Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
poniedziałek, 04 marca 2019
Pielęgniarki – Christie Watson

Pielęgniarki : sceny ze szpitalnego życia – Christie Watson
Przełożyła Ewa Borówka
Wydawnictwo Marginesy , 2019 , 320 stron
Literatura angielska

   Pielęgniarka jest ulepiona z radości i tragedii.

Tak twierdziła autorka i narratorka wspomnień o swoim zawodzie, w którym przepracowała dwadzieścia lat, dodając zaraz – Kiedy zaczynałam, sądziłam, że na zawód pielęgniarki składają się: chemia, biologia, fizyka, farmakologia i anatomia. Teraz wiem, że opieka pielęgniarska to w istocie: filozofia, psychologia, sztuka, etyka i polityka. Bardzo chciała pokazać mi tę kompilację wiedzy, ciała i ducha, namawiając – Chodźmy więc razem. Biorę głęboki wdech. Jeśli wejdziesz ze mną, zniesiemy wszystko. Weź mnie za rękę. Trzymaj mocno. Pchnijmy z całej siły drzwi i przekonajmy się, co tam zastaniemy, zmierzmy się z całą grozą i urodą życia. Złączone dłonie łatwo nie zadrżą.

   A jednak moja zadrżała!

   Nie spodziewałam się takiej huśtawki emocji, wrażeń, myśli i obrazów od zachwytu po obrzydzenie, od radości po smutek. Początek na to nie wskazywał. Wędrówkę zaczęłyśmy świtem, kiedy szybkimi krokami zmierzałyśmy prosto do szpitala, mijając nocnych imprezowiczów idących spać, jeszcze śpiącego bezdomnego w śpiworze i zmierzających w tym samym kierunku, co my, pracowników szpitala. Przyśpieszyłyśmy tuż po przekroczeniu progu poczekalni przy izbie przyjęć już pełnej pacjentów. A potem troszkę szybciej obok sklepu z pamiątkami, portierni, centrali telefonicznej, apteki prosto do pokoju socjalnego, który przypominał bardziej graciarnię z parawanem do przebrania się w szpitalny strój, niż pokój pielęgniarek. Zaskoczyło mnie jej położenie socjalne i finansowe, o którym wspomniała, a które okazało się nie tylko problemem w Polsce. Wychowując samotnie dwoje dzieci, brakowało jej na czynsz, chociaż i tak miała lepiej niż koleżanki korzystające z banku żywności i biorące kredyty chwilówki. W tym momencie opowieści była pielęgniarką ratunkową w każdej chwili gotową na sygnał pagera biec w dowolne miejsce szpitala. Z parkingiem, bufetem i klatką schodową włącznie. Wezwania do rodzącej, omdleń lub zawału serca były nie tylko okazją do pokazania systemu i procedur ratownictwa w szpitalu i jego codzienności, ale również do wspomnień od czego to pielęgniarstwo się w jej przypadku zaczęło. Jaką drogę edukacyjną musiała przejść, a potem nabrać koniecznego, brutalnego momentami doświadczenia, przyznając rację Kantowi – Nie ma wątpliwości, że cała nasza wiedza zaczyna się od doświadczenia. Dlatego o praktyce było najwięcej, ale od czasu do czasu wtrącała trochę teorii medycznej i rozważań filozoficznych na temat godności czy śmierci, cytując filozofów i autorytety medyczne.

Pędząc przez korytarze zachwycała się ich przestrzenią, a jednocześnie pokazywała plusy i minusy pielęgniarki intensywnej terapii nad noworodkiem, geriatrii, interny, psychiatrii, intensywnej opieki, chirurgii czy onkologii. W szybkim tempie kolejnych wezwań i akcji walki o życie, gdzie krew, mocz, ślina, pot, wymiociny mieszały się z kałem, a piekący smród wydzielin wyciskał łzy i wywoływał odruch wymiotny, odnajdywała godność człowieka. Ba! Pokazywała mi piękno w splątanych rurkach podłączonych do ciała człowieka i aparatury medycznej, porównując krążącą w nich krew do tańca. Dla niej to było doznanie zmysłowe, jakim jest odgłos serca, piękno błękitu i czerwieni odtlenionej i natlenionej krwi. Wzory, które malują się we wnętrzach naszych organizmów, to najcudniejsze pejzaże, jakie można sobie wyobrazić. W zaburzeniach w elektrycznej czynności serca i w przywracaniu mu prawidłowego rytmu słyszała  orkiestrę, gdzie flety grają jedno, skrzypce drugie i nikt nikogo nie słucha. Muzyka brzmi okropnie. Interwencja w postaci adenozyny lub kardiowersji elektrycznej to zawieszona w powietrzu batuta. Następuje kilka sekund ciszy, po czym wszyscy wznawiają grę, czysto i w tempie. Namacalny cud życia!

   Ta mieszanka skrajnych emocji wzmagała się!

   Zbliżałyśmy się do geriatrii, za którą czekała na nas kostnica. Zaczęłam przerywać czytanie, by ochłonąć, by uspokoić się, by wytrzeć wzbierające łzy rozmazujące litery. To tutaj, otoczone starością, obrzydliwością fizjologii ludzkiego ciała, terminalnymi chorobami, przemijaniem i śmiercią, najsilniej, najdobitniej przekazała mi wartość życia i tego, co się w nim liczy najbardziej, by spędzać życie sensownie i szczęśliwie, cenić to, co czyni nas ludźmi: nie dobra materialne, tylko miłość, dobroć, nadzieję. Ilekroć czytam tego typu opowieści ludzi związanych z życiem lub śmiercią (Bez strachu - Adam Ragiel, Magdalena Rigamonti), zawsze kończą się one apelem o docenienie kruchości życia i wzajemną miłość. Christie nie była wyjątkiem, mówiąc – Nic poza miłością się nie liczy. Mówię ci to tu i teraz, mówię o miłości do twojej żony, męża, innej ukochanej osoby, syna i córki – być może najcenniejszej – miłości do wnuczęcia. Mówię o miłości tak głębokiej, że człowiek gotów oddać za nią życie. Tak wzniosłej, że można nią przejrzeć niebiosa i wtedy nawet w nie uwierzyć. Może niektórzy z was już je widzieli. Może macie tyle szczęścia co ja. Tyle chcę powiedzieć. Kochajcie. Koniec końców liczy się tylko to. Kochajcie się.

    Przejęłam się jej dynamiczną opowieścią zwalniającą tylko przy łóżku chorego.

Jej apelem o bycie gotowym stać się podopiecznym lub opiekującym się i podczas szkolenia udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej kilka dni temu dałam naprawdę z siebie wszystko, by moi najbliżsi i młodzież, która mnie na co dzień otacza, czuli się przy mnie bezpiecznie.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2019 roku.

niedziela, 03 marca 2019
Miłość jest warta starania – Justyna Dąbrowska

Miłość jest warta starania: rozmowy z mistrzami – Justyna Dąbrowska
Fotografie Mikołaj Grynberg
Wydawnictwo Agora , 2019 , 392 strony
Literatura polska

   Ależ intelektualna przyjemność obcowania!

   Z dwudziestoma czterema umysłami nieprzeciętnymi, niepospolitymi, wyjątkowymi, oryginalnymi, które autorka nazwała mistrzami. Biegłymi z życia i w wielu dziedzinach, które uprawiali zawodowo – aktorstwo, reżyseria, tłumaczenia, krytyka literacka czy eseistyka. Artystami wielu sztuk. Wykładowcami akademickimi i badaczami nauk zarówno ścisłych, jak i humanistycznych. Niektórzy wielu wielu profesji i uprawianych dyscyplin nauki i sztuki.

Z szybkiego przebiegu spisu nazwisk wyłowiłam kilka znanych mi już, jak uwielbiana przeze mnie Danuta Szaflarska nie tyko za umiejętności aktorskie i wykreowane role, ale i za tę pogodę ducha, którą zawsze widziałam w jej oczach. Kazimierz Kutz, który otwierał poczet mistrzów. Hanna Świda-Ziemba, której przeciekawy życiorys poznałam, czytając jej wspomnienia w Uchwycić życie.

Ku mojej ogromnej radości wypatrzyłam również Zygmunta Baumana, którego publikacje zawsze windowały mnie na wyżyny rozważań intelektualnych takich, jak Retropia czy wpisana na mój top czytanych w 2016 roku Obcy u naszych drzwi. Jego rozmowę z autorką przeczytałam kilka razy, rozkoszując się treścią, stylem przekazu i pięknem szyku budowanych zdań, wspinając się na palce intelektu, by nie uronić żadnej myśli, żadnego logicznego wywodu czy wniosku.

   Ciekawa byłam jednak wszystkich rozmów.

   Razem zebrane, a nie rozproszone na łamach Tygodnika PowszechnegoWysokich Obcasów, „Pisma” i  Gazety Wyborczej, dodatkowo uzupełnione rozmowami dotąd niepublikowanymi, stworzyły zupełnie inną jakość przekazu i przesłania. Nie indywidualną, osobną, dotyczącą tylko jednego człowieka, ale ponadczasową, zbiorową myśl polskich intelektualistów pokolenia, które powoli odchodzi. Niektóre z tych osób już nie żyją. Innym pozostało niewiele z powodu nieuleczalnej choroby. Ale to właśnie ten podeszły wiek, w połączeniu z bogatym, często traumatycznym doświadczeniem życiowym, pozwolił im na spojrzenie wstecz z dystansem i próbę odpowiedzenia na pytania, które człowiek zadaje sobie przez całe życie, ale pełne zrozumienie, wydźwięk i znaczenie odpowiedzi znajduje dopiero u jego schyłku. Chociażby to, o co warto się w życiu starać. Z perspektywy osiemdziesięciu i więcej lat wnioski stają się podpowiedziami dla tych, którzy zagubili się egzystencjalnie  lub ich poszukują w sferze filozoficznej. Odpowiedź tytułowa – miłość jest warta starania – to tylko jeden z wariantów, bo jeszcze życie samo w sobie jest tego warte, własna wewnętrzna autentyczność czy minimalizm posiadania – wymieniają po kolei mistrzowie.

   Ile osób, tyle odpowiedzi!

   Właściwie różni ich wiele – pojęcie sensu życia, śmierci, przemijania, starości, miłości, religii, ale również bagaż doświadczeń, światopogląd, otwartość na innych ludzi czy styl życia.To było przeciekawe w swojej różnorodności, bogactwie emocji jakim obdarzał ich los, pasjonujące w wiedzę z wielu dziedzin nauki i sztuki, które miały decydujący wpływ na jakość życia zawodowego i osobistego.

   Szukałam jednak punktów stycznych!

   Tych myśli, które życie sprowadzało do wspólnego mianownika pomimo tych różnic. Konkluzji, które mogłabym zaadoptować. Mądrości uniwersalne, by uniknąć nauki na błędach własnych. Wyłuskiwałam je z rozmów o rzeczach istotnych, gdy wspólnie podkreślali takie wartości, jak miłość, rodzina, przyzwoitość i sens życia, którego, według Zygmunta Baumana, tyle jest, ile potrafimy w nie wlać. Ani grama więcej, ani grama mniej. Za to, co się w środku znalazło, ponosimy odpowiedzialność.   Ale też te refleksje, które nasuwała fizjologia starzejącego się ciała, powoli ograniczającego nadal wysoką sprawność umysłu. To dlatego wszyscy pracowali mimo podeszłego wieku.

   Witalność intelektualna to była podstawowa cecha wszystkich rozmówców.

   Każdy z nich, pomimo emerytury, jeszcze pracował zawodowo lub umysłowo. Miał plany, terminy, zamierzenia i pomysły do zrealizowania. Żył raczej do przodu, niż przeszłością. Ta niewyczerpana kreatywność towarzyszyła im stale, czyniąc ich młodymi psychicznie. Wewnętrznie ujmowali sobie po kilkadziesiąt lat.

   Przestrzegałabym jednak przed bezmyślnym przyjmowaniem ich rad.

   Dosłowne kopiowanie zasady życiowej  Zygmunta Baumana, którą tworzył na swój użytek prawie wiek, by żyć, jakby się miało żyć wiecznie, ale przeżywać każdą chwilę tak, jakby miała być ostatnią, a która sama w sobie niesie sprzeczność i jest formułą bardzo trudną do realizacji, może skończyć się katastrofą i zniechęceniem. To raczej  kierunki pracy nad sobą. Podpowiedzi do budowania własnej, osobistej struktury konstrukcji światopoglądowej, a co za tym idzie – jakości życia. Drogowskazy stylu życia wskazane przez mistrzów, swoistą „starszyznę plemienną” Polaków, do której wysłuchania autorka stworzyła idealne warunki i zaprosiła do jej wysłuchania wszystkich.

   Każdy może przed nią stanąć i zaczerpnąć dla siebie tyle, ile zechce wziąć.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Przeczytaj fragment książki


sobota, 02 marca 2019
Jak kamień w wodę – Hanna Greń

Jak kamień w wodę ; Światełko w tunelu – Hanna Greń
Wydawnictwo Replika , 2017 ; tom 1 – 304 strony , tom 2 – 320 stron
Dylogia Polowanie na Pliszkę
Literatura polska

   Wzięłam udział w wyjątkowym spotkaniu Dyskusyjnego Klubu Książki!

   Z dwóch powodów. Pierwszym było miejsce spotkania, które wzbudziło mój entuzjazm. Pojechaliśmy do filii naszej biblioteki publicznej działającej w małej wsi. Jak się okazało prężnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu tamtejszej bibliotekarki. Najbardziej spodobało mi się pokłosie wydarzenia wyeksponowanego w antyramach na ścianach pomieszczeń, przywołującego przeszłość miejscowości w fotografii. Wśród nich jedno przedstawiające mieszkańców sprzed półwiecza siedzących przy stole z poczęstunkiem tak,  jak my dzisiaj, współcześnie, ale inaczej ubranych i z inną zastawą stołową. Niesamowite wrażenie dziedziczenia tradycji spotkań. A przyjęto nas bardzo gościnnie i z sercem.

Stoły uginały się od słodkich przysmaków, z których furorę robiły pączkowe oponki, bo akurat był dzień przed tłustym czwartkiem. „Uginały się” również od książek, ponieważ naszą bohaterką dyskusji była tym razem dylogia. To drugi powód tej wyjątkowości. Ku naszej uciesze, bo im więcej treści, tym więcej tematów do roztrząsań i analiz w myśl zasady – o książkach godzinami!

   A było o czym!

   Na początek próbowałyśmy zaszufladkować tę powieść i doszłyśmy do wniosku, że trochę w niej kryminału i trochę obyczajówki z wątkiem romantycznym. Z przewagą pierwszego w początkowym tomie, a drugiej w następnym. Jednak nie polecałabym jej fanom kryminałów, ponieważ dla mnie to przede wszystkim powieść obyczajowo-romantyczna, która mogłaby się zamknąć w pierwszym tomie bez jej kontynuacji. Elementy kryminalne były w niej tylko ciekawym, intrygującym tłem do ukazania losów Kornelii, głównej bohaterki całego zamieszania, na poszukiwaniu której skupiała się cała akcja. W pierwszym tomie dziewczyna przepadła zgodnie z tytułem, jak kamień w wodę, a w drugim cały czas tliło się światełko w tunelu, że odnajdzie się. Stąd tytuł dylogii – Polowanie na Pliszkę.

   Kornelię Pliszkę!

   Dziewczyny, która nie mogła chwalić swojego ogonka, jak w znanym powiedzeniu, bo nie miała łatwego dzieciństwa. Wychowywana przez rodziców-naukowców jako przypadkowy „błąd przy pracy”, którego nie można się pozbyć, ignorowana i traktowana jak persona non grata, nie znała bliskości, zrozumienia i miłości rodzicielskiej. Poniżana i wyśmiewana w szkole, stała się ofiarą fałszywych pomówień niszczących jej dobrą opinię w środowisku. Krzywdzona w domu i wśród rówieśników, nie potrafiła zaufać innym, chociaż sama rozpaczliwie pragnęła, by zaufano jej. Ale uwaga! - bez przedstawiania dowodów, niezbitych argumentów i wiarygodnych zapewnień.

   Ta silna potrzeba niszczyła jej życie.

   Była powodem problemów, jakie pojawiały się przed nią i które sama generowała. Zamiast tłumaczyć i wyjaśniać, zatajała dowody  swojej niewinności i uciekała. Od rodziny, od partnerów, przyjaznych jej osób i od najważniejszej osoby, która pojawiła się w jej życiu – podkomisarza Gerarda Skrzyńskiego. Z racji zawodu bardzo nieufnego i opierającego swoje opinie na twardych dowodach, musiał wiele nauczyć się, by Kornelia od niego nie uciekła. Właściwie cała fabuła to proces ujawniania mechanizmu budowania związku opartego na wzajemnym zaufaniu, podejmowania trudnych wyborów między powinnością zawodową a lojalnością wobec ukochanej osoby, ale również determinującego wpływu dzieciństwa na jakość życia w dorosłości. Autorka jednak pokazuje, że nigdy nie jest za późno na zmiany, na naukę, na zdobywanie nowych doświadczeń w samorozwoju, na otwieranie się na drugiego człowieka, a nawet na konieczność ryzyka w podejmowaniu decyzji. Nawet jeśli  przełamywanie w sobie barier boli, to warto.

   Chociażby po to, by być szczęśliwym. 

Jak kamień w wodę. Polowanie na Pliszkę [Hanna Greń]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Światełko w tunelu. Polowanie na Pliszkę [Hanna Greń]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

wtorek, 26 lutego 2019
Vox – Christina Dalcher

Vox – Christina Dalcher
Przełożył Radosław Madejski
Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza , 2019 , 414 stron
Literatura amerykańska
 

   Stałyśmy się złem koniecznym, pozbawionymi głosu przedmiotami służącymi do pieprzenia.

   My, kobiety. Możemy wypowiedzieć tylko sto słów dziennie. Limit wyznacza licznik noszony na nadgarstku, który resetuje się o północy. Jego przekroczenie karane jest porażeniem prądem z opcją zwiększania mocy w przypadku recydywy. Nie możemy czytać, pisać, a nawet używać języka migowego. Nie wolno posiadać nam książek, przyborów do pisania, własnych dokumentów, a nawet konta mejlowego. O nas, za nas i w naszym imieniu mówi mąż lub inny mężczyzna. Jesteśmy od rodzenia i wychowywania pod dyktando ideologii wtłaczającej dzieciom do głów wyznacznik nowego ładu – Bóg, mężczyzna, kobieta. A w telewizji możemy codziennie słyszeć poniższy komunikat.

   Niemożliwe?

   Jean, głównej bohaterce powieści, też tak się wydawało. Nie wierzyła przyjaciółce, która roztaczała przed nią dokładnie takie perspektywy grożącej im przyszłości. Miała kochającą się rodzinę. Dobrego męża i czwórkę dzieci. Zajmowała stanowisko jednego z najlepszych neurolingwistów w USA ze znacznymi osiągnięciami w badaniach nad zaburzeniami mowy. Sprawy zawodowe przedkładała nad sprawy społeczne i polityczne, zostawiając je aktywistom takim, jak jej przyjaciółka. Z dnia na dzień straciła to wszystko w dniu wejścia dekretu, który wprowadziła wygrywająca wybory Liga Cnoty. Przez rok rządów systematycznie wprowadzała zasady oparte na religii, przywracające stare porządki opisywane w biblijnym liście do Koryntian (Kor 11,3) – głową każdego mężczyzny jest Chrystus, mężczyzna zaś jest głową kobiety, a głową Chrystusa – Bóg. Dużo bardziej obostrzoną wersję nazistowskich trzech K – Kinder, Küche, Kirche.  Z czasem okazało się, że to nie koniec dyktatorskich porządków i uciszania tylko kobiet. Prezydent, zwany wielebnym Morganem LeBronem, w swoich planach miał zamiar posunąć się dalej w uciszaniu amerykańskiego społeczeństwa, a Jane, wybitna specjalistka od afazji, miała mu w tym pomóc. Dla kobiety była to szansa na przeciwstawienie się i podjęcie walki z patriarchalnym systemem, której dotychczas unikała, a dla mnie czas na refleksję nad dobitnym przesłaniem tej powieści.

   Autorka ujęła ich tutaj kilka.

   Pod postacią dystopii pokazała przede wszystkim demoralizującą rolę obojętności wobec zła, które umacnia. W powieści wyraźnie formułuje kilka razy powtarzaną myśl przez bohaterów – Zło triumfuje, kiedy dobrzy ludzie nic nie robią. Destrukcyjną rządzę władzy absolutnej dążącej do maksymalnego kontrolowania ludzkości. Manipulacyjne metody wykorzystywania religii wskrzeszającej wiktoriański kult ogniska domowego i eliminacji kobiet z życia społecznego. Kompleks współczesnego, białego, heteroseksualnego mężczyzny, który czuje się wykastrowany i ma dosyć słuchania, że powinni być bardziej wrażliwi. I, uwaga!, to co kobiety zaboli najbardziej – przekonanie, że frakcja garkotłuków stanie po ich stronie.

   Obojętność, żądza władzy, kompleksy i głupota.

   Wszystkie te czynniki, których mechanizmy działania w całej swojej destrukcyjnej grozie pokazała w fabule autorka, ostatecznie prowadzą do utraty cennej wartości - wolności. Nie tylko przez kobiety, które w tej powieści są jedynie jedną z jej opcji. Powieść swoim przesłaniem przypomina Opowieść podręcznej Margaret Atwood sprzed ponad czterech dekad , wpisując się w znany współcześnie nurt ruchu #MeToo, który nie dotyczy tylko kobiet znanych, a przez to mających głos. Dotyczy każdego z nas. Jeśli jednak ktoś nadal ma wątpliwości z określeniem swojej postawy, zacytuję odpowiedź Jane, która po fakcie wprowadzenia nowych zmian, stwierdziła:

   No cóż, na dobry początek mogłam zrobić cokolwiek, byle tylko nie wypinać się na wszystko.

   Zdania piane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

niedziela, 24 lutego 2019
Becoming – Michelle Obama

Becoming: moja historia – Michelle Obama
Przełożył Dariusz Żukowski
Wydawnictwo Agora , 2019 , 518 stron
Literatura amerykańska
 

   Ależ energetyzująca i motywująca jest ta opowieść!

   Autorka, pisząc swoją historię, chciała zwrócić uwagę na bardzo ważną wartość, która kształtuje nasze postawy, stawiane sobie cele oraz wymagania i ostatecznie wpływa na zadowolenie z życia. Chciała przekazać ducha walki o siebie, o własną przyszłość, o spełnianie się, które nazwała – stawaniem się. Zanim jednak mogła to wszystko skutecznie osiągnąć i pozostawić w czytelniku poczucie, że może wszystko, musiała opowiedzieć własną historię tytułowego stawania się. Nie tę z tabloidów, mass mediów czy tworzoną pod hasłem optyki patrzenia przez wyborców, ale z jej punktu widzenia, bo wszystko zależy od tego, w jaki sposób się ją opowie.

   Dlatego swoją opowiedziała osobiście.

   Właśnie opadł kurz zmian i ucichł szum mediów wokół zakończonych kadencji prezydentury jej męża Baraka Obamy. Nareszcie pojawiła się cisza i czas do przemyśleń, podsumowań, wycieczek myślami w przeszłość i spokojnego, ponownego prześledzenia jej drogi do Białego Domu jako żony prezydenta USA. Paradoksalnie miała wszystko i nie miała nic, żeby się tam znaleźć, ale to właśnie ta mieszanka sprzeczności spowodowała, że wykorzystała jej potencjał maksymalnie.

Wspominając dzieciństwo w niesławnej dzielnicy South Side w Chicago, rodzinny dom pełen miłości, wsparcia i poczucia bezpieczeństwa,

szkoły oraz uczelnie w Harvardzie i Princeton, na których zdobyła zawód prawnika, cały czas podkreślała, że niczym nie różniła się od ludzi mieszkających wokół niej. Tak, jak oni nie miała nic, ale tak, jak oni miała możliwości, które cały czas wykorzystywała dzięki ambicji i ciężkiej pracy w pokonywaniu wyzwań, ale przede wszystkim wątpliwości we własne siły i do miejsc, które próbowała zajmować. Przede wszystkim jednak dzięki motywacji wpajanej jej przez rodziców i ludzi napotykanych na swojej drodze, którzy wierzyli w nią i nieustannie powtarzali – Tak, dziewczyno, dasz radę! Dawali jej wartość, której nie można było kupić, a jednocześnie posiadał ją każdy – budujące wsparcie. Widziała jego brak wokół siebie. Chciała to zmienić. Pragnęła przekazać młodym ludziom, że przy pozytywnej motywacji ze strony innych byli w stanie osiągnąć więcej niż sami sądzili lub wmówili im inni. Zmieniła zawód prawnika na dużo mniej płatny, ale za to bardziej użyteczny społecznie. Ta chęć zmieniania świadomości ludzi znalazła zrozumienie u Bracka Obamy, który myślał podobnie, ale dużo szerzej. O swoim wyborze partnera życiowego napisała – Na dobre i na złe zakochałam się w mężczyźnie z wizją, optymiście, lecz nie naiwniaku, człowieku, który nie bał się konfliktów i którego intrygowała złożoność świata.

   Chciał go zmieniać!

   Pytał – Pogodzimy się z tym, jak jest, czy spróbujemy walczyć o świat taki, jaki być powinien? Często zadawali sobie pytania – jak zmienić rzeczywistość? W jaki sposób i gdzie każde z nas może dokonywać zmian na lepsze? Jak najlepiej wykorzystać nasz zasób czasu i energii? Brzmiało to bardzo idealistycznie, ale dokładnie ta motywacja doprowadziła ich do prezydentury. Opowieść Michelle o mozolnym, ale wytrwałym wspinaniu się Baracka Obamy na szczyt, na którym można najwięcej i najlepiej, brzmiała niczym opowieść sensacyjna.

   Autorka potrafiła przelać w nią emocje.

   Były w każdym jej przedsięwzięciu, w każdym poglądzie, każdej myśli i wewnętrznym monologu, a przede wszystkim w miłości do własnych córek i do dzieci w ogóle. One były dla niej najważniejsze podczas prezydentury męża. To z myślą o nich tworzyła projekty i programy oraz wspierała stowarzyszenia, które wspomagały rozwój i szanse najmłodszego pokolenia.

Okazało się, że nawet te wydające się tylko zabawą, jak udział w programie Carpool Karaoke, służyły wyższemu celowi. Niektóre z nich znałam z mediów, ale tutaj mogłam zajrzeć za kulisy ich organizacji. Miała o czym mówić. Może dlatego o mężu wspomina tylko wtedy, gdy jego ścieżki krzyżowały się z jej drogami wyboru i działań. Nie pozwoliła mu dominować w swojej historii, chociaż stale był obecny jako tło. Zwłaszcza gdy pomagała mu w wyborach. Tutaj również pojawiały się emocje, gdy prostowała pomówienia, zniekształcenia, nadinterpretacje, obnażała kłamstwa i półprawdy, ukazując mechanizmy gier politycznych. Ale nie tylko. Tworzyła prywatny obraz własnego małżeństwa, których, takich, jak ich, wiele i które borykają się z takimi samymi problemami, jak: wypracowywanie kompromisów, długoletnie staranie się  o dziecko, nieustanna nieobecność ojca i męża w domu lub korzystanie z terapii małżeńskiej.

   W ocenach ludzi i wydarzeń była jednak bardzo zrównoważona.

   Z wyczuciem wyuczonym przez życie na świeczniku mówiła o politykach i znanych powszechnie osobach, o własnej rodzinie, a przede wszystkim o własnym mężu, nie bojąc się krytyki. Jednak wytykane błędy i przykrości, jakie ją spotykały, przekuwała na kolejną lekcję życia. Wyjątkiem był Donald Trump, którego bardzo negatywnie oceniała. Nie bała się napisać – Donald Trump swoimi hałaśliwymi, bezmyślnymi pomówieniami narażał bezpieczeństwo naszej rodziny. Nigdy mu tego nie wybaczę. - dodając – I zawsze będę się dziwić, że tak wiele kobiet odrzuciło inną, znakomicie wykwalifikowaną kobietę, a zamiast niej na prezydenta wybrało mizogina.

   Przez cały czas opowieści obserwowałam, jak „stawała się”.

   Rozwijała się dla siebie, dla rodziny i dla innych ludzi, wykorzystując dane jej możliwości na każdym etapie życia. Nadal się staje, uważając, że ten proces ma charakter permanentny. Pokazała teorię i praktykę, wytrącając z rąk przeciwników ewentualne kontrargumenty. Po tej historii pozostawiła we mnie poczucie wiary we własne siły, możliwości i słuszność moich działań. Przypomniała mi, że wszystko zależy ode mnie i mojego myślenia. Pozostawiła mi również słowa – Możesz dokądś dotrzeć tylko wówczas, jeśli stworzysz sobie lepszy świat, choćby początkowo we własnym umyśle. Lub, jak to ujął Barack tamtego wieczora, możesz żyć w świecie takim, jaki jest, lecz wciąż pracować na rzecz świata, jaki powinien być. Potrzebowałam tych słów wsparcia, bo wierzcie mi, promocja czytelnictwa wśród dzieci i młodzieży w szkole i w środowisku, to pionierska misja wyrąbywania ścieżki wśród dżungli wtórnego analfabetyzmu naszego społeczeństwa i ludzi jej przeciwnych.

   Wierzcie mi – są tacy!  

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Wysłuchaj fragmentu książki


Autorka o stawaniu się.

sobota, 23 lutego 2019
Podwórko bez trzepaka – Łukasz Pilip

Podwórko bez trzepaka: reportaże z dzieciństwa – Łukasz Pilip
Wydawnictwo Agora , 2019 , 326 stron
Literatura polska

   Bardzo, bardzo cieszę się, że ta książka pojawiła się wśród nas, dorosłych!

   Traktuję ją jak środek prewencyjny, który, gdy wiedzy i empatii brak, dostarcza niezbędnego dystansu dorosłym, by zobaczyli, jakie dzieciństwo stwarzają dzieciom. Dokładnie teraz, kiedy ich pociechy jeszcze są dziećmi. Kiedy nie jest za późno na korekty, zmiany, poprawę lub naprawę, a może nawet na całkowitą zmianę kierunku w wychowaniu. Nadstawia ucha ku dzieciom i pozwala opowiadać własne historie. Przeżyte i widziane już z punktu widzenia osoby dorosłej jak Tomek, który teraz jest dyrektorem, a w wieku dziesięciu lat spał z nożem pod poduszką. Również widziane tu i teraz, kiedy bohater reportażu właśnie ma piętnaście lat, kilka nieuleczalnych chorób i mamę, o której mówi – Bóg nie może być wszędzie, dlatego stworzył mamę. Bardzo cię kocham. Czasami narratorem jest rodzic. Ojciec, który modli się o uzdrowienie syna-geja, by zrozumieć, że miłość to akceptacja bezwarunkowa. Matka z wioski dziecięcej SOS, która całe życie poświęciła wychowywaniu obcych dzieci. Innym razem jest to prowokacja autora, który tworząc w Internecie profil trzynastoletniej Natalii, pokazuje sieć pułapek stworzoną przez pedofilów oraz łatwość wpadania w nie przez dzieci. Natalia w trzy tygodnie poznała około trzydziestu mężczyzn i jedną kobietę. Wszyscy rozmawiali z nią o seksie.

   Ale to nie tylko historie traumatyczne.

   To również pozytywne opowieści, w których dorośli robią wszystko, by wspomóc dziecko w rozwoju. Do nich należy matka, która niemówiącego syna autystycznego z podejrzeniem o upośledzenie umysłowe prowadzi ścieżką edukacyjną od podstawówki do doktoratu. Również ojciec, który stworzył własnym dzieciom – Neli i Noemu - dzieciństwo na katamaranie, praktycznie pokazując świat w podróży wokół Ziemi.

Nietypową historię rodziny Ludwińskich poznałam na jednym ze spotkań autorskich z Kazimierzem Ludwińskim. To wtedy poczułam różnicę między edukacją, jaką chcielibyśmy mieć a tą, którą mamy. Najlepiej podsumowała ją Nel – To było najszczęśliwsze dzieciństwo na świecie [...] A Polska? Rozczarowuje. Zabija indywidualność, trzeba się dostosować. Uczę się dla ocen, nie wiedzy.

   Takich historii jest w tym zbiorze dużo więcej!

   Każda inna. Każda inaczej opowiedziana. Każda niosąca inną refleksję. Wszystkie jednakowe w jednym – niosą ze sobą emocje zarówno negatywne, jak i pozytywne, kończąc się optymistycznie, a przynajmniej z nadzieją na lepsze. Niczym symboliczny lizak na okładce – złamany, ale nadal słodki.

    Dlaczego?

   Autor nie chciał epatować traumą, cierpieniem, beznadziejnością, bólem czy nawet hura-optymizmem. Chciał pokazać dzieciństwo jako takie. Ważność czynników go warunkujących i ich ogromny wpływ na potencjalne kierunki w wychowaniu. To dlatego reportaże naprzemiennie uzupełniał krótkimi wstawkami-opowieściami o dzieciństwie tuż po wojnie według ponad osiemdziesięcioletniej kobiety i współczesnych nastolatków, których budowanie tożsamości przejął Internet. Ludzi nieznanych i z rozpoznawalnymi nazwiskami jak na przykład Monika Jaruzelska. Bez moralizowania, za to z ukrytą pedagogizacją rodziców. To w tej ostatniej kryje się niewidoczna, ale potężna moc tych reportaży. Zmuszających do zamyślenia się. Do spojrzenia dzisiaj, a nie po latach podczas oglądania zdjęć w albumie rodzinnym, na dzieciństwo tworzone teraz własnym lub cudzym dzieciom. Na jego kruchość i łatwość wypaczenia, ale i cudowność modelowania. Na to, co wkładamy do walizki wyposażającej w wiano na przyszłość, która da dzieciom w dorosłości moc poderwania się do lotu lub zamieni się w kulę u nogi uziemiająca do końca życia. Ściągającą w dól tak, jak Tomka, który powiedział – Po moich narodzinach przywiązali mi łańcuch do szyi. Jak tylko coś osiągnę, wypłynę na powierzchnię, to ściągają mnie na dno. Tonę.

   Cieszę się, że oprócz mnie, i takich, jak ja pracujących z dziećmi i młodzieżą, pochylą się nad dzieciństwem inni dorośli i zobaczą w nim cud dorastania, konieczność mądrego wsparcia i grożących mu niebezpieczeństw. Może po jej przeczytaniu coś zmienią w swoim postępowaniu i przynajmniej jedno dziecko nie będzie wrzucać po wizycie w domu rodzinnym ciuchów do pralki, żeby nie śmierdzieć dzieciństwem, jak robi to dorosły Tomek.

  Bo jedno dziecko to jeden świat.

  Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

  Wywiad z autorem

   Bardzo cieszę się, że drugi egzemplarz tej książki ufundowany przez Wydawnictwo Agora mogę przekazać Wam. Jeśli ktoś ma ochotę posmakować dzieciństwa innych w przenośni i dosłownie, bo do książki dołączono lizak, zapraszam do pozostawienia tej chęci w komentarzu i napisania do mnie na adres: clevera@gazeta.pl.   

poniedziałek, 18 lutego 2019
#sexedpl: rozmowy Anji Rubik o dojrzewaniu, miłości i seksie

#sexedpl: rozmowy Anji Rubik o dojrzewaniu, miłości i seksie – opracowanie Barbara Baran , Monika Głuska-Durenkamp
Wydawnictwo W.A.B , 2018 , 288 stron
Literatura polska

   Dorastałam w Polsce, tak jak teraz wy. W kraju, w którym seks był i jest tematem tabu, a edukacja seksualna nie istnieje.

   Tymi gorzkimi zdaniami, które mogą powtórzyć miliony Polaków, rozpoczyna swój poradnik autorka.

Znana modelka z rozpoznawalną twarzą i marką. Autorytet w świecie mody i modelingu dla wielu nastolatków. Jej pogląd nie jest odkrywczy. Dokładnie to samo, a nawet więcej, bo o braku wychowania seksualnego w Polsce aż od przedwojnia, pisała Izabela Jąderek w Seksolatkach. O tym też słyszałam podczas wykładu ze znanym seksuologiem Zbigniewem Izdebskim, o którym wspomniałam przy okazji pisania o Sztuce obsługi penisa Andrzeja Gryżewskiego i Przemysława Pilarskiego. To również autorytety, ale naukowe. Specjaliści od edukacji seksualnej i seksuologii. Znacząca różnica między Anją Rubik a autorytetami naukowymi polega na ich sile docierania do młodzieży. Te ostatnie przemawiają do dorosłych i to wąskiego grona, przekazując wiedzę i szkoląc, jak uczyć dzieci i młodzież. Z praktyki wiem, że z różnym skutkiem, z przewagą na mierny. O przyczynach nieskuteczności, a nawet braku jakichkolwiek prób jej osiągania, również pisała w swojej publikacji Izabela Jąderek.

   Z Anją Rubik jest inaczej!

   Jest symbolem sukcesu. Rozpoznawalnym i kojarzonym przez młodzież. Modelka była świadoma tego potencjału, pisząc – Mam głos i mogę coś z tym zrobić. A konkretnie w najbardziej zaniedbanej sferze wychowania, jakim jest seksualność człowieka. Rozkręciła w Internecie kampanię edukacyjną.

   Zainicjowała i stworzyła projekt #sexedpl!

   Jego hasłem stała się myśl – Cała Polska zacznie mówić o seksie.

I mówiła w czternastu sześćdziesięciosekundowych filmach głosem zaproszonych aktorów, polityków, piosenkarzy, reżyserów, działaczy społecznych, reporterów publikowanych na platformach internetowych i mediach społecznościowych. Oddźwięk, według autorki, był bardzo duży, dlatego jego potencjał postanowiła przenieść do realu. Zrobiła kolejny krok i zostawiła w rękach nastolatka rzecz materialną do trzymania pod poduszką – poradnik. Książkę z praktyczną wiedzą prowadzącą przez najtrudniejsze etapy dorastania.

Zaprosiła do jego współtworzenia najlepszych polskich specjalistów – edukatorów, terapeutów, lekarzy i aktywistów. Również młodych ludzi, których wiek burzył barierę nieufności i uprzedzenia. Sama autorka mentalnie zamieniła się w nastolatkę reprezentującą młodego człowieka z milionami pytań, by w formie wywiadu wyłuskać potrzebną wiedzę na nurtujące go problemy – dojrzewanie, budowa fizyczna, inicjacja seksualna, orientacja płciowa, seksualność osób niepełnosprawnych, przemoc seksualna, metody antykoncepcji, aborcja, profilaktyka chorób przenoszonych drogą płciową, prawo, zachowanie zasad i norm w Internecie, a nawet rozdział do pokazania rodzicom. Dodatkowo poradnik wyposaża w indeks kontaktów po więcej informacji lub wsparcie, a także wykaz linków, książek i filmów wartych przeczytania lub obejrzenia.

   Sam poradnik chce się przeglądać.

   Stworzony zgodnie z zasadami dydaktyki wyznaczającej standardy tworzenia podręczników. Dokładnie takiego pojęcia użyła autorka, pisząc – Podręcznik, który poprowadzi przez najtrudniejsze, ale też i najważniejsze momenty dorastania. Jednolity i mało czytelny tekst zastąpiono wywiadem, gwarantującym szybką i konkretną informację.

Zilustrowano licznymi, dużymi zdjęciami młodych ludzi eksponującymi cielesność człowieka.

Czasami roznegliżowanymi na granicy erotyzmu, a czasami wręcz erotycznymi.

W tym również z przekazem o różnorodności orientacji seksualnej wśród młodzieży.

Najważniejsze myśli eksponowano dużymi literami na całej stronie. Najobszerniejszą wiedzę kondensowano w formie praktycznych tabel. Poszczególnym rozdziałom przypisano jeden kolor gwarantujący szybkie odnalezienie interesującego zagadnienia.

   Prawie idealny poradnik!

   Prawie, ponieważ zabrakło mi w nim rozdziału o sferze emocjonalnej dojrzewającego czlowieka, która ma kolosalny i bazowy wpływ na rozwój seksualny. Dlatego ten poradnik traktuję, jak „pogotowie ratunkowe” z pierwszą pomocą przedmedyczną dla młodzieży pozostawionej przez dorosłych samej sobie w dżungli świata seksualnego. Linę ratunkową, kiedy znikąd pomocy i zero bagażu wiedzy, a rozbudzona seksualność puka do drzwi i trzeba, a nawet należy ją uwolnić. Wyprawkę dla młodego stojącego na progu dorosłości.

    Ale uwaga – nie zastąpi wychowania seksualnego!

   Nie zalepi dziury w edukacji. Pomoże tylko złagodzić skutki jego zaniedbania, a nawet braku, bo wychowanie seksualne, jak uświadamia Izabela Jąderek, trwa od momentu narodzin, a nie od momentu dojrzewania.

    Ale brawo dla Anji Rubik! Brawo za pomysł! Za odwagę łamania tabu i mitów! Brawo za chęć pomocy młodym w ramach akcji non-profit, którym daje do ręki rzetelne źródło podstawowych informacji, odciągając od wątpliwych, a czasami niebezpiecznych, znajdywanych w Internecie.

   Mam tylko dwie uwagi techniczne.

   Pierwsza to nagminne nierozróżnianie pojęć – „nastolatki” i „nastolatkowie”. Druga jest prośbą do organizatorów tego i podobnych projektów. Jeśli tworzycie książkę, która ma na sto procent trafić do młodzieży, to za pośrednika wybierajcie biblioteki szkolne. To one dadzą wam gwarancję, że książka trafi do pożądanego dla was odbiory. Mój egzemplarz trafił do mnie drogą okrężną, przypadkową i tylko dlatego, że zainteresowałam się nim. Podejrzewam, że wiele egzemplarzy utkwiło wśród dorosłych, bo samorządy powiatowe, które je otrzymały, nie bardzo wiedziały, co z nią dalej zrobić i wydawało im się, że najlepiej skierować ją do pedagogów szkolnych. Ilu z nich ją tylko przejrzy, jako ciekawostkę, a ilu przeczyta? Ilu wykorzysta w swojej pracy, a ilu odłoży na stertę kolejnej, darmowej publikacji? ? Ilu z nich odrzuci ją, bo nie będzie zgodna z jego światopoglądem? Ilu z nich wpadnie na genialny pomysł, by zanieść ją do biblioteki, bo tam będzie miała największą możliwość przekazania swojej wiedzy?

   Szkoda marnowania przez błąd w logistyce potencjału akcji, a dokładnie takie mam wrażenie.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

O idei projektu mówi między innymi jego pomysłodawczyni.

niedziela, 17 lutego 2019
Karta nr 96/2018

Karta nr 96/2018
Wydawnictwo Ośrodek Karta
Kwartalnik

   Przydałaby się w końcu cywilizacja bardziej kobieca, szczególnie w Polsce.

   Tą myślą rozpoczął wstęp do 96 numeru Karty, nie, nie kobieta, a mężczyzna – Zbigniew Gluza. Zakończył jeszcze ciekawszą – Przywódcom – konserwującym „męskie” racje – można by podziękować. Swoje niepopularne poglądy uzasadniał w ten sposób – Pełna podmiotowość kobiet to większe szanse na rzeczywistość pacyfistyczną między ludźmi, wolną od zachowań autorytarnych. Dając życie, bardziej chronią one istnienie niż je wykorzystują. II Rzeczypospolitej nie udało się im ocalić, a tamtych dwóch dekad nie starczyło, by prawo kobiet do wybierania przekształciło eis w prawo do stanowienia. Potem było tylko gorzej – po II wojnie światowej i stalinizm, i cały Peerel były porządkami męskimi, skreślającymi role żeńskie z perspektywy systemu dyktatorskiego, zgodnie ze sprzecznymi z życiem regułami ideologii.

   To nie znaczy, że ówczesne kobiety nie walczyły o swoje prawa.

Artykuł Polka niepodległa zawierał pełne pasji i argumentów wypowiedzi pionierek walczących o prawa kobiet w różnych dziedzinach – prawa wyborczego, do studiowania „męskich” kierunków i wykonywania „męskich” zawodów czy prawa do aborcji, którego w Polsce kobiety nie mają do dzisiaj. Do walki prowokowała jedna z największych buntowniczek międzywojnia – Irena Krzywicka. Dała sobie prawo ich reprezentowania, mówiąc – Zabieram głos w imieniu tych, co mają zwyciężyć. Reprezentuję siłę. Jeżeli nie jakość, to ilość, większość naszej cywilizowanej ludzkości – kobiety”. Była jednak rozgoryczona ich uległością i inercją, dodając – Tak bym chciała być dobrego zdania o kobietach! Są zdolne, mają zdrową energię do życia. Cóż, kiedy wciąż jeszcze takie niedorosłe i takie tchórzliwe, takie nieporadne i takie posłuszne. Kiedy to minie? Za dziesięć lat? Za dwadzieścia? Dajcie znać, kiedy się będzie można z wami porozumieć.

   Ciekawe, jakie zdanie miałaby o kobietach współczesnych?

   W artykule Konflikt wawelski, ku mojej radości, mogłam dokładnie prześledzić spór o miejsce pochówki Józefa Piłsudskiego między arcybiskupem Adamem Stefanem Sapiehą a ówczesnym rządem i narodem. Wspomniała o nim, a tym samym roznieciła ciekawość, Virgilia Sapieha w swoich wspomnieniach Amerykańska księżna. Tutaj mogłam przyjrzeć się mu od strony osób w niego zaangażowanych, czytając ich notatki i korespondencję. Komentarz Leszka Moczulskiego dodatkowo umiejscowił go w realiach politycznych ówczesnej Polski. Długo nad nim rozmyślałam. Nad racjami obu stron. Nad osobistymi i politycznymi przyczynami nieugiętych postaw w sporze, a przede wszystkim nad odważnym dla jednych i haniebnym dla innych czynem A. S. Sapiehy, którego charakter oddał wicemarszałek sejmu Tadeusz Schaetzel w swoim przemówieniu na nadzwyczajnej sesji sejmowej – Od przesunięcia tej trumny zatrzęsła się Polska. Ostatecznie rację przyznałam arcybiskupowi, który postąpił racjonalnie, a czego zabrakło w tym konflikcie. Były w nim przede wszystkim emocje, a tam gdzie one dominują, nie ma rozsądku, a tym samym warunków do dialogu. A.S. Sapieha zamiast dyskutować z emocjami, zadziałał w sytuacji patowej. W tym kontekście zastanawiam się, jakim cudem pochowano na krakowskim Wawelu parę prezydencką Lecha i Marię Kaczyńskich?

   To dopiero zagadka!

    Wraz ze wspomnieniami powstańca warszawskiego Olgierda Sawickiego Taki rozkaz prześledziłam jego drogę od konspiracji i udziału w powstaniu aż po obóz jeniecki. To przede wszystkim obraz śmierci najbliższych i miasta, który porównał do filmu oglądanego z rzędów, gdzie obowiązywało opanowanie.

   Dużą część numeru zajęły fragmenty traumatycznych wspomnień, wydanych obecnie w formie książkowej, a których lekturę mam już za sobą – Przemytnicy życia Bernarda Konrada Świerczyńskiego, Miasto utracone Michaela Wiecka,  Mrówka w słoiku Poliny Żerebcowej oraz antologię rumuńskiej literatury faktu Łacińska wyspa.

   Tradycyjnie teksty licznie ilustrowano unikalnymi zdjęciami.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z czasopisma.

sobota, 16 lutego 2019
Taniec zegara – Anne Tyler

Taniec zegara – Anne Tyler
Przełożyła Kamila Slawiński
Wydawnictwo Poradnia K , 2019 , 270 stron
Literatura amerykańska
 

   Pozornie nie działo się w tej powieści nic spektakularnego.

   Nic, co warte byłoby zapamiętania. Nic jednoznacznego lub decydującego o jej kierunku rozwoju. Nic, co trzymałoby mnie w nieustannym napięciu, by odkryć przyczynę jakiejkolwiek zagadki, sekretu lub tajemnicy. Nic, co mogłabym ważnego śledzić, czekając niecierpliwie na wyjaśnienie. Pośpieszałam ją z kartki na kartkę. Z dekady na dekadę upływających lat, które składały się na rozdziały. Skupiona na treści, nie czytałam między wierszami. A to tam kryło się jej przesłanie.

   Dokładnie w takim oślepiającym pośpiechu żyjemy.

   Dzień za dniem. Tydzień popędza kolejny tydzień. Rok goni następne lata. Podobnie jak w powieści. Życie toczyło się w niej od dekady do dekady począwszy od 1967 roku, kiedy Willa, główna bohaterka, była małą dziewczynką nierozumiejącą napadów wybuchu matki połączonych z jej znikaniem na kilka dni. Dziesięć lat później w 1977 roku była już nastolatką uczącą się w Kinney College w stanie Illinois, gdzie poznała Dereka. W kolejnym przeskoku, tym razem o dwie dekady, w 1997 roku wyszła za niego za mąż i urodziła dwóch synów, by zostać młodą wdową. W 2017 roku ponownie wyszła za mąż, a dorośli synowie byli już usamodzielnieni. I pewnie za kolejnych dziesięć lat czytałabym o jej pogrzebie, gdyby nie odebrała telefonu z prośbą o zaopiekowanie się dziewczynką, której matka, była dziewczyna jej syna, została postrzelona. Mimo że Cheryl nie była jej biologiczną wnuczką,  Willa zgodziła się.

   Jej pobyt w Baltimore zmienił wszystko.

   Jej sposób patrzenia na życie i na samo życie. Niby budowane przez jej własne wybory i decyzje. Niby dostarczające zadowolenia i satysfakcji. Niby toczące się bez większych problemów, a jeśli takie były, to świetnie sobie z nimi radziła. A jednak czegoś jej brakowało. Nie odczuwała tego, dopóki nie znalazła się w Baltimore.

   Gdzie popełniła błąd?

   Miała za sobą ponad sześćdziesiąt lat życia, którego nie poczuła, wpatrzona w przyszłość. Planowała, wyznaczała cele i dążyła do nich, nie zastanawiając się nad tu i teraz. Nie doceniała chwil, momentów, odcinków czasu odliczanych niczym w zegarze, który odmierzał jej życie. Składały się na jego treść, a jednocześnie umykały niczym niezauważalne sekundy tak obrazowo przedstawione przez dzieci w powieści, które nazwały je tańcem zegara. Dzieci, które potrafiły cieszyć się teraźniejszością. Jeszcze posiadające zdolność, którą dorośli gubili w pędzie życia. Dokładnie to uświadomiła sobie Willa, która, gdyby miała wymyślić taniec zegara, nie wyglądałby tak jak ten, który pokazały jej trzy dziewczynki. Nie, w jej wersji kobieta przemierzałaby z lewa w prawo, przez cały czas wirując szaleńczo, tak że publiczność widziałaby tylko kręcącą się barwną plamę, która za chwilę znikłaby im z pola widzenia. Puff – i już znika za kulisami. Bez śladu.

   Jednak na zmiany nigdy nie jest za późno!

   Willa robi to u schyłku życia. Zmienia tempo tańca, by każdy ją dobrze widział, a i ona sama, by cieszyć się każdym jego ruchem, każdą sekundą jego trwania. Dzielić życie nie na lata i tygodnie, ale na momenty w ciągu dnia poszerzające pole widzenia, by ujrzeć siebie okruszkiem na ziemskim globie. Maleńkim organizmem w kosmosie i z tego dystansu nauczyć się rozróżniać, co w życiu jest istotne, chociaż niewidoczne, a co zupełnie bez znaczenia, chociaż spektakularne. Nauczyć się czytać życie między jego wierszami w takt tańca zegara.

   I tak też należy czytać tę powieść – nieśpiesznie, między wierszami.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Inni o książce.

niedziela, 10 lutego 2019
Klub Samobójców – Rachel Heng

Klub Samobójców – Rachel Heng
Przełożył Ryszard Oślizło
Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 404 strony
Literatura amerykańska


   Lea żyła  w świecie, który troszczył się o jej długowieczność.

   Miała sto lat i ani jednej zmarszczki na ciele jędrnym dzięki DiamentowejSkórzeTM wytrzymałej na uderzenia samochodu i upadek nawet z osiemdziesiątego piętra, zrastającej się w kilka sekund po zranieniu. InteligentnejKrwiTM krzepnącej w niespełna milisekundzie. TwardymMięśniomTM i innym ReparantomTM wzbogaconym o antyoksydanty i środki antystresowe. Diecie opartej na proteinowych nutridrinkach i tlenowych szotach, wykluczającej tradycyjne jedzenie z konserwantami, składnikami kancerogennymi skracającymi telomery. Żyła w społeczeństwie kultywującym nieśmiertelność w myśl idei – zdrowy duch, zdrowe ciało. Ustawa o świętości życia oraz dyrektywy zmniejszające stres i jego oksydacyjne działanie, wyznaczające dietę, sesje rewitalizacyjne, ćwiczenia, długość snu, ilość godzin pracy, a nawet rodzaj dopuszczalnej do odbioru muzyki, filmu i sztuki, gwarantowały wyłapywanie ze społeczeństwa jednostek popełniających świętokradztwo.

   Zamach na życie.

   Swoje lub innych. Lea przez nieostrożność wpadła pod samochód, narażając się na podejrzenie o próbę samobójczą. Skierowana do Grupy Wsparcia uzależnionych od myśli o śmierci, poznaje w niej Anję. Przywódczynię Klubu Samobójców skupiającego ludzi przeciwstawiających się dystopijnemu światu, w którym musieli żyć. Według nich nie gwarantował długowieczności każdemu, a nieśmiertelność tylko wybranym. Zamykał w pułapce  wiecznego życia w nieruchomym, zdegenerowanym, ale mechanicznie funkcjonującym organizmie. Dokładnie w takiej sytuacji znalazła się matka Anji, a czekała ojca Lei.

   Obie musiały podjąć trudne decyzje.

   Anja – czy zabić matkę? Lea – czy pozwolić ojcu na samobójstwo? W społeczeństwie monitorowym przez system, inwigilowanym przez Obserwatorów i donosów ze strony najbliższych w imię znalezienia się na Liście Nieśmiertelnych, ich wybory i działania nie były łatwe.

   Były piekielnie trudne.

   Autorka stworzyła świat, o którym współcześni ludzie marzą i robią wiele, by pozostać jak najdłużej młodym. Pokazała jego pociągające strony pozytywne , ale również koszmarne strony negatywne. Zmusiła do zastanowienia się nad istotą śmierci, jej sensem, wartością, podkreślając jej niezbędność jako elementu dopełniającego życie.

   Jego najlepszym wynalazkiem.

   Wartością, która poprzez swoją nieuchronność zmusza do mądrego wybierania celu w życiu, który nadaje jemu sens. I na pewno nie jest nim kult młodości.

Zapewniam, że pochopna i nieprzemyślana odpowiedź na pytanie umieszczone na okładce tej książki przed jej przeczytaniem, będzie zupełnie inna po jej przeczytaniu.

   Ale to nie koniec rozważań, które podsuwa autorka. Bo jeśli odpowiedź brzmi – nie, to co z uporczywym leczeniem? Co z chorobami terminalnymi? Co z głębokimi upośledzeniami płodów? Co z prawem do rezygnacji z życia, gdy umysł jest uwięziony w nieruchomym ciele? Czy powody członków Klubu Samobójców nie przypominają tych podnoszonych przez zwolenników eutanazji? – Niektórzy chcieli uniknąć samej możliwości ugrzęźnięcia w pułapce bycia nieśmiertelnym, inni po prostu czuli, że mają już dość, i woleli sami zdecydować o swoim końcu. Jeszcze inni pragnęli coś zamanifestować. Mieli poczucie, że walczą dla idei, w imię fundamentalnego prawa każdego człowieka. Powoli, ze strony na stronę opowieści, odkrywałam podobieństwo dystopii  do mojego świata współczesnego i, chcąc czy nie, musiałam opowiedzieć się po jednej ze stron: tradycyjne posiłki czy Nutripaki, jazz czy muzak, kochający życie czy świętokradcy?

   Świętość życia czy świętokradztwo?

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Klub Samobójców [Rachel Heng]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka o swojej powieści, która wywołała międzynarodową dyskusję o manii doskonałości i problemach związanych z kultem zdrowego odżywiania - jak przeczytałam na okładkowym skrzydełku.

| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję
A rekomenduję własną publikację
A w marcu w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 1170 tytułów
Mój top czytanych w 2018
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi