy pisaniu o Nigdy Nigdy Jurka Zielonki. Tym razem utrzymanej w niebieskim kolorze.  

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

poniedziałek, 02 kwietnia 2018
Wyśnione życie – Cynthia Swanson

Wyśnione życie – Cynthia Swanson
Przełożył Ryszard Oślizło
Wydawnictwo Kobiece , 2018 ,  419 stron
Literatura amerykańska

   Obudziła się w obcej sypialni!

   W innym łóżku, pod obcą kołdrą, a nad sobą zobaczyła nieznanego mężczyznę, który starał się ją delikatnie i czule obudzić, mówiąc – Katharyn, kochanie, obudź się. Powoli docierało do niej, że to jej łóżko, jej kołdra i jej własny mąż! A w pokoju obok czekało na nią jej dziecko. Nagle dotarło do niej, że właśnie spełnia się pragnienie życia, o jakim zawsze marzyła. Problem w tym, że nie była Katharyn, jak określał ją mąż Lars. Nie była niczyją żoną, matką, a tym bardziej mężatką!

   Była Kitty!

   Trzydziestoośmioletnią, wolną, bezdzietną i niezamężną kobietą. Miała przyjaciółkę Friedę, z którą prowadziła księgarnię i kota Aslana. Ceniła sobie tę niezależność i samodzielność, a jednak świadomość w trakcie snu przenosiła ją w rzeczywistość spełniającą głęboko skrywane przez nią pragnienia. Sytuacja była tak samo zaskakująca dla mnie, jak i dla Kitty, która starała się rozwiązać zagadkę swojego rozdwojenia i życia w dwóch rzeczywistościach dokładnie tak samo realnych i namacalnych. Do tego momentu myślałam, że czytam powieść fantastyczną. Jednak w miarę odkrywania przez Kitty/Katharyn nowych faktów, szczegółów, wątków i osób łączących oba światy, zaczynałam podejrzewać, że to czysty realizm, ale odbierany przez osobę, która doświadcza paranormalnych zjawisk. Ten wniosek również okazał się błędny. Ostateczne odkrycie Kitty/Katharyn zaskoczyło mnie, ale jednocześnie zachwyciło misternością poprowadzonej fabuły i umiejętnością wprowadzenia mnie w podwójne życie bohaterki. Stałam się jej nieodłącznym cieniem, który czuł, myślał i doświadczał tego samego, co ona. Poprzez narrację w pierwszej osobie autorka wprowadziła mnie w realia i psychikę kobiety, bym poczuła to samo zagubienie i to samo dążenie do odnalezienia się i uporządkowania swojej z czasem mocno uciążliwej sytuacji. Również po to, bym dobrze poznała mechanizmy psychologiczne od wewnątrz rządzące naturą ludzką. Skalę zagubienia w życiu i osamotnienia kobiety z problemami w społeczeństwie spotęgowała rozmyślnym wyborem czasu i miejsca akcji – amerykański Denver lat 60. XX wieku. Autorka dokładnie opisała rolę, pozycję, możliwości kobiety w tym czasie i silny ostracyzm społeczny wobec tych, którzy w jakikolwiek sposób nie podporządkowują się narzuconym normom, zasadom i zwyczajom, ale również siłę kobiety, która chciała realizować własne, niezależne i pionierskie cele.

   Nie jest to jednak opowieść pesymistyczna!

   Wręcz przeciwnie! Swoją delikatnością, nieśpiesznością, niemalże onirycznością w odkrywaniu siebie i swojego życia na nowo przez bohaterkę, pomaga dojść do bardzo ważnego i nie tyle optymistycznego, co odkrywczego wniosku – Idelane życie nie istnieje. Ani tu, na jawie, ani tam, we śnie. Nie ma sensu szukać odpowiedzi na powszechne pytanie, które również i ja zadawałam sobie – co by było, gdybym...?  W miejsce kropek można wstawić sobie niedokonane wybory, odrzucone decyzje i odmienne zachowania. Autorka dokładnie pokazała, co byłoby, gdyby Kitty wybrała inaczej. Byłaby Katharyn! Co byłoby, gdyby Katharyn była Kitty. Obie rzeczywistości miały swoje wady i zalety, radości i smutki, problemy i sukcesy. Autorka w miejsce tego pytania proponuje skupić się na teraźniejszości. Na wnikliwym zamyśleniu się nad swoim życiem. Na tu i teraz. Na w tym momencie przeżywanej sytuacji, by czerpać z niej na maksa. Robić dokładnie to, do czego namawia autorka przesłaniem swojej powieści, a którego istotę umieściła na początku w postaci motta.

   I nigdy nie zastanawiać się nad tym, co byłoby, gdyby...? Ono zabija możliwość przeżywania szczęścia tu i teraz.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Wyśnione życie [Cynthia Swanson]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Potencjał powieści dostrzegli filmowcy, którzy realizują film na jej podstawie z Julią Roberts w roli głównej.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 106
| < Kwiecień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję
A rekomenduję własną publikację
A w kwietniu w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 1044 tytułów
Mój top czytanych w 2017
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi