Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
sobota, 01 sierpnia 2015
Bestie i ofiary - Anna Małyszko



Bestie i ofiary: przemoc wobec kobiet w filmie współczesnym – Anna Małyszko
Wydawnictwo Naukowe Katedra , 2013 , 244 strony
Seria Studia Kulturowe
Literatura polska


Lubię te wybiórcze spojrzenia badaczy kultury, które z zaciekawieniem analizuję razem z autorem.
Po Sporcie w polskim kinie 1944-1989 sięgnęłam po przemoc wobec kobiet w filmie współczesnym, jak brzmi podtytuł tej publikacji. Impulsem do napisania tej książki były właśnie medialne dyskusje wywoływane przez kolejne obrazy zawierające męską agresję wobec kobiet oraz ogólne oburzenie związane ze wzrastającą liczbą scen skrajnej przemocy wobec kobiet prezentowanych w mediach, a zwłaszcza tej przedstawianej w estetycznym czy erotycznym kontekście. – wyjaśnia autorka. I tutaj muszę przyznać jej rację, ponieważ ostatnio z takimi zarzutami spotkałam się wobec serialu Gra o tron. Autorka, podejmując bardzo rozległy i skomplikowany problem przemocy, miała przy tym świadomość, że analiza tak złożonego systemu semiotycznego, jakim jest film, pod kątem męskiej przemocy wobec kobiet, w jej wszelkich wymiarach, postaciach i przejawach, okazała się przedsięwzięciem niezwykle trudnym i wymagającym, żeby nie powiedzieć, z góry skazanym na porażkę.
I tutaj z kolei nie zgodzę się z autorką.
Może i niewielkich rozmiarów książka nie zbliżyła się nawet do wyczerpania problematyki przemocy wobec kobiet jako przedmiotu sztuki filmowej i nie zbliży się, chociażby dlatego, że to zagadnienie jest płynne i ewoluujące, to jednak próba ogarnięcia go na ten moment i chwilę, pomogła mi zrozumieć sens ukazywania przemocy w takim kontekście i podpowiedziała, jak interpretować widziane obrazy, tłumacząc sobie na zimno odczuwane emocje oraz odkrywać to, czego nie widać na pierwszym planie, a co jest istotne dla społeczeństwa. To moje wnioski, bo autorka wymieniła kilka innych pożytków tego opracowania, ale przyjemność ich poznawania zostawię innym czytelnikom.
Jak każdą pracę naukową, bo ta pozycja taką jest, autorka rozpoczęła od bazy rozważań czyli przytoczenia wielości pojęć i teorii dotyczących przemocy, powołując się na filozofów, psychologów, socjologów, naukowców, a nawet reżyserów, by stworzyć własną definicję przemocy na potrzeby tematu, unikając niejednoznaczności. Wskazała przy tym na jej rodzaje i pojęcia pochodne, źródła i przyczyny przeniesienia przemocy do form akceptowanych społecznie czyli do sportu i sztuki. W tym filmu. Obaliła przy okazji mit eskalacji przemocy w filmie, pisząc – Opinia, że rozrywkowy aspekt przemocy i brutalności jest swoistym znakiem czasów, zjawiskiem charakterystycznym dla ponowoczesnej kultury społeczeństw postindustrialnych, w których już nie ma świętości i tabu, nie znajduje raczej uzasadnienia, a historia ludzkości pokazuje, że rozrywkowa wartość przemocy jest prawdopodobnie równie stara, co przemoc. Dlatego w swojej pracy nie skupiała się na jej skutkach, na ocenie moralnego jej wymiaru, nie polemizowała z głosami twierdzącymi, że obraz negatywnie oddziałuje na widza, lecz na jej pozycji i miejscu w kulturze zachodniej i sztuce. Badała bezsprzecznie istniejące zjawisko przekraczania podwójnego tabu, w którym pierwszym była przemoc jako taka, a drugim przemoc wobec kobiet. Obnażyła w ten sposób słabość mężczyzn i systemu patriarchalnego. Pokazała schizofreniczne podejście do kobiety, które wahało się między dwoma popularnymi powiedzeniami. Jedno z nich mówi, że „kobiety nie bije się nawet kwiatkiem”, z kolei drugie (...) twierdzi coś zupełnie przeciwnego: „Jak chłop baby nie bije, to w niej wątroba gnije”. Czyli inaczej mówiąc – z jednej strony „płeć piękna”, a z drugiej „słaba płeć”, a pomiędzy nimi mężczyzna wpadający ze skrajności w skrajność. Od uwielbienia po sadyzm, od zachwytu po wrogość, od fascynacji po odrazę, od przyciągania po odpychanie, od pragnienia po odrzucenie i wreszcie od miłości po nienawiść. Tej ambiwalentnej postawie i jej źródłach autorka poświęciła obszerny rozdział pod wiele mówiącym tytułem Między odrazą a apologią. Nakreśliła bardzo ciekawy rys historyczny ewolucji statusu kobiety w kulturze od szanowanej dziewicy stawianej na piedestale po potępianą czarownicę topioną w rzece, powołując się na przykłady z mitologii greckiej i rzymskiej, wierzeń słowiańskich i Biblii. Po tej dawce faktów wniosek nasunął się sam.
Mężczyźni panicznie boją się kobiet!
Zrozumieć jej nie potrafią. Tabu macierzyństwa i prokreacji naruszyć nie mogą. Uznać za równą sobie nie chcą. Traktują więc ją, jak obcą w świecie testosteronu. Uzurpatorkę do ich „męskości” i władzy, a tym samym tożsamości „macho” i mentalnej kastracji. Zrozumienie tej zawiłości męskiej psychiki wyznaczającej postawy i zachowania było kluczem do analizy konkretnych filmów w drugiej części publikacji. Autorka wybrała do tego celu różne gatunki – kryminał, thriller, film psychologiczny czy horror – również typu gore. W każdym z nich eksponowała dominujące zagadnienie z zakresu przemocy wobec kobiet, zwracając moją uwagę na sposób jego ukazywania. To, co mnie najbardziej zastanowiło, to rażący kontrast między skalą przemocy wobec kobiet ukazywanej w filmie a tabu, jakim ona jest w społeczeństwie. Widzimy ją ze szczegółami w filmie, nie dostrzegamy lub nie chcemy dostrzegać jej w najbliższym otoczeniu, pielęgnując zasadę – domowe brudy należy prać w domu. Traktujemy ją, jak rozrywkę, która nie przekłada się na głębszą analizę, na dyskusje po obejrzeniu i dyskurs społeczny w ogóle. Film ogranicza się raczej do odtwórczej roli zwierciadła ukazującego rzeczywistość, niż do roli moralizatora wyodrębniającego i piętnującego, tlącego się pod cienką warstwą socjalizowanych norm i obyczaju, zła.
Ale nie tylko przemoc wobec kobiet jest w tym opracowaniu głównym bohaterem.
Dla mnie równie głównym bohaterem był, obecny transparentnie na drugim planie, mężczyzna i równoległa analiza jego współczesnej kondycji psychicznej, którego lęki, fobie, preferencje, skłonności, odchylenia bardzo wyraźnie uwidoczniały się w postawie, a raczej przemocy, wobec kobiety. Nie oznaczało to jednak wniosków mówiących o zmniejszaniu lub zwiększeniu się skali przemocy, ale raczej jej zmianę jakościową, bo ludzkość wraz z rozwojem społecznym wcale nie eliminuje przemocy, ale jedynie udoskonala jej formy, doprowadzając sztukę destrukcji niemalże do perfekcji. Dlatego jesteśmy skazani na przemoc, którą możemy jedynie ujarzmiać poprzez współczesne mechanizmy aprobowane przez normy społeczne.
Na przykład poprzez film.
Dlatego oglądajmy takie „ciężkie” filmy, pozostawiając ocenę ich moralności raczej naszym odczuciom estetycznym wyznaczającym granicę tego, czy chcemy je oglądać, czy nie i czy chcemy otrzymać tylko trochę rozrywki, czy raczej zastanowić się nad ich przesłaniem, pozyskując materiał do rozważań i dyskusji.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Bestie i ofiary [Anna Małyszko]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Ten film to idealna ilustracja do publikacji Bestie i ofiary, która pomogła mi zrozumieć przesłanie filmu i moje emocje, które we mnie wzbudził.
czwartek, 30 lipca 2015
Posłaniec – Markus Zusak



Posłaniec – Markus Zusak
Przełożyła Anna Studniarek
Wydawnictwo Nasza Księgarnia , 2014 , 349 stron
Literatura australijska


To od tej karty asa karo z wypisanymi na niej trzema tajemniczymi adresami wszystko się zaczęło i wszystko się zmieniło.
Adresat znalazł ją w skrzynce pocztowej, w małej kopercie. Wyraźnie zaadresowanej do niego – Ed Kennedy. Nie bardzo wiedział, co z nią zrobić i dlaczego to właśnie on ją otrzymał? Przecież miał dopiero dziewiętnaście lat i był tylko taksówkarzem. Miejscowym nieudacznikiem, który niczego w życiu nie osiągnął. Ucieleśnieniem przeciętności mieszkającym w ruderze ze śmierdzącym psem Odźwiernym. Ofiarą losu, która stanowczo czyta za dużo książek, zdecydowanie nie radzi sobie z płaceniem podatków i seksem, skoro od zawsze tylko platonicznie kochał Audrey. Żałosnym karciarzem spędzającym czas kilka razy w tygodniu na grze w karty w gronie przyjaciół – Marvem, Ritchiem i Audrey.
Również przeciętnymi rówieśnikami, jak on.
Dlaczego więc to on został wybrany do zadania, nad którego sensem, powodem i celem musiał się mocno zastanowić? Kilka dni później nadal tego nie wiedział, jęcząc - Dlaczego ja? – jednocześnie wbijając lufę pistoletu w kark mężczyzny przed wyborem – zabić czy pozwolić żyć?
Nie wiedział, ale ja znałam odpowiedź!
Był jedyną osobą, która przeciwstawiła się przestępcy podczas napadu na bank. Kiedy wszyscy klienci wraz z jego przyjaciółmi leżeli zastraszeni na podłodze, Ed chwycił przypadkowo leżącą broń i wymierzył w bandytę. Ten potencjał dobra i zdolności do rzeczy niemożliwych dla innych musiał zauważyć ktoś jeszcze. Ktoś, kto postanowił wykorzystać go dla dobra mieszkańców miasteczka, przyjaciół głównego bohatera, jego najbliższych i samego Eda.
Kimkolwiek był, robił to bardzo dobrze!
Zafundował Edowi swoistą grę w karty z zadaniami do wykonania. Ich istotę, cel, sposób realizacji i następne etapy wyznaczały kolejne asy. W ten sposób tajemniczy ktoś kryjący się za tą misją, obarczył chłopaka rolą posłańca niosącego wiadomość.
Z fascynacją grałam w tę grę razem z Edem. Niecierpliwie czekałam na kolejnego asa. Z przyjemnością odkrywałam sedno zadania. Chętnie łamałam sobie głowę nad prawidłowym jego rozwiązaniem. Z niepokojem towarzyszyłam podczas jego wykonywania, bo nigdy nie było wiadomo, czy Ed wyjdzie żywy z zadania, którego charakter sam określał i inicjował.
Gra, pomimo niebezpieczeństw, totalnie pochłonęła nas oboje!
Nie tylko on myślał o asach. Mnie też nie dawały spokoju. Co nie przeszkadzało nam w nieformalnym śledztwie poszukiwania osoby, która kryła się za całym tym zamieszaniem. W ostatecznym efekcie bardzo szlachetnym i przypominającym survivalowe warsztaty psychoterapeutyczne wywracające do góry nogami nie tylko życie Eda i jego przyjaciół, ale zmieniające świadomość i nastawienie do życia wszystkich bohaterów opowieści. Również tych drugoplanowych.
Po Złodziejce książek to moja druga powieść tego autora i mimo że różnią się diametralnie, to łączy je wspólny temat – przyjaźń i człowieczeństwo. W przypadku Złodziejki książek – w czasach nazizmu. W przypadku Posłańca – w świecie konsumpcjonizmu i materializmu. Jak się okazuje, żyć odważnie, altruistycznie i świadomie w czasie pokoju wcale nie jest łatwiej niż podczas wojny. Życie to walka wprawdzie w różnych warunkach, ale nieustanna walka o wiarę w siebie i możliwość dobrego, pożytecznego życia. To dlatego autor kończy powieść dwoma zdaniami skierowanymi bezpośrednio do czytelnika – Wcale nie jestem posłańcem. Jestem wiadomością. Każdy może odebrać tę informację inaczej. Odmiennie zrozumieć. Dopasować do własnych możliwości, ale bazą do popracowania nad sobą jest podstawowe jej przesłanie – każdy, nawet najbardziej przeciętny nieudacznik (taki jak Ed i jego przyjaciele) w najbardziej przeciętnym zakątku świata potrafi i może wznieść się ponad swoje ograniczenia i dokonać rzeczy, które wydawały się niemożliwe do zrealizowania. I wcale nie muszą to być spektakularne akcje. To przede wszystkim dobrze wykorzystane małe, niepozorne chwile, które składają się na wielkość i jakość życia.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Posłaniec [Markus Zusak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
wtorek, 28 lipca 2015
Czarny deszcz - Masuji Ibuse



Czarny deszcz - Masuji Ibuse
Przełożył Mikołaj Melanowicz
Wydawnictwo Książka i Wiedza , 1971 , 331 stron
Literatura japońska


W Kobatake było ponad dziesięć osób cierpiących na chorobę atomową, ale do dziś przeżyły zaledwie trzy, między innymi Shigematsu.
To duże szczęście, bo 6 sierpnia 1945 roku, kiedy na Hiroszimę Amerykanie zrzucili bombę atomową, był tam. Prawie pięć lat po wojnie nadal żył. A mimo to nie miał poczucia spokoju. Nosił w sercu ciężar, którego przyczyną była kuzynka Yasuko. Dziewczyna, która według opiekuna i jego żony Shigeko, powinna wyjść już za mąż. Jednak, kiedy dochodziło do rozmów na ten temat z rodziną kandydata na męża, zawsze pojawiała się niszcząca plany plotka o rzekomej chorobie atomowej Yasuko. Na nic się zdawały tłumaczenia i wyjaśnienia, że dziewczyna w momencie tragedii przebywała poza miastem o ponad dziesięć kilometrów od centrum wybuchu. Aby udowodnić ten fakt, Shigematsu postanowił sporządzić kopię dzienników, swojego i Yasuko, które prowadzili w tamtym traumatycznym czasie, by przekazać je swatce.
I w tym momencie kończy się fabuła powieści podyktowana wyobraźnią autora.
Wokół motywu zamążpójścia podopiecznej małżeństwa Shigematsu i Shigeko, autor zbudował naturalistyczny obraz piętnastu dni tragedii Japończyków. Przez dwa lata zbierał materiały, przeczytał wszystkie dostępne dzienniki i relacje świadków, wysłuchał opowieści ludzi – jak przeczytałam w nocie od tłumacza. Zgromadzone i poznane dane oraz fakty wplótł w powieść jako osobisty dziennik Yasuko, Pamiętnik ofiar bomby atomowej Shigematsu, notatkę Shigeko Jak się odżywialiśmy w Hirosimie w czasie wojny oraz rękopis Kronika zniszczenia Hirosimy, spisana przez Iwatake Hiroshi z rezerwowej wojskowej służby medycznej. Dzięki temu zabiegowi odtworzył w formie powieści dokumentalnej dzień po dniu, dokładnie i ze szczegółami koszmar momentu wybuchu bomby, jej wygląd, zachowanie i niesiony przez nią śmiertelny, czarny deszcz, reakcje Japończyków, tragedię ofiar, próby wyjaśnienia zdarzenia oraz usilnego powrotu do normalności.
To były przerażające opisy!
Przekazane z naturalistyczną dokładnością. Silnie oddziaływające emocjonalnie. Cierpienie, ból, dezinformacja, załamania psychiczne, śmierć, odór i widok trupów, które zaścielały ziemię tworząc koszmarną mozaikę; jedne spalone do kości w górnej części ciała, z innych nie pozostało nic poza jedną ręką i jedną nogą, inne znowu leżały twarzą do ziemi ze spalonymi całkowicie nogami. Niosła się od nich jakaś dziwna, nieznośna woń. A wśród nich błądzące na wpół żywe, dużo bardziej przerażające człekokształtne istoty, których ciała do złudzenia przypominały grzebień indyka, a skóra odpadała całymi płatami podobnymi do kartek przetłuszczonego papieru.
I najbardziej smutne – nieświadomość zabójczego promieniowania.
Ludzie, w poszukiwaniu najbliższych, masowo udawali się do Hiroszimy, ulegając napromieniowaniu, by po powrocie na prowincję – umrzeć. Umierali również ci, którzy zawodowo nieśli pomoc ofiarom – lekarze, pielęgniarki i ratownicy. Autor w swojej relacji dociera wszędzie. Wplatając w opowieść historie, losy i wypowiedzi postaci drugoplanowych, ukazuje różne postawy ludzi w traumatycznej i skrajnej sytuacji oraz ich różnorodne zachowania w momencie trudnych wyborów moralnych. Od altruistycznych po bardzo egoistyczne. Autor ich jednak nie ocenia, nie piętnuje i nie krytykuje. Tak obiektywnie buduje każdą trudną sytuację, by czytelnik również miał problem z oceną moralną postępowania poszczególnych osób. Stara się być bezstronnym obserwatorem i posłańcem opisywanej tragedii, licząc na zbudowanie przez czytelnika jednego wniosku – nigdy więcej wojny. To swoje przesłanie podkreśla tylko w dwóch momentach, wkładając do ust Iwatake dwa zdania – Nawet „niesprawiedliwy pokój” lepszy jest od tak zwanej sprawiedliwej wojny oraz Ten szum w uszach nie ustaje ni dniem, ni nocą, dudni w nich coś nieprzerwanie jak pogłos gongu w odległej świątyni buddyjskiej, który dla mnie brzmi niby dzwon ostrzegawczy, wołający o zakaz broni atomowej.
Te dwa niepozorne zdania są jak serce dzwonu w tej powieści, które nieustannie bijąc, nie pozwalają zapomnieć o konsekwencjach ewentualnej wojny jądrowej.
Warto się w nie uważnie wsłuchać.

Książkę wpisuje na mój top czytanych w 2015 roku.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Tutaj obejrzałam film dokumentalny o Hiroszimie, a potem film Kuroi Ame inspirowany powieścią Czarny deszcz.
niedziela, 26 lipca 2015
Smak miodu – Salwa an-Nu’ajmi



Smak miodu – Salwa an-Nu’ajmi
Przełożył Marek M. Dziekan
Wydawnictwo W. A. B. , 2011 , 157 stron
Literatura syryjska


Lubię takie kryptotytuły!
A ten jest wybitnie niewinnie zaszyfrowany. Jego tajemnicę znaczenia odkryłam dopiero po tym zdaniu – Zawsze najpierw zanurzał swą dłoń między moimi udami i naznaczał ją moim miodem. Następnie oblizywał palce i całował mnie, wdzierając się głęboko w moje usta. Ten erotyczny, a momentami pornograficzny, wymiar opowieści ocierający się o poezję, nie służył tylko przyjemności odbioru. Opowieść głównej bohaterki i jednocześnie narratorki nie epatowała seksem uprawianym z wieloma mężczyznami, by spełnić tylko potrzebę estetyczną i rozrywkową.
Bohaterka miała w tym dobrze przemyślane powód i cel!
Opowieści, będące jej częścią życia seksualnego i historią cudzołóstwa (była mężatką) oraz rozpusty, były pretekstem i zarazem protestem wobec hipokryzji syryjskiego społeczeństwa. Niezgodą na kastrujące wychowanie seksualne, a właściwie jego brak, którego uważała się za ofiarę.
Pozbawiona ducha, stała się tylko ciałem.
To ono było jej inteligencją, świadomością i kulturą. Pozbawione uczuć wyższych, a przede wszystkim miłości, znało tylko pożądanie, przyjemność, rozkosz, orgazm, pragnienie, zaspokojenie i seks. To jedyny wymiar miłości jaki znała. Wszystko inne stało się dla niej tylko literaturą. Wymiarem metafizycznym, którego nie była w stanie ani poznać, ani poczuć.
Pieprzę, więc jestem! – stało się jej dewizą.
Swoją seksualną praktykę wzbogacała, podpierała i uzupełniała teorią, poszukując w starych księgach potwierdzenia dziedzictwa seksualnego swoich rodaków. Miała ułatwione zadanie. Jako pracownica uniwersyteckiej biblioteki bez problemu docierała do ukrytych arabskich, zakazanych i wyklętych ksiąg rozkoszy, odkrywając ogromne bogactwo sfery seksualnej życia przodków. Powołując się na fragmenty traktatów znanych w tradycji pisarzy i filozofów, a nawet samego proroka Mahometa, cytowała całe fascynujące ustępy dotyczące współżycia, pozycji, higieny, wzajemnego traktowania się partnerów, afrodyzjaków, zdrady, rozwodów, a nawet przepisów na powiększenie penisa. Jeden z nich przytoczę w całości, pozostawiając jego użycie odwadze zdesperowanym mężczyznom – Weź ciepłej wody i polewaj penisa aż zesztywnieje i stanie się czerwony. Potem weź kawałek cienkiego pergaminu, rozrób na nim gorącej smoły i owiń tym członek. Zrób to kolejno kilka razy, a twój instrument znacznie się powiększy. Podejrzewam trochę, że z powodu pewnej, jak w banku, opuchlizny. W każdym razie, bohaterka zapobiegliwie radzi mieć ewentualnie pod ręką numer do najbliższego szpitala. Jak widać, podchodziła do tematu również z humorem, ukazując hipokryzję społeczności muzułmańskiej i pragnąc jednego – wyciągnąć te teksty na światło dzienne z zakurzonych bibliotek i spod lady księgarenek w ślepych zaułkach arabskich miast i miasteczek. Trzeba się zacząć nimi chwalić, zamiast się ich wstydzić, aby świat poznał nas z całkiem innej strony. W ten sposób próbowała zostać kronikarzem hipokryzji muzułmańskiego społeczeństwa.
Zarówno dla bohaterki, jak i dla autorki, próba ta zakończyła się fiaskiem.
Bohaterka w powieści nadal pozostawała w ukryciu, a książka o niej została oficjalnie zakazana w większości krajów muzułmańskich – jak przeczytałam na okładce. Natomiast na świecie bije rekordy popularności. Moje wydanie jest drugim z kolei. Pierwsze, z inną, ale równie zmysłową okładką, ukazało się w Serii z Miotłą:

A potem pojawiła się druga powieść autorki, z podobnie erotyczną grafiką:

Nie dziwię się reakcji rodaków autorki, bo zawiera nie tylko śmiałe sceny erotyczne, ale promuje, wbrew normom społecznym, własny system wartości oparty na wyłącznie cielesnej przyjemności, który nie ma nic wspólnego z przyjętą moralnością świata zewnętrznego. Teksty mistrzów ars amandi traktuje wybiórczo, powołując się tylko na te opisujące seks i wyłącznie te, które pasują do wolności seksualnej bohaterki. A zdania typu – małżeństwo monogamiczne jest sprzeczne z naturą, że słowa takie jak „wierność” to wielkie kłamstwo i że pożądanie seksualne musi być swobodne – przemawiały tylko na niekorzyść lansowanej teorii. Nie przekonywały nawet mnie - kobietę wolną z wolnego kraju.
Każda ze stron miała swoje racje.
Jednak moją uwagę zwrócił jeden wątek, jak się okazuje, uniwersalny dla większości krajów, a który ma swoje odzwierciedlenie również w moim polskim społeczeństwie – wychowanie seksualne młodzieży. Mimo że żyjemy w demokratycznym państwie, niczym nie różnimy się w tym zakresie od syryjskiego.
I tu, i tam seks to tabu w rodzinie i w szkole.
Przytaczane pierwsze doświadczenia seksualne syryjskiej młodzieży w niczym nie różniły się od polskiej. Teoretyczną wiedzę w zdecydowanej większości czerpią z książek, filmów i opowieści kolegów i koleżanek, a seksuolodzy rwą sobie włosy z głowy z powodu braku świadomości i niewiedzy na temat własnego ciała i jego fizjologii. Głód miłości emocjonalnej zastępowany jest seksem. Identyczny problem wśród Niemców przed i po wojnie opisywała niemiecka autorka w publikacji Seks w III Rzeszy.
I jak wyjaśnić ten kuriozalny fenomen wspólnego problemu dla tak różnych kulturowo i wyznaniowo krajów?

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Smak miodu [Salwa an-Nu’ajmi]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

A tutaj fragment do posłuchania.
piątek, 24 lipca 2015
Ślepe posłuszeństwo – Debra Ginsberg



Ślepe posłuszeństwo – Debra Ginsberg
Przełożyła Katarzyna Waller-Pach
Dom Wydawniczy Rebis , 2010 , 470 stron
Literatura amerykańska


Ciężar nowego tomu w ręce wywoływał we mnie oszałamiającą przyjemność, a zapach i kruchość kartek przynosiły mi zmysłową radość. Uwielbiałam ich gładkie i barwne obwoluty. Dla mnie spiętrzona piramida nieprzeczytanych książek była jednym z najseksowniejszych kształtów architektonicznych.
Taki i jemu podobne fragmenty, wypowiadane przez główną bohaterkę Angel, skojarzyły się mojej koleżance ze mną. Zna mnie bardzo dobrze i wie, co lubię najbardziej na świecie. Uznała więc, że koniecznie muszę tę powieść przeczytać przede wszystkim ku przyjemności rozkoszowania się chociażby takimi cytatami. Zwłaszcza że to książka o książce.
A właściwie o wielu książkach i agencji literackiej.
Do niej to właśnie trafiła dziewczyna o anielskim imieniu. Ze spokojnej księgarni wkroczyła w środek absorbującej czasowo i dynamicznie funkcjonującej agencji, której tempo intensywnej pracy narzucała ekscentryczna szefowa Lucy Fiamma. Wymagająca, nieznosząca sprzeciwu, dyktująca bezkompromisowe warunki, znacząca i szanowana w świecie wydawniczym, co nie było równoznaczne z sympatią wobec niej. Uosobienie mocy z zaletami (w zdecydowanej mniejszości) i mnóstwem wad, z których największą była sadystyczna szczerość do bólu, a jednym z jej wyjątkowych talentów było podawanie lodowatych uwag w otoczce ciepłej prawdy. Jeśli ktoś był ukrytym anorektykiem, to prędzej czy później, wszyscy dowiadywali się o tym od niej na forum publicznym tak, jak Nora. Jedna z pracownic. A mimo to, uwielbiałam ją właśnie taką, bo jej wyrazista osobowość bardzo ożywiała historię. Ale nie Angel, która musiała dokonywać ekwilibrystycznych sztuczek, by spełniać życzenia Lucy. Nawet niewypowiedziane, a tylko pomyślane! Świat agencji literackiej z surową i nieprzewidywalną szefową, nową pracownicą, nieformalnymi układami personalnymi, pracą nastawioną na wypromowanie hitu przynoszącego maksymalny zysk, presja wymagań i stałej dyspozycyjności niszczącej prywatne życie i ambicje pracowników wykluczające przyjaźń do złudzenia przypominały fabułę powieści Diabeł ubiera się u Prady.
Ale to jedyne podobieństwo.
Oprócz biurowego survivalu w świecie książek ze ścierającymi się osobowościami szefowej z obiecującą pracownicą, w której ta pierwsza widziała w tej drugiej siebie sprzed lat, pojawił się wątek detektywistyczny.
A nawet kryminalny!
Angel wśród wielu propozycji utworów do recenzji, jakimi zasypywali ją pisarze, otrzymała intrygujący tekst od anonimowego nadawcy. Już sam fakt, że autor nie chciał się ujawnić, wzbudzało zaciekawienie, które rosło w miarę otrzymywania kolejnych rozdziałów nomen omen Ślepego posłuszeństwa. Ta identyczność tytułów z książką czytaną przeze mnie nie była przypadkowa, bo w kolejnych przysyłanych częściach, fabuła zaczynała bardzo przypominać życie prywatne i pracę Angel w agencji, które wiodła ona, a o którym czytałam ja. Zmienione były tylko imiona bohaterów. Nieformalne, potajemne śledztwo, próbujące odpowiedzieć na nurtujące pytanie - kto kryje się za tą powieścią, zaczynało absorbować zarówno Angel, jak i mnie. Nasze podejrzenia wobec po kolei analizowanych postaci, okazywały się jednak nietrafione, a zdemaskowanie anonima coraz bardziej palące, bo powieść tajemniczego autora kończyła się morderstwem bliskiej osoby dziewczyny!
Czy początek zabawnej powieści obyczajowej miał się zakończyć kryminałem?
Nie odpowiem na to pytanie. Zdradzę tylko, że rozwiązanie zagadki zaskoczyło wszystkich. Także i mnie, co spodobało mi się najbardziej!
To bardzo udany debiut autorki, który w Polsce, tak podejrzewam, znalazł się na fali poczytności wspomnianej wcześniej powieści Diabeł ubiera się u Prady. I na tym, stwierdzając po moich poszukiwaniach innych tytułów, zakończyło się wydawanie jej innych powieści. A szkoda, bo autorka rozwinęła swoją skłonność do inteligentnych intryg, pisząc thrillery.
Jeden z nich chętnie przeczytałabym – Sąsiedzi patrzą.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Po takim zwiastunie, aż chce się sięgnąć po kolejną powieść tej autorki.
środa, 22 lipca 2015
Nastolatki pod mikroskopem – Jan Weiler



Nastolatki pod mikroskopem – Jan Weiler
Przełożyła Barbara Tarnas
Wydawnictwo Amber , 2014 , 119 stron
Literatura niemiecka


Przebój wśród czytelników niemieckich!
Na okładce książki przeczytałam taką rewelację:

A w Polsce cisza...
Przypadkiem wyłowiłam ją z tej ciszy bibliotecznych półek. Trochę z powodów zawodowych, a trochę z powodu tytułu. Byłam przekonana, że to pozycja popularnonaukowa o wyspecjalizowanym podejściu do procesu dojrzewania, zawężonym tylko do dziewcząt. Czyżby metodycy wychowania zaczęli uważać, że młodzież w procesie dojrzewania tak bardzo się różni, że nadszedł czas podziału na płeć? I dlaczego akurat dziewczęta, a nie chłopcy? A może chłopcy są mniej skomplikowani , bo w myśl powszechnej, niepisanej zasady – Mężczyzn wystarczy urodzić, potem już tylko rosną?
Takie to myśli towarzyszyły mi w drodze powrotnej.
I zupełnie niepotrzebnie, bo w domu mogłam całkowicie zapomnieć o moich rozważaniach. Po wstępnym przejrzeniu zawartości okazało się, że to błąd semantyczny, merytoryczny i gramatyczny. I to tylko w jednym słowie! Bo treść dotyczy młodzieży obojga płci, a nie tylko dziewcząt, jak sugerował tytuł. Sprawdziłam to z tytułem oryginalnym, którego niemiecką okładkę wraz autorem znalazłam na stronie Cineplex:

Dosłownie oznacza proces dojrzewania. Można go zastąpić jednym słowem fachowym – adolescencja. Takie dosłowne tłumaczenie przyciągałoby specjalistów od wychowania, a odstraszało tych, dla kogo jest ona przeznaczona.
Przede wszystkim dla rodziców nastolatków obojga płci.
Dlatego tytuł powinien brzmieć – Nastolatkowie pod mikroskopem. Ale, jak się okazuje w moim przypadku, błąd w tytule też może być powodem sięgnięcia po tę pozycję. I nie żałuję, bo może wiele nowego się nie dowiedziałam, ale za to świetnie się z nią bawiłam! I taka też jest jej podstawowa rola.
To miłosierny odstresowywacz zestresowanych rodziców wychowywaniem nastolatków.
Zawiera opowiastki z życia znanego i popularnego w Niemczech dziennikarza i pisarza, który zmaga się tak, jak inni rodzice, z wychowywaniem dorastających dzieci – piętnastoletniej Carli i dwunastoletniego Nicka. I to z tego powodu ta pozycja cieszyła się takim powodzeniem wśród Niemców. Każdy chciał zajrzeć do prywatnego życia osoby znanej i przekonać się, jak radzi sobie z własnymi dziećmi. W Polsce ten czynnik nie miał znaczenia. Autor nie jest znany. O powodzeniu publikacji w Polsce może zadecydować tekst.
Tylko że najpierw trzeba go odkryć!
A jest tego wart, bo dawno tak się nie uśmiałam w głos podczas czytania. Każdy rozdział serwował sporą dawkę żartu i humoru. Śmiałam się z Carli, jej ojca i z samej siebie, kiedy patrzyłam na codzienne, prozaiczne zmagania rodzica z nastolatką w sztuce wychowywania widzianej z przymrużeniem oka. Nie pouczał, nie dawał dobrych rad, nie dowartościowywał się kosztem czytelnika, podkreślając swoją sprawność pedagogiczną. Wręcz przeciwnie. Był uważnym obserwatorem z ogromnym poczuciem humoru, który próbował zrozumieć zachowanie i postawy Carli i jej przyjaciół, złapać nić porozumienia, próbując przy tym wyegzekwować swoje zasady. Z różnym skutkiem. Czasami ponosząc totalną klęskę, a czasami otrzymując słodki buziak w najmniej oczekiwanym momencie na sukcesy wychowawcze, ale zawsze z jednym wnioskiem – Człowiek wędruje po omacku przez okres dojrzewania własnego dziecka i po jakimś czasie zaczyna podejrzewać, że ten etap trwa chyba dłużej niż druga wojna światowa. Czasami w tym błądzeniu i stosowaniu metod prób i błędów, swoim działaniom nadawał zabawową rangę eksperymentu badawczego, zamieniając metaforycznie pokój córki w laboratorium, nastolatkę w obiekt badawczy, a siebie w naukowca. W ten sposób przeanalizował bezskuteczne budzenie, a raczej permanentne spanie nastolatka, gospodarowanie pieniędzmi, a raczej ich trwonienie, efektywne wykorzystywanie czasu, a raczej jego zabijanie, utrzymywanie porządku, a raczej artystycznego bałaganu i sprawy męskie, a raczej dziewczęco-chłopięce. Było ciekawie, zabawnie i przewrotnie, bo okazywało się, że sam stawał się królikiem doświadczalnym, na którym to córka przeprowadzała swoje eksperymenty. Głównie przesuwania granic, wytrzymałości barier i cierpliwości rodzica.
Jak ja się w tych scenach odnajdywałam!
Podwójnie! Widziałam siebie jako nastolatkę i siebie jako mamę nastolatki. Nić porozumienia zarówno z Carlą, jak i jej ojcem, sprawiała, że śmiałam się razem z autorem. Może mi było łatwiej (bo ten czas mam już za sobą) śmiać się, patrząc na te dobrze znane sytuacje, w których dzieci z radosnych, ciekawych świata i cudownie grzecznych aniołków przeobraziły się w wiecznie niezadowolone, mrukliwe nieprzeniknione osoby. Odgrodzone od świata stale zamkniętymi drzwiami do swojego pokoju, w którym, jeśli już się do niego cudem wejdzie, trzeba mieć cierpliwość i poczekać, aż się wygrzebie na światło dzienne ze stosów ciuchów i pustych kubków po jogurtach. A i tak nie ma gwarancji, że znajdzie się wspólny język porozumienia.
Może musi minąć trochę czasu, by spojrzeć na ten przeszły czas z dystansem?
Niekoniecznie. To pozycja przede wszystkim dla rodziców aktualnie wychowujących nastolatków, którym wprawdzie nie do śmiechu, ale te historie z życia wzięte niosą coś bardzo cennego. Po pierwsze pokazują, że z tym problemem nie jest się samym we wszechświecie i dotyczy on zdecydowanej większości rodziców. W tym tak sławnych, jak autor. Po drugie zmiana osobowości dziecka nie oznacza końca miłości do rodziców, o co ci ostatni często zaczynają podejrzewać swoje pociechy. Po trzecie łagodzi humorem problemy urastające do rangi apokaliptycznych, wprowadzając dystans i racjonalny pryzmat spojrzenia na wychowanie. Wreszcie, po czwarte i najważniejsze – zachęca do wyłączenia emocji, jako najgorszego doradcy w wychowaniu i zastąpienia ich dystansem z odrobiną humoru.
I chociażby z tych powodów warto sięgnąć po tę pozycję.
Cudownie zamienia horror życia z nastolatkami pod jednym dachem może nie w komedię, ale na pewno w przejściową sytuację, którą można przejść dużo łagodniej, stosując dystans. I jeśli czegokolwiek uczą doświadczenia autora, z którymi się w niej hojnie dzieli, to właśnie tego - dystansu.
Na zakończenie przytoczę moją ulubioną scenę, która kiedyś doprowadzała mnie do granic cierpliwości, a z której teraz po prostu się śmieję – Wczoraj chciałem się właśnie położyć, kiedy powstrzymał mnie słaby głosik. Przywoływał mnie. Wszedłem do pokoju córki. Leżała w łóżku. Spojrzała na mnie wzrokiem, przy którym wyraz pyszczka jelonka Bambi przypominał minę przywódcy Talibów. Czy mógłbym jej podać filiżankę z biurka. I komentarz autora - Tylko temu, że w świecie zwierząt nie istnieje obowiązek nauki szkolnej, należy zawdzięczać, że miś koala uważany jest za najbardziej leniwą istotę.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Nastolatki pod mikroskopem [Jan Weiler]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
poniedziałek, 20 lipca 2015
Alvethor: Białe Miejsce – Magdalena Kałużyńska



Alvethor: Białe Miejsce – Magdalena Kałużyńska
Wydawnictwo Oficynka , 2014 , 284 strony
Trylogia Alvethor ; Tom 1
Literatura polska


Horror powstały z pytań!
A zadała ich sobie autorka całe mnóstwo! Różnorodnych i ciężkiego kalibru. Ich treść poznałam w jej krótkiej wypowiedzi – Alvethor – dla tych, co pytają, która prawie w całości składała się właśnie z tychże pytań. To z tego myślenia nad odpowiedziami na nie powstała pierwsza część trylogii o intrygującym tytule Alvethor.
Ale to nie tylko tytuł!
To również odpowiedź na te pytania. Brzmi tajemniczo i było takie, dopóki sama sobie nie udzieliłam wyjaśnienia. Autorka nie miała najmniejszego zamiaru mi w tym pomagać. W wywiadzie udzielonym Zbrodni w Bibliotece wyraźnie zaznaczyła – Nie zamierzam go szczegółowo wyjaśniać albo podawać definicji. Definicji Alvethora nie ma w żadnym tomie serii. Ale ja należę do ludzi uparcie drążących temat i wyhaczyłam bardzo istotne dla mnie zdanie, które nieświadomie popełniła autorka, a które troszeczkę mnie oświeciło – to miejsce, w którym nie powinien przebywać żaden człowiek, ani żywy, ani martwy... Jak napisałam – troszeczkę, bo pojawiły się kolejne pytania – czym jest to miejsce i czy jest takie samo dla każdego?
Na te pytania, i nie tylko, bo pojawiały się stale nowe, odpowiedziałam sobie dopiero po przeczytaniu całej historii.
Opowieści, w której bohaterowie byli realni. Zapożyczeni (włącznie z prawdziwymi imionami i nazwiskami) z otoczenia znajomych i rodziny autorki. To oni użyczyli swoich osobowości, a modele ciał. Efekt sesji, którego autorką była Emilia Parczewska, prezentowany jest na okładce. Jak widać, udało jej się fizycznie zmienić „normalnych” ludzi w potwory ociekające krwią:

Więcej przeobrażeń obejrzałam sobie na fejsbukowej stronie fotografki.
To właśnie takim przeciętnym, realnie istniejącym osobom przydarzyła się groza!
Ciąg niewytłumaczalnych z początku zdarzeń otwiera tak pokręcony, zaskakujący, nielogiczny i skomplikowany przypadek kryminalny popełniony w jednym z apartamentów loftu, że zdezorientowany i zniechęcony komendant mógł wydać tylko jeden rozkaz swojemu śledczemu – Zamknij to popieprzone śledztwo w jasną pieprzoną cholerę! I wcale nie dziwiłam się tej emocjonalnej reakcji, bo z której strony ugryźć zagadkę, w której spokojny i szanowany prawnik zbudował na środku mieszkania stos z mebli, poćwiartował kogoś, wytaplał w smole, żeby się tamten lepiej smażył, wrzucił do śmieci, sam się przykuł łańcuchem, podpalił, umierając przed tym, co zrobił z takim pietyzmem, jakąś dobę wcześniej? Takich nietypowych zagadek było w tym stosie dużo więcej.
Ale to tylko pozory!
W tym stosie autorka przemyciła wiele istotnych informacji, które uzupełniała w kolejnych, równie spektakularnych wydarzeniach z następnym bohaterem w roli głównej. To dzięki nim, z tego pozornego chaosu, powoli zaczęłam wyławiać istotę rzeczy i logikę zdarzeń.
A nie było łatwo!
Musiałam, razem z zaskakiwanymi sytuacją bohaterami, nagłówkować się nad dziwnymi komunikatami przekazywanymi przez głos słyszany tylko przez wybranych, który wszystko wyjaśniał w niezrozumiały, nawet dla naukowca, sposób. I to skupianie się nad rozwiązaniem tego wielkiego rebusu, jakim była cała powieść, złagodziło miłosiernie wymiar jej grozy – widok rozchlapywanej, rozbryzgiwanej, rozpryskiwanej, wylewającej się, cieknącej i tętniącej krwi z ludzkich ciał. Ćwiartowanych, dźganych, kaleczonych, miażdżonych i dekapitowanych różnymi narzędziami w rękach ludzkich lub przez... COŚ. Te sceny były ważne, chociaż nie najważniejsze. Ale nie tylko wciągający wątek poszukujący przyczyny makabrycznych scen łagodził ich horror. Tę grozę niewytłumaczalnego i niewyjaśnionego czegoś, co cały czas czaiło się nigdzie i wszędzie, rozładowywały dialogi.
Przekapitalne!
Żywe, wartkie, z wulgaryzmami (nie raziły!), naturalne, a przy tym to, co ceniłam sobie najbardziej w tych falach krwi i lęku, przepełnione ironicznym humorem. Takie też były wewnętrzne monologi i dialogi bohaterów relacjonowanych przez narratora zewnętrznego. Opisy przemian, jakim podlegali były tak wiarygodne, że męczyłam się razem z nimi. Kiedy przechodziłam do kolejnego bohatera, który miał stać się inną osobą, czułam podwójny horror w oczach – będę kogoś zabijać i na pewno będzie mnie mdliło.
Ale to nie wszystkie atrakcje Alvethoru!
Kolejnym było zapętlenie chronologii pojawiających się scen akcji. W każdej krył się wątek, który albo był rozpoczęty wcześniej, albo dawał początek nowemu. Czasami się zazębiały lub uzupełniały. Trochę to przypominało luźne elementy, które odpowiednio skojarzone i dopasowane, budowały obraz ostatecznej prawdy.
Na razie tylko Białego Miejsca.
Przestrzeni, w której żyją ludzie. Stąd podtytuł powieści. Ciekawa jestem, w którą stronę autorka rozwinie fabułę. A drogi są dwie. Jedna prowadzona w światy równoległe właśnie w tym tomie, a o drugiej wspomina jeden z bohaterów – w każdym człowieku tyka coś na kształt psychicznej bomby niespodzianki. Niektóre nigdy nie wybuchają, niektóre mają opóźniony zapłon. Z tym że każdy, dosłownie każdy człowiek – według teorii pielęgniarza kulturysty – jest nosicielem tego rodzaju ładunku.
Na razie przyjmuję postawę sceptyka reprezentowaną przez jednego z bohaterów - psychiatry Łazarza, próbującego w racjonalny sposób wyjaśnić samemu sobie zjawiska niewyjaśnialne, których jest świadkiem i zarazem ich uczestnikiem.
Mój dylemat, mam nadzieję, rozwiążą kolejne części.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Alvethor. Białe miejsce  [Magdalena Kałużyńska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Ekranizacji powieści podjął się Paweł Kryza. Tutaj na razie roboczy epizod.
sobota, 18 lipca 2015
Zapomniany Legion – Ben Kane



Zapomniany Legion – Ben Kane
Przełożył Arkadiusz Romanek
Wydawnictwo Znak Horyzont , 2015 , 623 strony
Trylogia Kroniki Zapomnianego Legionu ; Tom 1
Literatura angielska


Rzym kusił, Rzym wabił, Rzym nęcił i przyciągał żądzą zemsty!
Ostrożnie wchodziłam w ten naturalistyczny świat starożytnych Rzymian, który zaprosił mnie w nieoświetlone nocą uliczki. Między zbite w ciasne grupy czynszówek, w których mieszkała większość obywateli miasta. Gdzie pod stopami chrzęściły kawałki pobitej ceramiki, a ścieżkę pokrywały zgniłe warzywa, wymieszane z ludzkimi odchodami, brudną słomą i popiołem z piecyków, w których grzebał jakiś sparszywiały pies. Skąd po zmroku, każdy rozsądny człowiek szybko opuszczał te miejsca, które w nocy dostawały się we władanie złodziei i morderców. Bardzo dobrze wiedziała o tym siedemnastoletnia Welwinna, śpiesząc się do domu swego właściciela z koszem warzyw i mięsa. Młodziutka, piękna niewolnica była atrakcyjnym i łatwym celem dla każdego.
I stało się!
Została brutalnie zgwałcona przez wysoko postawionego arystokratę. Oszczędzę drastycznych szczegółów, w które ta powieść obfitowała. Takich i podobnych scen przemocy było w niej sporo. Najważniejsze było to, że w ten sposób stałam się świadkiem poczęcia bliźniaków – Romulusa i Fabioli. Jednych z czterech głównych bohaterów powieści. W podobnie dramatycznych okolicznościach poznałam Tarkwiniusza – etruskiego wojownika i wróżbitę oraz Brennusa – Gala pojmanego przez Rzymian i najpotężniejszego gladiatora. Wszyscy niskiego i najniższego stanu – niewolnicy i prostytutka. To ich zawiłe losy śledziłam naprzemiennie począwszy od 70 roku p.n.e. Obserwowałam, jak dorastają i jak dojrzewają, przemieniając się w świadomych swego pochodzenia i położenia ludzi, którym przyświecał jeden cel – wolność i zemsta! Niepohamowana żądza odwetu za śmierć ukochanych bliskich, niewolę, gwałt i okrucieństwo psychiczne i fizyczne stosowane z sadyzmem przez swoich właścicieli. Śledząc ich losy, przyglądałam się bezwzględnej hierarchii społecznej obowiązującej w imperium rzymskim, agresywnej walce o władzę na każdym poziomie, wszechobecnej korupcji i potędze rzymskiej wyrosłej na niewolnictwie i podbojach innych państw, narodów i plemion.
A wszystko to opowiedziane przez dzieje bohaterów stojących na samym dole drabiny społecznej.
Rzym widziany „z dołu” w I wieku p.n.e. to bezwzględna, brutalna, bezlitosna rzeczywistość kierująca się jedną zasadą – zabij lub daj się zabić! Bez względu na to, kim się jest – dzieckiem, niewolnikiem, gladiatorem, prostytutką, patrycjuszem czy nawet Cezarem. Ale to nie tylko ciekawie i przyjemnie zawile poprowadzona fabuła malująca obraz Rzymu brudem, krwią i ekskrementami. To także wciągająca sieć intryg z mnóstwem splatających się wątków i losów bohaterów, z których odkrycie tożsamości gwałciciela matki bliźniaków i powodzenie zemsty były wiodącymi.
Ale nie tylko!
Akcja powieści nie rozgrywała się tylko w Rzymie. Obejmowała rubieże imperium, a nawet szlak Aleksandra Wielkiego. Zaglądałam nie tylko do domu publicznego, ale i przyglądałam się śmiertelnym walkom gladiatorów na arenie Koloseum, zabójstwom popełnianym w ciemnych zaułkach, krwawym walkom żołnierzy na polach bitwy. Autor, miłośnik i pasjonat historii starożytnego Rzymu, co widać na tych zwariowanych zdjęciach,

zawarł w swojej opowieści wiele scen militarnych i bitewnych wprost filmowo odtworzonych. Bardzo naturalistycznie.
Nie uczynił tego bez powodu.
Punktem wyjścia powieści było wspomnienie Piliniusza Starszego o przegranej przez Rzymian bitwie pod Carrhae w 53 roku p.n.e. Tych, którym udało się przeżyć czyli 10 tysiącom legionistów, wysłano do Margiany czyli współczesnego nam Turkmenistanu.
I ślad po nich zaginął!
Autor zainspirowany tą historyczną zagadką postanowił opowiedzieć nie tylko historię jego powstania, bazując na wymyślonych losach głównych bohaterów, ale i dopisać jego dalsze dzieje już pod nazwą Zapomnianego Legionu. Jego historia w pierwszym tomie kończy się na wędrówce na daleki wschód, a jego dalsze losy będzie można poznać w kolejnych tomach trylogii:

Lubię takie opowieści z rozmachem, w których lepkość brudu i smród wypływających jelit z rozprutych brzuchów mieszają się z wonnym zapachem kadzideł i perfum w domach publicznych. Gdzie nieufność i zdrada towarzyszy szlachetnej przyjaźni, dla której warto poświęcić życie. I gdzie przeciętny człowiek, kierowany poczuciem krzywdy i zemstą, może mieć wpływ na politykę całego państwa. Wtedy jest najciekawiej, bo nic nie jest jednoznaczne i wszystko może się zdarzyć.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Zapomniany Legion [Ben Kane]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
wtorek, 14 lipca 2015
Świat na żółto - Albert Espinoza



Świat na żółto: 23 małe odkrycia , które uratowały mi życie – Albert Espinoza
Przełożyła Hanna de Broekere
Wydawnictwo Znak Literanova , 2015 , 239 stron
Literatura hiszpańska


Żółte w tytule, żółta okładka i żółty świat w środku!
Dlaczego żółty? Nie tak szybko! Autor też nie od razu wytłumaczył mi, czym jest żółte i kim są żółci ludzie. Zanim to zrobił pod koniec tego energetycznego przewodnika opisującego 23 wskazówki ułatwiające życie, najpierw opowiedział mi o ich genezie i inspiracji prowadzącej do żółtej teorii. A zaczął od bardzo szokującego wyznania – Urodził mnie rak.(...) Muszę jednak powiedzieć, że cieszyłem się, że mam raka. Wspominam ten okres jako jeden z najlepszych w swoim życiu.
I o tych narodzinach, o dziesięcioletnim dorastaniu z nim od czternastego do dwudziestego czwartego roku życia, w którym wprawdzie stracił nogę, jedno płuco i część wątroby, ale także lęk przed śmiercią, zyskując przy tym radość życia, z perspektywy trzydziestoczteroletniego już mężczyzny, jest ta książka. Ale nie jest to linearna, chronologicznie poukładana opowieść od zachorowania do wyzdrowienia, mimo że autor nazywa ją autobiografią. To cztery rozdziały, których podział i ich charakter zainspirował wiersz Gabriela Celaya Autobiografia. To jego zwrotki są mottem do każdej z czterech części. Spośród nich najobszerniejszą jest część druga. Składa się z 23 wskazówek, które w podtytule noszą nazwę małych odkryć, które uratowały życie autorowi. To dzięki nim pokonał chorobę nowotworową i dzięki nim funkcjonuje w życiu po raku. Nie wymyślił ich sam. Nieświadomie podsuwali mu je otaczający go ludzie – Jajogłowi, jak nazywał swoich współtowarzyszy w chorobie, pielęgniarki, salowe, lekarze, odwiedzający, diagnostycy. Czasami to było długie lub krótsze zdanie zawierające określoną myśl,

a czasami krótki dźwięk nabierający znaczenia w zestawie z kontekstem:

Każde z nich stało się zasadą i wskazówką jednocześnie, którą autor zapamiętał, rozwinął, przyswoił i zastosował w swoim życiu. Nie pozostawił jednak tej myśli tylko w świecie teorii. Za każdym razem wypunktowywał jej praktyczną stronę. Krok po kroku według sporządzanej listy, której formy przekazu był ogromnym zwolennikiem, jeśli nie powiedzieć – wielbicielem, pokazywał, jak ćwiczyć zasadę i jak ją stosować w konkretnej, trudnej sytuacji. Niekoniecznie tylko w chorobie. Odżegnuje się przy tym od nazywania tych list wskazówek radami, podkreślając, że proste rady nie istnieją. Istnieją listy wskazówek, listy ewentualnych kroków, które można wykonać. Każdy rozdział zawiera taką przynajmniej jedną:

Ich charakter staje się momentami bardzo osobisty, a nawet intymny, nie tylko dlatego, że dotyczyły sfery emocjonalnej, ale i seksualnej. Muszę przyznać, że w osłupienie wprawiło mnie odkrycie 15:

Tak, tak, dobrze przeczytaliście. Edukacja seksualna nastolatka w szpitalu również miała swoje miejsce!
Dopiero po tych obszernie omówionych doświadczeniach autor opowiedział mi o żółtych i ich świecie. Jak sam zastrzegł, to nie jest żadna religia, ani wyznanie czy sekta (sam jest agnostykiem), ale pozytywne nastawienie do życia z osobiście wypracowanymi zasadami postępowania, zachowania, nastawienia i myślenia. Dla mnie był to sposób na życie lub filozofia życia. Jeśli jednak ktoś na podstawie powyższego zdania wysunął wniosek, że wie o co chodzi, to muszę go zmartwić. Teorii żółtego nie sposób zawrzeć w jednym zdaniu. Trzeba najpierw przeczytać 23 odkrycia, by potem zrozumieć żółtych. Nie bez powodu autor mówi o tym dopiero na końcu książki. To dopiero w tym miejscu mogłam zrozumieć ostatni wers, w ostatniej zwrotce wiersza Gabriela Celaya – I odpręż się: umrzyj. Jest w niej dużo umierania, ale więcej życia i pozytywnego, pełnego optymizmu, nastawienia do niego. Ta książka kipi radością życia, a jej żółty kolor, kojarzący mi się ze słońcem, ciepłem i przyjemnością, jest niemalże jego emanacją. Aż dziwne, że ta cudowna, praktyczna i rzadko spotykana tasiemkowa drobnostka, w jaką wyposażył książkę wydawca, również nie była żółta.

Ten zbiór pozytywnych myśli nie mógł nie przejść niezauważonym. Pełno ich w graficznej oprawie w Internecie, a Steven Spielberg wykupił prawa do jej ekranizacji. Na jej podstawie powstał serial Bractwo czerwonej opaski.
Książkę stawiam na półce z napisem – „Śmierć uczy życia” obok Schodów do nieba i Bez strachu.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Serial w Polsce można już oglądać od maja na kanale Canal+ Family.
poniedziałek, 13 lipca 2015
Kochanek carycy – Piotr Owcarz



Kochanek carycy – Piotr Owcarz
Wydawnictwo Bellona , 2015 , 383 strony
Literatura polska


Nie chcę w żaden sposób się usprawiedliwiać, ale jestem winny rodakom wyjaśnienia.
Tymi słowami król Stanisław August Poniatowski rozpoczął swoją spowiedź życia, szukając u mnie nie tyle akceptacji, co zrozumienia dla siebie, dla swojego postępowania oraz postaw i wreszcie dla historii, która zdążyła go osądzić jako króla słabego i zdrajcę. Ja miałam go ocenić jako mężczyznę zakochanego w kobiecie swojego życia. Mającego nadzieję na pogodzenie miłości do carycy Katarzyny z powinnością króla wobec swojego narodu i państwa. Liczyłam się z tym, że ta opowieść będzie subiektywna, ale dla równowagi posiadałam obiektywną wiedzę historyczną. To dlatego potrafiłam nie zgodzić się z królem w wielu kwestiach. Raziło mnie jego życie ponad stan, rozwiązłość czy skłonność do ulegania wpływom innych osób. Z jednym jednak musiałam się zgodzić – kochał i pragnął tę miłość zatrzymać przy sobie jak najdłużej, a z chęcią na zawsze. Wierzył szczerze, że zostanie mężem Katarzyny i ku temu cały czas dążył. Długo żył nadzieją, zanim zrozumiał, że plany zostaną na zawsze w sferze marzeń.
Ten wątek przewijał się przez cały czas wspomnień, ale nie był jedynym.
Drugim to rozwój znaczących wydarzeń dla Polski, które ukazywał i interpretował od strony mało znanej – intryg, nieoficjalnej dyplomacji, ścierających się wpływów, subiektywnych interesów, korupcji, a nawet zabójstw politycznych. Ubarwiał to pikantnymi skandalami prosto z alków polskiej i rosyjskiej arystokracji, w których swój udział posiadał również znany, włoski Casanowa. To nieformalne, ukryte przed oczami zwykłego obywatela tło obyczajowe było nie mniej sensacyjne niż sfera polityczna państwa. Słuchałam króla z ogromną ciekawością, widząc nie tylko człowieka zakochanego, który otrzymał koronę dzięki wpływowej kochance, ale i obraz ówczesnych Polaków, którym jedna z bohaterek trafnie wyrzucała – Ech wy, Polacy – drwiła – zawsze macie usta pełne ojczyzny, a zwykle kierujecie się prywatą, ufając obcym. A pośród nich samotny król otoczony szpiegami i zdrajcami, który tak oceniał swoją sytuację – Już wkrótce przekonałem się, że mając na skroniach koronę, zostałem sam w wysiłkach mających na celu ratowanie państwa. Dla magnatów byłem synem dorobkiewicza, dla Familii złem koniecznym, a dla większości społeczeństwa kochankiem carycy, bezwolnym narzędziem w rękach obcego dworu.
Smutny wniosek, który towarzyszył mi przez całą opowieść.
Autorowi udało się ożywić historyczne wydarzenia, zaludniając je bohaterami z krwi i kości przepełnionych uczuciami i pasją. I właśnie o te emocje mu chodziło, a nie o prawdę historyczną, którą ograniczył do tych najważniejszych dat i postaci. Jak sam napisał w nocie odautorskiej – Książka ta jest fikcją literacką inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami. Występujące w niej postacie są autentyczne, ale tylko niektóre z przedstawianych sytuacji mają potwierdzenie w źródłach. Dlatego tę powieść można określić jako historyczną, obyczajową i sensacyjną w jednym. Ta mieszanka dała w efekcie dynamiczną opowieść o czasach stanisławowskich pełną ciekawostek, skandali, sensacyjnych wydarzeń, mezaliansów i emocji, emocji i jeszcze raz emocji. Czułam, że byłam w środku wiru zdarzeń. Ten efekt autor uzyskał również dzięki charakterystycznemu językowi przesyconemu, powszechną ówcześnie w wyższych sferach, francuszczyzną, szczegółowym opisom ubiorów bohaterów, nazwy których dawno już zostały zapomniane, a także wiernym opisom miejsc akcji – dwory, pałace i ich wnętrza. I choć wiele w tej powieści wyobraźni autora, której bogactwo widziałam przede wszystkim w monologach króla i w dialogach, to wiele w niej również autentycznych elementów. I o tej granicy między zmyśleniem a prawdą autor poświęcił swoją notę odautorską. To z niej dowiedziałam się również, z jakich źródeł korzystał, by być wiernym w kwestiach zasadniczych, by suchym faktom nadać rumieńców i by wreszcie osądzonego króla uczynić zakochanym człowiekiem, a obok niego na ławie oskarżonych posadzić również arystokrację polską.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

A tak o swojej książce mówi autor.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 76
| < Sierpień 2015 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
O autorze
Zakładki:
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję...
A w sierpniu w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów (716)
Mój top czytanych w 2014
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi