Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
środa, 07 marca 2018
Opcja B - Sheryl Sandberg , Adam Grant

Opcja B: jak radzić sobie z traumą po stracie, stawić czoła trudnościom i odzyskać radość życia – Sheryl Sandberg , Adam Grant
Przełożył Zbigniew Kościuk
Wydawnictwo Agora , 2018 ,  304 strony
Literatura amerykańska

   Opcja B stanowi próbę (podjętą przeze mnie i Adama) podzielenia się wiedzą na temat tego, czego nauczyliśmy się o odporności psychicznej. – napisali autorzy we wstępie.

   Z całą pewnością wiedzieli, co pisali. Sheryl Sandberg przeszła przez traumę śmierci męża, a Adam Grant, przyjaciel i jednocześnie psycholog, pomógł jej przez tę żałobę przejść. Można pokusić się o posądzenie autorki , kobiety biznesu, o interesowność w wykorzystaniu kolejnej okazji  do pomnożenia majątku. Jeśli jednak weźmie się pod uwagę jej długoletnią działalność charytatywną, o której wspomina, potrzebę pomagania innym, osobowość wojowniczki na stanowisku dyrektora operacyjnego Facebooka oraz jej deklarację, że zyski ze sprzedaży książki przekazuje na potrzeby fundacji pomagającej innym w potrzebie, to nabiera się przekonania, że to po prostu dobry człowiek. Kobieta taka, jakich wiele, ale z możliwościami, jakie posiada niewiele z nich (medialne nazwisko jej i męża, wysoka pozycja społeczna oraz kontakty ze znanymi ludźmi), która chce po prostu pomóc innym osobom znajdującym się w podobnej sytuacji. Niemającym wsparcia tak, jak ona w rodzinie i wśród przyjaciół. Niekoniecznie w żałobie po stracie męża, ale po każdej stracie, w kryzysie życiowym lub w traumie wywołanej rozwodem, trudnościami finansowymi, utratą pracy, gwałtem, uzależnieniem, przemocą, chorobą czy uwięzieniem. Poprzez opowieść o własnej tragedii, o sposobach i metodach radzenia sobie z negatywnymi, niszczącymi psychikę emocjami, pokazuje, jak krok po koku radziła sobie z bólem, żalem, gniewem i poczuciem bezsensu. Towarzyszył jej w tej drodze, wspierając merytoryczną wiedzą, psycholog. To on jej przeżycia, myślenie, zachowania, postępowanie i mechanizmy psychologiczne kierujące człowiekiem w sytuacjach skrajnych, wyjaśniał, analizował, opisywał i tłumaczył.

   Nie proponowali jednak prostych i cudownych rozwiązań.

   Wręcz przeciwnie. Od początku podkreślali, że nie istnieje prawidłowy ani właściwy sposób opłakiwania lub stawiania czoła wyzwaniom, więc nie dostarczymy doskonałych odpowiedzi. Doskonałe odpowiedzi nie istnieją. Byli przekonani, że radzenie sobie z traumą to przede wszystkim praca nad sobą w myśl zasady Victora Frankla, psychiatry i więźnia obozu koncentracyjnego, który swoje doświadczenia opisał w Człowiek w poszukiwaniu sensu  – Kiedy nie jesteśmy już w stanie zmienić swojej sytuacji, stajemy przed wyzwaniem, aby zmienić siebie. Autorzy, powołując się na podobne autorytety, własne doświadczenia i wiedzę naukową, przełamywali schematy myślenia dotyczące tez, które powszechnie kojarzą się ze sloganami i truizmami typu – W pewnym sensie cierpienie przestaje nim być, gdy zyskuje sens. Nadawali im nowy, pełniejszy wymiar, awansując do niepodważalnego faktu, że każdy może zbudować własną odporność psychiczną. Powoływali się przy tym również na historie osób ze swojego otoczenia lub praktyki zawodowej, które zbudowały swoją odporność psychiczną na przekór stracie, chorobie, wykorzystywaniu i innym przeciwnościom losu. Można je poznać na internetowej stronie optionb.org, powstałej z myślą o stworzeniu grupy wsparcia dla ludzi szukających pomocy.

   Ale nie tylko!

   W pewnym sensie to również pozycja oddziaływająca profilaktycznie. Namawiająca do budowania odporności psychicznej zanim spotka nas tragedia. Autorka już we wstępie napisała – Wierzę również, że można się rozwijać w okresie poprzedzającym traumę, by wzmocnić odporność psychiczną i przygotować się na to, co przed nami. Życie nie ma tylko opcji A. Ma wiele opcji. Dobrze mieć przynajmniej opcję B.

   Ta na poły osobista i intymna opowieść, na poły poradnik zawierający dużą dawkę wiedzy psychologicznej pozwala spojrzeć na osobistą sytuację z dystansu. Podpowiada, jakie kroki należy podjąć, by z niej wyjść, jak o niej rozmawiać, jak wychowywać odporne psychicznie dzieci, jak zacząć ponownie odkrywać radość życia i pokochać siebie oraz innych.

   Może nawet zakochać się ponownie tak, jak autorka.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Opcja B. Jak radzić sobie z traumą po stracie, stawić czoła trudnościom i odzyskać radość życia [Adam Grant, Sheryl Sandberg]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

A tak o swojej książce mówią sami autorzy.

niedziela, 04 marca 2018
Pasażerka – Lisa Lutz

Pasażerka – Lisa Lutz
Przełożyła Agnieszka Lipska-Nakoniecznik
Wydawnictwo Akurat , 2018 ,  416 stron
Literatura amerykańska

   Miałam trzy możliwości: uciekać i żyć jako wolny człowiek, iść do więzienia, albo umrzeć tu i teraz... – wspominała po latach... no właśnie - kto?

   Kim była ta dziewczyna, która uciekła z domu, będąc nastolatką, po dziesięciu latach zmieniania tożsamości? Początkowo bycie kimś innym wydawało mi się bardzo kuszące i pociągające. Wcielać się w rolę wybranych osób i przejmować nowy styl życia. Zmieniać imiona, nazwiska, kolor włosów, barwę tęczówek, pracę, mieszkanie i miasta.

   Być w ciągłej podróży!

   Problemem był tylko i aż motyw ucieczki. Nie znałam go. Nie wiedziałam, co takiego wydarzyło się w jej rodzinnym miasteczku i czy faktycznie była temu winna. Wiedziałam tylko, że ściga ją przeszłość i człowiek, który chciał ją zabić. Odkrywałam ją powoli z mejli wymienianych z byłym chłopakiem z lat szkolnych. Jedyną osobą z rodzinnych stron, z którą utrzymywała kontakt. Nie było to bezpieczne i rozsądne, ale w jej przypadku wszystko było niebezpieczne. Sam brak tożsamości był bardzo niebezpieczny. Broniły ją umiejętność logicznego myślenia, silny instynkt przetrwania oraz świadomość, że jeden fałszywy krok może zdradzić ją, kim jest naprawdę. Za każdym razem, kiedy zaistniało tylko tego prawdopodobieństwo, uciekała, zmieniając po raz kolejny tożsamość.

   W tym sensie była to opowieść drogi.

   Ciekawa, zmienna, odkrywcza, poznawcza i dynamiczna, ale też niebezpieczna, podejrzliwa, czujna, na ciągłej adrenalinie. Nigdy nie wiedziałam, w którym momencie akcja zmieni kierunek, a tempo fabuła przyśpieszy i wskoczy na wyższy poziom niebezpieczeństwa. Jej życie przypominało kąpiel pod prysznicem, gdzie w ciągu dwóch sekund woda zmieniała się z lodowato zimnej we wrzątek i odwrotnie. Ta sinusoida emocji nie mogła pozostać bez echa dla jej psychiki i zachowania.

   I nie pozostała!

   Opowieść drogi powoli i niepostrzeżenie zamieniała się w kryminał. Nie wiem, czy pierwszego męża to ona zabiła. Na pewno nie zrobiła tego, gdy pojawił się drugi trup. Trzeci był już jej.

   Nie ostatni!

   Zrobiło się poważnie, ale jednocześnie zabawnie. Z odcieniem noir w myśl zasady, że kiedy zabijasz jednego człowieka to jest tragedia, ale kiedy zabijasz kolejnego, zaczyna się statystyka i taki styl życia. Nieustannie towarzyszyło mi wrażenie, że oglądam film Quentina Tarantino z Umą Thurman w roli głównej. To dlatego na okładce widnieje taka opinia:

Bardzo słuszna i trafna.

   Autorka zaspokoiła moją potrzebę ciekawości, co byłoby, gdybym mogła być kimś innym. Posiadać pięć żyć, a może nawet bez limitu. Powiedzmy do spotkania silniejszego i sprytniejszego przeciwnika. Z prawem do zaczęcia od nowa po zaliczeniu wpadki, niepowodzenia, porażki lub popełnieniu przestępstwa. Obraz bohaterki mającej takie możliwości nie był zachęcający. Po dziesięciu latach bezkarność zamieniła ją w kobietę zdolną do rzeczy ostatecznych. Brak konsekwencji tylko pogarszał jej położenie. Przede wszystkim niszczył psychikę, bo jeśli popełnisz morderstwo po raz pierwszy, zawsze możesz użyć nawet mało prawdopodobnego argumentu, że zrobiłeś to w obronie koniecznej. Zawsze możesz winić przypadek, twierdzić, że znalazłeś się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie i pod niewłaściwym nazwiskiem. Lecz gdy zabijesz kogoś kolejny raz, musisz zacząć zadawać sobie niewygodne pytania. Czy to naprawdę była obrona, czy raczej wybór stylu życia?

   Dokładnie takie konsekwencje chciała pokazać autorka.

   Musiałam wrócić do początku powieści i ponownie odpowiedzieć sobie na pytanie – czy w podobnej sytuacji, w jakiej znalazła się bohaterka, wybrałabym ucieczkę?

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Pasażerka [Lisa Lutz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

sobota, 03 marca 2018
Czerwony głód – Anne Applebaum

Czerwony głód – Anne Applebaum
Przełożyły Barbara Gadomska , Wanda Gadomska
Wydawnictwo Agora , 2018 ,  488 stron
Literatura amerykańska

       Byłem w licznych wsiach i widziałem, że w dużej ich części panuje głód. – pisał do Stalina przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy Hryhoryj Petrowski. Można obecnie zliczyć co najmniej sto rejonów potrzebujących pomocy żywnościowej. – pisał do Stalina szef ukraińskiego rządu Włas Czubar. Stalin odpowiedział im – Według mnie Ukraina dostała za dużo.

   W tym rejonie, jak i w innych, kołchoźnicy i indywidualni chłopi umierają z głodu; dzieci i dorośli są opuchnięci, jedzą rzeczy, których żadna istota ludzka nie powinna musieć jeść, począwszy od padliny, a kończąc na korze dębowej i różnych oblepionych błotem korzeniach. – pisał do Stalina pisarz Michaił Szołochow. Stalin odpowiedział – Dostrzegacie tylko jedną stronę tej sprawy.

   ...oskarżenia rzucane obecnie przez Stalina na kułaków to tylko sposób na terroryzowanie mas... – zarzucał Stalinowi działacz partyjny Martemian Riutin. Stalin nie odpowiedział, za to wyrzucił z partii i zamordował wraz z rodziną.

   Bratanica żony Stalina widziała na dworcach żebraków, wycieńczonych ludzi z wydętymi brzuchami donosiła mu szwagierka. Stalin zripostował – To jeszcze dziecko i zmyśla.

   Drogi Stalinie, Odpowiedzcie proszę, dlaczego kołchoźnicy puchną od głodu i jedzą padłe konie? – pisał obywatel do Stalina w liście. Wątpię, żeby Stalin odpowiedział.

   Wszyscy chłopi przenoszą się, opuszczają wsie, by ratować się przed głodem. – pisał do Stalina członek partii komunistycznej. Stalin w odpowiedzi zamknął ukraińskie granice. A potem dokręcił śrubę jeszcze mocniej, rozmyślnie pogłębiając kryzys żywieniowy.

   Nastał HOŁODOMOR.

   Sztuczny głód na Ukrainie przybierający w skrajnych przypadkach formę kanibalizmu o podłożu politycznym, który zabrał 3,9 miliona Ukraińców.

Jego skalę pokazywała mapka dołączona do treści. Im ciemniejszy kolor tym więcej unicestwionych istnień ludzkich. W niektórych rejonach dochodzący do 60% populacji. Namacalny efekt obsesji Stalina na punkcie utraty władzy nad Ukrainą, od której uzależniał status quo ZSRR. Niebezpodstawnej. Jego obawy ziściły się w 1991 roku wraz z odzyskaniem przez Ukrainę niepodległości.

   Autorka dokładnie, rzeczowo, wręcz drobiazgowo opisała, opierając się na źródłach historycznych często cytowanych w formie fragmentów relacji, wspomnień, listów, wypowiedzi, manifestów, pamiętników i odezw, przyczyny Wielkiego Głodu. W tym celu cofnęła się czasowo do 1917 roku, a zakończyła na współczesności. Ukazała tok logicznych i zazębiających się wydarzeń przybierający w ostateczności efekt śnieżnej kuli, podyktowany logiką zafiksowanego myślenia Stalina. Opisała metody (rozkułaczanie, kolektywizacja, laicyzacja, rekwizycja, zamknięcie granic, ograniczenie handlu wymiennego, czarne listy) doprowadzające nie tylko do klęski głodu, ale i pozbawienia Ukraińców więzi rodzinnych, historii, kultury, religii i ostatecznie tożsamości narodowej. Pokazała sposoby propagandy psychologiczno-iedologicznej ułatwiające manipulację człowiekiem poprzez strach, histerię, nienawiść i podejrzliwość. Drogę od chłopów żyjących dostatnio z płodnych czarnoziemów do wywłaszczonych, umierających żebraków na ulicach miast, o którym francuski poeta Georges Simenon odwiedzający Odessę w 1933 roku usłyszał, że: To kułacy, chłopi, którzy nie przystosowali się do nowej władzy [...], jedyne dla nich wyjście to śmierć.

I umierali...

   Wiedza o Hołodomorze przedstawionym od strony historycznej, a potem polityczno-gospodarczej jego sprawców nabrała przerażającego dla mnie wymiaru w części ukazującej go od strony świadków i ofiar, które przeżyły. Autorce udało się wypełnić mnie emocjami, pomimo własnego dystansu i operowania tylko faktami, nie tylko dzięki drastycznym relacjom konkretnych osób, ale również dzięki precyzyjnemu oddaniu toku rozumowania Stalina. Nie ma w tej publikacji odniesień do wiedzy psychologicznej tłumaczącej jego psychopatyczną osobowość, a mimo to, psychiatrzy mieliby mnóstwo materiału pośredniego do opisania studium przypadku. Drugim uczuciem dominującym była bezsilność wobec faktu, że takie osobowości, obejmując przywództwo, doprowadzają do tragicznych wydarzeń na skalę kraju, narodu czy nawet kontynentu.

   Całość wzbudziła we mnie współczucie wobec ukraińskiego narodu.

   Ich historię poznawałam wybiórczo i tylko w kontekście polskim. Nie zawsze pozytywnym. Począwszy od czasów kozaczyzny, której dzieje znałam z opracowania Leszka Podhodoreckiego Kozacy zaporoscy na publikacjach o Wołyniu skończywszy: Krwawe żniwa Czesława Piotrowskiego i Sprawiedliwi zdrajcy Witolda Szabłowskiego. Te ostatnie napisane w tonie pojednawczym. A przecież żyję na Pomorzu Zachodnim, na które przesiedlono dużo Ukraińców w wyniku akcji „Wisła”. Nigdy nie wnikałam w ich przeszłość narodową.

   Ta książka to zmieniła.

   Autorka wyposażyła mnie w podstawowe pojęcia, nomenklaturę i wiedzę o Hołodomorze, który był fałszowany statystycznie, zaprzeczany, wymazywany z historii oraz pamięci ludzkiej i negowany aż do 1991 roku, by w 2016 zatoczyć koło – Postsowieckie państwo rosyjskie ponownie wszystkiemu zaprzeczyło: Hołodomoru nie było i tylko „naziści” są zdolni twierdzić co innego. W obliczu niepodważalnych faktów można zgonić to na dziedzictwo obsesji Stalina, który w 1932 roku mówił Kaganowiczowi, że najbardziej boi się utraty Ukrainy, podobnie obecnie rosyjskie władze są przekonane, że niepodległa, demokratyczna, stabilna Ukraina związana z kulturą i handlem z resztą Europy stanowi zagrożenie dla interesów rosyjskich przywódców. Przecież jeżeli Ukraina zbytnio się zeuropeizuje – jeśli uda jej się w miarę skuteczna integracja z Zachodem – to Rosjanie mogliby spytać: dlaczego nie my?

   To nie jedyna koncepcja, z którą spotkałam się w opracowaniach.

   Inną poznałam w publikacji Michaiła Zygara Wszyscy ludzie Kremla. Można jeszcze pokusić się o koncepcje psychologiczną czy ideologiczną, ale wszystkie prowadzą mnie do jednego wniosku – zachowanie własnych przywilejów, bogactwa i władzy, choćby po trupach. Dosłownie.

   Niekoniecznie przez jednego człowieka.

   A takie pozycje są nie po to, by wzniecać lub podtrzymywać nienawiść, co szczególnie autorka podkreśliła w przedmowie – Nie stanowi argumentu przeciw jakiemukolwiek ukraińskiemu politykowi czy partii (ani też na ich poparcie), nie jest komentarzem do obecnej sytuacji na Ukrainie. Stanowi natomiast próbę opowiedzenia Wielkiego Głodu z wykorzystaniem nowych zasobów archiwalnych, nowych świadectw i nowych badań. Została napisana dla każdego, kto chce zrozumieć mechanizmy manipulacji społeczeństwem i człowiekiem, by nie stać się ich ofiarą. By rozumieć otaczający nas świat, zachodzące w nim zmiany, procesy nimi rządzące i nauczyć się krytycznie myśleć. Sądząc po komentarzach pod wywiadem z autorką Dystansując się od Europy, Polska realizuje marzenie Putina, potrzebujemy tego bardzo i koniecznie.

   Warto uczyć się tego od jednej z najlepszych na świecie publicystek.

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2018 roku.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Czerwony głód [Anne Applebaum]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Dalsze części tutaj.

niedziela, 25 lutego 2018
Elegia dla bidoków – J. D. Vance

Elegia dla bidoków – J[ames] D[avid] Vance
Przełożył Tomasz S. Gałązka
Wydawnictwo Marginesy , 2018 ,  320 stron
Literatura amerykańska

   Mąż Mandy, Terry, został aresztowany za naruszenie warunków zwolnienia i wrócił do więzienia. Więc u nich wszystko w porządku.

   To zdanie, według mnie, najbardziej odzwierciedlało wymowę tej książki, którą otrzymałam od bidoka z USA w takim opakowaniu:

Nic nie mogłam poradzić, że obraz rodziny, miast Jackson w stanie Kentucky i Middletown w stanie Ohio, w których dorastał autor, odebrałam jak dobrą komedię noir. Może dlatego, że swoje refleksje, wspomnienia, rozważania nie miały odcienia skargi, biadolenia i obwiniania o wszystko cokolwiek i kogokolwiek. Za to pełne były absurdów, cynizmu w dialogach lub wypowiedziach cytowanych bohaterów, ocierających się często o groteskę przedstawianych sytuacji. Wnikliwie opisywał to, co widział wokół i co przeżył wśród bidoków, jak określał robociarzy bez wyższego wykształcenia wywodzących się od Szkoto-Irlandczyków, zamieszkujących tak zwany Pas Rdzy w okolicach Appalachów. Specyficznej podgrupy społecznej o białym kolorze skóry, ale mentalności Murzynów z Południa. Życie wśród nich było niestabilne, traumatyczne i niebezpieczne.  Przypominające życie z dzikim niedźwiedziem pod jednym dachem, skutkujące syndromem ACE – niekorzystnych doświadczeń dziecięcych. Jak sam napisał – Nasze domy rodzinne to piekielny chaos. Wrzeszczymy, wydawałoby się na siebie niczym kibice na meczu. Co najmniej jeden członek rodziny używa narkotyków, czasem ojciec, czasem matka, bywa, że oboje. W skrajnie stresujących chwilach bijemy się i kopiemy, oczywiście na oczach pozostałych członków rodziny, w tym małych dzieci – w większości przypadków sąsiedzi też słyszą, co się dzieje. Zły dzień jest wtedy, gdy sąsiedzi wezwą policję na interwencję w naszym dramacie. Nasze dzieci trafiają do rodzin zastępczych, ale nigdy na długo. Prosimy dzieci o przebaczenie. One wierzą, że to szczere prośby, bo też takie są. Ale mija parę dni i znów zachowujemy się dokładnie tak samo jak wcześniej. W sporach małżeńskich obowiązywały żelazne zasady: nigdy nie mów normalnym tonem, jeśli możesz wrzeszczeć; jeśli kłótnia nabierze ciut przydużo kolorków, dozwolone są policzkowanie i ciosy z pięści, pod warunkiem, że mąż nie uderzy pierwszy; uczucia zawsze należy wyrażać w sposób obelżywy i przykry dla małżonka, a jeśli wszystko inne zawiedzie, można zwinąć się z dzieciakami i psem do motelu nieopodal. Dokładnie taka była również rodzina autora. Ojca właściwie nie znał, a matkę uzależnioną od narkotyków i leków wolałby nie znać. Tak ciasny, hermetyczny, wykluczony, nieufny, gniewny, odizolowany i dumny, w swoiście pojmowanym honorze, świat, skupiający się przede wszystkim na konsumpcji, niepotrafiący odróżnić miłości od wojny, z góry skazywał swoje dzieci na porażkę. Wyposażał tylko w przegraną przyszłość.

   A mimo to autor spełnił amerykański sen!

   Osiągnął, według oceny wielu, coś nadzwyczajnego – wyrwał się z „duliny bidoków”, awansując do „białych kołnierzyków”. Został prawnikiem. Według autora ta nadzwyczajność jego sukcesu kryła się w zwyczajności efektu ciężkiej pracy, który rzadko przydarza się dzieciom bidoków. O tym, jak tego dokonał, jaką drogę wybrał, co musiał poświęcić, jakim kosztem i nad czym musiał ciężko popracować, była ta konfesyjna opowieść. Ale też o świecie alternatywnym swoich dziadków – Mamaw i Papaw, równoważącym niestabilność domu rodzinnego matki i jej kolejnych mężów, wprowadzających w świat dziecka totalnie odmienne, przeciwstawne zasady – brać się do nauki, brać się do szukania pracy i „brać się, kurwa, do galopu i pomagać babci”. Uwielbiałam tę silną, bezkompromisową kobietę! To oni wpoili mu wiarę w szansę lepszego życia. Byli trampoliną w ziszczeniu amerykańskiego snu.

   Ale ta opowieść to nie tylko osobiste wspomnienia autora o silnym zabarwieniu psychologicznym.

   To również elegia o podłożu socjologicznym, społecznym, kulturowym, religijnym i politycznym. Każdy aspekt osobisty analizował zawsze na tle swojego kraju w kontekście naukowym, powołując się na opracowania badaczy, filmy dokumentalne i statystyki. Budował obraz Ameryki jako państwa opiekuńczego, stwarzającego możliwości rozwoju każdemu, a mimo to ponoszącego w tym zakresie porażki. Jego elegia to efekt zainteresowań przyczynami położenia społecznego i statusu ekonomicznego bidoków jeszcze z czasów nastoletnich. Miał szesnaście lat, kiedy przeczytał pracę naukową socjologa o zjawisku wykluczenia społecznego. Jego próba analizy i interpretacji stanu współczesnej Ameryki poprzez własne, indywidualne losy, stała się jedną z najważniejszych książek o USA ostatnich lat. Myślę, że pomimo jej hermetyczności, może stać się ważną pozycją dla wszystkich. Społeczeństwa jako narodu, jego decydentów, rządzących i polityków i każdego, kto chce kształtować swoje życie poprzez podejmowanie własnych, odważnych wyborów, łamiących negatywne dziedzictwo kulturowe rodziny i środowiska. Autor przedstawiając swoją drogę do sukcesu, nie chciał opisywać już opisanego problemu, ale pokazać jak to jest, kiedy człowiek rodzi się z tym problemem wiszącym mu u szyi. To główny powód napisania tej książki. Wyraźnie to podkreślił we wstępie, pisząc – Chcę, żeby inni dowiedzieli się , jakie to uczucie, kiedy człowiek już prawie jest gotów sam siebie skreślić i co może go do tego skłonić. Chcę, żeby pojęli to, co dzieje się w życiach ludzi biednych, i psychologiczne konsekwencje ubóstwa materialnego oraz duchowego dla ich dzieci. Chcę, żeby ludzie zrozumieli amerykański sen – taki, jakiego doświadczyłem ja i moja rodzina. Chcę, żeby pojęli, co naprawdę oznacza awans społeczny. Chcę też, żeby uświadomili sobie to, czego sam nauczyłem się dopiero niedawno: że nawet ci z nas, którym poszczęściło się żyć w amerykańskim śnie, wciąż są ścigani przez upiory życia, które za sobą zostawili.

   Wbrew pozorom to bardzo budująca i optymistyczna elegia w sensie psychologicznym, rzeczowością zmuszająca do myślenia wszystkich śniących o sukcesie indywidualnym i zbiorowym jako narodu.

   Niekoniecznie amerykańskim.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Elegia dla bidoków [J.D. Vance]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
sobota, 24 lutego 2018
Ukryta róża – Reyes Monforte

Ukryta róża – Reyes Monforte
Przełożył Zbigniew Zawadzki
Wydawnictwo WAM , 2017 , 503 strony
Literatura hiszpańska

   Dzisiaj kończę osiemnaście – odpowiedziała Zehera. – I chcę umrzeć.

   To niecodzienne wyznanie 10 czerwca 1992 roku rozpoczyna opowieść o losach bośniackiej muzułmanki. Jeszcze niewiedzącej, że brutalny gwałt, którego właśnie doświadczyła, był jej „szczęściem”. Inne współwięźniarki serbskich nacjonalistów miały gorzej. W hotelu Vilina Vlas w Wiszegradzie zamienionym na ośrodek gwałcenia bośniackich kobiet, które stały się „skutkiem ubocznym” taktyki wojennej i jednocześnie celem czystek etnicznych, działy się dużo bardziej przerażające i makabryczne rzeczy. Wszyscy wiedzieli, że niełatwo jest ujść z życiem z tego przeklętego miejsca. Kiedy przekroczyło się próg hotelu Vilina Vlas, sens słowa „życie” ulegał zresztą rozmyciu i zostawało z niego mgliste wspomnienie. Właściwie sens znikał, a dalsze trwanie stawało się piekielną karą, jedyną zaś nadzieją była szybka śmierć. Autorka niczego mi nie oszczędziła, drobiazgowo opisując tortury Zehery i innych niewolnic seksualnych w ośrodku. Ta pierwsza część losów dziewczyny, bardzo brutalna, a jednocześnie wprowadzająca w historię konfliktów bałkańskich i ich przyczyn doprowadzających do wojny w Bośni i Hercegowinie w latach 1992-1995, przypominała mi historię innej kobiety-niewolnicy w podobnym konflikcie opisanej w Wyborze Jasminy  przez Jean Sasson. „Na szczęście” – to znowu pejoratywne określenie – Zeherze udało się wyrwać z koszmaru wojennego Wiszegradu oraz Sarajewa i uciec do Hiszpanii. Do uroczego miasteczka Villa de Alba koło Salamanki. Wydawałoby się, wymarzonego miejsca spokoju, życzliwości i przyjaźni do rekonwalescencji.

   Nic z tego!

   Tę drugą część losów nastolatki na emigracji autorka tak ułożyła, by pokazać losy uchodźcy bez domu, bez przyjaciół, planów, marzeń, bez teraźniejszości i przyszłości. Bez niczego. Tylko z bólem przeszłości, ciążą w wyniku gwałtów, stresem pourazowym i syndromem niepokoju imigranta. Powrót po dziewięciu latach do rodzinnego domu dorosłej już Zehery, był trzecim etapem jej życia i kolejną okazją do ukazania stanu kraju i społeczeństwa po wojnie, przeżywającego własne, osobiste traumy. W którym ojcowie, matki, siostry i bracia albo już nie żyli, albo stali się zupełnie innymi ludźmi. Zehera doświadczyła dwóch największych problemów, z którymi zmagała się ludność w Bośni i w krajach, w których wojna uczyniła ze śmierci i zbrodni coś całkiem codziennego – handlu młodocianymi i ich organami oraz zbrodni honorowej.

   To nagromadzenie nieszczęść w jednym życiu nastolatki, a potem kobiety, która reprezentowała losy tysięcy kobiet, było celowe. Autorka znana jest z tego, że jej powieści z fikcyjnymi bohaterkami oparte są na faktach po to, by zwrócić uwagę czytelnika na całym świecie na dramaty kobiet. W tej powieści pokazała losy kobiet uwikłanych w najbardziej krwawy i ludobójczy konflikt  zbrojny w Europie po II wojnie światowej. Właściwie można potraktować tę książkę w warstwie historycznej, jak vademecum o nim. Każda wzmianka o ośrodkach gwałtów, obozach koncentracyjnych, rzeziach na moście nad rzeką Driną, Sarajewskich Różach, torturach na ludności cywilnej, handlu dziećmi, ludobójstwie, przywódcach nacjonalistów chcących Wielkiej Serbii tylko dla Serbów czy Alei Snajperów z ostrzegającymi napisami – pazi snajper (uwaga snajper),  na której wśród 225 ludzi zabito 60 dzieci, ma swoje potwierdzenie w źródłach dokumentalnych.


By Paalso - Praca własna, CC BY-SA 3.0, Link

   Książkę tę przeczytałam na spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki, które przede mną. Jestem ciekawa jej odbioru przez innych czytelników tak, jak i samej dyskusji. Mam jednak przeczucie, że nie uda nam się odpowiedzieć na pytanie zadane przez siostrę Zehery – Możesz mi powiedzieć, jaka idea, jakie terytorium, jaka religia, pieniądze, dumne dziedzictwo, jaki rodzaj paranoi może usprawiedliwiać widok dwu- czy trzyletnich dzieci rzucających się do grobów, żeby uciec przed śmiercią? Warto jednak nad tym zastanawiać się, warto o tym rozmawiać, warto spotykać się i o tym dyskutować, nawet jeśli nie znajdziemy odpowiedzi. Bo chyba nie o odpowiedź chodzi, ale o wnioski płynące z historii.

   Zwłaszcza teraz, kiedy nacjonalizm w Polsce ma wspaniałe warunki do rozwoju.

   Zdania pisane kursywa są cytatami pochodzacymi z książki.

poniedziałek, 19 lutego 2018
Kwestia miłości – Isabel Wolff

Kwestia miłości – Isabel Wolff
Przełożyła Ewa Spirydowicz
Wydawnictwo Amber , 2005 , 240 stron
Seria Wszystko Dla Pań
Literatura  angielska

   Zirytowałam się!

   Ale to dobrze. Jeśli autorka chciała takiego efektu, to udało się jej. Każda emocja byłaby dobra, byle nie obojętność. Byłam więc bojowo nastawiona wobec postaw, zachowań, postępowań i logiki myślenia (zwłaszcza logiki myślenia!) trzech sióstr. Laury, rozpoznawalnej prowadzącej teleturniej telewizyjny, której mąż zaginął, a jego miejsce zajął były chłopak z lat studenckich, Luke. Felicity, świeżo upieczona, spontaniczna, żywiołowa mama Olivii, wokół której kręcił się jej świat. Hope, zawsze opanowana, zdystansowana i dobrze zorganizowana, mająca określone i niezmienne poglądy na posiadanie własnych dzieci – żadnych i nigdy. Siostry różniły się wszystkim – poglądami, temperamentem, wyglądem, osobowością i stylem życia.

   Łączyło je jedno – kwestia miłości.

   W jej imię trwały w związkach, z którymi nie radziły sobie najlepiej. Małżeństwo Laury rozpadło się, kiedy jej mąż Nick wyszedł z domu po mleko i nie wrócił. Nowy związek z Lukiem wymagał od niej poświęcenia prawa do własnego szczęścia w imię dobra dziecka Luke’a z pierwszego małżeństwa. Felicity, skupiona wyłącznie na córce, nie zauważała potrzeb męża, które zaspokajał u innej kobiety. Hope swoją nieugiętą postawą wobec posiadania dzieci, doprowadziła swoje małżeństwo prawie do rozpadu i to wcale nie z powodu ewentualnej zdrady ze strony męża.

   Wyraźnie widziałam ich destrukcyjne myślenie.

   Ich postępowanie niszczące albo siebie, albo partnerów. A wszystko w imię miłości, by utrzymać związek. To przejaskrawienie, umyślnie osiągnięte przez autorkę, miało służyć jednemu celowi – zmusić mnie do zastanowienia się i odpowiedzenia sobie na kilka pytań. Czy każde postępowanie i wybór można wytłumaczyć miłością? Czy miłość toksyczna, niszcząca, destrukcyjna, krzywdząca jeszcze nią jest? Czy krzywdzenie siebie i innych w jej imię jest usprawiedliwione?

   Po takiej dawce irytacji nie miałam problemu z odpowiedziami.

   To niejedyne przesłanie autorki w opowieści o siostrach próbujących odnaleźć się w życiu. Pracę Laury w telewizji wykorzystała do pokazania mechanizmów tworzenia negatywnego PR osób publicznych, podyktowanych nastawieniem na zysk, osiągnięcia zawodowe lub korzyści osobiste. Ale żeby nie było tak denerwująco i przygnębiająco, autorka wprowadziła kobiece osobowości równoważące charaktery sióstr. Nerys, która swoim rozsądkiem, realizmem i praktycyzmem przywracała mi wiarę w mądrość kobiet oraz Cynthię z ogromną witalnością i poczuciem humoru na przekór przeciwnościom losu, wzbudzającą we mnie pokłady sympatii i rozbawienia.

   Pozornie romantyczna komedia zamieniła się w pouczającą opowieść, zmuszającą do przyjrzenia się bohaterkom i dostrzeżenia w nich swojego odbicia. Moim była Nerys, chociaż wolałabym zobaczyć siebie w Cynthii. Może to sygnał wyznaczający kierunek pracy nad sobą? No proszę! Miało być lekko, łatwo i przyjemnie, a skończyło się poważnie.

niedziela, 18 lutego 2018
Sztuka obsługi penisa – Andrzej Gryżewski , Przemysław Pilarski

Sztuka obsługi penisa – Andrzej Gryżewski , Przemysław Pilarski
Wydawnictwo Agora , 2018 , 360 stron
Literatura polska


   W takiej pięknej kopercie, ozdobionej grafiką z okładki książkowej, otrzymałam tę publikację. Prawo reklamy! Pani na poczcie miłosiernie zakleiła nalepką mężczyznę z genitaliami, ale na napis naklejki już zabrakło. Książkę listonosz, nie zastawszy mnie w domu, zostawił u sąsiadki. Od tej pory sąsiadka badawczo mi się przygląda, a listonosz nieustannie usiłuje umówić się ze mną na kawę. Tak reklama trafiła we mnie rykoszetem. Mam branie!

   To tyle żartów w tym temacie.

   Bo sama pozycja to poważna i bardzo ważna publikacja, której teksty i refleksje były wcześniej rozproszone w różnych czasopismach. Autorzy: seksuolog, psycholog, psychoterapeuta i edukator seksualny oraz dziennikarz, dramatopisarz, scenarzysta i dramaturg, postanowili zebrać je w jednym miejscu w formie wywiadu. Chociażby dlatego pierwsze skojarzenie z indyjską Kamasutrą zawierającą opisy technik pozycji seksualnych, jakie nasuwa się po przeczytaniu jego tytułu, można wyrzucić do kosza. Jedno przyznać można – faktycznie chodzi w nim o najważniejszy organ seksualny człowieka i nie jest nim penis, ale mózg.

   Właśnie o tym był ten wywiad.

   Ujmował temat seksualności mężczyzny bardzo szeroko. Można w tej szczerej rozmowie dwóch mężczyzn spotkać i encyklopedyczne informacje medyczne począwszy od tych fizjologicznych na fizycznej budowie genitaliów mężczyzny skończywszy, wspartych rysunkami,

jak i informacje z zakresu psychologii tłumaczące procesy psychiczne związane z seksualnością mężczyzny. W tym zakresie ten wywiad rzeczowo i fachowo edukował (również językowo i pojęciowo), dostarczając sprawdzone naukowo fakty i obalając mity. To umiejętnie ukryta rola przewodnika tej rozmowy po dziedzinie seksuologii męskiej. Dostarczała również wiedzy na temat stanu zdrowia seksualnego Polaków. Nie była on optymistyczna. Właściwie nie powinnam się temu dziwić. Nie powinny mnie zaskakiwać wypowiedzi seksuologa, że już co trzeci mężczyzna w stałym związku nie współżyje lub regularnie unika współżyciawśród uzależnionych od porno osiemdziesiąt procent to mężczyźniodnotowuje się coraz więcej przypadków zachorowań na kiłęogromna rzesza mężczyzn, rosnąca z roku na rok, nie współżyje w związku, tylko realizuje się seksualnie, masturbując się przy komputerzew dzisiejszych czasach pornografia wygrywa z seksem i najważniejsze dla mnie spostrzeżenie  – Edukacja seksualna młodych ludzi w Polsce odbywa się najczęściej w gronie rówieśniczym albo w internecie. Obecnie częściej w sieci. Wniosek, który już znałam, bo był dokładnie taki sam, z jakim dzieliła się Izabela Jąderek w Seksolatkach. Drugi wniosek, który podzielał autor-seksuolog, a który usłyszałam podczas wykładu Izabeli Jąderek w Szczecinie Pornografia, cyberprzemoc i seksualizacja – zagrożenie i skuteczne przeciwdziałanie skierowanym do ludzi pracujących z dziećmi i młodzieżą, dotyczył uzależniania się dzieci i młodzieży od pornografii. Rekordzista miał 8 lat! Autor-seksuolog w swoich rozważaniach poszedł dalej. Pokazał skutki braku edukacji seksualnej wśród dorosłych już mężczyzn, do których należą również uzależnienia (nie tylko od pornografii!), ujmując je w trzech grupach problemowych: lęk zadaniowy, uzależnienie od pornografii i masturbacji oraz ex aequo – obniżone libido oraz zaburzenia erekcji. Grozę tej sytuacji zwiększa fakt, że tylko 8% mężczyzn z takimi problemami zgłasza się do specjalistów. Seksuolodzy często są jedynymi, którzy je poznają. W tym sensie ten wywiad był dla mnie kontynuacją Seksolatków Izabeli Jąderek i jej wykładu, mówiących o braku wychowania seksualnego w polskich szkołach i jednocześnie próbą odpowiedzi na pytanie – jakie są tego skutki wśród dorosłej męskiej populacji polskiego społeczeństwa? To wyjątkowa okazja, by usiąść w gabinecie psychoterapeuty oraz seksuologa i zajrzeć pod maskę polskiego macho i wnikliwie, uważnie przyjrzeć się jego prawdziwej twarzy. To twarz samotnego, cierpiącego, zawstydzonego, zalęknionego i niewyedukowanego (bardzo dużo problemów pacjentów wynikało po prostu z braku podstawowej wiedzy na temat własnej seksualności!) człowieka, wykorzystywanego przez grupy przestępcze proponujące cudowne pigułki na wszystkie dolegliwości, problemy i kompleksy. Między innymi zwiększające penisy i masę mięśniową. Żeby nie być gołosłownym, autorzy odesłali mnie do Google'a, by pokazać efekty. Zajrzałam pod ten drastyczny link. Te dotyczące powiększania penisów są dużo drastyczniejsze, więc darowałam sobie ich linkowanie. Dla mnie to dowód na to, jak ważnym problemem jest seksualność współczesnych mężczyzn pozbawionych wychowania seksualnego w dobie technologii cyfrowej, obalający mit, z którym spotkałam się w My zdies’ emigranty Manueli Gretkowskiej – mężczyzna to prosty mechanizm, bo posiada tylko jedną dźwignię. Jeden z pacjentów autora-seksuologa zdecydowanie temu zaprzeczył. W monologu penisa, o który poprosił swoich pacjentów, przeczytałam – Wbrew obiegowej opinii, że należę do najłatwiejszych narzędzi na świecie, chyba jestem dość skomplikowany. Dementuję więc raz na zawsze: nie jestem łatwy. I nie jestem narzędziem. Przy okazji pozwolę sobie „zacytować” wypowiedź dziewiętnastolatka, która mnie rozbawiła, ale też była symbolicznym i sztandarowym znakiem stylu komunikacji współczesnych nastolatków wolących generalnie oglądać i pokazywać niż pisać i czytać.

   Ogromną zaletą tego wywiadu była sfera doświadczeniowa czyli powoływanie się na bardzo obrazowe i przemawiające przykłady konkretnych pacjentów z problemami, w których, jak wyraził się jeden z nich – życie depcze wyobraźnię. Jeśli uważałam się za osobę wyedukowaną, bo czytającą, uczestniczącą w szkoleniach i jeżdżącą na konferencje z udziałem takich guru seksuologii, jak Izabela Jąderek czy prof. Zbigniew Izdebski,

ZCDN w Szczecinie

którego wykładu Seksualność Polaków. O potrzebie edukacji seksualnej w cyklu życia wysłuchałam podczas konferencji Seksualność młodzieży w wieku szkolnym, to faktycznie wiedza praktyka przerosła mnie nie tyle różnorodnością przypadków, co ukazaną skalą problemu. W tym sensie można tę książkę potraktować, jak dzwon bijący na alarm, który potwierdza realność doniesień o Seksrobotach w sypialni jako normy w przyszłości.

   I żadne 500+ wtedy nie pomoże.

   To również pozycja, która przekracza granice tematów medyczno-psychologicznych. W swojej treści często odwołuje się do szeroko pojętej kultury. Dzięki poleceniom autorów wynotowałam sobie między innymi kilka ciekawych filmów wartych obejrzenia, bo poruszających omawianą problematykę. Rodzice niedorosłych dzieci mogą z kolei zajrzeć pod link Nie wierzę w bociana, gdzie znajdą sporo materiałów edukacyjnych, bo wbrew pozorom, ta książka nie jest tylko dla mężczyzn, chociaż można ją potraktować jak koło ratunkowe dla nich. Polecam ją również  kobietom, bo zmienia egoistyczne spojrzenie skierowane tylko na siebie, jako tę bardziej skomplikowaną, której należy się większa uwaga i delikatność. Książka przywraca proporcje – każdemu po równo i tyle samo, bo zarówno kobieta, jak i mężczyzna są ludźmi i żadne z nich nie jest bardziej lub mniej skomplikowane. Rządzą nimi te same procesy psychologiczne mające swój początek w mózgu. Reszta to maska!

   Warto pod nią zajrzeć.

   Zdania pisane kursywa są cytatami pochodzącymi z książki.

Sztuka obsługi penisa [Andrzej Gryżewski, Przemysław Pilarski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Tutaj można wysłuchać wykładu Życie seksualne Polaków prof. Zbigniewa Izdebskiego.

niedziela, 11 lutego 2018
Nela i Artur – Ula Ryciak

Nela i Artur: koncert intymny Rubinsteinów – Ula Ryciak
Wydawnictwo Agora , 2018 , 344 stron
Literatura polska



   To nie klasyczna biografia Państwa Rubinsteinów.

   To opowieść o kobiecie i mężczyźnie, których łączyła muzyka, a różniło wszystko pozostałe. Ona miała 24 lata i była rozwódką, a on 45 lat z opinią wiecznego kawalera, kiedy zostali narzeczeństwem. Ona lubiąca tworzyć dom na wzór zapamiętany z dzieciństwa, z silną potrzebą zakorzeniania się w każdym miejscu. On kosmopolita i wagabunda od kiedy w wieku 4 lat opuścił dom rodzinny, by szlifować talent pianisty. Ona zawsze w cieniu brylującego męża, „tuż obok, nie na tyle blisko, by znaleźć się na linii przedłużenia światła, nie na tyle daleko, by zniknąć w obszarze cienia, trochę jak półcień widzialny przy częściowym zaćmieniu”. Ona kochająca zawsze i do końca tylko jego. On od nastolatka zawsze w wianuszku kobiet, które towarzyszyły i zmieniały się u jego boku do końca jego dziewięćdziesięciopięcioletniego życia. Ona porzuciła marzenia o tańcu. On spełniał je, rozwijając karierę pianisty i mając u boku kobietę, która niezmiennie powtarzała – Ach, zawsze wiedziałam, że to będzie trudne, ale kochałam go i przysięgłam sobie, że zrobię wszystko, by pomóc mu w karierze. Ona zawsze mu wierna. On zdradził ją po raz pierwszy w dniu ślubu.

Ona nadal go kochała. On nie dopuszczał myśli o rozwodzie ze względów obyczajowych nawet wtedy, kiedy pod koniec życia odszedł od Neli do młodej kochanki.

   A mimo to ich małżeństwo przetrwało!

   Wchodząc w tę opowieść narratora zewnętrznego, opowiadającego o wspólnym życiu Neli i Artura, nastawiłam się na to, co znane i kojarzone ze światową sławą – blichtr, salony, koncerty, podziw, aplauz, adoracja, podróże, luksus, znane nazwiska.

   I to wszystko było!

   Ale słuchałam osoby wtajemniczonej, która poza tą piękną fasadą wiedziała, co kryje się w jej cieniu. Znała myśli i emocje obojga. Krążyła naprzemiennie między nimi, ukazując jedno wydarzenie z dwóch stron, chociaż ten swoisty koncert intymny na cztery ręce, jak sugeruje podtytuł, rozpoczęła Nela. Siedząc w kuchni ich paryskiej willi już po śmierci męża i patrząc w jej wielkie okna, z nostalgią przyglądała się sobie z przeszłości. Niczym na ekranie oglądałam i przeżywałam razem z nią jej dzieciństwo, dorastanie i życie z Arturem z toczącą się historią Polski i świata w tle. Ich krętą i skomplikowaną drogę do siebie i Neli starania, by jego droga była jak najprostsza, najłatwiejsza i najprzyjaźniejsza dla rozwoju kariery. By zaraz potem przenieść się do Wenecji i wspominać najpiękniejsze chwile z Arturem, wspólne wyjazdy, podróże statkiem, pobyty w wielu miejscach i miastach świata. Cudownie oddane w opisach skąpanych w światłach sal koncertowych i dnia, dźwiękach słyszanych wokół i zapachach, które odurzały ich po koncercie, a które po latach czuła nadal – oleiste zapachy roślin, słodki, wdzierający się w nozdrza jaśmin, podduszony zapachem kwitnących róż. Mirt kotłował się z miętą. Pomarańczowe drzewa współbrzmiały z cytrynowymi, idąc im czasem na ustępstwo. I jeszcze ten towarzyszący im księżyc. By zaraz przenieść się na salony pełne znanych nazwisk nie tylko w świecie muzyki, ale i w innych dziedzinach sztuki i nauki, finansjery i arystokracji. Powiązanych ze sobą pokrewieństwem, powinowactwem, ale częściej skandalami i sensacjami, które niczym dygresje narrator wplatał w życie Rubinsteinów.

   Moja początkowa radość mająca źródło w odnajdywaniu przez nią szczęścia u boku ukochanego mężczyzny, z którym stworzyła dom z czworgiem dzieci tak pięknie wyglądający na rodzinnych zdjęciach,

powoli zamieniała się w smutek. Uczucie, które Neli na pewno towarzyszyło pod koniec życia. Zaczęłam dostrzegać to, o czym Nela wiedziała od dawna, ale usilnie próbowała nie widzieć, a tym bardziej mówić o tym.

   Jej z takim poświęceniem budowany świat intymny okazał się ułudą.

   Jednak do końca była wierna złożonej przysiędze, którą dotrzymała. Nie odważę się oceniać poniesionego kosztu i odpowiedzieć na pytanie – czy było warto? To wie tylko Nela, ale jako słuchaczka pianisty Artura Rubinsteina mogę powiedzieć, że tak. To tej kobiecie zawdzięczam przyjemność odbioru dzieł wielkich kompozytorów.  Jej obecności przy nim, zapobiegliwości, opiece, czuwaniu nad nim i dbaniu o jego komfort, by mógł grać również dla mnie, a których symbolem jest ten gest widziany ukradkiem i przypadkowo przez nielicznych, tuż przed występem.

   Koncert intymny na cztery ręce, pełen emocji, wrażeń, wspomnień, wydarzeń zakończył Artur, którego samotne dzieciństwo i przyśpieszone dorastanie z dala od rodziny tłumaczyło jego charakter, poglądy, postawy, osobowość, postępowanie i niedocenienie żony. Nie zmieniło to jednak mojego przekonania, że świat otrzymał wybitnego pianistę, kosztem szczęścia jednej osoby. Bo kim byłby Artur Rubinstein bez Neli? Nie wiem, kim byłby i czy w ogóle byłby, ale po tej wzruszającej, refleksyjnej, lirycznej, zmysłowej, uczuciowej, ale i dynamicznej opowieści wiem, dzięki komu był tym, jakim zna go świat do dzisiaj.

   Myślę, że na zawsze.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Nela i Artur. Koncert intymny Rubinsteinów [Ula Ryciak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

A tutaj sam mistrz nie tylko grający, ale i mówiący.

sobota, 10 lutego 2018
Wstrząsy - Bernard Stiegler

Wstrząsy: głupota i wiedza w XXI wieku - Bernard Stiegler
Przełożył Michał Krzykawski
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2017 , 567 stron
Literatura francuska

   To ważna, niezwykła i aktualna publikacja z wielu powodów.

   Napisał ją człowiek, który trafił do więzienia za napady z bronią w ręku. To tam odkrył filozofię, której zgłębianie i studiowanie, po zdaniu matury, odbył drogą korespondencyjną. Doktorat obronił już na wolności. Od tamtej pory napisał kilkadziesiąt publikacji, ale polskie tłumaczenie jednej z nich (dokładnie tej) pojawia się po raz pierwszy. Dobrze stało się, że wydawca wybrał do tego „debiutu” właśnie Wstrząsy. Mimo że napisane po kryzysie finansowym w 2008 roku ich treść, dziesięć lat później, nadal jest bardzo aktualna. To pozycja wyjątkowa również dlatego, że wpisuje się w  coraz głośniejszy nurt współczesnych opracowań „krzyczących” i alarmujących o kondycji świata i ludzkości. Publikacji analizujących przyczyny prowadzące do upadku cywilizacji i moralnej degradacji ludzkości. Po wizjonerach, Naomi Oreskes i Ericu M. Conwayu, prorokującymi tę nieuniknioną tragedię w Upadku Cywilizacji Zachodniej, po archeologach i biologach wyraźnie wskazujących i tłumaczących proces moralnej degradacji ludzkości zmierzający ku jej unicestwieniu, a przedstawiony przez Douglasa Prestona w Zaginionym Mieście Boga Małp, pojawił się w Polsce głos francuskiego filozofa sięgający w swojej krytycznej analizie ekonomii politycznej jeszcze dalej i głębiej. Do pierwotnej przyczyny wszystkich wcześniej wymienionych w poprzednich publikacjach – do głupoty.

   Ludzkość głupieje – mówi autor wprost.

   Jej objawami są hiperkonsumpcjonizm, popędowość, „nałogogenność” i bezkrytyczne myślenie.  Winą za tę niedojrzałość i niemożność dorośnięcia społeczeństwa obarcza środowisko uniwersyteckie bardzo szeroko rozumiane i obejmujące wszystkie poziomy edukacji. Oskarża je o sprzedajność, nazywając ją wręcz prostytucją. Ta zdemoralizowana postawa doprowadziła według autora do politycznej i ekonomicznej ruiny na skalę planetarną oraz destrukcji demokracji. Do trwającej wojny ekonomicznej, która pochłania obecnie więcej ofiar niż dwie wojny światowe w powszechnie trwającym głodzie miliarda osób na świecie, migracjach ludności, katastrof ekologicznych, ekonomicznej beznadziei  młodych pokoleń, wzroście analfabetyzmu, upowszechnianiu się regresji sanitarnej, spekulacji i unicestwianiu edukacji rodzinnej i publicznej. To tylko kilka z wielu skutków finansjeryzacji ekonomii doprowadzającej również do utraty suwerenności przez państwa. Jej skutkiem są również wstrząsy wykorzystywane do wprowadzania niepopularnych decyzji, jak na przykład likwidacja edukacji państwowej po niszczącym huraganie Katrina w Nowym Orleanie. Takich przykładów podaje więcej. Między innymi polską transformację ustrojową w latach 90. XX wieku. W trosce o przyjemność czytania innych odbiorców, nie zdradzę, co nam wtedy „sprzedano”.

   Oczywiście moje przedstawienie myśli autora jest bardzo uproszczone i niepełne.

   Autor tę analizę przeprowadził bardzo dokładnie, posługując się aparatem naukowym filozofii. Odwoływał się do myśli swoich poprzedników (głównie Gillesa Deleuze’a, Jacques’a Derridy, Jean-François Lyotarda, Martina Heideggera, Zygmunta Freuda), na których poglądach bazował, polemizował z nimi, a nawet na nowo odczytywał (Georg Wilhelm Friedrich Hegel, Karol Marks), przyjmując rolę komentatora ich myśli filozoficznej. Co ciekawe i rzadko spotykane wśród filozofów, nie poprzestawał tylko na rozważaniach teoretycznych.

   Zachęcał do działania.

   Proponował konkretne sposoby rozwiązywania istniejącej, katastrofalnej  sytuacji, która obecnie spycha ludzkość po równi pochyłej w dół, czyniąc z tej książki swoistą broń pokojową w walce o rozum, w której technologia cyfrowa będzie sprzymierzeńcem, a nie wrogiem. Podkreślał konieczność wdrożenia całkowicie nowej, przemysłowej polityki publicznej i ponowne przemyślenie polityki edukacyjnej, fiskalnej, rodzinnej, międzypokoleniowej, społecznej czy zdrowotnej. Celowo nie używam pojęć, które autor wprowadzał wraz z autorską teorią farmakologiczną, bo po pierwsze – odkrywanie i poznawanie jej samodzielnie w wywodzie filozoficznym jest przyjemniejsze, a po drugie – wymaga od czytelnika stawania na indywidualnych, osobistych palcach intelektu i doświadczeń poznawczych, by ten wywód zrozumieć, a każda próba oddania go słowami  filozofa może ten przekaz zaciemnić. Myślę, że każdy musi się z tym tekstem zmierzyć sam. Koncepcja autora jest bardzo gęsta od wiedzy przede wszystkim filozoficznej i angażuje umysł w 100%. Pominięcie lub niezrozumienie jednego słowa burzy lub zniekształca sens całego zdania. To jedna z niewielu książek, którą czytałam tylko w domu i tylko w chwilach emocjonalnego wyciszenia. Autor miał tego świadomość, pisząc – Dzieło filozoficzne nieustannie stawia się i sprzeciwia spokojnemu czytaniu, to jest takiemu, które sobie samo płynie. Ten, kto czyta jest w swoim czytaniu zaciągnięty do pracy, do współwytwarzania, a więc jest zmuszony do wyindywiduowania siebie poprzez wyindywiduowanie tego, co czyta. Ciężko więc pracowałam „zaciągnięta do pracy” przez autora, ale w dużej mierze to, że „wyindywiduowałam się” zawdzięczam tłumaczowi. Nie musiałam googlować, żeby stwierdzić, że mam do czynienia z tłumaczem nieprzeciętnym. Sam fakt, że podjął się tłumaczenia filozofa dotychczas nieprzekładanego, dla którego musiał znaleźć przestrzeń językową, do tego kompatybilną z tą zastaną, świadczy o dużej odwadze stawiania swojego autorytetu zawodowego na szali opinii środowiska naukowego. Swoje obawy z lekkim przymrużeniem oka wyraził w tym zdaniu – W przypadku tekstu, którego głównym tematem jest głupota, tak określona stawka tłumaczenia, w sensie ogólnym, wydaje się wręcz podwójna, podobnie jak obawa tłumacza, że zrobił z siebie głupka. Tę trudność upatrywał również w odwoływaniu się autora do myśli filozoficznej Gilberta Simondona nadal czekającego na tłumaczenie polskie. Wdzięczna jestem tłumaczowi również za posłowie, w którym syntetycznie podsumował treść dzieła, do którego był przygotowany merytorycznie (jest filozofem z naciskiem na współczesną filozofię francuską), za przypisy, za uzupełnianie słowami odautorskimi myśli skróconych przez autora i za pozostawianie słów w oryginale, bym mogła „oczami duszy” uchwycić umykający sens pojęcia niedoskonale, w mniemaniu autora, dookreślony  lub oddany przez niego w polszczyźnie. Wobec tej mrówczej i gargantuicznej pracy pozostaje mi powiedzieć jedno.

   Chapeau bas!

   Nie wyczerpałam wszystkich wątków, zagadnień i smaczków publikacji. To pozycja, nad którą można rozwodzić się w wielogodzinnych debatach i dyskusjach. Chciałabym, żeby tak właśnie było. Żeby o tej krytyce ekonomii politycznej i farmakologicznych propozycjach działania było głośno, bo to jest alternatywa na wygraną rozumu w walce z głupotą. Na uniknięcie trzeciej wojny światowej. Na mądre życie w pokoju.

   Na dalsze istnienie ludzkości w ogóle.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2018 roku.



Wstrząsy. Głupota i wiedza w XXI wieku [Bernard Stiegler]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
niedziela, 04 lutego 2018
Pod pierzyną – Marian Keyes

Pod pierzyną – Marian Keyes
Przełożyła Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Wydawnictwo Zysk i S-ka , 2004 , 232 strony
Seria Kameleon
Literatura  irlandzka


   Oto ona!

   Absolwentka prawa, księgowa i alkoholiczka, która bała się wejść w świat dorosłych, ale gdy tylko się w nim znalazła – zawojowała go! Zdobyła serca czytelniczek powieściami, które pisała sama, w zaciemnionej sypialni, w piżamie, jedząc banany, na laptopie leżącym na poduszce.

   To nie charakterystyka głównej bohaterki w powieści.

   To realna osoba, irlandzka pisarka, a zarazem autorka nietypowej dla siebie formy literackiej – felietonów. Sama Marian Keyes, która na swoim koncie ma kilkadziesiąt powieści obyczajowych. Odkryłam ją niedawno, czytając Kobietę, która ukradła moje życie. To dzięki tej przygodzie czytelniczej sięgnęłam po kolejny tytuł, a tu taka niespodzianka! Nie beletrystyka, a publicystyka. I to jaka!

   Autobiograficzna!

   Mogę powiedzieć, że felietony to życie w odcinkach autorki o różnorodnej tematyce, które trafnie ujęto w podtytule książki.

Wszystkie przypadki, szczęścia i nieszczęścia ubrane w krótkie, szczere felietony opisują sytuacje, które wydarzyły się naprawdę, często inspirujące pomysłami do wykorzystania w powieściach. W większości pełne humoru słownego i sytuacyjnego z odrobiną absurdu i dużej dawki ironii napisane w latach 1997-2001 i  w większości publikowane w irlandzkich czasopismach. Te niepublikowane mają swoją premierę właśnie w tym wydaniu i, co ciekawe, raczej są poważne. Pokazują aspekty życia, których autorka nie bagatelizuje humorem. Wręcz przeciwnie – komentuje krytycznie. Tak jest w przypadku wojny wietnamskiej i tak też w przypadku bardzo intymnego felietonu opisującego jej uzależnienie od alkoholu i walce z nim pod wiele mówiącym tytułem Zalani to inny kraj, panują tam inne zwyczaje.

   To świetne źródło bardzo prywatnej wiedzy o pisarce dla fanek, ale też obraz zwykłej/niezwykłej kobiety, która potrafiła się zagubić w życiu i w nim odnaleźć, czując stale wyniszczającą niepewność na każdym etapie życia, a zwłaszcza (kto by pomyślał!) na etapie bycia pisarką. Kobiety tak bardzo przypominającej każdą z nas, jej czytelniczkę, z którą można się w wielu aspektach utożsamić, znaleźć wspólny punkt w poglądach, upodobaniach, nawykach, postawach, zaletach i wadach. Mój punkt styczny to dwie skrajności  - miłość do butów, których nam, Imeldom, nigdy mało (polecam zamieszczony test sprawdzający stopień tego uzależnienia) i nienawiść do jazzu, którą autorka wyjęła mi prosto z umysłu, pisząc – Nienawidzę jazzu i przyznaję się do tego bez bicia. Po prostu go nie rozumiem. Nienawidzę jego nieprzewidywalności, całego tego improwizowania bez umiaru. Chciałabym wiedzieć, gdzie chór? Co złego w rytmie? Chcę czegoś, do czego mogę przytupywać i nie robić jednocześnie  wrażenia, że wysyłam sygnały Morse’em. Kobiety, od której można uczyć się, jak rozwiązywać, pokonywać, omijać, a najlepiej dystansować się od problemów, które nas nie omijają, poprzez humor. Autorka posiada rzadki dar zamieniania zwykłego zdarzenia w skrzący się humorem gag. Aż żal, że nie przytrafił się mnie, a raczej, że nie posiada się zdolności widzenia sytuacji inaczej albo mniej katastrofalnie.

   Czy można nauczyć się tego dzięki felietonom?

   Nie wiem, ale wiem, że warto spróbować, żeby się tego dowiedzieć. Wystarczy zacząć w sytuacji kryzysowej od pierwszej myśli – jak widziałaby to (tu można wstawić dowolne określenie wydarzenia, problemu, zjawiska, katastrofy) Marian Keyes?

   A nuż okaże się, że ten dar jak najbardziej posiadamy!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję
A rekomenduję własną publikację
A w lipcu w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 1074 tytułów
Mój top czytanych w 2017
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi