Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
poniedziałek, 15 października 2018
Odkąd odeszła – Susan Lewis

Odkąd odeszła – Susan Lewis
Przełożył Ryszard Oślizło
Wydawnictwo Kobiece , 2018 , 412 stron
Cykl z Detektyw Andee Lawrence ; Tom 1
Literatura  angielska

   Opowieść pełna bolesnych, a nawet śmiertelnych sekretów!

   Podejrzewałam, że skrywali je w tej historii wszyscy bohaterowie. Bez względu na to, czy je znałam, czy nie i czy w ogóle poznam. Ba! Byłam pewna, że w tej niewielkiej społeczności małego miasteczka, nie było osoby bez jakiejś tajemnicy. Każda nowo poznana postać, budziła we mnie ciekawość właśnie ze względu na kolejny, potencjalny sekret, którego ujawnienie było kwestią czasu. Pojawiały się tylko dwa pytania – kiedy i jaki? To ich nagromadzenie i zagęszczenie wokół jednej, największej i wszystkim znanej sprawy – zaginięcie nastolatki – tworzyło piramidę lęku, strachu i obaw przed obnażeniem się. Na jej szczyt można było wejść tylko poprzez stopniowe rozwiązywanie kolejnych zagadek. Niektóre odkrywano przede mną szybko. Dzięki temu wiedziałam, dlaczego była detektyw Andee Lawrence, pomimo rozsypującego się małżeństwa, zamiast je ratować, wolała poświęcić czas na pomoc rodzinie zaginionej. Jej wyborem również kierowało tajemnicze zaginięcie we własnej rodzinie. Weszła w gęstą atmosferę niedomówień i niedopowiedzeń, odkrywając na nowo niby dobrze znanych sobie ludzi, ale, jak się okazywało w miarę rozwoju fabuły, nie do końca.

   Największą niespodziankę sprawiła sama zaginiona dziewczyna!

   Autorka postawiła mnie przed bardzo skomplikowanym dylematem. Wyborem, który jest jednym z najpowszechniejszych i najtrudniejszych – mówić prawdę, półprawdę, nic nie mówić czy kłamać? Zebrała w tym thrillerze wszelkie możliwe konteksty społeczne i skomplikowane sytuacje, zmuszając mnie do podejmowania bardzo trudnej decyzji lub oceny cudzych wyborów. Za każdym razem zastanawiałam się – co i komu powiedziałabym, mając świadomość, że wpłynie to na obniżenie jakości życia innych, samopoczucia czy zdrowia. Choroba nowotworowa, eutanazja, szantaż, terapia psychologiczna, kawalerski syn – to tylko kilka przykładowych sytuacji, z którymi zmagali się bohaterowie, a ja razem z nimi. Najtrudniejszym było to, że sekrety pełne poczucia winy, wyrzutów sumienia i bólu mieszały się z miłością, lojalnością i chęcią oszczędzenia cierpienia innym. Szlachetne pobudki przynosiły spokój płynący z nieświadomości, a jednocześnie okrucieństwo męczarni przysparzane przez niewiedzę. Najciekawszym było to, że ujawnienie prawdy o zaginionej dziewczynie wcale nie przyniosło spokoju rodzinie. Wręcz przeciwnie, zabolało jeszcze bardziej. Autorka nie podsuwała prostych rozwiązań. Pozostawiła mnie z myślą - co wybierać w życiu pełnym zaskakujących niespodzianek?

   Mówić czy nie mówić prawdę?

Książkę wybrałam spośród bestsellerów księgarni Tania Książka.

Odkąd odeszła [Susan Lewis]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

niedziela, 14 października 2018
Żyj lepiej, kochaj mądrzej – Philip G. Zimbardo , Rosmary K. M. Sword

Żyj lepiej, kochaj mądrzej – Philip G. Zimbardo , Rosmary K. M. Sword
Przełożyła Olga Siara
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2018 ,  170 stron
Literatura  amerykańska

   Zaczęło się niewinnie.

   Od ukazania się książki Siła czasu, po której autorzy otrzymali propozycję pisania felietonów, na temat roli postrzegania czasu w życiu, na internetową stronę magazynu Psychology Today. Głównie z myślą o amerykańskich żołnierzach z zespołem stresu pourazowego (PTSD). W ich przypadku, wykorzystanie techniki rozwoju osobistego, jakim jest terapia równoważenia perspektyw postrzegania czasu (TPT), świetnie się sprawdzało. Jednak czytelnikami tej strony byli również ludzie z zaburzeniami niezwiązanymi z PTSD – depresją, stanami lękowymi, silnym stresem lub po prostu nieradzący sobie z problemami doświadczanymi w codziennym życiu. Ich komentarze, pytania, prośby o pomoc i poruszane zagadnienia zainspirowały autorów do stworzenia publikacji przeznaczonej dla właśnie takich odbiorców, którzy z powodu negatywnej przeszłości nie potrafią przełamać schematów myślowych oraz postępowania i stworzyć zdrowych relacji z innymi, by cieszyć się teraźniejszością i planować pozytywną przyszłość. Poszczególne rozdziały poświęcili najbardziej problematycznym dziedzinom życia wskazanych przez czytelników felietonów – relacje z innymi, znęcanie się, ostracyzm, seks, wychowanie, stres, szczęście i sens życia. Ale zanim autorzy przeszli do omawiania tych zagadnień, w których tłumaczyli rolę i zasady działania TPT, podawali przykłady z życia czytelników i własnych, prezentowali narzędzia i metody do stosowania, a także w sposób pozytywny motywowali do działania, najpierw wyjaśnili w pierwszym rozdziale, czym jest TPT i jak pozytywnie wpływa na jakość życia człowieka.

   Zaproponowali również wypełnienie Kwestionariusza Postrzegania Czasu Zimbardo (ZTPI).

   Był konieczny, ponieważ stanowił bazę wyjściową do postępowania w dalszej terapii. Ustalał stopień zaburzenia postrzegania czasu i jego dominantę. Jego wersję w języku angielskim można znaleźć na The Time Paradoks. Autorzy w swojej chęci pomocy ludziom zagubionym w czasach i upowszechniania wiedzy na temat TPT posunęli się jeszcze dalej.

   Stworzyli aplikację telefoniczną AETAS!

   Skierowali ją do osób potrzebujących niewielkiego wsparcia motywacyjnego lub niemających odwagi albo możliwości spotkania się z terapeutą osobiście. Pozwala ona na monitorowanie depresji, zaburzeń lękowych, natężenia stresu i podnoszenie poziomu optymizmu.

   Po prostu relaksuje!

   Do wykorzystania w chwili napięcia lub w momencie wolnego czasu, by nabrać dystansu. Jak widać, skala upowszechniania wiedzy na temat TPT przez najbardziej znanego psychologa na świecie, twarzy amerykańskiej psychologii, jakim jest P. Zimbardo, oraz przyjaznego dostępu poprzez Internet, urządzenia mobilne, kanały YouTube, akcje społeczne jak Projekt Bohaterskiej Wyobraźni realizowany również w Polsce czy publikacje książkowe na jej temat, jest ogromny. To świadczy o istniejącej potrzebie i skali zjawiska nieradzenia sobie z codziennością egzystencji, którego objawami są powszechna agresja i przemoc we wszystkich dziedzinach życia.

   Według autorów skutecznym kluczem jest właśnie TPT.

   By czerpać z pozytywnej przeszłości do tworzenia wymarzonej przyszłości, ciesząc się darem teraźniejszości. By żyło się lepiej.

   Wszystkim.

Bardzo ciekawy wykład autora na temat roli czasu w naszym życiu i perspektyw jego postrzegania.

sobota, 13 października 2018
30 sekund - Sylwia Kubryńska

30 sekund - Sylwia Kubryńska
Wydawnictwo Czwarta Strona , 2017 , 352 strony
Literatura polska


  Idealna pozycja na spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki!

   Niejednoznacznie i różnie odebrana przez uczestniczki (były tylko kobiety), ale przez to ciekawa w poruszanych wątkach, analizowanej tematyce i odmiennych spojrzeniach. Bardzo ucieszyłam się, gdy zaproponowano ten tytuł. Raz – nie znałam i nie czytałam tekstów tej autorki, chociaż nazwisko już tak. Dwa – bardzo chciałam je poznać. Trzy – autorka sięga po zagadnienia współczesne, problemowe, a przez to problematyczne. Dla części odbiorców wręcz kontrowersyjne, a to jest to, co lubię bardzo.

  W efekcie „połknęłam” ją na dwa razy!

   Mimo że sprawiała niektórym uczestniczkom spotkania trudności w oswojeniu się z formą tekstu, jak i przyswojeniu jego treści, która nie była przyjemna dla osób wrażliwych i widzących lub chcących widzieć świat tylko od tej dobrej strony. To książka napisana nie sercem, a wątrobą. Zwierała „wyrzyganą” żółć dotyczącą, najogólniej problematykę ujmując, roli kobiety i jej pozycji we współczesnym społeczeństwie z naciskiem na polskie, w którym kobieta ma odgórnie, systemowo, definitywnie, na każdym jego etapie PRZEJEBANE. Wprawdzie główną bohaterką była Maria, poprzez której życiorys poznawałam losy kobiet w Polsce, to te ostatnie pełniły rolę uzupełniającą pełny obraz Polki. Czasami wsparty autentycznymi fragmentami listów kobiet rzeczywistych. Tytułowe 30 minut było klamrą ten kobiecy los, to dramatyczne i tragiczne życie, spinającą. Od 30 sekund satysfakcji seksualnej mężczyzny „podarowanej” przez kobietę zniewoloną do 30 sekund powiedzenia - dość!, przez kobietę świadomą swojej wartości i swojej krzywdy. A pomiędzy tymi sekundami były lata i wieki kobiety-męczennicy, dla której  akt odcięcia się od tej „tradycji”, był piekielnie trudny. Wręcz niewykonalny. To nie jest takie proste – ta fraza bardzo często była używana przez bohaterki w roli usprawiedliwienia, wniosku, podsumowania, argumentu, wymówki i wreszcie braku odwagi do zmiany swojego losu. W książce przyrównanego do męki Jezusa. Sceny z biblijną Miriam, odpowiedniczką współczesnej Marii, w których była gilotynowana, krzyżowana, palona na stosie i sądzona przez Piłata, niczym Jezus zbawiający ludzkość, miały uświadomić, kim tak naprawdę jest kobieta dla ludzkości. Jak jest sadystycznie traktowana przez nią.

   Jak całe dobro człowiecze spotyka się z całym złem tego świata.

   Opresyjność norm społecznych sprzyjających tworzeniu się kultury gwałtu, podkreślały wstawki z aktów prawnych wprowadzane systematycznie od 1993 roku ustawą antyaborcyjną, które zamiast pomagać kobiecie i rodzinie, szkodzą im, zachowując pozory korzystnych i prospołecznych, a tak naprawdę tworzących grę pozorów, w której przemoc staje się podstawą religii, kultury i tradycji. To poszatkowanie wątków i umieszczanie ich naprzemiennie było kolejnym utrudnieniem odbioru, na które wskazywały uczestniczki dyskusji. Przyzwyczajone do linearnie snutej fabuły, ta forma przekazu może nie była szokiem, ale trudniejszą odmianą narracji oraz powodem pojawienia się wielu pytań, na które szukałyśmy wspólnie odpowiedzi, a które nie były podane wprost. Musiałyśmy poszukać ich właśnie w niedopowiedzeniach, w absurdzie i grotesce sytuacji, w przytaczanych faktach i przykładach rzeczywistych, w losach bohaterek, w goryczy rozedrganego emocjami bolesnego tekstu.

   Bo on dokładnie taki miał być!

   Rozstrzelony wątkami, pocięty czasem akcji, pogubiony i splątany w losach postaci fikcyjnych i rzeczywistych, dygresyjny w informacji, zaburzony w czasie, bolesny w treści, bez klasycznego początku i końca. Miał być burzą w książce, by czytelnik poczuł się dokładnie tak, jak Maria i Miriam.

   Zagubioną i zniewoloną.

   Do odbioru treści tej książki potrzeba sporego dystansu, by emocje płynące z opisywanego kazirodztwa, gwałtu, przemocy, agresji, opresyjnego prawa i norm społecznych, depresji, prób samobójczych czy aborcji nie przesłaniały aktualnego obrazu stanu prawnego pozycji społecznej kobiety w Polsce – Miriam-męczennicy. Zmusiły za to do wysnucia jednego wniosku, który obrazuje grafika okładki – rozłożyć czarne parasole przed krwawym deszczem, chociaż autorka używa określenia „czarny”, w nawiązaniu do Czarnego Protestu kobiet.

   Do powiedzenia po prostu – dosyć!

   Takie też pytanie padło na zakończenie dyskusji – co możemy zrobić, by zmienić kobiecy los? Automatycznie chciałam powiedzieć – to nie takie proste, czując jak bardzo zakorzeniony jest w nas lęk i to wyrażenie, a w kontekście tej książki, jego gorycz.

   To nie wszystkie wątki, które poruszyłam tutaj, a które pojawiły się w dyskusji. Wspomnę tylko jeszcze o roli mężczyzny, której przedstawicielem był Wiktor. Zdawałoby się, mającym w patriarchalnym społeczeństwie lżej, z górki. A jednak spotyka się z Marią w zakładzie psychiatrycznym ze zdiagnozowaną depresją, którą autorka nazywa zamrożonym „nie”. Efektem bezsilności i pokory, które uśmiercają osobowość. Rozwinięcie tego wątku było bardzo ciekawe, a co pozastawiam dociekliwym czytelnikom.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

30 sekund [Sylwia Kubryńska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
niedziela, 07 października 2018
Sekret Tatiany – Gill Paul

Sekret Tatiany – Gill Paul
Przełożyła Anna Gralak
Wydawnictwo WAM - Mando , 2018 ,  414 stron
Literatura  amerykańska

   Piękny efekt fascynacji tajemnicą carskiej rodziny Romanowów!

   Wiele na nowo napisanych historii pojawiło się na rynku wydawniczym o losach rzekomo nadal żyjących dzieciach Mikołaja i Aleksandry Romanowów. Sporo kobiet i mężczyzn podawało się za cudownie ocalonych ich potomków z rzezi bolszewickiej dokonanej w lipcu 1918 roku, w piwnicy domu Ipatiewa w Jekaterynburgu. Mimo że naukowcy jednoznacznie stwierdzili odnalezienie i zidentyfikowanie na podstawie DNA szczątków wszystkich członków carskiej rodziny.

   A mimo to...

   Tajemnica fascynuje nadal! Sama byłam jej ofiarą i bardzo chciałam wierzyć w jej rewelacyjne „odkrycia”. Zafascynowała również autorkę, która opisała w posłowiu swoje zainteresowanie tematem i prywatnym śledztwem losów Romanowów. Czytała opracowania historyczne, powieści beletrystyczne, pamiętniki Olgi i Tatiany, a także odwiedzała stronę poświęconą carskiej rodzinie - Pałac Aleksandrowski, w której utonęłam, przeglądając jej przebogatą zawartość. Miała wiedzę historyczną i umiejętność budowania na ich podstawie opowieści, dzięki którym stworzyła alternatywną historię miłości carskiego oficera Dymitra Malamy i Tatiany, na zdjęciu stojącej za rodzicami.

Miłości, która miałaby inny przebieg i finał, gdyby oboje przeżyli. W tym słowie „gdyby”, którego nie lubią historycy, za to uwielbiają pisarze, mieścił się cały czar powieści. Nie była ona jednak linearna w przekazie. Autorka jej początek umieściła w czasach mi współczesnych. Dokładnie w setną rocznicę tragicznej śmierci Romanowów. Główną bohaterką uczyniła Kitty. Młodą kobietę zszokowaną zdradą męża, która postanowiła wyjechać z Anglii do USA, by tam, w domku odziedziczonym po pradziadku, ochłonąć emocjonalnie. Wyjazd okazał się początkiem odkrywania wielkiej tajemnicy rodzinnej, o której nikt jej nie mówił i nigdy nie wspominał. Śledztwo, którego podjęła się, by poznać tajemniczą przeszłość pradziadka Dymitra, okazała się nie tylko ciekawa i mająca wpływ na osobiste wybory Kitty, ale wręcz rewelacyjna w swoich odkryciach dla historii. Ta część współczesna przeplatała się z częścią historyczną.

   Stąd dwie wersje okładkowe książki!

   Część historyczna, opowiadana z punktu widzenia Dymitra, zawierała fakty historyczne, które Kitty dopiero odkrywała. Może dlatego bardziej mnie zaciekawiła ukrytą tajemnicą, pociągającym prawdopodobieństwem i napięciem zbudowanym z emocji rodzącego się i ukrywanego uczucia, jego dramatycznych losów i tragicznego finału odtworzonego na podstawie raportu jednego z wykonawców wyroku. Jednak w miarę czytania naprzemienne narracje czasowe, odkrywające losy Dymitra i Tatiany, zaczęły mocno się splatać, tworząc wspólną, nierozerwalną historię, w której większą rolę zaczęła odgrywać Kitty. To ona coraz więcej dopowiadała szczegółów. To ona coraz bardziej angażowała się w przeszłość pradziadka. I to ona wreszcie odkryła największą tajemnicę rodzinną, zakopaną za odziedziczonym domkiem. Pod koniec opowieści, pomimo zachowanej podwójnej narracji czasowej, powieść stała się jedną, fascynującą, sensacyjną, bogatą w wątki i fakty, historią. Trochę prawdziwą, bo opartą na faktach, a trochę zmyśloną, bo odpowiadającą na pytania, które autorka postawiła sobie zanim zaczęła ją tworzyć – A gdyby stało się inaczej? Gdyby obydwoje z Tatianą przeżyli?

   Pięknie na nie odpowiedziała!

   A tak na marginesie – gdybym miała wybierać okładki, zdecydowałabym się na wersję historyczną, bo oddaje dominujący klimat tej powieści.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

sobota, 06 października 2018
Histeryczki – Roxane Gay

Histeryczki – Roxane Gay
Przełożyła Dorota Konowrocka-Sawa
Wydawnictwo Poradnia K , 2018 , 268  stron
Literatura  amerykańska

   Histeria – termin wymyślony przez mężczyzn na kobiece pragnienia i marzenia oraz zdecydowane „dosyć” i „nie”.

   Łatwiej było przypisać kobiecie „chorobę”, której źródła upatrywali, a jakże!, w macicy (z greckiego hystera) niż ją wysłuchać i zrozumieć. Tak było od czasów Hipokratesa i jego „duszności macicznej” aż do XX wieku. Chociaż z tym zrozumieniem nas mają problemy do dzisiaj. Kiedy jesteśmy płaczliwe, emocjonalne, ekstrawertyczne, ekspresyjne często słyszymy – histeryczka!, aktorka! Tylko, że za tym murem coś się kryje.

   I nie jest to hystera!

   To termin, od którego współczesna medycyna już odeszła, ale nie mężczyźni! Oni wygodnie przywiązali się do niego, bo szybko tłumaczy zachowanie kobiet i ułatwia egoistyczne działanie wobec nich. Paradoksalnie tę „histerię” wywołujące. Wystarczy zajrzeć do tej antologii opowiadań drukowanych wcześniej w amerykańskich czasopismach w latach 2009-2014. Łączą je główne bohaterki – kobiety. Dla mężczyzn – histeryczki. Stąd, w zderzeniu z treścią, ironicznie przewrotny tytuł zbiorku, jakby autorka chciała powiedzieć – chodź, zajrzyj głębiej w życie, przeszłość i duszę tych „histeryczek” i zobacz, co się za nim kryje. Co im zrobiłeś! Co sama sobie zrobiłaś!

   A kryje się świat opresji!

   Jego ciężar jest wprost proporcjonalny do odległości czasów sięgających dalej niż Hipokratesowych. Potworny, trudny do czytania. Niemożliwy do uniesienia. Zwłaszcza, gdy „histeryczki” mają kilka lat i są gwałcone codziennie przez kilka tygodni przez porywacza. Zresztą gwałt, każdego rodzaju i pod wieloma postaciami, to częsty motyw w tych opowiadaniach tak, jak w życiu większości kobiet na świecie bez względu na wyznanie, rasę, narodowość, zawód, miejsce zamieszkania i na drabinie społecznej. Opisany wprost, ale boleśniejszy, kiedy autorka przedstawiała go pośrednio, budząc moją empatię i uruchamiając mój świat wyobraźni. W taki sposób ukazane emocje bolały bardziej, mocniej, dotkliwiej, wyraziściej. Dobrze wiedziała, jak ten efekt osiągnąć, bo sama jest ofiarą gwałtu. W pewnym sensie te dramatyczne historie kobiet są formą autoterapii, wypisania traumy, ale i głosem sprzeciwu wobec traktowania ciała kobiety, jak przedmiotu. Duszy kobiety jako mniej wartościowej. Psychiki kobiety jako nieistniejącej. Zachowania kobiety jako histeryczne. Bardzo realistycznie, jeśli nie naturalistycznie, w obrazach dusznych od negatywnych emocji – cierpienia, bólu, poczucia krzywdy, żalu, bezsilności, zagrożenia, poniżenia oraz nienawiści do siebie w postaci autoagresji i mężczyzn. Bardzo też mistyczne i symboliczne, a nawet poetyckie w przekazie, kiedy kobieta staje się uosobieniem grzechu, zła, rozkładu i zgnilizny przekreślającej jej szansę na szczęście już w momencie urodzenia. W których jest ofiarą mediów narzucających pożądany przez mężczyzn typ urody. Ofiarą norm kulturowych, gdzie „czarne” jest niepożądane rozumowo, ale pożądane i wykorzystywane seksualnie. Ofiarą tragicznego losu, w którym nie ma i nie będzie miejsca na posiadanie dzieci, bo albo ich nigdy nie urodzi, albo właśnie straciła. Ofiarą własnej, bezwarunkowej miłości do mężczyzny, rezygnującej dla niego z samej siebie, z dzieci, ze szczęścia. Ofiarą męskich wyobrażeń o kryształowej żonie i rodzinie, w której rolę musi wypełniać. Ofiara śmierci, która jako jedyna przynosi ukojenie i spokój. Ofiarą zajadającą, zamilkłą, zapominającą, zapijającą, zakopującą swój ból.

   Potworny!

   W tym świecie opresji jest jedno opowiadanie, które niczym promyk nadziei prześwituje pomiędzy czernią innych. Historia delikatnie budowanej miłości między Kate a Magnusem w Północy, z której bohaterką się utożsamiałam i myślę, że zrobiłoby to pozostałych 99% kobiet. To w nim jest odpowiedź na pytanie o to, czego pragną kobiety, czego oczekują od mężczyzn i jak chcą być przez nich traktowane. Co chcą usłyszeć zza obronnego muru, na którym napisały – Wiem, że nie jestem specjalnie miła. Na pewno jedno, jedyne, upragnione zdanie, które wypowiedział Magnus do Kate – To nieprawda. Zdradź mi jakąś prawdę. Tak po prostu i niewiele, a jest w nim wszystko, czego kobieta oczekuje.

   Dla wielu kobiet pozostanie tylko w świecie marzeń.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Histeryczki [Roxane Gay]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
piątek, 05 października 2018
Małe ogniska – Celeste Ng

Małe ogniska – Celeste Ng
Przełożyła Anna Standowicz-Chojnacka
Wydawnictwo Papierowy Księżyc , 2018 , 422  strony
Literatura  amerykańska

   Większość miast po prostu powstaje, najlepsze są zaprojektowane.

   To motto, hasło albo slogan świetnie pasowało do Shaker Heights w amerykańskim Cleveland. Miasta koncepcyjnego i wyjątkowo postępowego. Wprost wymarzonego dla idealistów. Z ulicami z ciągiem budynków jednorodzinnych bogato wyposażonych i doskonale zorganizowanych, gdzie trawa jest zawsze skoszona, liście zagrabione i gdzie nigdy, przenigdy żadne śmieci nie stoją na widoku; w ich pięknej, doskonale zorganizowanej dzielnicy, gdzie na wszystkich trawnikach rosną drzewa, dość kręte ulice zaprojektowano w ten sposób, by nikt nie jeździł za szybko, a każdy dom harmonizuje z sąsiednim. Z bezwzględnie obowiązującymi zasadami, które ten ład utrzymywały. Planiści doszli do wniosku, że dzięki temu uniknięto wszystkiego co niestosowne, nieprzyjemne i zgubne.

   Dotyczyło to również mieszkańców.

   Od dziecka wpajano im, że prawidłowe funkcjonowanie świata zależy od tego, czy im się podporządkują czy nie. Dlatego ich życie było zorganizowane, zaplanowane i pełne norm ten stan podtrzymujących. Ich idealnym przedstawicielem była rodzina Richardsonów z czworgiem nastolatków. To w ich poukładane życie weszła Mia z piętnastoletnią córką.

   Artystka!

   Fotografka wędrująca po Ameryce niczym wagabunda, która otworzyła drzwi do ich świata, zostawiając niebezpieczną szczelinę, której nie dało się już przymknąć. Daleka w swoim stylu życia od powszechnie przyjętych schematów postępowania, utartych szlaków myślenia i sztywnych reguł, które ustalała i wprowadzała, nie licząc się z obowiązującą moralnością mieszkańców Shaker Heights. Wniosła w życie Richardsonów zmiany, które wbrew założeniom miejscowych, nie były zaplanowane.

   Okazała się iskrą, która wywołała ogień!

   Dosłownie, bo powieść rozpoczyna się zaskakującym, dramatycznym zdaniem – Tamtego lata wszyscy w Shaker Heights mówili o tym, jak Isabelle, najmłodsza córka Richardsonów, w końcu zbzikowała i spaliła dom. To wystarczyło, by wzbudzić we mnie ciekawość i lawinę pytań – dlaczego, w jaki sposób, sama? Co takiego wydarzyło się w jej nastoletnim życiu, że postanowiła podpalić rodzinny dom? Odpowiedzi pojawiały się stopniowo w miarę rozwoju fabuły, przypominającej układankę opartą na wiedzy z przeszłości bohaterów, by tu i teraz złożyć ją w pełen obraz finałowej tragedii, będącej jednocześnie prologiem. Jednak nie historia znajomości rodziny Richardsonów z Mią i jej córką, misternie utkana z wielu zaskakujących wątków i pełnych sekretów życiorysów bohaterów, była w niej najważniejsza. Najistotniejsze były odpowiedzi na pytania pulsujące we wnętrzu każdej drobiazgowo opisanej postaci, które zmuszały mnie do trudnych wyborów, ocen i opowiadania się za jedną ze stron wielu konfliktów, problemów moralnych i sprzecznych interesów.

   Byłam frustrująco niezdecydowana przez większość powieści.

   Autorka, łącząc ze sobą świat ludzi poukładanych i świat duszy artystycznej, wplątała w walkę między dorosłymi, młodzież. Najbardziej podatny i plastyczny materiał psychologiczny, którym można manipulować, zniewalając go w złotej klatce, ale można również wychowywać w poczuciu wolności wyboru i ponoszenia tego konsekwencji. Tłumić i kontrolować ich wewnętrzne iskry lub pozwolić im płonąć. Paradoksalnie autorka ukazała na przykładzie swoich bohaterów, że to, co tłamszone i trzymane w ryzach, może wywołać dużo większe zniszczenia, niż iskry, którym pozwala się skrzyć. Nie podsuwa przy tym prostych i jedynie słusznych wniosków, by odpowiedzieć na zdawałoby się proste pytania – jak postępować w życiu? Jakimi zasadami się kierować? Jak kontrolować w sobie to, co może doprowadzić do pożogi świata? Czy powszechnie akceptowane zasady mają charakter uniwersalny? Czy idealizm próbujący uczynić świat prostszym i bezpieczniejszym, jak i anarchizm temu się przeciwstawiający, są jedynie dobre lub złe? Tu nie ma prostych odpowiedzi.

  I o to autorce chodziło!

  Podpaliła powieścią mój wewnętrzny, poukładany świat, bym zbudowała sobie na jego zgliszczach nowy, zaczynając budowę od jednej, najważniejszej myśli – nie ma właściwego i niewłaściwego sposobu postępowania, podczas gdy w rzeczywistości w większości sytuacji istnieją tylko różne sposoby, spośród których żaden nie jest ani całkowicie zły, ani całkowicie dobry. Umiejętność rozróżniania dobra od zła jest kluczem do postępowania, które stawia nas za każdym razem po innej stronie barykady. Najważniejsze, żeby stać zawsze po stronie dobra.

   Bez względu na to, po której jest stronie.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

poniedziałek, 01 października 2018
Coraz lepiej – Mark Juddery

Coraz lepiej: dlaczego świat nie schodzi na psy – Mark Juddery
Przełożyła Małgorzata Guzowska
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2018 ,  336 stron
Literatura  australijska

   Czym różni się pesymista od optymisty?

   Kiedy pesymista wchodzi na cmentarz, widzi same krzyże, a kiedy na cmentarz wchodzi optymista, widzi same... plusy! Może autor tej publikacji nie do końca na takich optymistów chce zmienić swoich czytelników. Wręcz daleki jest od takiego hurraoptymizmu, jak w przytoczonym z kolei przez siebie żarcie (bo ta książka jest pełna humoru!) – Przez pomyłkę przysłano nam kule inwalidzkie zamiast lalki, ale jestem taka zadowolona, bo nie musimy z nich korzystać. Takie skrajności według niego są niepożądane po obu stronach. Chce to skrzywione spojrzenie wypośrodkować. Nadać mu balans i podsunąć ku temu argumenty w postaci kontekstu i porównań. Pokazać, że cmentarz i śmierć to tylko niewielki wycinek naszej rzeczywistości, a poza nim jest życie!

   I to życie jest lepsze, niż nam się wydaje.

   To dlatego swoją książkę zadedykował malkontentom, maruderom, narzekającym, defetystom i im podobnym, pisząc:

Twierdzi, że to w nas tkwią przyczyny pesymistycznej oceny współczesności, których wymienił aż siedem. Siedem przyczyn składających się na to, że wolimy ekscytujące i ciekawsze zło niż nudne dobro. Że teraźniejszość jest upiorna i nieciekawa, a przeszłość fascynująca i lepsza. Że żyjemy w czasach o wiele gorszych i naprawdę nieważne, jak względnie dobrze wszystko wygląda, wciąż będziemy odczuwali potrzebę narzekania. Zwłaszcza my, Polacy, którzy, w mojej opinii i odwiedzających nas cudzoziemców, robimy to najlepiej na świecie. Autor rozdział po rozdziale udowadnia, powołując się na fakty z historii i dane statystyczne, że ”stare dobre czasy” nie były wcale takie dobre; zostały po prostu dobrze sprzedane. Dobrze wie, co mówi, bo sam był (niestety, nie żyje już) dziennikarzem.

   Momentami jest w tym kontrowersyjny.

   Zdaje sobie z tego sprawę, uprzedzając o tym, że teraz, zaraz, powie coś, co mnie mocno zbulwersuje lub zirytuje. I faktycznie tak było! Osiągał nawet więcej, niż zamierzał – wkurzał mnie! Bo jak ja mam spokojnie wysłuchiwać, że Adolf Hitler wcale nie był taki zły. Podniósł mi trochę ciśnienie tym stwierdzeniem ( i nie tylko tym!), mimo uprzedzenia – Ostrzeżenie: tu staję się kontrowersyjny. Naprawdę. I był, ale kiedy po ochłonięciu, oddawałam mu ponownie głos, by przytoczył swoje argumenty, zaczynałam przyznawać mu rację!

   Naprawdę!

   Kontekst historyczny oraz statystyki zupełnie inaczej ukazywały II wojnę światową z tym, co działo się w czasach na przykład Aleksandra Wielkiego. Muszę przyznać, że mój pesymizm wynikał nie tylko z tego, że dałam się omotać mediom promującym przemoc, agresję, strach, jako bardziej medialne (ciekawsze jest pogryzienie psa przez człowieka, niż dziecka przez psa), ale również po prostu z braku rzetelnej wiedzy historycznej. W takim nowym i na nowo odkrytym dla mnie kontekście ukazał nas, ludzi, jako mądrzejszych, milszych, lepszych dla siebie, innych i zwierząt, świat z nie aż tak strasznymi wojnami i konfliktami zbrojnymi, naszych przywódców jako dużo łagodniejszych dyktatorów, kobiety z dużo wyższą pozycją społeczną, Internet i sport jako źródła dobrych zjawisk i wiele, wiele innych. Poruszył również temat, który jest mi bliski – tej niedobrej i najgorszej od wszech czasów młodzieży! Przynajmniej tak słyszę wokół siebie. Na tak postawiony problem odpowiedział cytatem – Nasza dzisiejsza młodzież kocha luksus – powiedział pewien staruszek. – Mają złe maniery, gardzą autorytetami, okazują brak szacunku starszym i kochają gadać podczas zajęć; nie wstają, gdy starsi wchodzą do pomieszczenia, sprzeciwiają się rodzicom, paplają w towarzystwie, połykają posiłki i terroryzują nauczycieli. Brzmiało, jakby im przytakiwał, dopóki nie dodał, że ten staruszek żył przed dwoma i pół tysiącem lat! Niestety, jego nazwisko nie zachowało się.

   Jak polemizować z takim argumentem?

   W ten sposób (i na wiele innych również) rozprawił się z problemami pierwszego świata, jak alkoholizm, porody, niepełnosprawność, diety, ból, plastik, ropa naftowa, wypadki drogowe i wiele innych, a wśród nich nawet bajki dla dzieci. Nie są takie złe, jak nam się wydaje. A te „dobre” bajki Ezopa, Jana Christiana Andersena czy braci Grimm nie do końca takie cudowne i pożyteczne. Opowiadane w wersji oryginalnej, w której Śpiąca królewna jest gwałcona we śnie przez przystojnego (i żonatego) królewicza, dopiero robią piorunujące wrażenie, przy których emocje, jakich dostarczają nasze współczesne bajki wydają się tak grzeczne, że aż... nudne.

   Jaki z tego wniosek?

   Ograniczać zaufanie do informacji medialnych, dociekać samemu, docierać do źródeł i podejrzliwie patrzeć na niusy ze skrajnymi hiperokreśleniami wyolbrzymiającymi i nadymającymi treści. Na „deser”, żeby już całkiem zrobiło mi się przyjemnie, że żyję, jak w raju, wymienił kilkadziesiąt krajów, w których polepszyło się w ciągu ostatniego wieku. Polski wśród nich nie było, ale akurat tutaj sama jestem w stanie ocenić skalę dobra, ponieważ pamiętam bolesne dla dziecka czasy ze słodyczami na kartki i widzę dzisiejszy raj słodyczowy na sklepowych półkach. Problem – skąd je wziąć, zamienił się na – jak się nimi nie obżerać. A to jest według autora najlepszy dowód na to, że nasze życie musi być naprawdę dobre! Niestety, zawsze znajdą się tacy, którzy uznają, że to dobry powód, by zacząć narzekać.

   Czyżbym w tym momencie znowu zaczęła narzekać?

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

niedziela, 30 września 2018
Witajcie w Polsce: powroty rodaków z Kazachstanu – Jerzy Danilewicz

Witajcie w Polsce: powroty rodaków z Kazachstanu – Jerzy Danilewicz
Wydawnictwo Muza Sport i Turystyka , 2018 , 366 stron
Literatura polska


   Repatrianci w Polsce w XXI wieku!?

   To często pojawiające się pytanie wyrażające zaskoczenie i niedowierzanie, jakie zadawali Polacy przyjeżdżającym z Kazachstanu. Z tą nieświadomością czytelników własnej historii kraju liczył się autor, umieszczając na początku książki rozdział zawierający rys historyczny o deportacjach Polaków do Kazachstanu z danymi statystycznymi oraz mapkami umieszczonymi na wyklejkach okładek.

Wyjaśnił w nim również ich przyczynę oraz przebieg zapoczątkowany akcją „oczyszczania” Ukrainy wiosną 1936 roku z elementu niepewnego, nacjonalistycznego i kontrrewolucyjnego, jak utrzymywali sowieci. W tym Polaków tam ówcześnie żyjących. W Kazachstanie stali się spiecpieriesieleńcami bez możliwości repatriacji po 1945 roku. Ten impas trwał do 1989 roku.

   Potem bywało różnie.

   Jak różnie – autor oddał głos kilkunastu powracającym z Kazachstanu, którzy w różnych okresach, samodzielnie lub w sposób zorganizowany przez rząd polski, wracali do wymarzonej i wymodlonej Ojczyzny. Autor chciał w ten sposób zastąpić bezduszne statystyki konkretnymi historiami ludzkimi nasączonymi emocjami – cierpieniem, radością, marzeniami, ale i rozczarowaniami. Żadnemu z nich nie było łatwo. Porzucić miejsce dorastania, dorobek życia i groby najbliższych, było bardzo trudno. Niektórzy nosili się z wyborem kilka lat. Jeszcze dłużej czekali na wizę, zaproszenie, kompletowanie papierów czy zmianę przepisów. Nie bali się ciężkiej pracy. Tęsknota za krajem rodzinnym była silniejsza. Co nie znaczyło, że nie tęsknili za miejscem, które zostawili w Kazachstanie. Większość nie żałowała decyzji, pomimo rozczarowań, w których tytułowe powitanie – Witajcie w Polsce! – brzmiało gorzko. Tylko jedna rodzina postanowiła wrócić. Pozostali z bohaterów opowieści żyją wśród nas, próbując się zaaklimatyzować. Różnie ten proces przebiegał, ale jeden wątek pojawiał się we wszystkich opowieściach – zawsze byli obcymi. To poczucie, że nie do końca są u siebie.

   Ruskimi wśród Kazachów, Kazachami wśród Polaków.

   Przysłuchiwałam się tym zwierzeniom, ilustrowanym zdjęciami z rodzinnych archiwów, tak różnym, jak różnymi byli ludźmi (od prostych robotników po artystów), a jednocześnie tak podobnymi do siebie w drodze do stacji docelowej Tajynsza dla przesiedleńców, w zabójczych warunkach życia w kazachskich stepach, w ciężkiej pracy, braku dostępu do szkoły i opieki lekarskiej, w tęsknocie za Ojczyzną, a potem we względnej stabilizacji materialnej i rodzinnej, by stale pamiętać słowa rodziców brzmiące, jak przykazanie – wrócić kiedyś do Polski. A kiedy to marzenie się spełniło, okazało się w realizacji nie mniej ciężkie i trudne niż przeszłość. Polityka państwa polskiego wobec Polaków w Kazachstanie nie wypadła w tych opowieściach tylko pozytywnie. Zmieniająca się sytuacja polityczna w kraju, a tym samym podejście do repatriacji, silnie odbijała się na losach konkretnych ludzi. Przechodzili etapy od totalnej ignorancji poprzez chaos urzędniczy w realizacji formalnych ustaw aż do priorytetów rządowych.

   Ale to nie koniec wspomnień.

   Dalszy ciąg po przyjeździe do konkretnej miejscowości był dla mnie najciekawszy, bo opowiadali o postawach Polaków-sąsiadów, w których często pojawiały się egoizm, zazdrość, zawiść, a nawet agresja słowna. Tutaj dowiedziałam się tego, o czym nie mówiły media.

   I to było dla mnie najbardziej zaskakujące i smutne.

   Mam nadzieję, że ta pozycja, ukazująca losy Polaków uwikłanych w historię, przybliżając ich przeżycia i tłumacząc kim są oraz skąd się u nas wzięli, zmieni to nastawienie. Wierzę, że te negatywne postawy wynikają tylko z braku wiedzy, o czym świadczą pozytywne zachowania tych, którzy taką świadomość posiadają.

   Oby dzięki tej publikacji było ich więcej!

sobota, 29 września 2018
Człowiek na bakterie – Margit Kossobudzka

Człowiek na bakterie – Margit Kossobudzka
Wydawnictwo Agora , 2018 , 238 stron
Literatura polska


   Mamy w sobie zwierza!

   Nie chodzi mi o obcych, czyli robaki i tasiemce, którymi straszą nas parazytolodzy i reklamy lobbujące na rzecz leków je zwalczające. Tu chodzi o coś, co waży około 2 kg i nazywa się - mikrobiota. Żyje w nas od zawsze (w sensie ludzkości) i od narodzin (w sensie człowieka), a tym samym od zawsze nami rządzi, chociaż naukowcy nazywają to również symbiozą. Nie jest jednorodny, bo przypomina kolonię, chociaż zachowuje się, jak jeden organizm. Jest ekosystemem bakterii, wirusów, grzybów, archeanów i protozoów większym od ekosystemu Puszczy Amazońskiej.

   To niejedyna dla mnie rewelacja!

   Mikrobiota jest barierą ochronną przed światem zewnętrznym powierzchniowo większym niż skóra. Łączy się bezpośrednio z układem nerwowym. Według wielu specjalistów pełni rolę mózgu nie mniejszą niż ten właściwy organ w neurologicznym sensie, rządząc naszymi pragnieniami i chęciami żywieniowymi, wydolnością fizyczną, odpornością, a nawet tym, czy schudniemy, czy nie. Steruje nie tylko naszym metabolizmem, ale również psychiką, mając udowodniony wpływ na nasz nastrój, samopoczucie, a nawet choroby psychiczne i neurologiczne, jak depresja czy autyzm.

   Jesteśmy tym, co jemy!

   To stary i znany slogan, ale w tej publikacji autorka wypełniła go treścią dla mnie totalnie nową i odpowiedziała, dlaczego i w jaki sposób to jedzenie wpływa na mój wygląd, zdrowie, samopoczucie, a w konsekwencji osiągnięcia oraz sukcesy i jaki zwierz za tym stoi. Co we mnie i ze mną robi? Odpowiedzi szukała w rozmowach ze specjalistami – dermatologiem, wenerologiem, neurologiem, gastroenterologiem, pediatrą, neonatologiem, immunologiem, ginekologiem, farmakologiem i psychodietetykiem. Każdy z nich opowiadał o mikrobiocie z punktu widzenia własnej dziedziny nauki, opierając się na wynikach najnowszych badań, jednogłośnie wskazując na nowość zagadnienia we współczesnej medycynie, której badania w tym kierunku zapoczątkowują właśnie powstawanie nowej gałęzi – Eubiocyny? Dysbiocyny? A na pewno nowej specjalności lekarskiej – profilera mikrobioty. Ale nie dajmy się tak zaraz zwariować tymi rewelacjami i zniewolić.

   Mikrobiotę można okiełznać!

   Zwierz niekoniecznie musi nami rządzić. To my możemy na niego wpływać i tak nim kierować, żeby i jemu było dobrze, i nam. Autorka wspólnie ze swoimi rozmówcami podała instrukcję dobrego zarządzania naszą mikrobiotą. To przede wszystkim ruch i odżywianie. Paliwo dostarczane naszym ba(k)teriom. Jeśli będziemy je „chrzcili” tak, jak benzynę, nie pojedziemy długo i daleko. Energia musi pochodzić z dobrego i dobrze dobranego źródła. Ku pamięci, zamieszczę sobie tutaj jego skróconą wersję.

Jestem zaskoczona tym, że ta publikacja wywarła na mnie większy wpływ w postanowieniach żywieniowych niż nie mniej uświadamiający w tej tematyce Słodziutki Dariusza Korytki i Judyty Watoły. Patrzę teraz na jedzenie nie pod kątem jego walorów i przydatności dla mnie, ale, co mój zwierz z tym zrobi, a potem, jaką krzywdę lub przyjemność mi zafunduje.

   Jak zwykle wybór należy do każdego z nas.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2018 roku.

Warto obejrzeć jeszcze część 2.

poniedziałek, 24 września 2018
Rzym: wędrówki z historią w tle – Bożena Fabiani

Rzym: wędrówki z historią w tle – Bożena Fabiani
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2018 , 527 stron
Literatura polska


   Zabytkowy Rzym to miasto ruin, podziemi, kościołów i pałaców.

   Tak twierdzi autorka i wie, co mówi, bo mieszkała w nim i ukochała go. I jeśli już chodzić po Rzymie, to na pewno z tą przewodniczką. Uwielbiam podążać za jej myślami, błądzić razem z nią po ścieżkach historii, bez względu na tematykę, formę opisu czy pryzmat spojrzenia. Czy są to epoki w sztuce jak Antyk w malarstwie XV-XXI wiek, czy temat przekrojowy jak Stary Testament w malarstwie i Biblia w malarstwie, idę z moją przewodniczką i nigdy nie żałuję czasu z nią spędzonego. W tej pozycji zapowiedziała we wstępie jej odmienność od dotychczas mi znanych. Chciała pokazać Rzym, ale jej Rzym. Pragnęła napisać o nim piękna opowieść, niepodobną w charakterze do bezdusznych i nudnych przewodników.

   I udało się jej to!

   Było, owszem, miejsce na konieczne informacje, ale i czas na wspomnienia związane z pobytem w Rzymie, na chwile refleksji i skojarzeń, na przytaczanie krótkich dialogów związanych z oglądanym zabytkiem lub widokiem, momenty na rozmyślania, dociekania i własne śledztwa wątków historycznych, które uwielbiałam, bo były zawsze ciekawe w swojej dygresji.

   Ale przede wszystkim były emocje!

   Te z półki grozy przeżywane w podziemiach i te z półki zachwytów nad pięknem i urodą takich miejsc, jak Colle Oppio czyli Wzgórze Opium.

I nie o zabytki tutaj chodziło, ale raczej o atmosferę miejsca, na którą między innymi się składały, dzieląc się czarem chwili – Nie wiem skąd się ta nazwa wzięła, ale mnie osobiście bardzo pasuje, bo kiedy przed laty tu trafiłam, nieomal prosto z pociągu, bo jeszcze w dniu przyjazdu, i kiedy po raz pierwszy znalazłam się w alei wśród pinii, palm, dziwnych ruin i z cudownym widokiem na Koloseum, czułam się jak pod wpływem jakiegoś narkotyku. Właśnie włączano światła w szeregu biegnących w dal białych kul u szczytu latarni, nad głową miałam pogodne granatowe niebo ze srebrną tarczą księżyca, i ta cisza, i światło, sceneria jak w teatrze – szłam jak we śnie. Takich opisów nie uświadczę w encyklopedii i przewodnikach.

   A było ich mnóstwo w piętnastu wędrówkach.

   Każda inna, bo nie tylko topograficzna szlakiem kościołów, pierwszych apostołów i świętych, architektury sakralnej czy bazylik, ale również podróże w czasie od antyku do baroku z dygresjami (a jakże!) współczesnymi i między ludźmi tamtych czasów, ich obyczajów, stylu życia i tworzonych dzieł. Każda gęsta od informacji, bo sam Rzym to nie jest zwyczajne miasto, to zjawisko kulturowe, wiążące wszystkie epoki i przechowujące ich dziedzictwo w każdym jego zakamarku, zaułku, murze, obrazie, cegle, ziemi – zapewnia autorka – tak jest w całym Rzymie – tu każda rzeźba, każdy kamień mają coś do opowiedzenia, wystarczy obrócić płytę nagrobną, czy schodek, zdjąć stara dachówkę, a już wyziera odległa historia. Przemawia nawet dziurka od klucza, ukazując inną perspektywę widzenia otoczenia.

Mimo tego natłoku informacji i problemu wyboru tych najbardziej istotnych, udało się autorce odtworzyć chronologicznie historię pierwszych chrześcijan i kolejnych pontyfikatów papieży poprzez sztukę i architekturę, w których ją utrwalano. Uwielbiałam, wiedziona ciekawością, zaglądać do wnętrz budynków i patrzeć oczami autorki na ich urodę i czar

oraz szczegóły je budujące.

Można było dostać oczopląsu, oglądając liczne zdjęcia ilustrujące tekst.

Mogę sobie tylko wyobrazić zachwyt odbioru bezpośredniego. I była taka jedna wędrówka, w której słów zabrakło, a którą wypatrzyłam w spisie treści, czekając na nią z niecierpliwością.

   To katakumby!

Bo Rzym to również podziemna nekropolia, a historia jej powstania, grabieży, niepamięci i ponownych odkryć, była sama w sobie fascynująca, utwierdzając mnie w przekonaniu, że Rzym to również prawdziwe miasto dziwów, tu stale legenda przeplata się z historią. Gdzie podczas renowacji niepewny przekaz okazuje się faktem, a fakt - mitem. Odniosłam również wrażenie, że Rzym to też największe i najbogatsze źródło relikwii i „pamiątek starożytności” nie zawsze legalnie wywiezionych i rozsianych po całym świecie. W tym również w Polsce, a których dzieje z zaskoczeniem śledziłam wraz z autorką tak samo ciekawych, jak sam Rzym. Żeby go dobrze poznać, trzeba by było w nim zamieszkać. Jednak dla tych, którzy tego nie planują, a mają w perspektywie tylko kilka dni na zwiedzanie, autorka przygotowała niespodziankę umieszczoną w aneksie – Miniprzewodnik: Rzym w sześć dni. Zawarła w nim propozycje sześciu tras z możliwością ich modyfikacji.

   Warto autorce zaufać i skorzystać!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Rzym. Wędrówki z historią w tle [Bożena Fabiani]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 112
| < Październik 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję
A rekomenduję własną publikację
A w październiku w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 1105 tytułów
Mój top czytanych w 2017
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi