Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
wtorek, 23 stycznia 2018
Asertywność – Gael Lindenfield

Asertywność: czyli jak być otwartym skutecznym i naturalnym – Gael Lindenfield
Przełożył Mariusz Włoczysiak
Wydawnictwo Ravi , 1996 , 104 strony
Literatura angielska

   Testuję poradnik!

   Poproszono mnie o wybranie przystępnie napisanych publikacji o asertywności do praktycznego i samodzielnego wykorzystania przez zespół samokształceniowy. Z dobrze zaopatrzonej w tę tematykę półki w mojej bibliotece publicznej wybrałam dwa tytuły. To jeden z nich. Spodobało mi się w nim to, że zawarta wiedza była oparta na doświadczeniach psychoterapeutki wyniesionych z prowadzonych przez nią kilkuletnich kursów asertywności. Przekonałam się już wielokrotnie, że takie opracowania są najbardziej „życiowe”, zwłaszcza dla pracujących z nimi samodzielnie. Nie myliłam się.

   Autorka swoją wiedzę podzieliła na dwie części.

   Pierwsza zawierała bardzo zwięzłą, podstawową teorię o istocie asertywności, argumentach za nią przemawiających, sztuce zachowania pozytywnej postawy, umiejętnościach asertywnych, prawach każdej osoby, które zalecała wydrukować i wyeksponować, a co wydawca uczynił, umieszczając je na tylnej okładce książki i na pierwszej stronie.

Myślałam, że w tym zakresie, po kilku kursach i warsztatach, nic już mnie nie zaskoczy. A jednak! Dowiedziałam się, dlaczego pomimo szkoleń, wielu uczestników kompletnie nic z nich nie wynosi poza kolejnym dyplomem wzbogacającym martwą kolekcję zaświadczeń o doskonaleniu zawodowym, a zwiększanie ilości kursów niczego nie zmienia i nie ma prawa zmienić.  Autorka wskazała bardzo ważny powód i jednocześnie warunek decydujący o skuteczności szkolenia, o którym na żadnym moim, w którym uczestniczyłam, nie usłyszałam. Owszem, uczono konkretnych technik i umiejętności opartych na schematach zachowań, ale nie mówiono, że największą przeszkodą w ich opanowaniu, a tym bardziej zastosowaniu, jest potrzeba „bycia lubianym”.

   To największy wróg asertywności!

   O tym powszechnym problemie wyższości potrzeby „bycia lubianym” nad potrzebą „bycia szanowanym” pisał również niemiecki dydaktyk i metodyk wychowania Reinhold Miller w Jak przeżyć w szkole. Oboje jednogłośnie wskazują na tę właśnie przyczynę, jako główny powód porażek komunikacyjnych zarówno w pracy, jak i w życiu osobistym. Na szczęście autorka przytacza mocne argumenty motywujące do zmiany postawy. Do pozbycia się potrzeby „bycia lubianym”. Do bycia sobą bez chowania się za biernością lub agresją. Do przeprogramowania myślenia. Do zastąpienia starych, nieasertywnych wartości, wykorzystując między innymi  wzmacniające myśli z filozofii pozytywnej, które gęsto umieszcza w tekście.

   W drugiej części zawarła mnóstwo konkretnych ćwiczeń odpowiadających poszczególnym rozdziałom teoreycznym i dostosowanych do pracy w grupach samodoskonalenia lub pracujących indywiduwalnie. Podsuwała również pomysły organizacyjne ćwiczeń jak czas trwania, ilość sesji czy dostosowanie do zakresu potrzeb uczestników. Pozostawiła przy tym margines swobody, pisząc – Można – i należy – dostosowywać je do sytuacji, przedstawione zasady skracać lub rozszerzać, a nawet poniechać – zgodnie z własnymi potrzebami.

   Teoretycznie pozycja idealnie wpisuje się w potrzeby proszącej mnie grupy samokształceniowej, ale czy sprawdzi się w roli podręcznika i przewodnika? To się dopiero okaże w myśl kolejnego przysłowia wypatrzonego w treści.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

niedziela, 21 stycznia 2018
Przymierze Trojga – Maxime Chattam

Przymierze Trojga – Maxime Chattam
Przełożyła Joanna Kluza
Wydawnictwo Sonia Draga , 2017 , 360 stron
Cykl Inny Świat ; Tom 1
Literatura francuska

   Ależ szalona przygoda!

   Mistrz suspensu znany z powieści kryminalnych cały kunszt konstruowania napięcia i oczekiwania przeniósł do powieści dla młodzieży, ale w konwencji wielkiej przygody. Zastosował znany mi zabieg z cyklu Gone Michaela Granta, polegający na zniknięciu dorosłych, ale poza tym stworzył zupełnie odmienną rzeczywistość, bohaterów i fabułę. Ten inny świat, jak głosi nazwa cyklu, przydarza się nastolatkom. Trojgu przyjaciołom – Mattowi, Tobiasowi i Amber, którzy przeżywają wyładowania elektryczne bardzo nietypowej burzy. Wielu nie miało takiego szczęścia. Porażenie piorunów spowodowało wyparowanie ich ciał. Przeżyli nieliczni. Nastolatkowie zwani Piotrusiami. Dorośli, którzy stali się zimnymi, okrutnymi, fałszywymi, agresywnymi i nienawidzącymi nastolatków, Cynikami i mutanci zwani Żarłokami. Znajomy świat zamienił się w dżunglę, w której rośliny przyśpieszyły wegetację, zarastając wszystko wokół. Wśród nich czaiły się i żerowały zmutowane, niebezpieczne zwierzęta.

   Głównym celem nastolatków stało się przeżycie.

   Samo w sobie stanowiło piekielnie trudne wyzwanie. Kolejnym było ustalenie przyczyny tak radykalnych zmian. Nastolatkowie walczyli nie tylko ze zmutowanymi dorosłymi i zwierzętami, ale również z tajemniczymi istotami, które tropiły Matta w tylko sobie znanym celu. Dynamiczna akcja, pełna nagłych zwrotów i pojawiających się wątków oraz totalnych zaskoczeń, tworzyła fantastyczną przygodę z najważniejszą zasadą – nie istnieją problemy tylko rozwiązania. W trakcie jej przeżywania uczyła kreatywności, współdziałania, altruizmu, odwagi, różnic między życiem realnym a grami RPG, ponoszenia konsekwencji, trudności wyborów, przyjaźni, stwarzając momenty na refleksję, wątpliwości i zadawanie pytań czyli wszystko to, co powinna powieść dla młodzieży przemycać w fabule. Autor w tych przekazach poszedł jednak dalej. Śladami Anne Bishop, której cykl Inni wpisuje się w nurt ekologiczny. Autor również zawarł w przekazie powieści konieczność ochrony Ziemi, natury i środowiska, pokazując czarny scenariusz ludzkich zaniedbań. Wskazał również powód nadziei na jej uratowanie – najmłodsze pokolenia.

   To najważniejsze przesłanie tego sześciotomowego cyklu.


Przymierze trojga [Maxime Chattam]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Zwiastun cyklu Inny Świat.

piątek, 19 stycznia 2018
Bunt w Sobiborze – Philip Bialowitz , Joseph Bialowitz

Bunt w Sobiborze: opowieść o przetrwaniu w Polsce okupowanej przez Niemców – Philip Bialowitz , Joseph Bialowitz
Przełożył Piotr Kowalik
Wydawnictwo Nasza Księgarnia , 2008 , 288 stron
Literatura amerykańska


   Jeśli komuś uda się przeżyć i uciec, niech pamięta, że ma obowiązek być świadkiem i głosić światu o tym miejscu i o tym, co tutaj widział.

   Te słowa usłyszał 14 października 1943 roku siedemnastoletni Fiszel Białowicz (obecnie Philip Bialowitz) w obozie koncentracyjnym Sobibór od przywódców buntu więźniów – rosyjskiego żołnierza Saszy Peczerskiego i syna rabina z Żółkiewki Leona Feldhendlera. Ucieczka przez nich zorganizowana była pod wieloma względami nietypowa. Przede wszystkim była jedynym i udanym buntem większości więźniów w niemieckim obozie koncentracyjnym. Łączyła siły Rosjan i polskich Żydów, z których ci pierwsi wnieśli umiejętności wojskowe, a ci drudzy bardzo dobre rozeznanie w topografii i funkcjonowaniu obozu. Dawała także możliwość opuszczenia obozu i szansę uwolnienia wszystkim więźniom. Organizatorzy nie chcieli, by w odwecie Niemcy zamordowali tych, którzy zostali, co zawsze  miało miejsce w przypadku ucieczki niewielkiej grupy. Obalała również mit o biernym poddawaniu się nazistom, zadając temu kłam.

   Autor wspomnień dotrzymał słowa.

   Z pomocą syna, Josepha, spisał wspomnienia zaczynające się tuż przed wybuchem II wojny światowej w rodzinnej Izbicy Lubelskiej, a kończące się w 1945 roku. Nadał im osobisty charakter w pierwszej osobie czasu rzeczywistego widzianego oczami dorastającego chłopca, który w czasie rozpoczęcia narastającej fali nienawiści wobec Żydów tuż przed 1 września 1939 roku miał 13 lat, a przed sobą 6 lat życia szczutego, poniżanego, zastraszanego, więzionego, upodlonego człowieka w sztafecie życia i śmierci. Widział lub przeżył śmierć ojca, matki, trzech sióstr i ich dzieci, przyjaciół i trzech ukochanych dziewcząt, w tym jednej narzeczonej (wszyscy zamordowani przez Niemców), za każdym razem przypominając sobie przez nieustanne powtarzanie, dlaczego musi i chce żyć. Kilkakrotnie cudem uciekał śmierci, unikając kul plutonu egzekucyjnego nad dołem, wygrzebując się spod zwału zamordowanych, uciekając z transportu lub łapanki, wychodząc z szeregu idących do gazu, ocalając z selekcji, biegnąc przez pole minowe śladami ginących przed nim, unikając skutków donosów szmalcowników i morderstw polskich antysemitów. Przyglądając się tej przerażającej roszadzie nieszczęść i cudów przypadających na jednego nastolatka, musiałam przyznać mu rację – nic nie zależało od człowieka.

   Przeżycie było tylko i wyłącznie kwestią szczęścia.

   Człowiek mógł tylko w oczekiwaniu na wyrok walczyć o odporność psychiki, by tak, jak wielu znajomych chlopca, nie popaść w depresję lub nie popełnić samobójstwa. Bohater wspomnień wskazywał na trzy wartości, które w utrzymaniu tej niezłomnej postawy mu pomogły – brat, który wielokrotnie ratował mu życie, wiara w dobro, pomimo zalewu zła wokół i chęć życia zdecydowanie wyrażana w chwilach trudnych, skrajnych, tragicznych i beznadziejnych – Jestem jeszcze młody. Chcę żyć. Całym sercem pragnę żyć.

   Jego wspomnienia mają również wymiar ponadczasowy.

   Obecnie wręcz pożądany. To człowiek, który przestrzega przed skutkami nienawiści, ponieważ był ich ofiarą. Dokładnie opisał proces jej narastania i efektów, które zakończyły się masowym ludobójstwem. Mówi wprost – zobaczcie do czego dochodzi, kiedy człowiek  nienawidzi drugiego człowieka z różnych powodów: koloru skóry, religii, światopoglądu, narodowości, przekonań politycznych czy rasy. Nawet koloru kurtki, z powodu którego ostatnio został pobity znany i ceniony przeze mnie aktor Krzysztof Pieczyński. Pozostaje mi tylko powtórzyć jego słowa usłyszane w wypowiedzi, kierowane do agresora  – "Kto ciebie tak ustawił, że ty tak nienawidzisz człowieka?" Jak to możliwe, że pomimo tylu świadków okrutnych czasów i ich licznych przekazów, historia zaczyna się powtarzać. Może rację ma Martin Luter King, który twierdził – Mam poczucie, że ludzie złej woli działają bardziej efektywnie niż ludzie dobrej woli. To od takich „drobnych” incydentów, zaczyna się właśnie ludobójstwo, a największym jego wsparciem są bierność, zaniechanie i przyzwolenie innych,które zabijają tak samo, jak karabin.  Historia pokazuje, że takich postaw w społeczeństwie była zawsze większość. Dokładnie to przekazuje w swoich wspomnieniach Joszele. Warto posłuchać tych, którzy już to przeżyli  i boleśnie doświadczyli. To dlatego na motto tych wspomnień wybrano słowa Milana Kundery:

   Nie chcę być bierna, więc walczę, przypominając.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Za książkę dziękuję autorowi blogu galeria kongo.

O buncie w Sobiborze powstał również film.

środa, 17 stycznia 2018
dzięki bogu – Anna Augustyniak

dzięki bogu – Anna Augustyniak
Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu , 2017 , 76 stron
Seria Biblioteka Poezji Współczesnej ; Tom 151
Literatura polska

   61 wierszy!

   Każdy inny. A wszystkie niczym wysublimowane krople myśli, w których krył się wzburzony ocean emocji, przeżyć, konotacji, skojarzeń, metafor, historii i światów równoległych. Trudno było mi ogarnąć ogrom zawartej w nich tematyki. Jeszcze trudniej odkodować ich język. Zarówno ten emocjonalny, w którym kobieta zmagała się z bólem nowotworu zabierającym jej kobiecość, bo nigdy nie przeżyłam tego doświadczenia, jak i ten logiczny oparty na wiedzy, której brakowało mi do pełnego odbioru. Bo cóż ja mogę wiedzieć o wojnie na Ukrainie (i takie zagadnienia się tutaj znalazły!) poza tym, że toczy się. Nie ułatwiał mi odbioru również brak interpunkcji, bez której mogłam subiektywnie ustalać swój akcent ważności słowa, frazy czy pojęcia wyznaczającego ciężar wiersza. Nie stosowano też w wierszach dużych liter, co widać nawet w tytule. Wyjątkiem były pojęcia i postacie biblijne. Pomyślałam, że skoro te byty są ważne, by złamać przyjętą regułę ignorancji zasad pisowni, to znaczy, że pełnią w nich istotną rolę. Rolę łączącą wszystkie myśli. Najpierw był Bóg, a potem słowo. To on stworzył duszę i dał jej ciało.

   O ciele i jego żywocie doczesnym było myśli najwięcej.

   Skupionych na jednostce i analizujących ciągłość jej istnienia dzięki macierzyństwu opowiadały o strachu przed nim i niechęci do niego, dziedzictwie kobiecej płci, relacjach córki z matką, naprzemienności narodzin i śmierci, sztafecie genów, o pramatce i tej, która była wzorem do naśladowania – Bogurodzicy. Bez apoteozy, za to z ogromną dawką realizmu. Wręcz naturalizmu eksponującego najintymniejsze części kobiecego ciała. Najpełniej oddaje to wiersz „linia kobiet”.

 

oddychają we mnie wszystkie

jestem pogaduszką posklejaną z losów

starszych od ludzkości

nic trudnego

rozumieć je w cielesnym udziale

wystarczy nosić latarnie

i świecić

ciągle świecić

w naturalne zagłębienia

oraz inne wilgotne otwory

 

Oto czym jest kobiecość, a w konsekwencji macierzyństwo!

   A sprawcą tej trudnej roli do odegrania jest Bóg, do którego, o jakość życia w ogóle, człowiek ma wiele pytań. Czasami bardzo akademickich, jak to o istotę miłości Boga do swojego syna – to dlaczego zabił z miłości? Nie o odpowiedzi jednak w nich chodziło. Ich retoryczny charakter miał przede wszystkim zmienić człowiecze spojrzenie na zagadnienia, które przytaczane wielokrotnie spowszedniały, zatracając swoje pierwotne brzmienie i przekaz. Również samego Boga.

 

...Panie co nam przywracasz życie

o wszechmogący nasz królu w niebie

spójrz na świat z innej perspektywy

 

To dlatego autorka w kontekście spraw bolesnych, obciążonych emocjonalnie nie bała się użyć wulgaryzmu, który niczym ciężarek wyznaczał punkt ciężkości wiersza. Stanowczą kropkę nad „i”, która ucinała jakiekolwiek argumenty do dalszej polemiki. Istota cierpiąca to cielesny człowiek, który mówi:

 

...z bólu w ból ze snu w sen kurwo dawaj zastrzyk

szybciej z bólu w ból z bólu w ból w wieczny sen

 

Kluczami do zrozumienia przesłania były również pojęcia ze sfery tabu, które w tej poezji, wychodząc z cienia niedomówień i taktownych przemilczeń, tutaj odzyskiwały swoją równoważność z innymi. Może nawet jedyność i niezastępowalność, jak w wierszu „dom w chwastach”.

 

między ścianami ciała

szczury hulają i oskoma

za przyjmowaniem penisa

 

Uwielbiałam te skondensowane miniaturki, nad którymi mogłam zastanawiać się w nieskończoność. Czasami rolę przekazu przejmowały emocje w swojej skrajnej postaci cierpienia, bólu i strachu. Każde w innym ujęciu, wymiarze czy kontekście wydarzeń, jak strach przed byciem żoną, strach przed macierzyństwem i strach eksterminowanych Żydów, tworząc galerie tryptyków.

   To nie są radosne wiersze o miłości, które tak, jak w wierszu „do poetki” otwierającym zbiorek, dodają sił, by wstać z łóżka i żyć kolejny dzień w świecie przesiąkniętym złem. To wiersze o trudnym, bolesnym, brutalnym i śmiertelnym życiu w kilkudziesięciu odsłonach, które pomagają go zrozumieć i oswoić, a Bóg jest tym, dzięki któremu to możliwe, bo wszczepił nam kochanie się i z którym człowiek nie potrafi i nie chce przestać dyskutować o cierpieniu bez granic i Bogu, który jest w niebie bez granic.

   To bardzo, bardzo ogólny wniosek i niewyczerpujący potencjału wierszy, które każde z osobna można analizować i odkodowywać w zależności od odbiorcy. I na koniec kropla myśli, z której można rozwinąć wątek/wątki  w różnych kierunkach.

 

ty i ja

zaniosłam suknię ślubną na strych

powiesiłam na drewnianej belce

dynda jak wisielec

małżeństwo na włosku

 

Jakaż piękna nadzieja w beznadziei!

Albo odwrotnie.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

poniedziałek, 15 stycznia 2018
Jestem żoną szejka – Laila Shukri

Jestem żoną szejka – Laila Shukri
Wydawnictwo Prószyński i S-ka , 2016 , 390 stron
Literatura polska



   Nie wiem, czy jestem księżniczką, czy niewolnicą, czy może jedną i drugą. A może żadną z nich. Może tylko jestem do szaleństwa zakochaną kobietą. – podsumowała swoją historię autorka.

   Niewolnicą – taką odpowiedź wybrała moja poprzedniczka, od której tę książkę otrzymałam w spadku. Rozstawała się z nią bez żalu i z ogromnym rozczarowaniem. Wręcz żałowała, że ją kupiła. Widziałam, że była postawą kobiety bardzo poirytowana. I to mnie zaciekawiło. Ta zdecydowanie bezkompromisowa, jednoznaczna ocena, więc obiecałam sobie, że podejdę do tych prawdziwych losów autorki ukrytej pod pseudonimem, polskiej żony szejka mieszkającej w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, bez uprzedzeń, emocji i z empatią.

   Chciałam zrozumieć wybór tej kobiety i jej podobnych.

   Z jednej strony moja poprzedniczka miała rację. Isabelle, bo takie imię przyjęła bohaterka, była niewolnicą. W prawdzie w złotej klatce, ale zniewoloną przez surowe normy, zakazy, nakazy, obyczaje i zwyczaje kultury arabskiej. Nie wymieniam religii, bo ona sama w sobie nie odgrywała aż tak istotnej roli, jak naleciałości i wyznaczniki kulturowe. Isabelle nie przeszła na islam i nie była do tego zmuszana czy namawiana. Bardziej chodziło o honor mężczyzny, którego istotę zawierało stare, wschodnie powiedzenie  – Honor mężczyzny znajduje się między nogami kobiety. To jemu było podporządkowane wszystko, co miało związek z kobietą. Autorka bardzo dobrze opisała tę zależność, nie żaląc się, nie uskarżając się, ale pokazując genezę tego zjawiska i konsekwencje rodzinne, społeczne, a nawet finansowe dla mężczyzny. Włącznie ze skrajnościami, jak gwałt małżeński, którego doświadczyła, zabójstwo honorowe, o którym dużo pisze, powołując się na prawdziwe losy innych kobiet, czy chorobliwa zazdrość wywołana tylko podejrzeniem kobiety o zdradę. W tym zakresie nie było zmiłuj się – Isabelle podlegała takim samym regułom, jak każda inna kobieta.

   Była też księżniczką.

   Dosłownie! Opisała przepych, bogactwo, nieograniczoność w spełnianiu zachcianek i potrzeb, które praktycznie ograniczała tylko wyobraźnia. Ale to, co spodobało mi się w tej opowieści o bajecznym życiu w luksusie, to wymiar społeczny. W swoją historię małżeństwa wplotła ciemną stronę władzy pieniądza. Opisała arogancką nonszalancję cechującą mieszkańców bogatych państw arabskich, którzy są przekonani, że, jako wyróżnieni bogactwem spośród zwykłej masy ludzkiej, mają prawo do nieograniczonego zaspokajania swoich wszystkich potrzeb. Nie tylko tych „zwykłych” w postaci mieniących się złotem i diamentami samochodów włącznie z rurą wydechową, lwów, małp, tygrysów traktowanych jak maskotki, jachtów z apartamentami wielkości pałaców, ale również tych patologicznych. To z tego powodu zaczęła pisać powieści, czując, że trzeba pokazać światu dewiacyjną i patologiczną twarz bogactwa.

We wszystkich swoich pięciu poprzednich książkach porusza ten temat. Pomimo lęku przed konsekwencjami, jakie poniosłaby, gdyby odkryto jej prawdziwą tożsamość, pisze otwarcie – Jestem ukrywającą się pisarką, która odsłania najbardziej strzeżone tajemnice Bliskiego Wschodu. Rozpasany seks, luksusowa prostytucja, wyuzdane orgie, okrutne gwałty, w tym również na nieletnich, mocne używki i alkohol, seksualne stosunki lesbijskie, homoseksualizm, współczesne niewolnictwo, nielegalne, podziemne pustynne dyskoteki i kluby, zabójstwa honorowe, targi dziewcząt, licytacje dziewic, porwania dziewczynek i chłopców, a następnie ich sprzedaż arabskim szejkom jako niewolników, liczne zdrady ukrywających się pod abajami żon, rozpowszechniona hipokryzja, całkowita bezkarność arabskich elit oraz okrutna siła pieniądza, za który można kupić każda fantazję i zachciankę – to wszystko pulsuje, szokuje i przeraża na stronach moich powieści. Faktycznie przeraża do czego jest zdolny człowiek, gdy wszystko mu wolno i jest bezkarny.

   Była też kobietą zakochaną.

   Autorka w pełni oddaje istotę i proces zakochania, który oślepia i wyłącza rozum. Można się zżymać, jak moja poprzedniczka, na takie osoby, że nie myślą, że nie kierują się rozsądkiem, że nie słuchają życzliwych im osób, ale nie zmienia to faktu, że faktycznie nie widzą i nie myślą. Są zakochane! Autorka świetnie oddaje to fatalne zauroczenie prowadzące do totalnego uzależnienia emocjonalnego od ukochanej osoby, a w konsekwencji dobrowolnego zniewolenia, opisując ten stan, jako wchodzenie w zupełnie inny wymiar, gdzie obowiązują nowe reguły. A może nie ma żadnych reguł, bo nasze uczucie sprawia, że porywa nas wir emocji, które odcinają nas od rzeczywistości i powodują całkowite zatracenie się w narastających, ekscytujących przeżyciach. Dokładnie to jej się przytrafiło – poznanie potęgi hipnotyzującej miłości, która nie obawia się trudności, przeciwności i bólu. I niezależnie od tego, jak bardzo jesteśmy rozczarowani, zawiedzeni albo zranieni, ona w nas trwa, przenikając swą wszechwładną mocą każdą cząsteczkę naszego jestestwa. Nie zamierzała z niej rezygnować, dodając – Bez względu na cenę, jaką przyjdzie mi za to zapłacić.

   Włącznie ze śmiercią.

   Nie bez powodu w systematyce Światowej Organizacji Zdrowia zakochanie klasyfikuje się jako chorobę psychiczną. Ocenianie takiej postawy, a tym bardziej polemizowanie z nią, jest bezcelowe. Dla mnie to szaleńczo zakochana kobieta, która dokonała wyboru, kierując się silnymi emocjami i ponosząc tego konsekwencje bez pretensji i żalu do kogokolwiek. Wykorzystuje za to swoje położenie, pozycję i możliwości, by przybliżyć wymiar moralny patologicznego bogactwa, po to, by głośno mówić o jego ofiarach, aby chociaż w ten sposób uhonorować cierpienia istot ludzkich, które nigdy nie miałyby możliwości publicznie wypowiedzieć się w swoim imieniu. I to jest warte towarzyszącego mi ciągle  poczucia ogromnego zagrożenia oraz przeraźliwego strachu, który pojawia się przy każdej linijce.

   To najważniejszy wymiar tej historii – demoralizująca rola pieniądza.

   Zdania pisane kursywa są cytatami pochodzacymi z książki.

Jestem żoną szejka [Laila Shukri]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

sobota, 13 stycznia 2018
Najpiękniejsze kobiety z obrazów – Małgorzata Czyńska

Najpiękniejsze kobiety z obrazów – Małgorzata Czyńska
Wydawnictwo Znak Horyzont , 2014 , 300 stron
Seria Prawdziwe Historie
Literatura polska

   Najpiękniejsze?

Przyglądając się tym 10 kobiecym portretom, a w dwóch przypadkach autoportretom, doszłam do wniosku, że to pojęcie względne. Nie wiem, dlaczego autorka wybrała akurat te obrazy. Nie znalazłam w książce wyjaśnienia w postaci chociażby wprowadzającego wstępu. Z jednej strony szkoda, ale z drugiej otworzyło mi furtkę do rozmyślań nad subiektywnością pojmowania piękna kobiecego ciała. Spośród 14 portretów i aktów część bohaterek rzeczywiście była nieprzeciętnej urody wartej uwiecznienia. Realnie oddane rysy Dziewczyny z perłą przez Johannesa Vermeera urzekają do dzisiaj, ale Galarina Salvadora Dalego z małymi jak paciorki oczami i wąskimi ustami, już nie. Część z tych portretów rysy modelek zostały świadomie zniekształcone, jak Dora Maar z zielonymi paznokciami przez kubistę Pabla Picassa. Trudno więc w takich nierealnych odbiciach kobiet oceniać urodę modelek.

Pomagały mi w tym dołączone ich realne zdjęcia, ale tutaj z kolei pojawiał się problem norm kulturowych danej epoki. Współcześnie wydatne usta Jadwigi Witkiewiczowej są ogromnym atutem, za posiadanie którego kobiety płacą krocie, poddając się operacjom plastycznym. W jej czasach uchodziły za zbyt wydatne, a przez to brzydkie. Mój zbiór najpiękniejszych byłby trochę inny, dlatego nie uroda była najważniejsza w tym zbiorze. Równie ważnym czynnikiem decydującym była również osobowość modelek.

   Bycie muzą malarza.

   To również czynnik względny i bardzo osobisty. Kobiety albo urzekały artystów swoją powierzchownością, albo artyści kochali swoje modelki, ukazując pełną urodę całego ciała lub podkreślając tylko jedną, dominującą cechę, jak plecy Dory Maar uwielbiane przez Salvadora Dalego. Podobno to właśnie w nich zakochał się malarz, a dopiero potem w ich właścicielce.

   Ostatecznie uroda nie stała się dla mnie najważniejsza w tym zbiorze.

   Najważniejsze i najciekawsze były historie zbudowane przez autorkę wokół obrazów. Oparła je na najbardziej pikantnych, dramatycznych, wręcz tragicznych faktach zaczerpniętych z życiorysów kobiet i malarzy, często cytując źródła informacji – listy, wypowiedzi, opisy. Dodatkowo zilustrowane licznymi zdjęciami innych obrazów, fotografii czy autoportretów. Ubrane w formę felietonów tworzyły klimatyczne i romantyczne minihistorie dziejów samych obrazów, ich bohaterek, twórców i czasów, w których żyli. Autorka w ten sposób ożywiła płaskie przedstawienia, wypełniając je tragicznymi zdarzeniami i skrajnymi emocjami towarzyszącymi ludziom je tworzące. Nieme płótna okazały się tylko zastygłymi odpryskami ich bogatego, kreatywnego, dramatycznego, pionierskiego życia pod prąd epoki, często ją wyprzedzając nawet, a autorka magią słowa wprawiła w dynamiczny ruch, prowokując przy okazji do dyskusji na temat roli i funkcji sztuki.

   Zwłaszcza aktu kobiecego.

Najpiękniejsze. Kobiety z obrazów [Małgorzata Czyńska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

poniedziałek, 08 stycznia 2018
Kolej podziemna – Colson Whitehead

Kolej podziemna: czarna krew Ameryki – Colson Whitehead
Przełożyła Rafał Lisowski
Wydawnictwo Albatros , 2017 , 384 strony
Literatura amerykańska


   Jeśli ktoś chce zrozumieć ten kraj, musi pojechać koleją. Pędząc przed siebie wyjrzyjcie z wagonu, a zobaczycie prawdziwą twarz Ameryki. – powiedział jeden z bohaterów tej powieści.

   Chciałam zrozumieć. Chciałam zobaczyć. Chciałam przeczytać jedną z najważniejszych książek w Ameryce polecaną przez Baracka Obamę i Oprah Winfrey i nagrodzoną prestiżowymi tytułami.

Zabrałam się w podróż koleją podziemną razem z główna bohaterką, Corą. Właściwie uciekałam z nią z plantacji Rundallów w Georgii. To tam została sprowadzona z Afryki jej babka Ajarry za dwieście dziewięćdziesiąt dwa dolary. To stamtąd uciekła jej matka Mabel. To tam urodziła się Cora, która przez szesnaście lat oglądała mężczyzn powieszonych na drzewach, zostawionych sępom i wronom. Oglądała kobiety rozpłatane do kości biczami o wielu rzemieniach. Ciała żywe i martwe przypiekane na stosie. Stopy obcięte, by uniemożliwić ucieczkę i dłonie - by ukrócić kradzież. Była częścią tej niewoli, cierpienia, okrucieństw, bólu, poniżania, gwałtów, od których postanowiła uciec podziemną koleją, a która poniosła ją z Georgii do Karoliny Południowej i Północnej, Tennessee, Indiany i dalej na północ. Jej śladem podążał łowca niewolników - Ridgeway.

   Ucieczka Cory była metaforą.

   Sposobem autora na ukazanie zjawiska niewolnictwa i rasizmu w USA z wielu perspektyw – niewolnika, zbiega, łowcy, właściciela i abolicjonisty. Towarzyszenie Corze umieściło mnie w centrum wydarzeń, abym zobaczyła, a przede wszystkim doświadczyła fizycznie i psychicznie tego samego, co zbiegła niewolnica. Zaszczuta i ścigana dziewczyna, która znalazła wolność o bardzo względnym pojęciu. Szybko okazało się, że ucieczka z jednej klatki była ucieczką do klatki drugiej symbolizowane przez poszczególne stany. Oglądanie Ameryki jej oczami ukazywało problem niewolnictwa w poszczególnych stanach od totalnego zniewolenia po pozorną wolność. Postawy lokalnych społeczności od rasistowskich, dla których rasa murzyńska nie istniała, chyba że na końcu sznura, po abolicjonistyczne tworzące tytułową kolej podziemną, a tak naprawdę systemową pomoc niewolnikom udzielaną przez ludzi dobrej woli, ryzykujących własnym życiem, którzy przygarniali zbiegów w swoich domach, karmili ich, nieśli na północ na własnym grzbiecie, umierali za nich.

   Ale takich „konduktorów”, „zawiadowców” i „maszynistów” było niewielu.

   Obraz Ameryki widziany z pędzącego przez stany symbolicznego pociągu był ciemny, nieprzewidywalny, trawiony przez pożogę nienawiści, przemocy i wyzysku. To kraj, w którym rządził jeden imperatyw wynikający z niepodważalnej, rasowej logiki białego człowieka – Gdyby czarnuch zasługiwał na wolność, nie byłby w kajdanach. Gdyby czerwonoskóry miał zachować swoje terytoria, nadal pozostałyby jego. Gdyby białemu człowiekowi ten nowy świat nie był przeznaczony, teraz by do niego nie należał. To głos bardzo podobny do Philippa Meyera w powieści Syn, zabrany w kontekście Indian. Autor tej powieści posunął się jednak dużo dalej. Nie poprzestał tylko na opisach i doświadczeniach niewolników tak, jak zrobił to Alex Haley w Korzeniach. Nie wpłynął na emocje, czyniąc z niej opowieść ckliwą tak, jak Harriet Beecher Stowe w Chacie wuja Toma. Autor poprzez analizę niewolnictwa ujętą w formę fikcyjnej powieści opartej na faktach z elementami bajki, odważnie oskarżył Amerykę wprost, zarzucając jej tworzenie złudnego obrazu pokojowego współistnienia i tolerancji rasowej. Użył przy tym bardzo mocnych słów – Sama Ameryka to także złudzenie, największe ze wszystkich. Biała rasa wierzy z całego serca, że przywłaszczenie tej ziemi jest jej prawem. Zabijanie Indian. Prowadzenie wojny. Zniewolenie swoich braci. Ten naród nie powinien istnieć, jeżeli istnieje sprawiedliwość na tym świecie, jest bowiem zbudowany na mordzie, kradzieży i okrucieństwie.

   Piękny kraj stojący na krwawych fundamentach.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki [Rafał Lisowski, Colson Whitehead]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Z wywiadu z autorem dowiedziałam się, że na podstawie powieści powstanie serial.

sobota, 06 stycznia 2018
Skucha – Jacek Hugo-Bader

Skucha – Jacek Hugo-Bader
Wydawnictwo Agora , Wydawnictwo Czarne , 2017 , 320 stron
Trylogia , część 2
Literatura polska

   Totalne zaskoczenie!

   Nie tematyką, bo wiem, że autor jest specjalistą od reportaży podróżnych, ale w ogóle, w szczególe i we wszystkim, bo to moja pierwsza przygoda z tym reportażystą. Obfitująca w skrajne w emocje i stawiająca w opozycji moje serce i rozum. Czytając ten reportaż historyczno-polityczno-społeczny, próbowałam je stale godzić.

   Bo z jednej strony temat bardzo poważny - Kolumbowie rocznik 50.

   Temat, według autora, niepodejmowany tak, jak dotyczący rocznika 20, któremu pokłoniła się i literatura, i film. Szybko przejrzałam w pamięci tytuły książek poświęconych tej tematyce i doszukałam się tylko jednej pozycji – W twoim kraju wojna! Małgorzaty Niezabitowskiej. Na pewno jest ich więcej, ale to i tak mało, jak na etos tego pokolenia. Autor postanowił to zmienić. Uznał, że ludziom opozycji z czasów socjalistycznego ustroju  należy się taka sama pamięć, jak tym walczącym w Powstaniu Warszawskim czy w strukturach AK. Podchodził do tego tematu kilkakrotnie. Pierwszy raz dwadzieścia jeden lat temu. Nie zmarnowała się ta przeszła praca, bo włączył poprzednio zgromadzone materiały do tej pozycji. Nazwał to żartobliwie reportażem z recyklingu. Poza tym mógł dołączyć informacje nowe, narosłe od pierwszej próby zmierzenia się z tematem, a nawet przypomnieć fakty swoim bohaterom, którzy o nich już zdążyli zapomnieć. Wykaz „osób dramatu”, jak nazwał listę swoich bohaterów, umieścił na początku książki, dołączając do każdego nazwiska krótki biogram. To ludzie, których znał osobiście. Rewolucjonistów, jak ich nazwał, znanych mu z imienia, nazwiska, wieku, zawodu i ksywy. Jak sam napisał – Chciałbym się zmierzyć z tym paradoksem, opowiedzieć, jak się żyje działaczom, bojownikom podziemia demokratycznego w Polsce, którą sobie wywalczyli. Co dzisiaj robią Kolumbowie rocznik 50, dzieci tamtych Kolumbów, jak się urządzili, jak się wiedzie moim kolegom z partyzantki w wolnym wreszcie kraju? Oddać sprawiedliwość tym, którzy nie walczyli z karabinem w dłoniach, nie przelewali krwi, ale kręcili korbami od powielaczy, roznosili bibułę, przechowywali nielegalne materiały, użyczali mieszkań do celów konspiracyjnych czy drukowali gazetę „Wola”.

   Było ich 15.

  Plus „chór konspiratorów” i „chór rodziny” - ważne osoby z kręgu bohaterów głównych. Nie wszyscy zgodzili się rozmawiać. Dwóch odmówiło, ale autor znalazł ciekawy sposób napisania o nich – przedrukował teksty umieszczone przez nich na stronach blogu, jasno i precyzyjnie opisujące ich postawy i losy współczesne. Żeby było ciekawiej, poszatkował te rozmowy i umieścił naprzemiennie w trzech rozdziałach. Pierwszy mówił skąd pochodzą, z jakich rodzin i środowisk i jakie wartości oraz postawy wynieśli z domów rodzinnych. Drugi akt dramatu – „Siedem lat w trumnie”, bo tak nazwał rozdział, opowiadał o siedmiu latach konspiracji, świadomie nawiązując do powieści Romana Bratnego „Rok w trumnie”. Akt trzeci dramatu – „Początek świata szwoleżerów” to kolejne nawiązanie literackie do „Końca świata szwoleżerów” Mariana Brandysa. Oba odniesienia inteligentnie przewrotne. W tych trzech aktach mogłam przyjrzeć się temu, co w człowieku szlachetne i przyzwoite i temu, co w nim ułomne i podłe. Ich dalsze losy, z których byli dumni lub żałowali, twierdząc, że nie o taką Polskę walczyli.

   Z drugiej strony sposób podania tematu – lekko niepoważny.

   Momentami frapujący, deprymujący, podszyty nutą kpiny, sarkazmu, a zwłaszcza czarnego humoru. Obnażający duszę i najbardziej intymne sprawy rozmówców. Wyciągające z ukrycia ich bardzo osobiste tajemnice i głęboko skrywane sekrety – homoseksualizm, transwestytyzm, zmiana płci, choroby psychiczne, alkoholizm, narkomania, uzależnienia emocjonalne, tragedie rodzinne i dramaty małżeńskie, trudne relacje z rodzicami, poważne problemy z dziećmi czy wreszcie współpraca z SB. I te ciągłe porównania bohaterów do psów z pełnym opisem ich cech idealnie przystających do postaci ludzkich. By docenić kunszt autora, przytoczę odniesienie do Michała Boniego jako najbardziej rozpoznawalnego polityka w tym reportażu – Wszędobylski typ. W wiecznym biegu jak pies rasy beagle. Mały, słodki, nadaktywny prymus, którego wszędzie pełno, więc paniuńcie go uwielbiają, a z każdym facetem ma raczej pod górkę, bo właściwie nie sposób nauczyć nygusa posłuszeństwa, ale który jest jednak cholernie przydatny, pomocny, pożyteczny, jak to pies gończy. Niewyrośnięty pointer jeden, mądraliński. No wypisz, wymaluj! Autor tak się zagalopował w tym psim podejściu, że poświęcił nawet cały rozdział... psim kupom. Scena z „Dnia świra” Marka Koterskiego na bis! Wprawił mnie tym w osłupienie. Sam autor miał wątpliwości, czy zasadnym było umieszczenie go w tej pozycji. Było!

   Wszystko w tym reportażu było zasadnym!

   Wprawdzie autor poprosił mnie – nie kombinuj, nie szukaj klucza do tej opowieści, nie baw się w archeologa, nie odsłaniaj tego, co ukryte, bo dowiem się, że jedna z bohaterek jest kompilacją trzech kobiet, które nie miały odwagi opowiedzieć o sobie zupełnie otwarcie, pod własnym nazwiskiem, które nie chcą się ujawnić, dać się rozpoznać, zdradzić wszystkich tajemnic. I jeśli w tym momencie nie ma nawet co gadać o obiektywnym reportażu, to nie miałam mu tego za złe, bo w zamian obiecał mi, że jeśli przez ten zabieg przestaje być reportażem, literaturą faktu, to nie jest fikcją, jest literaturą opartą na faktach, bo wszystkie opowieści, a nawet słowa bohaterki są prawdziwe.

   I bardzo dobrze, bo daje mi to jednak prawo do własnej interpretacji!

   Pokombinuję wbrew napomnieniom autora. Jemu wolno, jako autorowi, a mnie jako czytelniczce! I tak sobie wykombinowałam, że skoro o tych psach mowa, o ich cechach przypisywanych bohaterom i porównaniach, to piękna, ale i smutna, metafora powstaje z tych reportaży. Co tam szwoleżerowie, co tam więźniowie w trumnach! To zwykła, psia miłość, wierność i lojalność do swojej Pani Ojczyzny, która zapomniała o kochających ją obrońcach. Przywiązała te hasky, teriery, dobermany, jamniki i kundle włóczęgi do drzewa i zostawiła na upokorzenie, zapomnienie, chorobę i śmierć w odosobnieniu lub litość przechodniów. Dobrze oddaje tę myśl okładkowa grafika o poszerzonej przestrzeni rysunku o czarną wstążkę.

Sama książka wyróżnia się swoją pozłoconą siermiężnością idealnie oddającą jej zawartość.

Jasnobrązowy, pakowy papier ze szlachetnym złotem grzbietu, twardymi okładkami i wstążeczką, którą dodaje się raczej do ksiąg nobliwych to próba pogodzenia godności z ułomnością, ideałów z upadkiem moralnym, wiary z realizmem, sacrum z profanum. Optymizm pełen skuch!

   A dlaczego pozwoliłam sobie na taki bunt wobec autora?

   Dał mi do tego prawo pośrednio. „Język ciała” zaprzeczał temu, co mówił. Jego bezpośredniość, kierowanie słów wprost do mnie, brak zahamowań w przekazywaniu własnych obserwacji i faktów w zbliżeniu mikroskopowym, przedkładanie prawdy nad ból przez nią sprawiany, wszechobecna brzydota ciała i duszy bez zakłamań, łamały i usuwały barierę między reportażystą a czytelnikiem. Siedziałam bardzo blisko koło człowieka, który tłumaczył mi wnikliwie obserwowany świat. Rozmowa rwana, szatkowana, przeskakiwała z tematu na temat, z dygresjami bardzo ważnymi, a czasami mniej, jak to w rozmowie... o wszystkim i czasami o niczym. W ostateczności okazującą się pełną i ważną. Najprzyjemniejsze było wrażenie, że ten reportaż nie powstawał w trudzie tworzenia przez dwie dekady, ale spłynął z pióra w ciągu jednego spotkania ze mną.

   Mix majstersztyku powagi z nonszalancją niepowagi dający nominację do Literackiej Nagrody Nike 2017.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2018 roku.



Skucha [Jacek Hugo-Bader]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Z ciekawością wysłuchałam autora o kontynuacji tematu.

poniedziałek, 01 stycznia 2018
Syn – Philipp Meyer

Syn – Philipp Meyer
Przełożyła Jędrzej Polak
Wydawnictwo Czwarta Strona , 2016 , 607 stron
Literatura amerykańska


   Przepiękna saga amerykańskiego rodu McCulloughów!

   Opowiedziana naprzemiennie głosami przedstawicieli trzech pokoleń.

   Pierwszy należał do Pułkownika Eliego. Protoplasty rodu, który w setną rocznicę swoich urodzin postanowił nagrać własne wspomnienia obejmujące okres od 1849 do 1939 roku. Dla mnie najciekawsze i najbardziej trzymające w napięciu, bo zaczynające się dramatyczną, krwawą i brutalną sceną napaści Komanczów na rancho rodziny Eliego. Wówczas trzynastoletniego chłopca, który trafia do Indian w niewolę. Jego matka i siostra zostały zgwałcone i rozczłonkowane, a brat zabity. Był tej makabry widzem. Trzyletnia niewola, a potem ponowna próba odnalezienia się w świecie białych, była niezwykłym czasem dojrzewania nastolatka i polem doświadczalnym w budowaniu systemu wartości, a dla mnie okazją do poznania historii i kultury ówczesnych Indian od wewnątrz. Forma sprawozdawcza narracji została dobrana specjalnie po to, by w tle snutej opowieści o losach chłopca mogłam jak najwięcej dowiedzieć się o trudnych stosunkach białych i Indian, w których treść przybierająca momentami formę informacji encyklopedycznej, nie raziła. Doświadczenia przeżyte wśród Komanczów, a potem białych, doprowadziły Pułkownika do jednego wniosku – życie sławnych i bogatych nie różni się specjalnie od życia Komanczów: robi się, co chce i przed nikim się nie odpowiada. Uczynił więc wszystko, by stworzyć swoją akrokrację. Krainę z tysiącami akrów własnej ziemi zarządzaną na zasadach wyniesionych z plemienia Komanczów. Swoje imperium przekazał synowi, Peterowi.

   Peter to drugi głos narracji.

   Czarna owca w rodzinie. Mężczyzna, który nie popierał postępowania ojca i jego polityki eliminacji sąsiadów na drodze krwawej walki. Nie tylko szukał rozwiązania problemu poprzez dialog, ale pokochał córkę wroga. Peter swoje wspomnienia zapisywał na bieżąco w dzienniku obejmującym lata 1915-1917. Dzień po dniu wyjaśniał swoją postawę, przedstawiał argumenty i powody postępowania odmiennego od ojca, który zawsze stosował dwie, podstawowe zasady – Nie okradaj McCulloughów – znajda cię i zabiją; nie szkaluj McCulloughanów – zginiesz. To również opowieść, w której, na tle wewnętrznych konfliktów rodzinnych, rozgrywały się brutalne sceny z pogranicza Teksasu z Meksykiem, ukazujące krwawe zasiedlanie i zagarnianie terenów. Ziemi, na której obowiązywało prawo silniejszego, mówiące - skoro Garcia zdobył tę ziemię w taki sam sposób: przepędzając z niej Indian. My musieliśmy zrobić to samo. A kiedyś ktoś inny zrobi to nam. Musiała więc lać się krew i musiały płonąć rancha, według jego ojca.

   Trzecim głosem narracji była córka Petera i prawnuczka Pułkownika – Jeannie.

   Nie zabrała głosu bezpośrednio, ponieważ zleciła napisanie kroniki rancza historykowi. Mając świadomość przemijania ludzi, wyznawanych przez nich wartości i prezentowanych postaw, postanowiła spisać historię rodu od czasów pradziadka Pułkownika do jej śmierci. Jej historia miała charakter retrospekcyjny, bo zaczęła się współcześnie – w 2012 roku. W momencie jej śmierci. Opowieść Jeannie podsumowywała i łączyła wszystkie wątki opowieści swoich poprzedników, tłumacząc i wyjaśniając zdarzenia, rodzinne sekrety, tajemnice pogrzebane razem ze zwłokami zabitych. Była głosem zbuntowanej kobiety w świecie zdominowanym przez mężczyzn, niegodzącej się na ograniczenia tylko do roli żony i matki. To również opowieść o Teksasie, który z pastwisk pełnym bydła, ranczerów i kowbojów, zamieniał się powoli w pola naftowe. O ludziach, którzy w gorączce roponośnego złota, zaczęli zapominać o honorze i dumie.

   Powieść obala wiele mitów stworzonych przez literaturę i filmy o Dzikim Zachodzie. Nie było w niej szlachetności bliźniego, ale szlachetność egoistyczna rodu i plemienia okupiona potem, łzami, bólem, cierpieniem, krwią i odorem moczu oddawanego ze strachu lub defekacji tuż przed śmiercią. To był świat, w którym najlepszym prezentem dla syna była kamizelka ze skalpów ludzkich. Autor nie oszczędzał mnie również w dokładnym pokazywaniu szczegółów opisywanych zdarzeń. Jeśli to była panorama pejzażu, to była zachwycająca, a jeśli skalpowanie człowieka, to z dokładnymi liniami cięcia na czaszce, a potem oczyszczania i wyprawiania jej skóry. Takie szczegóły patroszenia, wybebeszania, rozczłonkowywania, dekapitacji, łamania kości, zadawania ran lub ich czyszczenia towarzyszyły mi w każdej z trzech narracji. Przemijanie i śmierć były cichymi, transparentnymi  bohaterkami tej sagi, czyniąc z nich najważniejsze przesłanie powieści, które autor ubrał w takie słowa – Ziemia była spragniona. Tkwiło w niej wciąż coś prymitywnego. Na ranczu znajdowali groty Paleoindian z Clovis i Folsom, a kiedy Jezus wspinał się na Kalwarię, tu Mogollonowie rozwalali sobie łby kamiennymi siekierami. Kiedy nadeszli Hiszpanie, byli już Suma, Jumano, Manso, La Junta, Concho i Chisos, i Toboso, Ocana i Cacaxtle, Coahuiltecanowie, Comecrudowie... ale czy to oni wybili Mogollonów, czy od nich pochodzili, nikt tego nie wiedział. Ich wszystkich zabili Apacze. Których z kolei wytrzebili, przynajmniej w Teksasie, Komancze. Których z kolei wybili Amerykanie.

   Czym zatem jest jedno, kruche życie człowieka na tle tych odwiecznych rzezi?

   I tutaj przypomniał mi się cytat przytoczony przez Andrzeja Mellera w Czołem, nie ma hien, który świetnie podsumowuje tę powieść – „Ludzie mówią, że to czas mija. Czas mówi, że to ludzie mijają”. W tej powieści mijali boleśnie, przepięknie i ze swoiście pojmowanym honorem, napełniając rzeki krwią, ziemię trupami, a kieszenie pieniędzmi.

   Ale czy o to w życiu chodzi?

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzacymi z książki.

Filmowy potencjał powieści dostrzegli filmowcy i na jej podstawie stworzyli serial.

czwartek, 28 grudnia 2017
Brudna piłka – Rafael Buschmann , Michael Wulzinger

Brudna piłka: z archiwum Football Leaks – Rafael Buschmann , Michael Wulzinger
Wydawnictwo Agora , 2017 , 312 stron
Literatura niemiecka

   Piłka nożna to przepiękny sport. Ale cierpliwość ludzi, którzy ten sport kochają I utrzymują, ma granice.

   Tym wnioskiem zakończyli prolog autorzy tego reportażu śledczego. Dwaj dziennikarze niemieckiego czasopisma Der Spiegel, którzy podjęli się opisania, do czego zdolny jest kibic, któremu skończyła się ta cierpliwość. Pokazali wściekłość i jej skutki fana piłki nożnej, który postanowił otworzyć ludziom oczy, pokazać im, że cała piłka nożna to jedna wielka organizacja przestępcza. Ten wyjątkowy człowiek przybrał fikcyjne imię John i nie jest sam. Tworzy z innymi grupę ludzi, którzy mówią o sobie – jesteśmy fanami piłki nożnej i chcemy, żeby ten sport do nas wrócił. Żeby w końcu skończył się w tej branży wyzysk, żebyśmy wiedzieli, gdzie podziewają się nasze pieniądze i kto się na nich bogaci, bo ceny biletów na stadiony są coraz droższe, bo ceny koszulek i abonament telewizyjny gwałtownie rosną, bo sport prostych ludzi coraz bardziej się od nich oddala, bo budżet państw na tym traci, bo zaprzepaszczane są kariery utalentowanych zawodników.

   Mają dość!

   We wrześniu 2015 roku stają się sygnalistami w piłce nożnej, podobnymi do Snowdena, Manninga i Assange’a w świecie polityki, wojska i służb specjalnych. Umieszczają na stronie internetowej pierwsze informacje zapowiadające nieprzerwany strumień Football Leaks. Od tego dnia, codziennie pojawiają się oryginały kontraktów, ściśle tajne klauzule, potwierdzenia przelewów pieniędzy, aneksy do umów, sumy transferów, wynagrodzenia, premie, uzgodnienia, porozumienia, dodatkowe paragrafy, spekulacje na wzroście wartości graczy i wiele, wiele innych dokumentów.

   Złoty, piłkarski interes!

   Ten niewidoczny, pozastadionowy, kuluarowy, hermetyczny, nieopodatkowany, który przy okazji rysuje obraz moralności w niewidocznej sferze piłki nożnej. Dziennikarze postanawiają nawiązać kontakt z sygnalistami przecieku i pomóc im w upublicznieniu danych oraz samego problemu. Mają w tym również swój cel. Ich zawód również stał się ofiarą decydentów związanych z piłką nożną, dyktujących warunki publikacji, akredytacji i zwalczających niezależne dziennikarstwo sportowe. Stworzyli reportaż śledczy pokazujący krok po kroku trudną drogę do Johna, budowanie wzajemnego zaufania i wreszcie przejęcie 18,6 milionów dokumentów, zaangażowanie partnerów i sześćdziesięciu dziennikarzy oraz researcherów, by najpierw sprawdzić wiarygodność dokumentów, a potem rozpracować bardzo skomplikowany, brudny biznes piłkarski. Jeśli wydawało mi się, że mam świadomość, co kryje się za fasadą romantycznej strony piłki nożnej, to przekonałam się, że był to niewielki ułamek całości i mgliste pojęcie o niej. Że dla wtajemniczonych to nowoczesny handel żywym towarem kierujący się nie dobrem piłkarza lub klubu, ale jedną zasadą - żeby z brutto zrobić możliwie dużo netto. Kiedy poznałam tę obowiązującą wszystkich zaangażowanych zasadę procederu, jego specjalnie skomplikowane i zagmatwane mechanizmy, bezwzględność ludzi żerujących na piłkarskim biznesie (John nazywa ich kryminalistami, szemranymi i nienażartymi typami), dającym porównywalny, a nawet większy dochód niż w biznesie narkotykowym, nie zdziwił mnie dużo mniej szlachetny wizerunek najpopularniejszych graczy. Informacje prostujące, kto tak naprawdę jest najdroższym piłkarzem i wcale nie jest to Christiano Ronaldo. Kto zarobił najwięcej w 2016 roku i nie jest to Lionel Messi lub inne nazwisko z pierwszych stron tabloidów.

   Takich rewelacji w tym reportażu są dziesiątki!

   Prostują spojrzenie, zaglądają do kieszeni, prześwietlają kontrakty, tworząc całkiem inny obraz współczesnej piłki nożnej, w której piękny gol Christiano Ronaldo od tej pory zawsze będzie kojrzył mi się z dźwiękiem kasowanej nieopodatkowanej premii ludzi stojących w jego cieniu. Długo zastanawiałam się, czy polecić tę książkę fanom piłki nożnej? Nikt nie lubi burzenia romantycznych wyobrażeń, a tutaj dokładnie to się dzieje. Nawet jeśli miało się świadomość „brudnej piłki”, to okazuje się, że może ona być jeszcze brudniejsza, a dno ciemnego tunelu nie ma końca. Myślę jednak, że to właśnie dla nich John zaryzykował, narażając się na niebezpieczeństwo i stając się ofiarą, na którą polują największe kluby, najmożniejsi agenci sportowi, policja, prywatni detektywi.

   Dlatego tę pozycję polecam zwłaszcza kibicom piłki nożnej.

   Zdania pisane kursywa są cytatami pochodzacymi z książki.

Tutaj posłuchałam innych, którzy przeczytali tę książkę.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 102
| < Styczeń 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję...
A rekomenduję własną publikację
A w styczniu w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 1010 tytułów
Mój top czytanych w 2017
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi