Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
niedziela, 25 września 2016
Postawa 3X wśród młodzieży – coś więcej niż abstynencja – Dominika Łęcka



Postawa 3X wśród młodzieży – coś więcej niż abstynencja: studium psychokulturowe – Dominika Łęcka
Oficyna Wydawnicza Impuls , 2011 , 144 strony
Literatura polska


Daj młodemu człowiekowi mapę do Nieba, a odda Ci ją jutro... poprawioną.
Kiedy Fiodor Dostojewski formułował tę myśl, nie przypuszczał, że nadejdą czasy, w których młodzież nie będzie chciała jej poprawiać. Chętnie i z własnej inicjatywy przystanie na dobre rady dorosłych i przyjmie "postawę 3X" – nie piję, nie palę, nie zażywam narkotyków. I o tej postawie wśród polskiej młodzieży jest to badawcze opracowanie.
Bardzo pionierskie w wielu aspektach.
Po pierwsze ze względu na nowatorstwo obszaru badań i jego niezgłębianą dotychczas tematykę. Literatura socjologii wychowania obfituje w publikacje opisujące subkultury młodzieżowe, ale o negatywnym wydźwięku. Niewiele poświęcono tym pozytywnym.
Po drugie autorka wprowadza nową nomenklaturę i nadaje nowe konotacje treściom pojęć starych dotyczącą zagadnień abstynencji. Wprowadza nowe znaczenie pojęcia abstynenta przejawiającego postawę 3X w 100%. Jej grupa badawcza to młodzież włącznie ze studentami, której abstynencja nie wynika z przesłanek medycznych (uzależnienia w przeszłości i wynikająca z nich wstrzemięźliwość), psychologicznych (dzieci DDD), religijnych czy patriotycznych. Abstynencja w postawie 3X stanowi wartość samą w sobie tak, jak dobro czy miłość. Warto być dobrym, warto kochać i warto być abstynentem.
Po trzecie opisuje zjawisko częściowo nieznane według autorki, a według mnie w znikomym stopniu, specjalistom pracującym z młodzieżą. Wśród młodych ludzi natomiast, jak wynika z badań autorki, znane jest tylko 26% badanej młodzieży, która zetknęła się ze zjawiskiem sXe.

Inciclopedia

To akronim ruchu Straight Edge (w dowolnym tłumaczeniu – prosta krawędź, prosta droga czy ścieżka), który stał się dla autorki inspiracją do poszukiwania postawy traktującej abstynencję jako wartość. Pojawił się on w latach 80. XX wieku w amerykańskim środowisku punków jako alternatywa powszechnej postawy wyrażanej hasłem – „Sex & Drugs & Rock & Roll”. Znakiem rozpoznawczym tego oddolnego ruchu abstynenckiego stał się znak „X” w wielu odmianach grafiki tego symbolu umieszczanego na dłoniach,

ALT Sector

ubraniach,

Wikipedia

a także na ciele w formie tatuażu.

Wikipedia

Ale niekoniecznie. Wiele osób z "postawą 3X" nie manifestuje jej w widoczny sposób. Jak zauważa autorka – nie jest rozpoznawana po stylu muzyki, jakiej słuchają młode osoby, czy po ich ubiorze, ale po reakcjach na sytuacje, w których pojawiają się używki.
Po czwarte autorka wprowadza rewolucyjną myśl dotyczącą profilaktyki uzależnień. Odpowiada na pytanie, nad którym głowią się inni badacze – dlaczego żadne programy profilaktyczne nie przyczyniają się do zwiększania liczby osób żyjących w abstynencji? Świadomie jej tutaj nie przytoczę. Nie chcę odkrywać wszystkich kart tego opracowania.
Po piąte daje osobom pracującym z młodzieżą oraz rodzicom fantastyczny argument za wyborem życia bez uzależnień, odcinając się całkowicie od jedynej, dotychczas proponowanej alternatywy z negatywnymi konotacjami stereotypowego abstynenta, stygmatyzującego osoby niepalące, niepijące czy niezażywające narkotyków. Jest tylko jeden warunek powoływania się na "postawę 3X" lub sXe – trzeba samemu ją przyjąć. Wychowawca, pedagog czy rodzic mówiący o sXe nie jest wiarygodny, gdy sam pali, pije (nawet okazjonalnie!) lub zażywa narkotyki. Młodzież nie znosi schizofrenii w mówieniu i czynach.
Po szóste autorka, tłumacząc wyniki swoich badań opracowanych w kontekście psychokulturowym, kieruje swoją publikację nie tylko do praktyków i badaczy nauk społecznych, ale również do młodych osób zainteresowanych sXe, by obalić dotychczasowy stereotyp abstynenta, nadać abstynencji nowe znaczenie i pojęcie oraz wzmocnić postawę 3X, w której abstynencja jest wartością. Wartością dającą kontrolę nad sobą i wolność. Wolność od uzależnień i wolność wyboru stylu życia. Szczególnie kieruje ją do tych, którzy próbowali tak żyć lub myślą o tym, aby przyjąć taki styl życia, jednak ze względu na presję społeczną nie mogą tego zrobić. Trzeba mieć solidną podstawę teoretyczną i ideologiczną własnych wyborów, by potrafić przeciwstawić się bardzo silnej w wieku dorastania potrzebie przynależności do grupy rówieśniczej, w której alkohol jest obecny na 99% (piwo) imprez, jak wynika z badań autorki. Barierą w przyswajaniu wiedzy może okazać się jednak język naukowy publikacji.
Po siódme opracowanie to jest dowodem na to, że pedagogika, psychologia i socjologia, wbrew pozorom i poglądom o ich martwocie, z którymi czasami się spotykam, są dziedzinami żywymi, dynamicznymi i rozwijającymi się tak, jak ewoluuje społeczeństwo. Dawno nie czytałam tak świeżej i odkrywczej dla mnie wiedzy dającej mi do ręki rewelacyjny argument w profilaktyce uzależnień młodzieży.
I nie zawaham się go używać!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Postawa 3X wśród młodzieży – coś więcej niż abstynencja [Dominika Łęcka]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
sobota, 24 września 2016
Upadające królestwa – Morgan Rhodes



Upadające królestwa – Morgan Rhodes
Przełożyła Kinga Kwaterska
Wydawnictwo Oficyna Gola , 2013 , 509 stron
Cykl Falling Kingdoms ; Tom 1
Literatura kanadyjska


Dawno, dawno temu…
W czasach, kiedy Mytica była jedną, szczęśliwą krainą bez podziału na Królestwo Północy – Limeros, Królestwo Środka – Paelsię i Królestwo Południa – Auranos, wszyscy jej mieszkańcy żyli w dobrobycie i harmonii. Tak przekazują legendy i podania. Wśród nich krąży również przepowiednia o wyjątkowej dziewczynie, która będzie władała potężną, niewyczerpaną magią pochodzącą od czterech żywiołów. Mocą, którymi rządzą Parantele, mityczne kryształy zawierające nieskończoną magię. Podobno zaginęły tysiąc lat temu, przyczyniając się do obumierania wszystkiego w trzech królestwach, a zwłaszcza tego, co z magii powstało. Oficjalnie mało kto wierzył w ich istnienie. Nieoficjalnie każdy chciał je odnaleźć i posiąść. Królowie i przywódcy, by rządzić całą Myticą. Obserwatorzy, by odzyskać swoją własność. Kiedyś byli strażnikami kryształów w swoim Sanktuarium. Mieli chronić świat i ludzi przed ich zgubnymi wpływami. Tylko oni potrafili przywrócić i utrzymać harmonię współistnienia ich magii i mocy z życiem. Jednak kluczem do ich odnalezienia była niepozorna nastolatka.
Księżniczka Limerosu – Lucia.
Dziewczyna z proroctwa, która nie miała świadomości swojej roli w planach dorosłych do momentu objawienia się w niej zdolności nadprzyrodzonych. Jednak nie tylko na niej skupiała się fabuła tej opowieści fantasy skierowanej do nastolatków. W każdym królestwie żyli jej rówieśnicy, którzy wplątani w sprawy dorosłych, musieli odnaleźć się w świecie krwawej i zaciętej walki o władzę. Wartość większą od wiecznej młodości, urody czy magii. Stanąć twarzą w twarz i opowiedzieć się po jednej ze stron.
Autorka pod postacią baśniowej opowieści stawia młodego czytelnika przed trudnymi wyborami. Tworzy skrajne, skomplikowane sytuacje, w których decyzje i opowiedzenie się po stronie światła lub ciemności nie przynosi ukojenia. Każdy wybór, każda decyzja i każda postawa pociąga za sobą nieprzyjemne, a nawet śmiertelne konsekwencje. Nawet wtedy, a zwłaszcza wtedy, gdy czynią to w dobrej wierze i ze szlachetnych pobudek. Wplątuje w nieprzewidywalne i niebezpieczne przygody, w których wróg może stać się przyjacielem, a przyjaciel wrogiem. Każe dostrzegać w najbardziej złym człowieku drobinę dobra, o którą warto powalczyć. Wikła w zakazane relacje przyjacielskie, siostrzane, braterskie i miłosne, by jeszcze bardziej zapętlić powiązania i sieć zależności w fabule życia. Uczy odchodzenia bliskich i kochanych, a także wrogów, by dotkliwiej dać odczuć cierpienie niesione przez śmierć i bezsens zemsty. Tworzy bolesne tajemnice, by pokazać konieczność ograniczonego zaufania do wszystkich i większej wiary we własne możliwości i umiejętności. Wbrew pozorom nie maluje świata czarno-białego i jednego słusznego frontu postępowania.
Obnaża obiektywną, surową i brutalną wiedzę o życiu.
Ani dobrą, ani złą, ale na pewno przydatną w rzeczywistości pozaksiążkowej. To, co dla ciebie nie jest złem, może być nim dla kogoś innego, a wiedza o tym czyni nas potężnymi nawet bez magii – poucza była Obserwatorka jedną z młodych bohaterek. I to jest argument w dyskusji z nieprzekonanymi do fantasy, twierdzących o jej oderwanym charakterze od realiów właśnie z powodu zawartej w niej magii.
Życie to nie bajka – mówi autorka – serwując młodym życie jak z bajki.
To pierwsza część cyklu, której kontynuacją jest Wiosna buntowników.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

A tutaj obejrzałam zwiastun książki.
niedziela, 18 września 2016
Śmiejąc się w drodze do meczetu – Zarqa Nawaz



Śmiejąc się w drodze do meczetu: przygody muzułmanki w zachodnim społeczeństwie – Zarqa Nawaz
Przełożyła Urszula Gardner
Wydawnictwo Kobiece , 2016 , 264 strony
Literatura kanadyjska


Powyższą informację ujrzałam na tylnej okładce. Chciałam się pośmiać. Chciałam spojrzeć na przygody muzułmanki w zachodnim społeczeństwie, jak sugerował podtytuł, z przymrużeniem oka, nie wierząc, że to możliwe. Do tej pory czytałam wyznania poważnie, smutno, a nawet melodramatycznie traktujące odnajdywanie się imigrantów w odmiennej dla nich rzeczywistości w takich powieściach, jak Życie seksualne muzułmanina w Paryżu czy Moja siostra mieszka na kominku, a także w polskich reportażach Poddaję się.
Byłam ciekawa tego odmiennego spojrzenia!
Humor był, owszem. Nawet pośmiałam się razem z autorką i jednocześnie narratorką, bo to bardzo osobista, autobiograficzna opowieść. Jednak humor w jej opowieści pod postacią absurdu i ironii pełni rolę konia trojańskiego, w którym ukryta jest delikatna i dyplomatyczna krytyka zasad obowiązujących w islamie. A sama autorka nie napisała tej książki jako sposób autoterapii czy publicznego wyżalenia się. Jej opowieść o sobie i walce z wypaczeniami, zniekształceniami i naleciałościami obyczajowymi w swojej religii praktykowanej przez kanadyjskich muzułmanów jest jednym z elementów jej szerszej działalności.
To nietypowa muzułmanka.
Swoją niepokorną postawą i poglądami zmienia zupełnie stereotypowy obraz kobiety w islamie. Pracuje, spełniając się w zawodzie prezentera, dziennikarza, pisarza i filmowca. Nie potrafi dobrze gotować, chociaż ma męża i czworo dzieci. Potrafi za to logistycznie zaplanować życie, by był czas na rozwój zawodowy i bycie szczęśliwą matką i żoną. Jest autorką popularnego w Kanadzie serialu telewizyjnego Little Mosque on the Prairie odpowiednika znanego amerykańskiego serialu Domek na prerii. Jej nagradzane filmy dokumentalne poruszają niewygodne tematy w środowisku muzułmanów, których automatyczne egzekwowanie nie ma potwierdzenia w Koranie – aranżowanie małżeństw, obrzezanie chłopców czy seksizm w meczetach. W tym zakresie przypomina raczej kobietę zachodu niż muzułmankę. Tym samym naraża się na ostrą krytykę współwyznawców, a mimo to nie poddaje się w wytykaniu absurdów, uprzedzeń, naleciałości obyczajowych, stereotypów, bezmyślnego i bezkrytycznego powielania zasad, które u jednych muzułmanów z wymogu religijnego zamieniają się w grzech u innych. Nie bez szkody dla zewnętrznego wizerunku islamu w oczach nie-muzułmanów.
Jest muzułmanką-feministką.
Najcenniejsze jest to, że czyni to bez cienia agresji, za to z humorem, jako jedynym orężem w tej walce. Jej książka o sobie i swojej działalności to tylko kolejny sposób wpłynięcia na świadomość i znajomość islamu przez niedokształconych i niedoinformowanych muzułmanów w zakresie własnej wiary.
Ale nie tylko!
Dla nie-muzułmanina książka jest bogactwem wiedzy na temat imigrantów, ich prób odnalezienia się w odmiennym środowisku kulturowym (autorka jest Kanadyjką pakistańskiego pochodzenia, która w wieku pięciu lat przeniosła się z Anglii do Kanady), ale przede wszystkim islamu. Autorka, opisując swoje doświadczenia w zachodnim społeczeństwie od najmłodszych lat, poprzez czas szkoły, dorastania, studiów, zakładania rodziny aż do rozwoju zawodowego w dorosłym życiu, pokazuje je poprzez rządzące nim normy religijne. Można dowiedzieć się o pięciu filarach wiary, wymogach i sposobie modlitwy, zasadach wychodzenia za mąż i seksie małżeńskim czy udać się z nią na pielgrzymkę do Mekki i „zobaczyć”, o co w tym wszystkim chodzi.
Jest w tej opowieści czas na humor i czas na refleksję.
I o to drugie najbardziej chodzi autorce. Refleksję zarówno wśród współwyznawców, jak i każdej innej osoby, którą skusi obietnica dużej dawki dobrego humoru i zabawy. Można uczyć się poprzez zabawę i można mówić o sprawach trudnych, jaką jest religia, z humorem.
Polubiłam tę odważną kobietę, która jest dla mnie ucieleśnieniem zasady – wierzyć to wątpić, a ona wątpi i niestrudzenie szuka na te wątpliwości odpowiedzi, angażując w te poszukiwania wszystkich wokół siebie, robiąc przy tym trochę szumu i zamieszania w dobrej sprawie z uśmiechem na ustach.
Z takim uśmiechem na ustach zakończyłam opowieść i z refleksją, z którą się tutaj podzieliłam.

Śmiejąc się w drodze do meczetu. Przygody muzułmanki w zachodnim społeczeństwie [Zarqa  Nawaz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Styl narracji w książce świetnie widać również w jej dokumentalnym filmie Ja i meczet o nieuzasadnionym seksizmie w meczecie.
sobota, 17 września 2016
Rosso Instanbul – Ferzan Özpetek



Rosso Instanbul – Ferzan Özpetek
Przełożyła Gabriela Hałat
Wydawnictwo Claroscuro , 2016 , 125 strony
Seria Ścieżki Życia
Literatura włoska


Reżyser napisał książkę!
Dlaczego nie? Może. Zrobił to Emir Kusturica swoją autobiografią Gdzie ja jestem w tej historii? i wielu innych, może i Ferzan Özpetek. Jednak zawsze zadaję sobie pytanie w przypadku reżyserów niszowych, czy najpierw obejrzeć jego filmy, czy przeczytać książkę? W przypadku Ferzana Özpeteka nie ma to znaczenia, bo wszystkie filmy są w jego opowieści. Przeczytać ją, to obejrzeć je w pigułce. Autor zbudował właściwie dwie, osobne, naprzemiennie opowiadane fabuły stykające się i krzyżujące w kilku wątkach, chociaż miejsce akcji jest wspólne – Istambuł.
Miasto czerwone od krwi (pierwsze znaczenie tytułu Rosso Istanbul) dla Anny, głównej bohaterki pierwszej historii, którą rozpoznawałam po uprzedzającym tytule ONA i narratorze zewnętrznym. Kobieta cieszyła się na ten wyjazd z mężem Michelem i towarzyszącą im młodą parą, na zwiedzanie Istambułu, którego nigdy nie widziała, na proszone przyjęcie, na wakacje w gronie bliskich i wreszcie na wspólnie spędzony czas. Nie przypuszczała, że radość zamieni się w koszmar, który postawi ją na ostrym zakręcie życia, ale zapoczątkuje też wolność unoszenia się z prądem nowego. Ta część opowieści to fikcja, bardzo przypominająca mi filmy reżysera i ich sposób narracji. Brakowało mi tylko charakterystycznej muzyki, którą słyszałam w tle, a co rzadko mi się zdarza podczas oglądania filmu. Tworzy ją przyjaciółka autora, a zarazem królowa tureckiego popu – Sezen Aksu.
Druga fabuła to spacer po mieście dzieciństwa autora czerwonym od miłości (drugie znaczenie tytułu Rosso Istanbul), która miała charakter osobisty, a przez to niezwykle emocjonalny, wzruszający, refleksyjny i nostalgiczny. Momentami bardzo intymny, kiedy opisywał starzejącą się matkę, własną orientacje seksualną czy ujawniał tajemnicę przeszłości ojca. To w tej części opowieści, wyróżnianej tytułem ON i pierwszoosobową narracją, dowiedziałam się o narodzinach i początkach filmowej pasji, przyczynach czynienia głównym tematem filmu miłości we wszystkich jej odmianach (romantycznej, egoistycznej, altruistycznej, bezinteresownej, zdradzonej, kalekiej, niespełnionej, niemożliwej, a nawet niewydarzonej) i konfiguracjach (homoseksualnej, biseksualnej, małżeńskiej, pozamałżeńskiej czy matczynej). Miłości, która nie zaczynała się i nie kończyła tylko na seksie, ale działa się w uczuciach, którymi rządziły tajemnicze prawa. Niedostępne człowiekowi. To te prawa, te tajemnice, autor próbował zgłębiać w swoich filmach i opowieści, wkraczając w intymny świat swoich bohaterów i przeprowadzając retrospekcyjną analizę na sobie, by pokazać ich ulotność, ułudę, nieuchwytność, miraż, niepojętość, niewytłumaczalność. By dojść do wniosku, że jedyne, co nam pozostaje, to wejście w tajemnicę. Trzeba przestąpić próg, przekroczyć granicę. I starać się, by w tej tajemnicy pozostać możliwie jak najdłużej.
I uczyć się!
Czego można nauczyć się od miłości? Tego, że istnieje - odpowiada autor. Nigdy nie przypuszczałam, że odpowiedź może być tak prosta, a jednocześnie tak pełna treści. Bardzo wymownej dla osób, które w nią nie wierzą. Być może fascynację miłością zaszczepiła mu matka, która nawet w wieku osiemdziesięciu lat nie przestawała o niej myśleć, powtarzając niezmiennie synowi – Widzisz, serce moje, nie ma nic ważniejszego od miłości. Niby truizm, niemalże slogan, ale tak często zapominany, że muszą powstawać na ten temat filmy i opowieści, by stale o tym pamiętać. Być może ta fascynacja miała źródło we własnych doświadczeniach miłosnych do chłopca i dziewczyny w latach dorastania, które wspominał z rozrzewnieniem. Jednego dowiedziałam się na pewno – swoje historie człowiecze brał prosto z życia nie tylko swojego, ale i ludzi, których pilnie obserwował wokół. Uwalniał w filmach ich sekrety zamknięte w umyśle, marzeniach, tęsknotach i planach. To dlatego zgodził się z usłyszaną o sobie opinią – złodzieja ludzkich historii. Dowiadując się aż tyle z tej na poły autobiografii, na poły fikcyjnej opowieści, można nareszcie zacząć oglądać filmy.
Ale odradzam!
Takie podejście pozbawia ogromną i niezwykłą przyjemność samodzielnego odkrywania skomplikowanego świata emocji w filmach, a także wątków, bohaterów, tematów, suspensów, zdarzeń czy miejsc z filmów w powieści. Znajomość filmów przed przeczytaniem książki, dała mi możliwość czytania historii autora z kluczem, w której jedna fraza, wyrażenie, a nawet wyraz, otwierały mi drzwi do konkretnego filmu, będącego konotacją, rozwinięciem i poszerzeniem sygnalizowanego tematu. Zaangażowana wędrówka autora i Anny, jako turystki, po współczesnym i dawnym Stambule była dla mnie podróżą również po filmach. Hammam czyli łaźnia turecka, harem, śmiertelny wypadek, zdrada, homoseksualizm i wiele, wiele innych natychmiast wyławiały z mojej pamięci tytuły konkretnych filmów. Kiwałam wtedy głową, myśląc – tak, wiem o czym mówisz Ferzan.
Książka, filmy i ich autor to jeden świat spojony miłością.
Miłością ponad barierami kulturowymi i ograniczeniami czasowymi, którą opowiada na wiele sposobów, o wielu losach, o różnorodnych twarzach, o niejednoznacznych początkach i końcach, chcąc nadać jej sens. To dlatego mottem książki jest ten cytat:

A ja dodam od siebie – i zbawiennej roli miłości w tym wszystkim.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Tutaj można posłuchać Sezen Aksu w filmie Magnifica presenza.
środa, 14 września 2016
Pomyśl, zanim pomyślisz– Robert DiYanni



Pomyśl, zanim pomyślisz: myślenie krytyczne i kreatywne – Robert DiYanni
Przełożyła Małgorzata Guzowska
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2016 , 304 strony
Literatura amerykańska


Pomyśl, zanim pomyślisz i spójrz, zanim zobaczysz!
Na okładkę.

Zobaczyłam ją dopiero za drugim spojrzeniem. To en face, profil czy półprofil? A może wszystko naraz? Właśnie od takich niejednoznaczności, złudzeń, dualizmów percepcyjnych zaczyna autor swoje opracowanie o myśleniu krytycznym i kreatywnym. Pierwsza część to przede wszystkim omówienie podstawowych pojęć dotyczących procesu myślenia, różnic między myśleniem krytycznym a kreatywnym i ról jakie pełnią wobec siebie, podkreślając przy tym niezbędność ich wspólnego występowania.
Ich stosowanie, to konieczny warunek, by zmienić życie osobiste.
Jak pisze w przedmowie – Rozwój możliwości krytycznych i twórczych zwiększa pewność siebie, pogłębia rozumienie i podnosi poziom osiągnięć. Dobre myślenie poszerza percepcję i wzbogaca intelektualnie i emocjonalnie. Któż by nie chciał takich jakościowych zmian!?
Ta książka ma w tym pomóc.
Wzmocnić istniejące dobre nawyki umysłu i zmodyfikować lub usunąć złe. Pokonać liczne ograniczenia, a tym samym wskazać drogę przemiany w krytycznego i kreatywnego myśliciela. Podsuwa ku temu techniki i metody to umożliwiające. Najwięcej jest ich w drugiej, praktycznej części omawiającej zastosowanie i strategie myślenia krytycznego i kreatywnego. Jednak żaden rozdział, nawet w części teoretycznej, autor nie pozostawia bez ćwiczeń odpowiadających omawianej tematyce. Na każdym etapie przekazywanej wiedzy zawsze umieszcza na końcu rozdziału całą ich serię do przeprowadzenia. To one, ich stopień trudności i czas im poświęcony, narzucają tempo czytania i korzystania z opracowania. Ich staranne i sumienne wykonanie decyduje, ile wyniesie odbiorca z tej publikacji. Nie jest łatwo ruszyć z utartych torów myślenia, porzucić złe nawyki, które punktuje i zwalcza autor, pokonać blokady myślenia (kulturowe, percepcyjne, intelektualne, emocjonalne, polaryzujące) i zacząć myśleć rewolucyjnie, odmiennie, inaczej, nowatorsko, innowacyjnie i – uwaga! – bez lęku. Ta ostatnia przeszkoda jest największym wrogiem myślenia krytycznego i kreatywnego. Jednak, aby nie zachłysnąć się tą proponowaną wolnością, jaką daje myślenie bez granic łamiące dotychczasowe zasady, normy i bariery, autor w ostatniej, trzeciej części umieszcza podrozdział poświęcony podejmowaniu decyzji i kwestiom etycznym w kontekście myślenia krytycznego i kreatywnego.
Nie wystarczy tylko myśleć!
Trzeba jeszcze myśleć w ramach zasad moralnych i zachowań etycznych. Stopień trudności tego opracowania zależy od zaawansowania myślenia krytycznego i kreatywnego odbiorcy. Im wyższy, tym łatwiejszy. Dla kogoś, kto nigdy nie ćwiczył umiejętności dobrego przemyślenia złożonych kwestii, pytań bądź problemów, jest wyzwaniem. Dla mnie ćwiczenia nie były łatwe, mimo że temat nie jest mi całkiem obcy. Znam go ze szkoleń i z Sześciu myślowych kapeluszy Edwarda de Bono, na którego publikacje, między innymi, powołuje się autor. Jednak warto włożyć trochę wysiłku, bo satysfakcja ogromna, pojawiająca się w sytuacjach, w których przynosi konkretne korzyści. Autor, aby uwiarygodnić, że to, o czym pisze, jest możliwe do osiągnięcia przez każdego, tworzy sześć podrozdziałów, których bohaterem jest Leonardo da Vinci. Na jego przykładzie pokazuje nawyki myślowe naukowca i artysty, które odpowiadają omawianym strategiom myślenia wyższego rzędu. Dokładnie tak myślał Leonardo da Vinci, co przekładało mu się na sukcesy niemal w każdej dziedzinie nauki i sztuki. Był przekonany, że każdy, kto w dyskusji polega na autorytetach, nie używa rozumu, a pamięci. Najbardziej jednak zmotywowały mnie ostatnie zdania z przedmowy autora – Siła takiego myślenia może zmienić sposób, w jaki spostrzegasz siebie, jak rozumiesz innych i jak doświadczasz otaczającego cię świata. I może pomóc ci dokonać takiej zmiany w życiu twoich uczniów. Wbrew pozorom to opracowanie, bazujące na wiedzy innych naukowców i badaczy (psychologów, socjologów, etyków, filozofów), na których dorobek naukowy powołuje się autor, przeznaczone jest nie tylko dla odbiorców dbających o osobisty rozwój, ale przede wszystkim dla wszystkich uczących innych – nauczycieli, trenerów, wychowawców czy wykładowców. Podkreśla, że to właśnie w szkole zabija się wyobraźnię będącą podstawą myślenia krytycznego i kreatywnego, pisząc – kiedy chodzimy do szkoły i „dorastamy”, dostajemy jasny przekaz, że wyobraźnia nie jest taka ważna, że pielęgnowanie jej musi zrobić miejsce rozwijaniu praktycznego, realistycznego rozumienia świata.
Nic bardziej mylnego!
To opracowanie tłumaczy dlaczego i jak to zmienić.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Pomyśl, zanim pomyślisz [Robert  Diyanni]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Dokładnie to kryje się pod pojęciem "blokady percepcyjne". Swoją drogą piękne!
sobota, 10 września 2016
Chcieć mniej – Katarzyna Kędzierska



Chcieć mniej: minimalizm w praktyce – Katarzyna Kędzierska
Wydawnictwo Znak Literanova , 2016 , 240 stron
Literatura polska


Być czy mieć?
Są tacy, którzy znają odpowiedź na to akademickie pytanie. Chcą mieć. I dla tych ta książka nie jest przeznaczona. Jeśli nie czujesz potrzeby zmiany, jeśli dobrze Ci tam, gdzie jesteś teraz, to nie jest to książka dla Ciebie. – uprzedza autorka, dodając zaraz – Jeśli jednak konsumpcja budzi w Tobie negatywne emocje, gubisz się w nadmiarze przedmiotów, jesteś zirytowana, sfrustrowana oraz czujesz, że zmiany są nieodzowne (i szukasz na nie pomysłów), to ten tekst będzie odpowiedzią na Twoje potrzeby. Mniej więcej tak podzieliła swoich potencjalnych odbiorców – na tych, którzy zmian nie chcą i na tych, którzy ich pragną. Nie wzięła pod uwagę trzeciej grupy, do których zaliczam się – osób szukających wsparcia i utwierdzenia w tym, że życie nastawione na być nie jest niczym dziwnym, odstającym, patologicznym, a przede wszystkim złym. Życie minimalisty we współczesnym świecie szeroko pojętego konsumpcjonizmu nie należy do najłatwiejszych. Trzeba codziennie wyrąbywać sobie w nim własny kawałek podłogi, dlatego w pełni utożsamiłam się z tą wyróżnioną w tekście myślą:

O zgubnej, toksycznej, a czasami wręcz katastrofalnej dla człowieka tendencji do zamieniania pragnień i kaprysów na poważne potrzeby czytałam już w Umyśle na detoksie Rafaela Santandreu’a. W tej publikacji również była o tym mowa, ale autorka nie jest naukowcem i badaczem. Jest prawniczką, która znalazła w swoim życiu równowagę dzięki narzędziu w postaci minimalizmu. To, co hiszpański psycholog i psychoterapeuta przedstawił od strony teoretycznej, ona, metodą prób i błędów oraz ciężkiej i wieloletniej pracy nad sobą, wprowadziła w czyn.
I o tej praktycznej drodze jest jej książka.
A właściwie przyjazna opowieść dziewczyny o minimalizmie, którą równie dobrze mogłabym wysłuchać w poczekalni do lekarza czy na dworcu kolejowym w oczekiwaniu na pociąg. Wrażenie osobistych zwierzeń sprawiały opisy własnych doświadczeń, odniesień do prywatnego życia i licznie czerpanych z niego przykładów zmagań z rzeczywistością i słabościami, ale i bezpośrednia, koleżeńska forma zwracania się do mnie, czytelniczki, per ty. Autorka założyła, że będą to głównie kobiety, stąd żeński rodzaj rzeczownika. Nie bazuje jednak tylko na przez siebie zdobytej wiedzy praktycznej. Powołuje się również na swoich profesjonalnych przewodników, których publikacje zgłębiła, wykorzystała w tekście i ujęła w Biblioteczce Minimalistki umieszczonej na końcu książki. Swoją opowieść ilustrowała licznymi wypowiedziami kobiet, które komentowały jej wpisy w prowadzonym przez siebie blogu Simplicite, bo to książka stworzona przez blogerkę, z wszelkimi zaletami i wadami tej kombinacji – uprzedza, dodając – Nie byłoby tej książki, gdyby nie blog. Nie byłoby bloga, gdyby nie minimalizm.
To dobra kombinacja.
Autorka nie narzucała jedynej, oczywistej prawdy. Zapoznała jedynie z istotą minimalizmu, prostując lub zmieniając wyobrażenia na jego temat oraz krążące zafałszowania, błędne przekonania i nieprawdy. Uporządkowała wiedzę, pokazując, czym on tak naprawdę jest (narzędziem, a nie celem!), na czym polega i komu jest potrzebny. Wbrew pozorom nie tylko osobom bogatym. Jak zauważa – Można jednak żyć w nadmiarze, wcale nie będąc zamożnym człowiekiem. Pokazała przede wszystkim drogę, wskazywała możliwości, chcąc, aby jej tekst był mądrą inspiracją, a nie jedynie zgrabną odpowiedzią na kilka oczywistych pytań. Nie dawała też gotowych odpowiedzi, ale ułatwiała ich znalezienie. Pomagała odnaleźć się w silnej i uzależniającej korelacji między tym, co mamy a tym, kim jesteśmy. Pokazała, jak uprościć tę sieć zależności, by móc widzieć w niej siebie i wyraźnie dostrzegać innych. Jednocześnie uczciwie przestrzegała przed bezmyślnym przyjmowaniem jej wiedzy, mówiąc – Myśl. Zastanów się. Nie podążaj ślepo utartą ścieżką, nie naśladuj bezmyślnie cudzych działań. Nie wierz mi na słowo. Sprawdzaj. Buduj od podstaw swój indywidualny minimalizm skrojony na swoją miarę, na swoje potrzeby, na swoje oczekiwania, na swój cel w życiu. To ważna przestroga, chroniąca przed popadnięciem w skrajny minimalizm, którego autorka nie jest zwolenniczką. Ostrzegała również przed złudzeniem minimalizmu rozwiązującego wszystkie problemy człowieka w trzy dni, podkreślając, że minimalizm to nie remedium na życie, cel sam w sobie, chwilowa moda czy kaprys, ucieczka od zmartwień i magiczna szczepionka na wszystkie życiowe niepowodzenia. Minimalizm może stać się za to katalizatorem zmian, narzędziem i sposobem na znalezienie poszukiwanych odpowiedzi na wiele trudnych pytań.
A było ich dużo!
Dopiero po odpowiedzeniu sobie na nie w pierwszym rozdziale Chcieć mniej, można było zacząć działać, przechodząc do rozdziału drugiego Mieć mniej. Również w tej praktycznej części publikacji, autorka podsuwała, sugerowała, wskazywała, proponowała własne, wypróbowane rozwiązania ułatwiające pierwsze kroki w ogarnianiu nadmiaru w nas i na zewnątrz. Również w świecie wirtualnym. Przygotowała do tego celu sprawdzone narzędzia w postaci listy rzeczy, których łatwo się pozbyć i Wyzwania Minimalistki. To ostatnie narzędzie wypróbowała w swoim blogu jako projekt ułatwiający krok po kroku, punkt po punkcie, a jest ich aż 51, realizować zadania przybliżające do obranego celu. Ja zauważyłam w nim zupełnie inny potencjał i rolę – swoisty test na zaawansowanie w minimalizmie. Im większa liczba zrealizowanych zadań lub nas niedotyczących, tym większy stopień zaawansowania. Ja zatrzymałam się dopiero (ku mojej radości) na punkcie 11.

Było trudno, bo lubię spać, ale realizuję go codziennie i chwalę sobie tę chwilę ze sobą tuż przed włączeniem się w pędzący świat szumu. Wprawdzie ograniczyłam godzinę do 30 minut, ale wolno było mi. Lista nie jest sztywna. Autorka wręcz zachęcała do modyfikacji i poszerzania zadań o swoje własne po to, by wyzwanie nie było udręką, ale dobrą zabawą realizującą przy okazji cel.
Jaki był cel autorki?
Spokój i klarowny ogląd tego, co dla mnie najważniejsze. – napisała. I od tego wymogu postawienia sobie celu przez czytelniczkę zaczyna swoją opowieść. Przygotowała nawet na jego wpisanie specjalne miejsce w książce:

Moim celem było utwierdzenie się w przekonaniu, że wybrałam dobrą drogę, którą autorka nazywa minimalizmem, a ja – byciem ubogą duchem.
Nie jest łatwo, ale jest prosto, klarownie, spokojnie i pięknie!
Uwaga techniczna!
Raziło mnie używanie bardzo powszechnej, ale nieprawidłowej odmiany wyrazu „blog” – „autorka blogu”, a nie „autorka bloga” lub „prowadzę blog”, a nie „prowadzę bloga”.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Chcieć mniej [Katarzyna Kędzierska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
niedziela, 04 września 2016
Londyn w czasach Sherlocka Holmesa – Krystyna Kaplan



Londyn w czasach Sherlocka Holmesa – Krystyna Kaplan
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2016 , 288 stron
Literatura polska


Londyn Sherlocka Holmesa?
Nie tylko! To również miasto współcześnie żyjących Arturowi Conanowi Doyle’owi, stwórcy i „mordercy” Sherlocka Holmesa. Całej plejady równie znanych nam obecnie jego mieszkańców oraz gości, jak Charles Dickens, George Bernard Shaw, Rudyard Kipling, Helena Modrzejewska, Cyprian Kamil Norwid, Fryderyk Chopin i wielu, wielu innych, których nie sposób tutaj wymienić. Dla mnie jednak przede wszystkim miasto Oscara Wilde’a. Może dlatego, że jestem świeżo po lekturze jego powieści Portret Doriana Graya, a może dlatego, że w tej publikacji dowiedziałam się wielu ciekawych, uzupełniających informacji o jego życiu w Londynie. Zanim jednak dotarłam do tego wątku, moją uwagę pochłonęła mapa Londynu umieszczona na początku książki.

To w tym momencie zrozumiałam, że będę potrzebować lupy, którą intensywnie wykorzystywałam w dalszej części publikacji.

Nie dlatego, że druk był mały (był w sam raz!), ale dla szczegółów na zdjęciach, które wyławiałam w powiększeniu, równie ważnych, jak informacje zawarte w tekście. Trochę byłam jak Sherlock Holmes, ale bez fajki! A było co oglądać, było co zwiedzać i dokąd pójść labiryntem ulic, placów i mostów. Moje pierwsze kroki autorka skierowała do rezydencji królewskich, zwracając szczególną uwagę na rozdział między epoką wiktoriańską a edwardiańską. Zaglądałam do sali tronowej, apartamentów dla królewskich gości, sal balowych, poznając etykietę dworską, zwyczaje i obyczaje członków rodziny królewskiej oraz jego dworu i krążące wśród nich... plotki i wybuchające skandale. Dopiero potem mogłam przejść do poddanych królowej, a potem króla. To w tym rozdziale nareszcie dokładnie poznałam przeciętny dzień damy (potwornie nudny, chyba że ktoś lubi się przebierać pięć razy dziennie) i dżentelmena (ich romantyczność istnieje tylko w filmach i literaturze) z najwyższej klasy zwanej upper class, by boleśnie spaść na sam dół, do jednej trzeciej mieszkańców miasta żyjących w skrajnym ubóstwie. Tutaj może było biednie, ale za to, jak ciekawie! Bez tego szemranego i inspirującego towarzystwa złodziei, przestępców i prostytutek, nie mielibyśmy w czym się obecnie zaczytywać. Ale najciekawiej było pomiędzy tymi skrajnymi warstwami społecznymi. To tutaj spotkałam najciekawsze osobowości miasta często niemające wstępu do elitarnych klubów, na dwór królewski czy na salony arystokratów. Żyjące wbrew normom społecznym, łamiąc zasady życia towarzyskiego, wyrzucane były na jego margines lub wręcz wykluczane z „towarzystwa” – dekadenci, degeneraci, sufrażystki, artyści, celebryci, wyjątkowe kobiety, filantropii, mecenasi sztuki, socjaliści i przedsiębiorcy dostarczający wszystkim rozrywki wysokiej w postaci szeroko pojętej sztuki (włącznie z tą użytkową, jak i bezużyteczną według Oscara Wilde’a) i „niskiej” w formie zakupów w galeriach handlowych (shopping nie jest czymś nowym), zwierzęcego zoo i „ludzkiego zoo”, gdzie można było zobaczyć dziwolągów natury. A ponad tym wszystkim krążyła chmura informacyjna w postaci szybkiej plotki pełniącej rolę reklamy, co się aktualnie nosi,

czym jeździ, na jakie przedstawienia i spektakle chodzi, gdzie i co się ogląda, jakich osób unika, kim jest kolejna kochanka króla i jakie aktualne przestępstwa tropi Scotland Yard.
To był intensywny i pasjonujący spacer!
Do końca nie zdecydowałam się, czy chodziłam po mieście z przewodnikiem, czy oglądałam miasto w albumie. Oszczędny, ale treściwy tekst i bogata ikonografia pełniły równorzędną rolę,

dając złudzenie spaceru od królewskiej rezydencji do budynku użyteczności publicznej, od dzielnicy arystokratów do dzielnicy półświatka, od centrum Londynu na peryferie socjalistycznego East Endu,

od królowej do człowieka-słonia.

Ponadstandardowe wymiary książki, półkredowy papier i twarda oprawa pozwalały na umieszczanie w niej fotografii panoramicznych, dających złudzenie budynków na wyciągnięcie ręki,

ulicy zapraszającej, by w nią wejść

i przyjrzeć się codziennemu życiu i problemom mieszkańców z bliska. Autorka często oddawała im głos, przytaczając fragmenty listów, wspomnień, wypowiedzi, tekstów literackich znanych i mniej znanych osób, opisujących sam Londyn, jak i komentujących wydarzenia, obyczaje i zwyczaje żyjących w nim obywateli, a także sytuację społeczno-polityczną na tle Imperium Brytyjskiego.
Częściowo znałam ten Londyn chociażby z twórczości pisarzy, których nazwiska wymieniłam na początku, ale w dużej mierze miasto odkrywało przede mną wiele nowych aspektów i sfer swojego funkcjonowania. Ta nowa wiedza wypełniła mi lukę w dotychczasowej, istniejącej pomiędzy arystokracją a skrajnym ubóstwem. To ta część publikacji zaciekawiła mnie najbardziej, a spacer był najbardziej owocny w fakty. Przebogata, różnorodna, obfitująca w kreatywne, a przez to skandaliczne osobowości, które miały największy wpływ na wszechstronny rozwój Londynu i jego populacji, która w wieku XIX i na początku XX wieku była świadkiem olbrzymiego postępu technicznego i intelektualnego oraz głębokich przemian społeczno-gospodarczo-kulturowych. To wytłumaczyło mi źródło opinii o Anglikach, na jaką natknęłam się poza granicami Polski wśród innych narodowości, jako zadufanych w sobie i przeświadczonych o swojej wyjątkowości czy wręcz misyjnej roli wobec innych narodów, która przetrwała do dzisiaj. Trzymam w ręku mocny argument świadczący o tym, że mieli do tego solidne podstawy.
Z naciskiem na - mieli.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

sobota, 03 września 2016
Portret Doriana Graya – Oscar Wilde



Portret Doriana Graya – Oscar Wilde
Przełożyła Maria Feldmanowa
Państwowy Instytut Wydawniczy , 1976 , 231 stron , wydanie 3
Literatura irlandzka


Urzekła mnie przedmowa autora do tej powieści.
Na poły manifest poglądów promujących ideę sztuki dla sztuki, na poły spis przekonań na jej rolę w życiu człowieka, a właściwie jej brak, bo każda sztuka jest bezużyteczna. Można też ją uznać za syntezę treści przesłania zawartego w fabule. Dla wtajemniczonych w biografię autora jako echo lub skutek pierwszego wydania powieści, która okazała się w 1890 roku obrazoburcza, niemoralna i skandaliczna dla ówczesnego czytelnika. Wydanie jej w formie książki (premierowe wydanie ukazało się w czasopiśmie) okrojonej o sceny homoseksualne, zyskała na pojawieniu się przedmowy. Dla mnie, listy aforyzmów gotowych do cytowania w zależności od dyskutowanego tematu, z których najpopularniejszym i najbardziej znanym jest – Nie ma książek moralnych lub niemoralnych. Są książki napisane dobrze lub źle. Nic więcej. I pod tym kątem, narzuconym przez autora ku lepszemu zrozumieniu przez czytelnika, co autor miał na myśli, można czytać tę powieść. Obserwować, jak malarz Bazyli tworzy portret Doriana, nadając mu nowy styl w sztuce, nowy sposób patrzenia na życie, którego dziwnym bodźcem była sama obecność człowieka, nieświadomego swej roli.
Dla mnie to jednak przede wszystkim powieść psychologiczna.
Opowieść o młodym mężczyźnie, Dorianie Grayu, którego psychika staje się materiałem plastycznym kształtowanym w ramach eksperymentu psychologicznego-społecznego przez lorda Henryka. Pospolitego gruboskórnego ówczesnego społeczeństwa znajdującego zadowolenie w wywieraniu wpływu na tak podatny materiał. Przyjemność w manipulacji, w której nic nie mogło się równać podobnej grze. Własną duszę przelewać do wdzięcznego naczynia i na chwilę ją tam pozostawić, słyszeć echo własnych poglądów, wzbogacone melodią namiętności i młodości, temperament swój przekazywać komuś drugiemu niczym subtelny fluid lub niezwykły aromat. Oto źródło najwyższy radości, gdy samemu jest się ograniczonym przez normy epoki, w której przyszło żyć. I tak jak Bazyli tworzył zewnętrzny obraz idealnego Doriana na płótnie, tak lord Henryk tworzył wewnętrzny obraz moralnego potwora. Cienka granica między psychiką a ciałem, między fizycznością a uduchowieniem jest nie do uchwycenia. Dla niektórych wręcz niewidoczna. Zmysły mogą uszlachetniać, a duch poniżyć człowieka. Ciało Doriana jest nieskazitelne, piękne i niezmienne. Duch coraz bardziej pogrążony w procesie rozkładu powodowanym przez nieodwracalne skutki czynów popełnianych pod wpływem ciekawości i pragnienia nowych doświadczeń przynależnych młodości, za które Dorian nie ponosi konsekwencji.
Do czasu!
Do momentu obudzenia się dla jednych sumienia, a dla innych bojaźni przed Bogiem, których portret jest w tej opowieści symbolem. Metaforycznie toczone przez wyrzuty lub grzechy, a dosłownie przez robactwo żerujące na obrazie, niszczą, bezczeszczą i plugawią urodę, wdzięk, czystość i niewinność Doriana.
Dla świata nadal jest jednak piękny!
Oceniany według powierzchowności cielesnej, a nie zgubnego wpływu wywieranego na ludzi, staje się coraz bardziej niebezpieczny w swojej rozwiązłości używania życia. Nikt jednak nie wie, poza samym Dorianem, jak zaciekle piekło i niebo toczą w nim walkę o duszę. I ta ciągła walka jest sztuką życia. W tym właśnie momencie wszystkie postulaty o sztuce z przedmowy autora można przenieść na życie. Jak bardzo jest to niebezpieczne, trudne i obfitujące w przerażające konsekwencje, które ostatecznie trzeba ponieść, pokazał nam na losach Doriana, wcielającego w życie postulat – każda sztuka jest bezużyteczna czyli każde życie jest bezużyteczne. Można żyć dla życia. Można nie przestrzegać norm społecznych i zasad moralnych. Można nie posiadać "sympatii etycznych”. Można zarówno cnotę, jak i występek, traktować tak, jak tworzywo lub narzędzie w sztuce życia. I mogłabym tak po kolei przenosić myśli o sztuce z przedmowy autora na myśli o życiu. Można wszystko! Żyć dla siebie i żyć dla samego życia, podnosząc to do rangi sztuki. Tylko trzeba liczyć się z tego konsekwencjami, które prędzej czy później trzeba ponieść.
I jeszcze jedno.
Powieść tę wyprzedza fama homoseksualnej treści. Przynajmniej mnie to spotkało. Musiałabym być radykalną i skrajną homofobką, by w tej powieści znaleźć sceny homoseksualne. Można na siłę doszukiwać się takich sugestii w fascynacji Bazylego urodą Doriana czy w fascynacji młodością lorda Henryka, czy w sferze przygód Doriana z mężczyznami, których szczegółów nie poznaje się, tylko wzmiankę o ich samobójstwie, a co poprzedni czytelnik tej wiekowej książki uznał za godne zaznaczenia. Coś znalazł i okazał radość.

Jednak to zawsze będą echa pierwszego, pełnego wydania, które takie sceny zawierały. W tej poprawionej wersji pozostają dalekosiężne domysły i daleko posunięte nadinterpretacje. Myślę, że gdyby nie homoseksualna orientacja autora, za którą został skazany na dwa lata więzienia, nikt nie próbowałby nawet zauważać tego aspektu powieści. Pozostaje więc sztuka dla sztuki, sztuka życia i życie dla życia oraz poszukiwanie odpowiedzi, czy się z tym zgadzamy.
Tylko tyle i aż tyle!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Portret Doriana Graya [Oscar Wilde]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Po lekturze z przyjemnością obejrzałam film powstały na podstawie powieści.
niedziela, 28 sierpnia 2016
Zapach cedru – Ann-Marie MacDonald



Zapach cedru – Ann-Marie MacDonald
Przełożył Jan Kraśko
Wydawnictwo Świat Książki , 2009 , 558 stron
Literatura kanadyjska


Cedrowa skrzynia.
Schowana na strychu może czynić je miejscem magicznym przywołującym przeszłe czasy. Przyłóż ucho do muszli. Usłyszysz szum Morza Śródziemnego. Otwórz skrzynię. Poczujesz zapach Starego Kraju. Jej właścicielka, Materia, często to robiła. Wkładała głowę do środka i znowu czuła ciemny eliksir ojczystego języka, dłonie matki pachnące pietruszką i cynamonem... Niepozorna skrzynia kryła w sobie nie tylko wspomnienia. Była skarbnicą i pamięcią rzeczy cennych, ale i tych, przypominających tragiczne chwile z życia członków rodziny Piperów – bagnet z I wojny światowej, książki, sukienkę chrzcielną czy zdjęcia. Na tych ostatnich można zobaczyć wszystkich właścicieli materialnych skrawków przeszłości. Górnicze miasteczko na urwistym klifie sterczącym nad wąskimi, kamienistymi plażami, w którym żyli, gdzieś na jednej z kanadyjskich wysp, w najdalej wysuniętej prowincji kraju. Kamienistą ulicę Wodną, przy której mieszkali, prowadzącą prosto na skraj miasta, na pochyłą skarpę z widokiem na ocean. Drewniany dom o białych ścianach z krytą werandą, trochę większy od pozostałych. Mamę Materię nazywaną przez jej dzieci Musią, ubraną w czarną sukienkę. Pustą kołyskę Ambrożego. Ojca Jakuba z zaplecionymi warkoczykami przez Lilię, która urodziła się po Tamtej Lilii. Mercedes z opalowym różańcem, z którym nigdy się nie rozstawała, przypinając go do wewnętrznej strony stanika, by zawsze był pod ręką. Katarzynę o płomiennych włosach, zielonych oczach, których kolorów na czarno-białym zdjęciu trzeba się domyślić, oraz pięknym głosie wróżącym karierę śpiewaczki operowej. I wreszcie jej młodszą siostrę Franciszkę stojącą w strumieniu i tulącą do siebie małe zawiniątko.
Żadne z nich już nie żyje.
Tak zaczyna się opowieść o dysfunkcyjnej, a dla mnie nieszczęśliwej, rodzinie, której przyszłość los naznaczył złym początkiem jej założenia. Materia i Jakub, pochodzący z różnych środowisk i ras, pobrali się wbrew woli rodziców dziewczyny. Wszystko, co zdarzyło się później, począwszy od 1898 roku, w którym Jakub po raz pierwszy ujrzał Materię, było tego skutkiem, a raczej konsekwencją kolejnych wyborów, którą ponosili wszyscy po kolei. Czytałam z rosnącą ciekawością ich świata, losów, zdarzeń rozgrywanych w tajemnicy niedopowiedzeń, kłamstw i sekretów do momentu śmierci większości bohaterów, po której zrobiło się... nudno! Na domiar tego, nastąpiło to bardzo szybko. Czar prysł!
Byłam zawiedziona!
Sięgając po tę pozycję, miałam w pamięci refleksyjną, tajemniczą, dobrze skonstruowaną powieść tej autorki Co widziały wrony. Postawiła w niej dosyć wysoko poprzeczkę moich oczekiwań wobec jej twórczości. Nie odnalazłam w drugiej jej powieści niczego, co zapamiętałam z pierwszej, poza umiejętnością tworzenia pięknych, plastycznych, szczegółowych opisów miejsc, krajobrazów i postaci oraz budowania nastroju tajemnicy. Zabrakło jednak spoiwa łączącego ze sobą ten potencjał w spójną konstrukcję, która tutaj przypominała nieudolnie sfastrygowany patchwork. Chaos ten potęgowała różnorodna narracja. Nie porządkowało go nawet celowe wprowadzenie nawracających wątków, ukazujących raz widziane sytuacje z zupełnie nowej i odmiennej perspektywy pozostałych bohaterów. Pogłębiła go osobna, końcowa historia losów Katarzyny, dopełniająca obrazu całości, a raczej na nowo go porządkująca ujawnieniem ostatniej, rodzinnej tajemnicy.
Źle się w niej czułam.
Nawet jako tylko obserwatorka, a raczej słuchaczka, bo dramatyczne dzieje Piperów były opowiadane najmłodszej, najbardziej nieświadomej prawdy, dziewczynie w rodzinie. Irytowali mnie bohaterowie, których wyborów do końca nie rozumiałam. Nie byłam ciekawa ich skutków, a tym samym zdeterminowanych przez nie dalszych losów. Nie angażowałam się w ich emocje. Często uciekałam, zwłaszcza w środkowej części powieści, myślami od tekstu.
A mimo to, czytałam!
Może dla tych opisów-miniaturek, a może z przyzwyczajenia do rodziny, a może dla przesłania mówiącego o trudnych wyborach i ponoszeniu ich konsekwencji, a może dla obrazu życia Kanadyjczyków i imigrantów na przełomie XIX i XX wieku, a może z niepogodzenia się z faktem, że tak dobry potencjał fabuły autorka zmarnowała złą konstrukcją, a może dlatego, że pasują do tej powieści słowa Oscara Wilda – „Nie ma książek moralnych lub niemoralnych. Są książki napisane dobrze lub źle. Nic więcej.”?
Nie wiem!
Wiem tylko jedno – obojętność czytelnika wobec powieści to najgorsze, co może się jej przytrafić.
A dokładnie to czułam.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Za książkę dziękuję autorce blogu Czytam, bo lubię...
środa, 24 sierpnia 2016
Zbrodnia – E. Benjamin Skinner



Zbrodnia: twarzą w twarz ze współczesnym niewolnictwem – E. Benjamin Skinner
Przełożył Jacek Konieczny
Wydawnictwo Znak , 2010 , 400 stron
Literatura amerykańska


To pytanie umieszczone na odwrocie książki sprawiło, że tytuł główny nabrał dla mnie zupełnie innego znaczenia. Początkowo kojarzył mi się wyłącznie z tematyką kryminalną. W tych reportażach ma dużo szerszy zakres i groźniejszy wymiar. Obejmuje zasięgiem cały świat i jest trudne do zauważenia przez przeciętnego człowieka.
To niewolnictwo.
Mamy XXI wiek, a ono nadal istnieje wbrew i pomimo dwunastu międzynarodowych konwencji zabraniających handlu ludźmi oraz ponad trzystu międzynarodowych traktatów zakazujących niewolnictwa. Na dodatek, jak na ironię, polityka poprawności ONZ doprowadziła do sytuacji, w której obecnie na świecie żyje więcej niewolników niż kiedykolwiek wcześniej w historii ludzkości i to pomimo uznania go za zbrodnię przeciwko ludzkości. Niewidoczne i nieobecne w świadomości ludzkiej, nadal uchodzi za zjawisko historyczne. Dla niektórych nieistniejące współcześnie. Dla innych niedostrzegane ze względu na głębokość jego ukrycia w państwach europejskich i USA oraz ze względu na powszechność przechodzącą w normę w krajach trzeciego świata. Autor, podejmując się osobistego zbadania tego zjawiska na świecie, największy problem miał właśnie z jego dostrzeżeniem w miejscu, do którego przybywał, pisząc – gdy przyjeżdżałem do jakiegoś państwa, przez pierwsze tygodnie największym wyzwaniem było dla mnie znalezienie choćby jednego niewolnika. Po nawiązaniu kontaktu z odpowiednimi ludźmi, często podejrzanymi typami, przechodziłem na drugą stronę lustra. Wtedy niewolników dostrzegałem wszędzie. I zaproponował mi przejście na tę drugą stronę zwierciadła.
Prosto do piekła!
Do świata, w którym nie powstrzymano ideologii aprobujących niewolnictwo, w którym człowiek jest tańszy od świni i w którym nie istnieją żadne traktaty i porozumienia abolicyjne. Przez pięć lat odwiedził dwanaście państw, nagrywając setki wywiadów z niewolnikami, handlarzami niewolników i osobami, którym udało się odzyskać wolność.
Zabrał mnie do Port-au-Prince na Haiti, gdzie pokazał życie dzieci zwanych restavekami (nierzadko liczącymi sobie zaledwie trzy lub cztery lata), dla których przemoc to codzienność i pierwszą lekcję zauważania dziecięcego niewolnika – Piętnastoletni niewolnik jest średnio 3,8 centymetra niższy i 18 kilogramów lżejszy od przeciętnego piętnastolatka. Na skórze mogą mieć oparzenia od gotowania dla swoich panów albo blizny od bicia (do którego może dojść nawet w miejscu publicznym) pejczem martinet, kablami elektrycznymi lub drewnianymi rózgami. Noszą wyblakłe, rozciągnięte, używane ubrania. Chodzą boso lub w sandałach, a jeśli mają szczęście, to w za dużych butach. I nigdy nie spojrzą ci w oczy. Można z nimi zrobić wszystko – zgwałcić, zabić, posiekać na kawałki i nakarmić nimi świnie. Problem ten, przy okazji pisania o historii niewolnictwa na Haiti, zasygnalizował Adam Węgłowski w Żywych trupach, nazywając śmierć społeczną znikających ludzi zjawiskiem zombie.
Podczas wyprawy do Sudanu pokazał mi konsekwencję długotrwałych konfliktów zbrojnych między północą a południem przekładającym się między innymi na rosnącą skalę niewolnictwa. O tym zjawisku czytałam we wstrząsających wspomnieniach Dave’a Eggersa Co to za Coś.
Problem handlu niewolnicami seksualnymi w Holandii i Mołdawii przypomniał mi, że ten temat szeroko naświetliła Lydia Cacho w Niewolnicach władzy.
W Rumunii pokazał mi sprawność dobrze działającej mafii cygańskiej zniewalającej romskie dzieci i dziewczyny do prostytucji, której mechanizmom jej działania Rolf Bauerdick przeznaczył jeden rozdział w Cyganach.
W Zjednoczonych Emiratach Arabskich to, co opisała Aleksandra Chrobak w Beduinkach na Instagramie, poświęcając rozpaczliwy rozdział niewolnictwu służących, autor poszerzył o robotników budowlanych i dzieci wykorzystywanych do ujeżdżania wielbłądów.
To nie wszystko.
Wymieniłam tylko te kraje, które były mi znane z wcześniejszych publikacji. Rozproszone, nie przemawiały tak silnie, jak zebrane w tej jednej pozycji. A w tej podróży po niewolniczym piekle odwiedził jeszcze Indie, w których niewolnictwo jest dziedziczne i w których wioski w dwóch trzecich należą do jednego pana, w których dzieci pracują niewolniczo na straganach z herbatą i w fabrykach produkujących sari, tkają dywany, łowią ryby i zwijają papierosy po kilkanaście godzin dzienne, w makabrycznych warunkach, przypłacając to zdrowiem i nierzadko życiem. To co najmniej pół miliona dzieci w samej stolicy Delhi. Podróż kończy w USA, gdzie każdego roku handlarze ludźmi przywożą do Stanów Zjednoczonych więcej niewolników niż ich koledzy po fachu w XVII wieku, jeszcze przed wojną o niepodległość. Gdzie w centrum moralnego świata na Manhattanie, niedaleko siedziby ONZ, można w biały dzień kupić zdrowego chłopca lub dziewczynkę. Do wyboru macie niewolnika o dowolnym kolorze skóry, którego możecie wykorzystać w dowolnym celu. Najczęstsze zastosowania to seks i pomoc domowa, ale decyzja należy do was. – zachęca handlarz.
Pamiętajmy, cały czas jesteśmy w XXI wieku!
Obraz skali problemu dotykającego współczesną ludzkość autor uzyskał dzięki kompleksowemu omówieniu zjawiska niewolnictwa w jednej publikacji. Nie tylko wydobywa go z mroku szarej strefy, odwiedzając opisywane miejsca, fabryki, burdele, prywatne domy handlarzy, dzielnice czerwonych latarń, wioski niewolników, przemierzając drogę handlu od sprzedawcy do nabywcy i pozorując takie procedury, nie tylko przytacza kilka wstrząsających i tragicznych losów konkretnych osób spośród setki poznanych, by dać twarz statystykom, ale również pokazuje sylwetki osób działających w ruchach abolicjonistycznych. Ludzi spalających się dla sprawy, ale i polityków, szczególnie amerykańskich, wykorzystujących problem do rozgrywek dyplomatycznych lub walki politycznej o władzę.
Obnaża również hipokryzję amerykańskiego rządu.
Wskazuje poważne wady amerykańskiej strategii, z których największą jest walka ze skutkami, a nie z przyczynami. W efekcie handel ludźmi wykorzystywanymi seksualnie przypominał hydrę. Zamknij jeden duży burdel, a gdzie indziej wyrosną dwa mniejsze. Zamknij i te, to handlarze zaczną dowozić dziewczyny do klientów. Zaaresztuj lub zabij handlarzy działających wzdłuż jednej trasy, kolejni pojawią się przy innej, gdzie urzędnicy chętniej biorą łapówki. Zrób porządek na jednej granicy, a handlarze opanują setki kilometrów niestrzeżonych granic przecinających całą Europę. Rozbij siatkę przestępczą nadzorowaną przez mafię, w jej miejsce powstanie trzydzieści lokalnych przedsięwzięć. Taka sytuacja sprzyja utopijnemu myśleniu, że zwalczenie wszystkich form niewolnictwa jest niemożliwe. Zwłaszcza, że przynosi największe zyski zaraz po handlu bronią.
Autor temu podejściu przeciwstawia się.
Jest przekonany, że wprawdzie niewolnictwo towarzyszy ludzkości od ponad pięciu tysięcy lat, a jednak dzięki wzmożonym i skoordynowanym wysiłkom możemy je wyeliminować w ciągu jednego pokolenia. Chociażby poprzez „przeciąganie” ludzi na drugą stronę lustra, by zobaczyli współczesne piekło niewolników. Nie poprzestaje jednak tylko na uświadamianiu czytelników. Podpowiada, co można zrobić jeszcze, by nie pozostać świadomym, ale biernym lub, co gorsza, nie wyrzucić z pamięci tego wszystkiego, o czym napisał, powracając w stan wygodnego zapomnienia o najbardziej palącym i najbardziej lekceważonym problemie społecznym – pamiętajmy! - będącym zbrodnią przeciwko ludzkości. Na swój skromny sposób (a liczy się każdy) dołączam do autorytetów tego świata promujących tę pozycję – Billa Clintona i Elie Wiesela, więźnia obozu koncentracyjnego oraz autora Nocy – i podsuwam to „lustro” kolejnym czytelnikom. Zupełnie inaczej patrzy się wtedy na dziewczyny przy autostradach łapiących klientów. Nie w kategoriach moralno-oceniających, ale w kategorii niewolnictwa.
Wtedy widzi się niewolnictwo i jego ofiary również w Polsce.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

A tak o książce mówi Draginja Nadaždin - dyrektorka polskiego oddziału Amnesty International.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 90
| < Wrzesień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
O autorze
Zakładki:
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję...
A we wrześniu w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów (850)
Mój top czytanych w 2015
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi