Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
sobota, 16 lutego 2019
Taniec zegara – Anne Tyler

Taniec zegara – Anne Tyler
Przełożyła Kamila Slawiński
Wydawnictwo Poradnia K , 2019 , 270 stron
Literatura amerykańska
 

   Pozornie nie działo się w tej powieści nic spektakularnego.

   Nic, co warte byłoby zapamiętania. Nic jednoznacznego lub decydującego o jej kierunku rozwoju. Nic, co trzymałoby mnie w nieustannym napięciu, by odkryć przyczynę jakiejkolwiek zagadki, sekretu lub tajemnicy. Nic, co mogłabym ważnego śledzić, czekając niecierpliwie na wyjaśnienie. Pośpieszałam ją z kartki na kartkę. Z dekady na dekadę upływających lat, które składały się na rozdziały. Skupiona na treści, nie czytałam między wierszami. A to tam kryło się jej przesłanie.

   Dokładnie w takim oślepiającym pośpiechu żyjemy.

   Dzień za dniem. Tydzień popędza kolejny tydzień. Rok goni następne lata. Podobnie jak w powieści. Życie toczyło się w niej od dekady do dekady począwszy od 1967 roku, kiedy Willa, główna bohaterka, była małą dziewczynką nierozumiejącą napadów wybuchu matki połączonych z jej znikaniem na kilka dni. Dziesięć lat później w 1977 roku była już nastolatką uczącą się w Kinney College w stanie Illinois, gdzie poznała Dereka. W kolejnym przeskoku, tym razem o dwie dekady, w 1997 roku wyszła za niego za mąż i urodziła dwóch synów, by zostać młodą wdową. W 2017 roku ponownie wyszła za mąż, a dorośli synowie byli już usamodzielnieni. I pewnie za kolejnych dziesięć lat czytałabym o jej pogrzebie, gdyby nie odebrała telefonu z prośbą o zaopiekowanie się dziewczynką, której matka, była dziewczyna jej syna, została postrzelona. Mimo że Cheryl nie była jej biologiczną wnuczką,  Willa zgodziła się.

   Jej pobyt w Baltimore zmienił wszystko.

   Jej sposób patrzenia na życie i na samo życie. Niby budowane przez jej własne wybory i decyzje. Niby dostarczające zadowolenia i satysfakcji. Niby toczące się bez większych problemów, a jeśli takie były, to świetnie sobie z nimi radziła. A jednak czegoś jej brakowało. Nie odczuwała tego, dopóki nie znalazła się w Baltimore.

   Gdzie popełniła błąd?

   Miała za sobą ponad sześćdziesiąt lat życia, którego nie poczuła, wpatrzona w przyszłość. Planowała, wyznaczała cele i dążyła do nich, nie zastanawiając się nad tu i teraz. Nie doceniała chwil, momentów, odcinków czasu odliczanych niczym w zegarze, który odmierzał jej życie. Składały się na jego treść, a jednocześnie umykały niczym niezauważalne sekundy tak obrazowo przedstawione przez dzieci w powieści, które nazwały je tańcem zegara. Dzieci, które potrafiły cieszyć się teraźniejszością. Jeszcze posiadające zdolność, którą dorośli gubili w pędzie życia. Dokładnie to uświadomiła sobie Willa, która, gdyby miała wymyślić taniec zegara, nie wyglądałby tak jak ten, który pokazały jej trzy dziewczynki. Nie, w jej wersji kobieta przemierzałaby z lewa w prawo, przez cały czas wirując szaleńczo, tak że publiczność widziałaby tylko kręcącą się barwną plamę, która za chwilę znikłaby im z pola widzenia. Puff – i już znika za kulisami. Bez śladu.

   Jednak na zmiany nigdy nie jest za późno!

   Willa robi to u schyłku życia. Zmienia tempo tańca, by każdy ją dobrze widział, a i ona sama, by cieszyć się każdym jego ruchem, każdą sekundą jego trwania. Dzielić życie nie na lata i tygodnie, ale na momenty w ciągu dnia poszerzające pole widzenia, by ujrzeć siebie okruszkiem na ziemskim globie. Maleńkim organizmem w kosmosie i z tego dystansu nauczyć się rozróżniać, co w życiu jest istotne, chociaż niewidoczne, a co zupełnie bez znaczenia, chociaż spektakularne. Nauczyć się czytać życie między jego wierszami w takt tańca zegara.

   I tak też należy czytać tę powieść – nieśpiesznie, między wierszami.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Inni o książce.

niedziela, 10 lutego 2019
Klub Samobójców – Rachel Heng

Klub Samobójców – Rachel Heng
Przełożył Ryszard Oślizło
Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 404 strony
Literatura amerykańska


   Lea żyła  w świecie, który troszczył się o jej długowieczność.

   Miała sto lat i ani jednej zmarszczki na ciele jędrnym dzięki DiamentowejSkórzeTM wytrzymałej na uderzenia samochodu i upadek nawet z osiemdziesiątego piętra, zrastającej się w kilka sekund po zranieniu. InteligentnejKrwiTM krzepnącej w niespełna milisekundzie. TwardymMięśniomTM i innym ReparantomTM wzbogaconym o antyoksydanty i środki antystresowe. Diecie opartej na proteinowych nutridrinkach i tlenowych szotach, wykluczającej tradycyjne jedzenie z konserwantami, składnikami kancerogennymi skracającymi telomery. Żyła w społeczeństwie kultywującym nieśmiertelność w myśl idei – zdrowy duch, zdrowe ciało. Ustawa o świętości życia oraz dyrektywy zmniejszające stres i jego oksydacyjne działanie, wyznaczające dietę, sesje rewitalizacyjne, ćwiczenia, długość snu, ilość godzin pracy, a nawet rodzaj dopuszczalnej do odbioru muzyki, filmu i sztuki, gwarantowały wyłapywanie ze społeczeństwa jednostek popełniających świętokradztwo.

   Zamach na życie.

   Swoje lub innych. Lea przez nieostrożność wpadła pod samochód, narażając się na podejrzenie o próbę samobójczą. Skierowana do Grupy Wsparcia uzależnionych od myśli o śmierci, poznaje w niej Anję. Przywódczynię Klubu Samobójców skupiającego ludzi przeciwstawiających się dystopijnemu światu, w którym musieli żyć. Według nich nie gwarantował długowieczności każdemu, a nieśmiertelność tylko wybranym. Zamykał w pułapce  wiecznego życia w nieruchomym, zdegenerowanym, ale mechanicznie funkcjonującym organizmie. Dokładnie w takiej sytuacji znalazła się matka Anji, a czekała ojca Lei.

   Obie musiały podjąć trudne decyzje.

   Anja – czy zabić matkę? Lea – czy pozwolić ojcu na samobójstwo? W społeczeństwie monitorowym przez system, inwigilowanym przez Obserwatorów i donosów ze strony najbliższych w imię znalezienia się na Liście Nieśmiertelnych, ich wybory i działania nie były łatwe.

   Były piekielnie trudne.

   Autorka stworzyła świat, o którym współcześni ludzie marzą i robią wiele, by pozostać jak najdłużej młodym. Pokazała jego pociągające strony pozytywne , ale również koszmarne strony negatywne. Zmusiła do zastanowienia się nad istotą śmierci, jej sensem, wartością, podkreślając jej niezbędność jako elementu dopełniającego życie.

   Jego najlepszym wynalazkiem.

   Wartością, która poprzez swoją nieuchronność zmusza do mądrego wybierania celu w życiu, który nadaje jemu sens. I na pewno nie jest nim kult młodości.

Zapewniam, że pochopna i nieprzemyślana odpowiedź na pytanie umieszczone na okładce tej książki przed jej przeczytaniem, będzie zupełnie inna po jej przeczytaniu.

   Ale to nie koniec rozważań, które podsuwa autorka. Bo jeśli odpowiedź brzmi – nie, to co z uporczywym leczeniem? Co z chorobami terminalnymi? Co z głębokimi upośledzeniami płodów? Co z prawem do rezygnacji z życia, gdy umysł jest uwięziony w nieruchomym ciele? Czy powody członków Klubu Samobójców nie przypominają tych podnoszonych przez zwolenników eutanazji? – Niektórzy chcieli uniknąć samej możliwości ugrzęźnięcia w pułapce bycia nieśmiertelnym, inni po prostu czuli, że mają już dość, i woleli sami zdecydować o swoim końcu. Jeszcze inni pragnęli coś zamanifestować. Mieli poczucie, że walczą dla idei, w imię fundamentalnego prawa każdego człowieka. Powoli, ze strony na stronę opowieści, odkrywałam podobieństwo dystopii  do mojego świata współczesnego i, chcąc czy nie, musiałam opowiedzieć się po jednej ze stron: tradycyjne posiłki czy Nutripaki, jazz czy muzak, kochający życie czy świętokradcy?

   Świętość życia czy świętokradztwo?

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Klub Samobójców [Rachel Heng]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka o swojej powieści, która wywołała międzynarodową dyskusję o manii doskonałości i problemach związanych z kultem zdrowego odżywiania - jak przeczytałam na okładkowym skrzydełku.

sobota, 09 lutego 2019
Mój piękny syn – David Sheff

Mój piękny syn – David Sheff
Przełożył Jarosław Mikos
Wydawnictwo Poradnia K , 2019 , 448 stron
Literatura amerykańska


Na szczęście mam syna, mojego pięknego syna.

Na nieszczęście jest uzależniony od narkotyków.

Na szczęście jest na terapii.

Na nieszczęście ma nawrót.

Na szczęście jest znowu na terapii.

Na nieszczęście ma nawrót.

Na szczęście jest znowu na terapii.

Na nieszczęście ma nawrót.

Na szczęście jeszcze żyje.

   Ta gra słowna przytoczona przez autora idealnie oddaje specyfikę uzależnienia dziecka i jej wpływ na rodzinę. Przypomina spiralę, po której wszyscy staczają się w dół otchłani ciągnieni przez degeneracyjną chorobę. W tej krótkiej rymowance, którą można skandować w nieskończoność aż do śmierci dziecka, zawarte jest wszystko to, co opisał David. Ojciec uzależnionego Nica, który opowiedział swoją wersję walki z nałogiem w autobiografii Na głodzie. Wspomnienia ojca są drugą stroną tej samej historii przeżywanej tym razem przez rodzinę Nica – ojca, matkę, macochę, rodzeństwo i dziadków.

   Historią współuzależnionych.

   Autor opowiada ją linearnie. Chce, by przedstawiona chronologicznie, począwszy od narodzin Nica aż do jego ostatniego epizodu trzeźwości, posłużyła za obraz procesu, w którym można prześledzić symptomy początku uzależnienia, a potem jego powolny, ukryty rozwój aż do jawności. Mają z tego skorzystać wszyscy rodzice, którzy mogą poznać objawy fizyczne i psychiczne u dziecka zażywającego narkotyki. Zobaczyć, jak podstępnie uzależnienie wkrada się w życie rodziny i przejmuje nad nim kontrolę. Uczulić na pojawienie się reakcji wyparcia, kłamstwa i manipulacji ze strony dziecka. Pokazać rozdwojenie osobowości dziecka na kochające i agresywnego obcego. Opisać własny stan emocjonalny jako rodzica i typowe reakcje od wyparcia prawdy poprzez racjonalizację i poczucie winy aż do akceptacji uzależnienia dziecka, zmuszającej do działania. Do zrozumienia i zaakceptowania ważnej myśli – można kochać dziecko stracone prawdopodobnie na zawsze. Dlatego opisuje najważniejsze zdarzenia kształtujące i mające wpływ na rodzinę. Te dobre, te złe i te żenujące, których wstydzi się do dzisiaj i nie powtórzyłby ich nigdy więcej. Przede wszystkim jednak przekazał piekło bezsilności wobec niszczącego wszystkich nałogu. Stale obecnej udręki, rozbicia i ataków paraliżującej paniki. Niepewności co jest prawdą, a co kłamstwem. Niepokoju co realne, a co surrealne. Co normalne, a co horrendalne. Koszmarnego, wyczerpującego psychicznie lęku o życie dziecka, któremu ulgę przynosi jego... areszt. Paradoksalnie jedyne miejsce dające poczucie, że w tym miejscu dziecko jest bezpieczne i kojącą świadomość wiedzy, gdzie jest, z kim i co robi. Swój stan porównuje do żałoby po tej części osoby, którą zabrał nałóg.

   Podważa przekonanie o konieczności sięgnięcia dna przez uzależnionego.

   Nie pozwala na to synowi. Przeciwstawia się mu czynnie, stosując negowaną przez wielu metodę interwencji i szukając bezustannie pomocy w ośrodkach, namawiając do rozmów, starając się nawiązać kontakt, patrolując ulice w poszukiwaniu syna i nieustannie skłaniając do leczenia. W jego przypadku ta strategia sprawdziła się.

   Autor nie skupia się tylko na sobie i rodzinie.

   Szokująca informacja, jaką otrzymał w jednej z uczelni – Narkotyki są wszechobecne w każdym kampusie uniwersyteckim w Ameryce, w każdym mieście, więc młody człowiek musi nauczyć się żyć wśród nich. – sprawia, że swoje wspomnienia wyposaża w ważne treści dotyczące narkotyków. Najwięcej uwagi poświęca najgroźniejszemu z nich – metamfetaminie. Podaje powody i przerażające statystyki – procent uzależnionych, zgonów, chorób psychicznych i miliardy dolarów przeznaczanych na leczenie uzależnień i ich następstw, a nawet degradacyjny wpływ produkcji metamfetaminy na środowisko, o czym usłyszałam tutaj po raz pierwszy. Krytykuje politykę antynarkotykową Baracka Obamy i Donalda Trumpa, która czyni metamfetaminę narkotykowym problemem numer jeden w Ameryce, a problemy z nią związane przygniatają obecnie amerykański system wymiaru sprawiedliwości, polityki społecznej i opieki zdrowotnej. Wskazuje na palącą potrzebę walki z jej epidemią wzorowanej na wojnie z rakiem. Omawia socjalny system pomocy dla rodzin uzależnionych – mityngi, grupy wsparcia i terapie. Podsuwa rodzicom również mnóstwo podpowiedzi i rad motywujących, ale i ostrzeżeń przed błędami, które on popełnił.

    Tworzy przejmujący obraz wyczerpującej i wyniszczającej, ale zaciętej walki współczesnej rodziny dotkniętej uzależnieniem, które może przydarzyć się każdej innej. Każdej - ten wniosek, jaki sam się nasuwa, jest najbardziej przerażający, bo jeśli chodzi o uzależnienie od narkotyków, jesteśmy równi – to nieszczęście dotykające absolutnie wszystkich, bez względu na sytuację ekonomiczną, wykształcenie, rasę, pochodzenie geograficzne, QI czy inne okoliczności. Prawdopodobnie zbieżność czynników – silne, ale nieznane jeszcze, połączenie własnej biologii i wychowania – może, ale nie musi, prowadzić do uzależnienia. Dlatego jego opowieści powinni wysłuchać wszyscy, którzy wychowują dzieci i młodzież.

   Wszyscy rodzice, bo dobrze wiemy, że możemy być tylko tak szczęśliwi, jak nasze najbardziej nieszczęśliwe dziecko.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącym z książki.

Mój piękny syn [David Sheff]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Na podstawie wspomnień ojca i syna powstał film, który w styczniu wszedł na ekrany kin.

czwartek, 07 lutego 2019
Na głodzie – Nic Sheff

Na głodzie: moja historia walki z nałogiem – Nic Sheff
Przełożyła Dorota Pomadowska
Wydawnictwo Poradnia K , 2019 , 384 strony
Literatura amerykańska

   Uwielbiałem narkotyki, to, co ze mną robiły. [...] Nie chciałem z tego zrezygnować.

   Wyznał na kartach tej książki dwudziestodwulatek. Autor i narrator własnych przeżyć na sinusoidzie ćpania i trzeźwienia. Zaczął palić marihuanę, gdy miał dwanaście lat. Potem sięgnął po narkotyki twarde i alkohol. Pierwszy raz do ośrodka odwykowego trafił jako osiemnastolatek. Swoją historię uzależnienia nazwał walką z nałogiem, którą ujął w 642 dniach. W ostatnich niepełnych dwóch latach przed kolejną terapią w ośrodku, którą zakończył gotowością do życia w trzeźwości. W tak krótkim czasie ujął moment przerwania odwyku i powrotu do nałogu oraz ponowny powrót na terapię. To wystarczyło, żeby pokazać chwiejność, niepewność i nieprzewidywalność postawy uzależnionego. Jego bardzo silną chęć zażywania, by uwolnić się od poczucia odizolowania, odnaleźć szaleństwo i autentyzm na granicy śmierci i życia, by otrzymać instrukcję jego obsługi.

   A przecież miał ją w ręku!

   Był bardzo kochającym bratem, który uwielbiał swoje młodsze rodzeństwo z wzajemnością. Podziwiał i szanował swoją macochę. Świetnie dogadywał się z ojcem, z którym spędzał mnóstwo czasu na wspólnych wypadach, zajęciach i dyskusjach. Był lubiany w szkole, w której osiągał bardzo wysokie wyniki w nauce. Mógł wybierać w kolejnych szkołach i uczelniach. Rozwijał swoje pasje sportowe, muzyczne i dziennikarskie w zajęciach pozalekcyjnych. Miał nawet pierwsze sukcesy. A wszystko to osiągał, paląc systematycznie marihuanę, upijając się i biorąc metamfetaminę i jej podobne. Był odporny na rozmowy z rodzicami, psychologami, psychoterapeutami, trenerami z programu dwunastu kroków ukazujących złą stronę używek. Widział dysonans poznawczy w tym, o czym mówią a tym, co narkotyki mu dawały – przyjemność! Dokładnie przed tym przestrzegał w działaniach profilaktycznych Robert Palusiński w swojej publikacji Narkotyki - przewodnik. Próby pomocy ze strony bliskich i profesjonalistów zmieniły tylko jego przekonanie o kontroli nad nałogiem na przyznanie się, że jest narkomanem.

   Szczęśliwym narkomanem!

   Kwitował to jednoznacznym stwierdzeniem – Jestem narkomanem i co mam na to poradzić? Ćpać, tak? Ćpać, dopóki skrzydła nie opadną. {...} Taak, zdecydowanie jestem uzależniony od narkotyków, ale, hmm, dobrze mi z tym. Wiem, że to się źle skończy, ale muszę się sam o tym przekonać.

   Do tego momentu książka może być niebezpieczna dla młodego odbiorcy, bo pokazuje, że można brać i jednocześnie normalnie funkcjonować, wywiązywać się z obowiązków, a nawet osiągać sukcesy. Żyć tak, jak chciałoby wielu – na przyjemnym luzie, jakim daje haj. Jednak najcenniejszym w tej autobiografii jest jej druga część. Odwrotna strona medalu, pokazująca moment, w którym Nic osiąga dno. To dno, którego większość uzależnionych musi dotknąć, by się od niego odbić. To dno, o którym sam chciał się przekonać. Dla Nica nie było nim okradanie rodziny i znajomych, pobicia, prostytucja, grabieże, rozboje, fałszerstwa, włamania, areszt, przedawkowanie i pobyt na oddziale ratunkowym. Nawet nie koszmarne skutki fizyczne i psychiczne nałogu. Tym dnem była utrata euforii, przyjemności, technikoloru i poczucia, że możesz wszystko, na rzecz doznań negatywnych, o których napisał – Czuję się, jakby w moim żołądku płonęło siedem świec. Jedna, dwie, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem. Siedem świec pali się i dymi, siedem płomieni zwątpienia, lęku, żalu, bólu, straty, beznadziei, rozpaczy. Spopielają wnętrzności i pokrywają je sadzą. Na dnie moich oczu tli się coś, wciąż narastająca presja, paląca niczym płomienie tych siedmiu świec, której nie ugasi żadna ilość oddechów.

   Żadna ilość narkotyku!

   Co nie przeszkadzało mu po okresach trzeźwości dziwić się – Nie wiem, jak mogłem ponad rok wytrzymać bez ćpania. Ale właśnie o to chodzi w tej historii – pokazać pułapkę uzależnienia. Jego przyjemny początek, a potem cierpienie niemożności wyjścia z tego schizofrenicznego obłędu. Nic skupia się przede wszystkim na własnych przeżyciach, doświadczeniach, relacjonowaniu faktów, opisach sytuacji wynikających z jego wyborów, poszukiwaniu wyjścia z uzależnienia i korzystania z okazji wejścia do niego z powrotem. Piekło huśtawki nastrojów, odczuć i uczuć.

   Totalną bezradność i zagubienie.

   Nic nie szuka przyczyn, nikogo nie obwinia, skupiając się tylko na sobie. Wędrując ścieżkami Nica widziałam, jak łatwo zdobyć marihuanę, heroinę, kokainę i metamfetaminę pod każdą postacią. Jak zmienia myślenie i wydobywa z fajnego dzieciaka, agresywnego chłopaka. Jak w miejscu wartości moralnych człowieka pojawia się atawistyczny instynkt przetrwania narkomana. Jak łatwo manipuluje się i okłamuje wszystkich dookoła, będąc stale na haju. Jak w powszechnym użyciu są narkotyki wśród amerykańskiej młodzieży i ludzi show-biznesu, wśród których poruszał się Nic. Jak ogromną rolę pełni rodzina w wydobywaniu z nałogu uzależnionego, który na późniejszym etapie brania zapada na psychozę maniakalno-depresyjną, odbierającą resztki narzędzi wolicjonalnych do walki z nałogiem. Nieustannej walki do końca życia, które przegrała Christine F. autorka My, dzieci z dworca ZOO i o które nadal walczą Łukasz Grass autor autobiografii Najlepszy i James Frey autor wspomnień Milion małych kawałków i wielu, wielu innych.

Przede mną druga strona tej historii opowiedziana przez ojca Nica.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Na głodzie. Moja historia walki z nałogiem [Nic Sheff]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autor o swoim uzależnieniu.

wtorek, 05 lutego 2019
Koniec niewinności – Jean-Yves Potel

 

Koniec niewinności – Jean-Yves Potel
Przełożyła Julia Chimiak
Wydawnictwo Znak , 2010 , 328 stron
Literatura francuska

   Polska i jej przeszłość żydowska – oto niewyczerpany przedmiot rozmów i kłótni!

   Autor, francuski znawca problematyki Europy Środkowej, wykładowca uniwersytecki, a także ataché kulturalny przy Ambasadzie Francji w Warszawie, przekonał się o tym, obserwując zjawisko zderzania się dwóch pamięci – polskiej i żydowskiej. Zupełnie odmiennych, osobnych, niemających punktów wspólnych, często wrogich, a nawet sprzecznych. Sam wiele razy stawał pomiędzy tymi osobnymi widzeniami przeszłości, broniąc Polaków w dyskusji z Żydami, a Żydów w polemikach z Polakami. Zaczął zgłębiać ten problem braku porozumienia. W efekcie powstała publikacja o przełamywaniu barier i budowaniu wspólnej pamięci polsko-żydowskiej. Opowieść o ludziach po obu stronach muru, którzy próbują przebić się przez niego. Wstawiać drzwi i je otwierać do pamięci obiektywnej. Przejścia na mocy porozumienia, za którymi aż roi się od mniej lub bardziej niewygodnych pytań, niezadawanych do tej pory. W tym opracowaniu autor stara się na nie odpowiedzieć. Pokazać konkretnych ludzi i ich uświadamiające działania, poszerzające wiedzę, przypominające i upamiętniające wspólną przeszłość.

   Z różnymi efektami!

   Autor po wielu latach podróży po Polsce, rozmów z inicjatorami i ludźmi zaangażowanymi w porozumienie oraz współpracy z najważniejszymi organizatorami projektów, wskazuje na koniec niewinności Polaków, w którą tak wierzyliśmy dzięki historykom, którzy przedstawiali historię Polaków, ale nie Polski. Ta nowa historia uwzględniająca nieodłączną przeszłość żydowską była różnie przyjmowana, bo, obok działań przywracających istnienie Żydów w miejscach zapomnianych, opisuje również działania oskarżające o bierność oraz współudział w ich eksterminacji.

Wikipedia

Sięga do mordu w Jedwabnem, szumu medialnego i wrzawy społecznej wokół książki Jana Tomasza Grossa Strach, a także procederu grabieży złota na terenach obozów koncentracyjnych opisanych przez tegoż samego autora w Złotych żniwach. To najbardziej bolesne rozdziały burzące tak bardzo wypielęgnowaną przez wieki tożsamość szlachetnego i przyzwoitego Polaka. Za to budujące bolesną intensywność sporów wokół pamięci o tych wydarzeniach wewnątrz obu społeczności i pomiędzy nimi. W dużej mierze wynikającej z niepamięci narzuconej przez komunistów i antysemickiego nastawienia Kościoła katolickiego.

   Dlatego warto mówić o tych, którzy budują mosty.

   Autor wymienia ich z nazwiska, opisując ich przedsięwzięcia. Historyków nowego pokolenia śmiało podejmujących tematy przemilczane, poszukując w źródłach do tej pory pomijanych, jak na przykład dzienniki Zygmunta Klukowskiego Zamojszczyzna 1918-1959. Reżyserów filmów dokumentalnych. Pisarzy, których wiersze i książki (Zdążyć przed Panem Bogiem Hanny Krall) trafiły na listę lektur z języka polskiego w polskich szkołach.

Wikipedia

Artystów wystaw i instalacji, jak na Placu Bohaterów Getta na krakowskim Podgórzu. Organizatorów Festiwalu Kultury Żydowskiej ma krakowskim Kazimierzu.

Wikipedia

Twórców muzeów na miejscu niemieckich obozów koncentracyjnych zlikwidowanych przez nazistów, jak Bełżec. czy łódzkiego getta Radegast. Założycieli ośrodków i stowarzyszeń przywracających i upamiętniających pamięć o polskich Żydach takich, jak Ośrodek Brama Grodzka - Teatr NN w Lublinie, Centrum Kultury Żydowskiej, Otwarta Rzeczpospolita czy Nigdy Więcej.  To tylko niektóre z przedstawionych działań.

   Na pozór dużo!

   A mimo to mam wrażenie, że to zaledwie kropla w morzu potrzeby zmiany mentalności ludzkiej. Widzę to w mowie nienawiści i pogardy wokół siebie, której autor poświęcił jeden rozdział opisujący prace badawcze w tym zakresie. W bezrefleksyjnym powtarzaniu sloganów, głęboko zakorzenionych schematów myślowych, odziedziczonych uprzedzeniach, hasłach i stereotypach widocznych w powiedzeniach, zwrotach, nazwach własnych czy „niewinnych” żartach. Mam wrażenie pęknięcia między postawą oficjalną, poprawną politycznie, której symbolem są przeprosiny prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w Jedwabnem a postawą przeciętnego Polaka z odziedziczonym antysemityzmem, którego często nie jest nawet świadomy. Polemizowałabym z autorem o tytułowym końcu niewinności. Ja ją nadal widzę wśród moich rozmówców przekonanych o „świętości” Polaków, dlatego po tytule postawiłabym znak zapytania.

Wikipedia

Dla mnie niewinność skończy się wraz z usunięciem z bazyliki katedralnej Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Sandomierzu obrazu Charles’a de Prévôta wchodzącego w skład cyklu Martyrologium Romanum, przedstawiający mord rytualny dziecka chrześcijańskiego przez Żydów. Mimo że książka ukazała się dziewięć lat temu i opisywane projekty i plany zostały zrealizowane, jak Muzeum Historii Żydów Polskich, to nadal zmiana mentalności Polaków wymaga ogromnej pracy. To jeden z najtrudniejszych czynników niewinności wymagający lat działań nad zmianą myślenia, by kolejne pokolenia dziedziczyły go bez obciążeń rodziców.

   By słowo „Żyd”, przestało być wyzwiskiem i obelgą wypisywaną na murach.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

niedziela, 03 lutego 2019
Amerykańska księżna – Virgilia Sapieha

Amerykańska księżna: z Nowego Jorku do Siedlisk – Virgilia Sapieha
Przełożyła Ewa Horodyska
Wydawnictwo Ośrodek Karta , 2019 , 300 stron + 12 stron zdjęć
Seria Świadectwa XX Wiek: Polska
Literatura  amerykańska

   ...z naszego małżeństwa tak naprawdę nie cieszył się nikt prócz nas dwojga.

Tak o zawartym w Londynie 30 czerwca 1933 roku napisała w swoich wspomnieniach autorka. Dziewięć lat trwały gorączkowe wymiany listów, poglądów i sprzeciwów popartych argumentami między obiema rodzinami. On był zależny finansowo i niegotowy na małżeństwo, którego nie życzyła sobie rodzina Sapiehów. Ona zbyt młoda, a Polska zbyt odległa według amerykańskiej rodziny Petersonów. Młodych dzieliło wszystko, ale łączyła miłość. Byli w sobie zakochani. Z jej strony widać to było w uległości wobec decyzji i wyborów męża oraz w całkowitym podporządkowaniu się jego planom zawodowym. Jeździła, nie narzekając, wszędzie tam, gdzie obejmował posadę. Na początek do  małego miasta na Górnym Śląsku, potem do Warszawy, by tuż przed wybuchem II wojny światowej osiąść w rodzinnym majątku Sapiehów, w Siedliskach niedaleko Lwowa.

   Wspomnienia opisujące sześcioletni pobyt w Polsce w okresie dwudziestolecia międzywojennego wydane po raz pierwszy w USA przyniosły jej popularność oraz krytykę ze strony Polonii – przeczytałam we wprowadzeniu autorstwa Adama Safaryjskiego. Syn Marii Kuncewiczowej po przeczytaniu wręcz wyrzucił je w złości do oceanu.

   Byłam ciekawa, jak ja je przyjmę.

   Jako Polka z XXI wieku, której wiedza zaczerpnięta z wielu opracowań pozwoliła wypracować spory dystans. Początkowo czytałam je z zachwytem, mimo ogromnej krytyki ówczesnych realiów. W poglądach nie istniał między nami czas. Myślę, że ówczesną Polskę odbierałabym dokładnie tak samo. Wyraźnie widziałam w Virgilii kobietę nie z tej epoki, nie z tego czasu i nie z tego kraju. Podobało mi się to „współczesne” spojrzenie z boku. Bardzo uważne i wychwytujące kontrasty oraz różnice istniejące między warstwami społecznymi, podkreślające tragiczne położenie chłopów, specyficzną mentalność ludzką pełną uprzedzeń i stereotypów, a nawet zabobonów. Opowiadała otwarcie  o tym, co przeżyła, czego doświadczyła, czego była uczestnikiem lub świadkiem. Jak po latach stwierdziła w swojej autobiografii, iż nie pisała wtedy nieprawdy ani nie wyjawiała sekretów – opisała tylko to, co sama widziała. Bez narzuconych własnych emocji, którymi polscy pamiętnikarze często zaciemniali i zniekształcali obraz rzeczywisty lub obiektywną prawdę. Autorka pokazała mi polską arystokrację oraz przedwojenną wieś takimi, jakimi były ówcześnie w fascynującej gamie obrazów bez upiększeń, z których najbardziej wstrząsnęła mną dramatyczna sytuacja dzieci chłopskich, katastrofalny stan ich zdrowia, seksizm w rodzinie wobec dzieci, bardzo niski poziom higieny oraz beznadziejne życie bez perspektyw na przyszłość i brak jakichkolwiek możliwości wyjścia z tego położenia. Jak zauważyła autorka – Nikt tu nie zdawał dzieciom pytania, które w Ameryce jest na porządku dziennym: „Kim chcesz zostać, kiedy dorośniesz?” Polska była republiką, ale nie istniała w niej równość szans. W tych wspomnieniach mocno odczuwałam ogrom zacofania społecznego na wsi i przyczynę późniejszej podatności chłopów na reformy agrarne parcelujące ziemię polskiego ziemiaństwa. Wystarczy porównać dom Sapiehów z chatą chłopską.

Pomoc humanitarna i działalność profilaktyczna wśród mieszkańców wsi, w którą włączała się autorka, była niewystarczająca. Zaskoczyła mnie też nieświadomość arystokracji położenia chłopów, a może totalne zaślepienie na bliską rzeczywistość. Za to otwartą na daleką, amerykańską, w której rozbieżność między bogatymi a biednymi dostrzegali, wręcz czyniąc z tego potępiający Amerykanów zarzut! To nie są wnioski autorki. Ona tylko pozwalała mi je sama wysnuwać. Nie ferowała we wspomnieniach własnych opinii. Operowała przede wszystkim faktami, konkretnymi dialogami i sytuacjami, którym oddawała głos.

   Podsumowania i konteksty narzucały się same!

   Jednak im bliżej byłam końca w tym chłodnym podejściu do opisywanej rzeczywistości, zauważyłam dominację tylko jednego kierunku spojrzenia – obiektywnie, ale bez entuzjazmu, jeśli nie momentami pesymistycznie. Tym punktem krytycznym, po którym zweryfikowałam jeszcze raz przeczytane wspomnienia, było zdanie o nadejściu smutnej pory roku... wiosny! Wniosek był jeden – autorka właściwie niczym nie zachwyciła się w swoich wspomnieniach. Nie napotkałam ani jednego opisu chociażby uwielbienia dla przyrody, której urok jest ponad wszystkimi podziałami. Dużo racji miała teściowa autorki, Matylda Sapieżyna tak tłumacząca obcość w postawach i poglądach synowej – Umysł Gilly, jak u większości Amerykanów, był wyłącznie skierowany ku przyszłości i teraźniejszości, z największym podziwem dla nowoczesnych osiągnięć w każdej dziedzinie. To podejście idealnie odzwierciedla krótki dialog z kuzynką męża:

- Cóż jest lepszego – spytała z naciskiem – niż umrzeć za ojczyznę?

- Być może żyć dla niej? – odparłam.

Tak symbolicznie oddana przepaść światopoglądowa między Polakami a Amerykanami u progu wybuchu kolejnej wojny była nie do zasypania!

   Jednak nie uogólniałabym postawy autorki na wszystkich Amerykanów. W dużej mierze jej zachowanie i postawy były podyktowane indywidualnymi cechami charakteru. Nie była radosną, optymistyczną, spontaniczną i ciekawą inności kobietą. Nie potrafiła czerpać przygody z wyjątkowości swojego położenia tak, jak to robił amerykański ambasador Hugh S. Gibson (Amerykanin w Warszawie). Może dlatego, po wyjeździe z Polski w pierwszych dniach wybuchu wojny, małżeństwo nie przetrwało. Pozostawiła, nam Polakom, cenny obraz międzywojennej Polski widzianej oczami osoby z zewnątrz, zdystansowanej, szczerej i jednak do końca obcej.

   I właśnie dlatego bardzo ciekawy!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

piątek, 01 lutego 2019
Zmorojewo – Jakub Żulczyk

Zmorojewo – Jakub Żulczyk
Wydawnictwo Agora , 2019 , 496 stron
Literatura polska

   Zapowiadały się nuuuudne wakacje.

   Koledzy wyjeżdżali w egzotycznie atrakcyjne zakątki świata, a Tytusa czekało całe lato we wsi Głuszyce. Arcynieciekawy pobyt u dziadka Zbigniewa i babci Maryli. Rodzice, zostawiając go u u nich, nie przewidzieli, że dwie z Trzech Rzeczy Które Tytus Lubił Najbardziej – oglądanie horrorów i niewyjaśnione zjawiska, znajdą ujście w pobliskim lesie owianym przerażającą tajemnicą. Dla jednych w Kolonii Głuszyce, dla innych w Zmorojewie. Tam, jak głosiła wioskowa legenda przekazywana z ust do ucha, w opuszczonym domu leśniczego Pucla, słyszano wrzaski, że mieszkały tam porywające ludzi zmory i że było tam przejście do świata strzyg.

   Nie było lepszej pożywki dla zainteresowań piętnastolatka!

   Na nic zdały się lekceważące uwagi dziadków o bujdach i banialukach wymyślonych przez wioskowych. Na nic zakazy wypraw do lasu. Razem z poznaną Anką zaczęli dociekać, węszyć, wypytywać, a zwłaszcza organizować potajemny wypad do kolonii. Od tego momentu pobyt w Głuszycach zaczynał powoli przypominać oglądane horrory, awansując wakacje z beznadziejnych do najlepszych.

   Stał się Wielką Przygodą życia!

   Autor kolejny raz zaskoczył mnie elastycznością w wyborze odbiorcy, do którego kieruje swoje powieści, a także łatwością tworzenia historii w dowolnym gatunku literackim! I dokładnie te niespodzianki uwielbiam w jego twórczości najbardziej. Czego się nie tknie swoim złotym piórem, tam zawsze zostawi złote jajo-niespodziankę! Tym razem kinder-niespodziankę, a w niej opowieść przygodowo-fantastyczną dla młodzieży. Wymieszał realia ze światem legend, podań i baśni, wprowadzając dobrze znanych bohaterów – Jana Twardowskiego, szewczyka Dratewkę czy Świteziankę. Dołączył do nich wyraziste, charakterystyczne i specyficznie wypowiadające się postaci z własnej wyobraźni, odzwierciedlające dobro i zło, a przede wszystkim człowiecze lęki. Jasnych Strażników chroniących ludzi przed zagładą i Pana Ciemności stojącego po mrocznej stronie. Władcę Lasów zwanego Leszym. Zarządcę służących mu stworzeń – żarłaczy, karmicielek, zgniatacza serc i ludzi zniewolonych pożądaniem wiecznej młodości, bogactwa i jasnowidzenia. Wprowadził elementy przynależne baśniom, w których liczba trzy była symbolem artefaktów i inicjacji w pokonywaniu Zła. Levele przynależne z kolei grze komputerowej, które według jej dynamicznego scenariusza pokonywał Tytus aż do sceny finałowej godnej hollywoodzkiego filmu. Młody czytelnik mógł nie tylko odkryć przebogaty świat bohaterów istniejących w literaturze polskiej i folklorze ludowym, ale również utożsamić się z głównym bohaterem. Uwierzyć, że każdy może nim zostać i uratować świat.

   Oczywiście w sensie metaforycznym.

   Powieściowe ratowanie świata to rosnące, w miarę rozwoju fabuły, przekonanie, że jest nim szara codzienność. Samo życie, które jest przygodą, a z magmy codzienności można wyławiać cały czas nowe wydarzenia, i to w dużo bardziej konstruktywny sposób niż latanie po osiedlu i wyszukiwanie duchów straszących po śmietnikach czy śladów cywilizacji pozaziemskich w zsypach na śmieci. Albo granie na komputerze i przesiadywanie na boisku do koszykówki z kumplami, którzy tak naprawdę nie mają nic szczególnego do powiedzenia. To z  pełnego go przeżywania można czerpać okazję do poznawania jego istoty i sensu poprzez „strach i radość, ból i szczęście, nienawiść i miłość, gniew i przyjaźń”, z których największą moc rażenia, tworzenia, budowania, ochrony i odwagi posiada miłość. To ona, zrodzona pomiędzy Tytusem i Anką, w krytycznym momencie akcji, dała bohaterowi motywację do walki z Leszym. Symbolem Zła, które istnieje w realu, a o którym ludzie zapomnieli, spychając je w zabobony, bo współczesnym ludziom łatwiej jest myśleć, że żyją otoczeni zabobonem, a nie rzeczywistym, nadnaturalnym złem. A przecież w każdej legendzie, naszej zbiorowej pamięci, jest ziarno prawdy.

   Autor je wyłuskuje, przywraca pamięć oraz wskazuje sposoby i motywacje radzenia sobie z nim w realnym, codziennym życiu.

    To nie koniec Wielkiej Przygody. Na okładkowym skrzydełku zobaczyłam zapowiedź jej kontynuacji.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Zmorojewo [Jakub Żulczyk]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

Powieść jest wznowieniem w nowej szacie graficznej, o czym mówi autor.

czwartek, 31 stycznia 2019
Nieznane życie lodowców – Bjørn Roar Vassnes

Nieznane życie lodowców: jak lód z kół podbiegunowych wpływa na życie planety – Bjørn Roar Vassnes
Przełożyła Anna Hopen
Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 212 strony
Literatura norweska

   Jesteśmy dziećmi lodu!

   Wszyscy. Bez względu na to, w którym miejscu na Ziemi żyjemy. Nie istnielibyśmy bez wytworzenia się pokrywy lodowej, a przynajmniej nic na to nie wskazuje.

   Tę śmiałą tezę, przypominającą działanie systemu naczyń połączonych i przekaz filmu Avatar o jedności ekosystemu, postawił autor przeciekawych rozważań przypominających bardziej opowieści niż naukowe wywody, na temat kriosfery. Norweski dziennikarz naukowy, który podjął się mało znanego zagadnienia albo w ogóle nieistniejącego w świadomości wielu ludzi. Śledząc badania naukowe nad klimatem i obszarami wokół biegunów, zdobył kompleksową wiedzę dotyczącą powłoki lodowej naszej planety wspartą doświadczeniami dziecka wychowanego w najzimniejszym rejonie norweskiego płaskowyżu – Finnmarksvidda.

Wikipedia

   Tę mieszankę profesji, zainteresowań, doświadczeń zawodowych i wspomnień z dzieciństwa zamienił na przeciekawą opowieść o lodowym królestwie Królowej Śniegu. O jego początkach w wirującym tańcu płaszcza lodowego w czasach, kiedy kula ziemska była śnieżką. Tanga trwającego wiele er, zanim mogło pojawić się życie w wyniku panspermii. Laicki światopogląd nie przeszkodził mu jednak w powoływaniu się na opowieści zaczerpnięte prosto z Biblii, skandynawskich legend, mitów i baśni. Sama opowieść o bogactwie pojęć określających lód i śnieg sięgającym blisko trzystu słów był dla mnie nierzeczywistym światem, o którym nie miałam żadnego pojęcia. Do swoich historii wniósł również sporo sensacji, opisując współzawodnictwo w wyprawach odkrywczych i badawczych na bieguny ziemskie. Nawet nie wiem, kiedy ukształtował we mnie myśl, że główni bohaterowie tych baśniowo-egzotycznych opowieści – lód i mróz – mieli ogromny, a nawet decydujący wpływ na ukształtowanie terenu i krajobrazu, ewolucję człowieka i jego stylu życia, granice państw, kulturę narodów, życie Saamów i ich reniferów, a nawet pierwsze pola kukurydzy, smak sera prowansalskiego czy silnik parowy. Ta zależność istnieje do dzisiaj, chociaż wielu nadal nie zdaje sobie sprawy, że nasza planeta tworzy gigantyczne laboratorium rozwoju życia i jego coraz bardziej złożonych form, a mróz pełni funkcję katalizatora.

   Że żyjemy w raju zbudowanym na kruchych fundamentach z lodu.

   Którego jest coraz mniej i jest coraz cieńszy. Zapasy zamrożonej wody pod postacią lądolodów, lodowców gruzowych, lodu morskiego, czapy śnieżnej na himalajskim „dachu świata” i wiecznej zmarzliny, roztapiają się. Im więcej czytałam, tym bardziej zdawałam sobie sprawę, jak wiele negatywnych zmian i przerażających skutków (wybuchy metanu, susze, powodzie, pożary), zostało spowodowanych topnieniem mas lodowych. Stąd duża rola nowego typu ekologów – krioaktywistów, którą podkreślił autor, poświęcając ich działaniom osobny rozdział.

   Trochę przeraziłam się!

   Spojrzałam przez okno.

Ten widok z 28 stycznia mówi mi, że to nie jest zima z mojego dzieciństwa i że ten krajobraz powtarza się już od wielu lat. Że „bajka” autora o Krainie Lodu zawiera wiele brutalnej prawdy i morał – nawet małe przedsięwzięcia, jak park epoki lodowcowej tworzonej przez Zimowa czy działania krioaktywistów walczących o ochronę lodowców, są potrzebne, aby zapobiec ziszczeniu się najczarniejszego scenariusza.

Zdania pisane kursywa są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Nieznane życie lodowców. Jak lód z kół podbiegunowych wpływa na życie planety [Bjørn Roar Vassnes]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

W Polsce również powstają parki epoki lodowcowej pełniące przede wszystkim rolę edukacyjną poprzez zabawę do wiedzy.

wtorek, 29 stycznia 2019
Kazanie ognia – Jamie Quatro

Kazanie ognia – Jamie Quatro
Przełożył Paweł Sajewicz
Wydawnictwo Agora , 2019 , 222 strony
Literatura amerykańska

   Maggie i James!

   Wiele ich łączyło. Czterdzieści pięć lat temu „urodzeni i wychowani na pustynnym południowym zachodzie, uczuleni na orzeszki ziemne, zafascynowani chrześcijańską mistyką i teorią kwantową.” Oboje trwali w małżeństwach od dwudziestu trzech lat. Posiadali po dwoje dzieci, chłopca i dziewczynkę w tym samym wieku. Nawet ich babcie miały po tyle samo lat. Połączyła ich również miłość i zdrada. Teoretycznie stworzeni dla siebie, gdyby nie ich małżonkowie.

   Historia jakich wiele!

   Jednak to, co ich różniło, to wiara Maggie. Była chrześcijanką, prezbiterianką. Popełniony grzech cudzołóstwa uczynił z jej umysłu piekło poczucia winy. Wzniecił burzę gorączkowych, niespokojnych myśli, które trawiły jej sumienie. Zamknął w pułapce wyborów między miłością do Jamesa a chęcią utrzymania małżeństwa. Będąc narratorką swojej konfesyjnej opowieści, pozwoliła mi w nią wejść. Doświadczyć odtwarzania niekończącej się pętli czasu tej jednej nocy w Chicago z Jamesem, by zrozumieć bolesne i jednocześnie przyjemne wspomnienia w poczuciu winy wobec męża i własnych pragnień. Rozmów z samą sobą, szukającej usprawiedliwienia dla swojej postawy i potrzeb. Odczytywać notowane myśli w dzienniku, by wyrzucić z siebie ciążące refleksje. Poznawać treść niewysłanych listów do Jamesa, tłumaczących sens i bezsens ich postępowania. Przeglądać wspomnienia z przeszłości małżeństwa, któremu nie może nic zarzucić i znaleźć chociażby jednego argumentu, który usprawiedliwiłby jej czyn. Śledzić analizę siebie i jej stanu psychicznego podczas spotkań z psychoterapeutą, by zrozumieć swoje położenie i odnaleźć w nim punkt ciężkości. Obserwować walkę Głowy, która mówi – skończ z tym i Serca, które odpowiada – działaj dalej!

    Przede wszystkim jednak byłam powiernikiem jej rozmowy z Bogiem!

   Maggie zadaje mu mnóstwo pytań, z których najważniejsze jest to o istotę pokusy. Zarzuca mu bezwzględność w oczekiwaniu na jej świętość, a nie radość z życia. W przypływie buntu wykrzykuje mu swoją nienawiść za stworzenie wszechświata, wiedząc o jego skłonności do popełniania grzechu. Nie zgadza się na stałe wyrzeczenia w imię nakazów. Powołuje się na żywoty chrześcijańskich mistyków, cytuje myśli chrześcijańskich myślicieli oraz Biblię. Ostatecznie dochodząc do najważniejszego wniosku – „Oto jak bezpiecznie zakochać się w kimś, kto nie jest twoim mężem: wyobraź sobie życie, jakie moglibyście wieść razem po śmierci waszych małżonków.”

   Burząc, buduje nowy światopogląd.

   Sięgający korzeni wiary. Nieświadomie ustala to, co już dawno było ustalone, ale dla niej odkryte na nowo. Odkurzyła prawdę przykrytą patyną wygodnych dla człowieka wypaczonych zasad. Autorka poprzez historię Maggie chciała ukazać istotę i sens pokusy w świecie, w którym cudzołóstwo i rozpusta stały się normą, a argumenty je usprawiedliwiające za prawdę utwierdzającą ten stan rzeczy. Analizując naprzemiennie jej małżeństwo, zdradę i stan psychiczny, pokazuje, po co tak naprawdę zostaliśmy powołani do życia – dla Boga, który dał ludziom Dekalog. Pustkę wyrzeczenia się czegokolwiek, co zabronione, a w przypadku Maggie zakazanej miłości do drugiego mężczyzny, ma wypełniać Bóg, który daje siebie. A biblijny „krzew gorejący, to właściwy symbol stanu, w jakim znajduje się chrześcijanka, gdy ją trawi ogień pokusy.”

   Płonie i parzy, nie spopielając!

   To o tym procesie cierpienia opowiada tytułowe kazanie ognia sformułowane na zakończenie opowieści. Dla mnie to tak naprawdę pochwała wierności, do której droga prowadzi przez ogień i na końcu której istnieją szeroko otwarte drzwi z widokiem na niebo. Dla jednych symbol nagrody po śmierci, dla innych starość pełna miłości.

   Tej Miłości.

   Z treścią tej powieści, z jej myślami można polemizować. I to jest w niej najciekawsze i najwartościowsze! Można dyskutować, wysnuwać argumenty i kontrargumenty. Można korygować błędy w logice rozumowania przytaczanych myśli teologicznych. Można przyłożyć ją jak wzorcową miarę do własnego postępowania, decyzji, wyborów i całego życia, szukając własnych odpowiedzi na pytania takie, jakie stawiała Maggie. Można się na nią gniewać, nie zgadzać z jej prawdami i brutalnością przypominania dlaczego, po co i dla kogo człowiek żyje. Można ją nawet w przypływie desperacji rzucić o ścianę. I będzie to w pełni usprawiedliwione.

   Bo ta książka boli!

   Boli tak, jak łamanie i nastawianie źle zrośniętej kości. Na żywca! Boli przypominaniem, jak daleko człowiek odszedł od ustanowionych wartości. Jak powszechnie zastąpił je atrapami logiką wyparcia i usprawiedliwień. Jak usilnie uprawia „logiczne akrobacje, żeby usprawiedliwić coś, czego należy się wyrzec.” Jak bardzo zagubił się na drodze wolnej woli i Dekalogu wyznaczającego jej kierunek. Paradoksalnie historia dla wszystkich, ale nie dla każdego. Przede wszystkim dla tych, którzy są gotowi poddać się kazaniu ognia. Wejść w gorejący płomień i poczuć ból palącego żaru.

   Gwarantuję, że zawarta w niej prawda będzie bardzo bolała.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Kilka fragmentów powieści czytanych przez Annę Dereszowską.

niedziela, 27 stycznia 2019
Ślepnąc od świateł – Jakub Żulczyk

Ślepnąc od świateł – Jakub Żulczyk
Wydawnictwo Świat Książki , 2015 , 520 stron
Literatura  polska


   W dwadzieścia minut mogę zarobić tysiąc złotych.

   Mówi Jacek, główny bohater i zarazem narrator własnej historii. Diler kokainy w Warszawie. Detalista niepracujący, jak sam siebie określa, ale zarabiający prawdziwe i duże pieniądze na rękę, w gotówce. Mężczyzna niekarany, z kilkoma dowodami osobistymi i różnymi numerami PESEL, przezroczysty i wymazany w realu. Nikt nie wie, jak się nazywa. Miejsce zamieszkania zna tylko jego przyjaciółka Pazina. Pracuje w nocy, śpi w dzień. By utrzymać formę fizyczną po przejechaniu 500 km dziennie, ćwiczy, bo stara się prowadzić zdrowy styl życia. Pełni rolę lekarza, psychologa i pogotowia ratunkowego dla tych, którzy chcą się czegoś pozbyć, uśmiercić coś w sobie. Ktoś chce być mądrzejszy, uważniejszy, chce wytrzeźwieć, chce lepiej pieprzyć, widzieć odrobinę wyraźniej, czy na chwilę zapomnieć o wszystkim. Jego numer, dla jego klientów, jest drugim najważniejszym po ich szefie. A dzwonią po lek złudzenia wszyscy, których na to stać, i dosyć spory procent tych, których na to nie stać. Walą prawnicy. Politycy. Lekarze. Właściciele przedsiębiorstw. Kierownicy przedsiębiorstw. Menedżerowie niższego szczebla. Menedżerowie wyższego szczebla. Gwiazdy telewizji. Pracownicy telewizji. Właściciele agencji reklamowych. Finansiści. Deweloperzy. Pisarze. Malarze. Muzycy. Publicyści. Fotograficy. Dziennikarze. Producenci. Wydawcy. Restauratorzy. Bandyci. Adwokaci. Alfonsi. Kurwy. Hotelarze. Wszyscy, wszyscy bez wyjątku walą kokainę. On, nie.

   On jest zawsze czysty.

   Taki styl życia sobie wykreował z planami wyjazdu na urlop do Argentyny. Dający mu poczucie stania z boku grząskiego bagna i nieangażowania się emocjonalnego. Kontroli nad życiem, w którym ma cel i marzenia, a przede wszystkim przekonanie, że może uciec z miasta. Szybko przekonuje się, że marzenia pozostają tylko marzeniami, a przekonania są tak samo mylne, jak złudzenia sprzedawane swoim klientom. Nieprzewidziane wydarzenia burzą jego rutynę i spokój, a tym samym wciągają powoli w miejskie bagno.

   Proces rozpadu psychicznego i fizycznego Jacka autor rozpisał na tydzień.

   Kilka dni, godzina po godzinie z życia dilera kokainy, który uświadamia sobie, że nigdy nie uwolni się od narkotycznego środowiska mafijno-przestępczego, w które wszedł z przekonaniem tymczasowości. Autor nie buduje jednak tylko prostej fabuły sensacyjnej z bohaterami o mocnym profilu osobowościowym reprezentującymi przekrój społeczny miasta od gwiazdy telewizyjnej po hurtownika kokainy i ścisłymi powiązaniami show-biznesu z polityką i policją. To przede wszystkim opis szeroko pojętego przestępczego środowiska, mającego ukazać uwikłanie jednostki w mechanizmy i zależności, z którymi nie ma szans na życie według własnego, naiwnego scenariusza. Również nocny, brutalny obraz miasta w ciemnej, aktywizującej się po zmroku, strefie. Autor realne opisy stolicy i jego mieszkańców uwikłanych w walkę o stanowisko, mieszkania, kredyty, wygraną, a przede wszystkim pieniądze, które dają super moc i cenną świadomość, gdzie jesteś i ile możesz, uzupełnia wizjami ze snów, marzeń i majaków Jacka. Pełnych metafizycznych scen i fantastycznych obrazów podkreślających zdegenerowanie, zdemoralizowanie i dewaluację wartości świata realnego. Zagubienie człowieka w rzeczywistości, którą przestał rozumieć, nie wiedząc, co się dzieje, głuchnąc od hałasu, ślepnąc od świateł. Operując metaforami, ożywia miasto. Czyni z niego głodną otchłań bez dna, która pożera swoich mieszkańców, jak hodowaną,gnilną masę bioludzką. Miejsce tak depresyjne, bezsensowne, zdegenerowane i beznadziejne, że głównemu bohaterowi pozostaje tylko modlić się do Boga o zesłanie potężnego deszczu, który je zatopi, bo nie zasługuje na nic innego. To ta warstwa przesłania psychologicznego i filozoficznego ukrytego w warstwie magiczno-onirycznej czyni z autora kogoś więcej niż tylko twórcę powieści sensacyjnej. Pisarza wyjątkowego, którego historie za każdym razem są inne, z innej półki gatunkowej, które właściwie trudno jednoznacznie zaszufladkować (Instytut). Dla odbiorcy nie tylko dorosłego (Zrób mi jakąś krzywdę), ale za każdym razem niosącego w sobie artyzm w przedstawianiu otaczającego nas świata silniej oddziałującego na emocje i wyobraźnię niż opowieść wprost, podana linearnie.

   Z książki na książkę jestem coraz bardziej zachwycona twórczością autora i jego możliwościami, które zdradzają ogromny potencjał wyobraźni i umiejętności.

   Po prostu talent!

A przede mną kolejna powieść autora. Jak zwykle cudownie inna!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2019 roku.

Ślepnąc od świateł [Jakub Żulczyk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Ślepnąc od świateł [Jakub Żulczyk]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

Na podstawie powieści powstał dobry serial filmowy, w którym totalnie porwał mnie grą Jan Frycz, odtwórca Dario.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 116
| < Luty 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28      
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję
A rekomenduję własną publikację
A w lutym w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 1152 tytułów
Mój top czytanych w 2018
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi