Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
wtorek, 15 grudnia 2009
Szewcy – Stanisław Ignacy Witkiewicz

Szewcy – Stanisław Ignacy Witkiewicz
Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne , 1992 , 101 stron
Literatura polska
Reżyseria Piotr Ratajczak
Dramaturgia Jan Czapliński
Obsada : Żanetta Gruszczyńska-Ogonowska , Aleksandra Padzikowska , Artur Paczesny , Wojciech Rogowski , Artur Czerwiński , Robert Zawadzki , Jacek Zdrojewski , Filip Perkowski


   Wybrałam się na tę sztukę do koszalińskiego Bałtyckiego Teatru Dramatycznego im. Juliusza Słowackiego, a ponieważ dramatu nie czytałam, musiałam koniecznie uzupełnić tę lukę, żeby oddzielić to co dramaturga i reżysera od tego co pisarza. Sam dramat bardzo wymagający ode mnie jako czytelnika. Odwołujący się do mojej znajomości ówczesnych poglądów, kierunków filozoficznych, pojęć czy biografii samego Witkacego. Pełen neologizmów czy zapożyczeń z języków obcych i gwary. Bardzo pomogły mi w czytaniu obszerne przypisy i posłowie Bohdana Urbankowskiego.
   Ale refleksja nasuwa się jedna: jak ten Witkacy nienawidził społeczeństwa! Utożsamiał je z kobietą, która musi mieć samca, który je gwałci. Pogardzał nim. Obwiniał o degradację humanizmu. Jawiło mu się jako stwór, niemalże demon, niszczący kulturę i wybitne jednostki ją tworzące. Społeczeństwo, w którym kotłowało się wewnątrz od walki jednostek w dążeniu do osiągnięcia trzech największych namiętności ludzkości: władzy, pieniędzy i seksu. W ich imię toczyła się walka na poglądy, idee, które dewaluując się traciły na znaczeniu. Nie zmieniały się osoby je wypowiadające, ale zmieniały się ubrania je symbolizujące. Sutanna papieża, mundur Stalina i Hitlera, pasiak więźnia obozu koncentracyjnego, sari Ghandiego - zakładane jedno na drugie. Groteska akcji wyborczej, w której były tylko środkiem do zdobycia wyznaczonego celu – władzy. Jednostki wybitne, humaniści w społeczeństwie ulegali zezwierzęceniu i ten proces reżyser pokazał dosłownie, pozbawiając Skurvy’ego całkowicie ubrania, a którą to rolę z niezwykłą pasją i odwagą zagrał Robert Zawadzki. Na scenie pozostał człowiek-naga małpa i pierwotne instynkty nią rządzące. Stąd zbiorowa scena rozwiązłości seksualnej. Reżyser poszedł dalej w interpretacji dramatu Witkacego. Zaadoptował wraz z dramaturgiem sztukę do czasów współczesnych. Pokazał z jaką nieświadomością posługujemy się współcześnie symbolami narodowymi czy religią. Scena kibiców z szalikiem w dłoniach szeroko rozłożonych nad głowami i napisem „KURWA MAĆ”, polskim orłem na piersiach i modlitwą na ustach była precyzyjnym majstersztykiem w ostrej krytyce współczesnego społeczeństwa i jednocześnie podsumowaniem i gorzką refleksją.
   Czy Witkacy miał rację? Czy poklepałby reżysera po ramieniu, mówiąc: dobra robota, ale jednocześnie zapłakałby mając świadomość, że nic się nie zmieniło, że dobrze zrobił wybierając śmierć przed przemianą Dziarskich Chłopców w krwawych faszystów?

Zdjęcia ze sceny autorstwa Romana Wnuka można zobaczyć w recenzji Joanny Krężelewskiej. Przed rozpoczęciem spektaklu uprzedzono widzów, że nie wolno wykonywać żadnych zdjęć.

Szewcy [Stanisław Ignacy Witkiewicz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

piątek, 11 grudnia 2009
To nie jest kraj dla starych ludzi – Cormac McCarthy

To nie jest kraj dla starych ludzi – Cormac McCarthy
Tłumaczył Robert Bryk
Wydawnictwo Prószyński i S-ka , 2008 , 238 strony
Literatura amerykańska


   Dynamiczne zdjęcie na okładce i chęć przeczytania powieści przed obejrzeniem jej ekranizacji sprawiły, że sięgnęłam po tę książkę. Wiedziałam, że film prędzej czy później do mnie trafi, a ja lubię najpierw przeczytać powieść, a potem popatrzeć na jej interpretację filmową.
   Nastawiłam się więc na dobrą sensację, ale od początku, od pierwszych stron, coś mi w niej nie pasowało. Zbyt wiele osób zabitych, wręcz epidemia morderstw, stale wtrącający się w akcję, jak zza grobu, głos szeryfa, szkicowość rozwijającej się historii stającej się powoli bardziej zarysem scenariusza filmowego i nielogiczność postępowania niby głównego bohatera. Piszę „niby”, bo w miarę czytania zaczęłam rozumieć, że głównym bohaterem jest szeryf, który początkowo tak bardzo przeszkadzał mi swoimi wtrącanymi rozważaniami. To jego przemyślenia, początkowo dawkowane przez autora, a stające się z czasem główną myślą przewodnią powieści, są najważniejsze w tej książce. Reszta to tylko ilustracja do rozważań. Tło uzasadniające powód jego odejścia z pracy w policji na emeryturę. Powód, który jest tytułem książki i jednocześnie zdaniem czasami słyszanym przeze mnie w programach informacyjnych i publicystycznych, a wypowiadanych z goryczą i żalem przez polskich emerytów: to nie jest kraj dla starych ludzi.
   W polskim kontekście chodzi o byt materialny, natomiast w kontekście amerykańskim o szeroko pojęte wartości moralne, a właściwie ich zanik w postępowaniu ludzi.
   Skoro w Polsce nie można godnie żyć i w Ameryce też nie, bo według szeryfa ten kraj zabija człowieka w mgnieniu oka, to zastanawiam się, czy jest gdzieś państwo, w którym można godnie żyć na emeryturze, w pełnym poczuciu bezpieczeństwa, otoczonym miłością rodziny i szacunkiem znajomych, w środowisku przestrzegającym zasad moralnych, w którym głównymi problemami w nauczaniu młodych są rozmowy w czasie lekcji, bieganie po korytarzach. Żucie gumy. Ściąganie?
   Czy jest jeszcze gdzieś taki kraj dla starych ludzi?
   Autor nie poprzestaje na poszukiwaniu odpowiedzi tylko na to pytanie. Idzie w swoich rozważaniach dalej twierdząc, że wszyscy jesteśmy źle przygotowani do tego, co ma nadejść. Nieważne co.(...) cokolwiek nadejdzie, trudno nam będzie z tym wytrzymać.
   Wtedy będziemy szukać odpowiedzi na pytanie:
   Czy jest jeszcze taki kraj, w którym w ogóle da się żyć?

To nie jest kraj dla starych ludzi [Cormac McCarthy]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 

Tutaj obejrzałam zwiastun filmu powstałego na podstawie tej powieści.
poniedziałek, 07 grudnia 2009
Amerykańska gejsza – Lea Jacobson

Amerykańska gejsza – Lea Jacobson
Przełożyła Agnieszka Wyszogrodzka-Gaik
Wydawnictwo Świat Książki , 2009 , 284 strony
Literatura amerykańska


   Czuję się oszukana przez autorkę, a przez to obrażona, jeśli to ona jest pomysłodawczynią tytułu swoich wspomnień. A nie ma nic gorszego niż oszukany i obrażony czytelnik przed przeczytaniem książki.
   Sugerując się tytułem, nastawiłam się na poznanie świata gejsz we współczesnej Japonii, a otrzymałam życie hostess w nocnych klubach. To tak jakby dostać wyrób czekoladopodobny w opakowaniu czekolady Lindt. Niby to samo, ale smak już zdecydowanie nie ten sam. Mam wrażenie, że Lea opisując swoje życie w Tokio, dobrze wiedziała co czyni, bo już we wstępie podkreślała wspólne cechy tych dwóch profesji. Prawie że postawiła je na równi.
   Nie przekonała mnie.
   Ja widzę tylko różnice i to bardzo znaczące. No, może poza jedną – psychoterapeutyczną rolą kobiety wobec mężczyzny, który w zależności od zasobności portfela, opłaca sobie odwiedziny w nocnym klubie zamiast wizytę u psychologa lub psychiatry. A wszystko dlatego, że funkcjonowanie społeczeństwa japońskiego oparte jest na bezwzględnej i sztywnej zasadzie zawartej w narodowym przysłowiu: Gwóźdź, który wystaje, trzeba wbić. Tylko konformizm umożliwia przetrwanie w nim jednostki.
   A co jeśli dotyczy to cudzoziemców?
   Wtedy należy ich wyrwać i wyrzucić. Nie ma znaczenia, gdzie, ważne tylko, by znaleźli się jak najdalej od Japonii.
Lea bardzo „wystawała” nie tylko ze względu na swoje pochodzenie (była Amerykanką), ale i na problemy psychiczne. Leczyła się na bulimię, samookaleczanie i depresję. Po wizycie u japońskiego psychiatry, została wprost określona jako nienormalna i natychmiast zwolniona z posady nauczycielki języka angielskiego. Nie dała się jednak wyrzucić z Japonii. Trochę z przekory, a trochę z miłości do tego kraju. Znalazła zatrudnienie w nocnych klubach jako hostessa. Na pracę jako gejsza nie miała żadnych szans. To enklawa zastrzeżona tylko i wyłącznie dla Japonek.
   Atmosferę miejsc kilku lat pracy w nocnym świecie rozrywki świetnie oddaje okładka książki: mrok, sztuczne, erotyczne oświetlenie, rozmazany obraz widziany po alkoholu, a do tego powracająca bulimia i samookaleczanie bohaterki wspomnień, obciążenie psychiczne rolą plastykowej lali, wewnętrznie pustego naczynia na „psychologiczne śmieci” mężczyzn-klientów i wreszcie alkoholizm jako skutek uboczny tej pracy.
   Ponury, duszący, depresyjny obraz nocnego życia Tokio oczyszczającego się z dziennych obciążeń i ogromnej presji norm społecznych. Obraz kosztów psychicznych jakie ponosi społeczeństwo japońskie w budowaniu jednej z największych potęg gospodarczych świata.

Film Między słowami, który obejrzałam po przeczytaniu wspomnień Lei, okazał się bardzo dobrym ich uzupełnieniem. Mają wiele wspólnego: alkohol, noc w Tokio, kluby, bezsenność, wyobcowanie cudzoziemca i oczywiście Japończycy.
czwartek, 03 grudnia 2009
O włos od piwa – Eugeniusz Dębski

O włos od piwa – Eugeniusz Dębski
Wydawnictwo Fabryka Słów , 2005 , 391 stron
Literatura polska


   Czytałam sobie i czytałam i co się rozdział skończył to akcja zaczynała się z zupełnie innego miejsca, a i bohaterowie byli nagle albo ciężko chorzy, albo cudownie ozdrowieni. Ale, o dziwo, wcale mi to nie przeszkadzało. Był już prawie koniec książki, zanim się zorientowałam, że czytam opowiadania, a nie jedną historię.
   Skąd to złudzenie?
   Wszystkiemu winien Hondelyk i jego przyjaciel Cadron, wspólnie prowokujący liczne przygody, które niekoniecznie musiały tworzyć spójną opowieść, abym dobrze bawiła się razem z nimi. Zabijała smoki, przeżywała bliskie spotkania trzeciego stopnia z UFO, broniła oblężonego grodu, odbywała wędrówki w głąb podświadomości bohatera, uwalniała piękną dziewczynę z zamkowego więzienia czy zdobywała serce kobiety podstępem (heh, w krainie słowa wszystko jest możliwe). Autor tak sprytnie połączył te wszystkie, luźne opowiadania zazębiającymi się elementami wspólnymi, że nawet ktoś taki jak ja, nie lubiący krótkich form literackich, z przyjemnością zanurzył się w ten świat fantazji. Świat, w którym dobro zwycięża przy pomocy nie tylko odwagi, ale i brawury, tupetu, blefu i odrobiny bezczelności. Również dzięki niezwykłej zdolności przemiany ciała Hondelyka z tegoż powodu określanego Xameleonem, a także, a może przede wszystkim, dzięki tej legendarnej przyjaźni na śmierć i życie, która może łączyć tylko dwóch druhów „w ogniu walki”, a wszystko po to, by dojść do jednego wniosku podsumowującego ich życie: drobne sprawy, żadnej sławy i omal nie zginąłem, a o pukiel włosów nie byłoby nawet piwa, tej ostatniej przyjemności prawdziwego mężczyzny.

niedziela, 29 listopada 2009
Dym się rozwiewa – Jacek Milewski

Dym się rozwiewa – Jacek Milewski
Wydawnictwo Zysk i S-ka , 2008 , 259 stron
Literatura polska


   Pobawiłam się z nastolatkami (17-18 lat) w grę skojarzeń. Na hasło: Cygan, na 10 zapytanych osób, otrzymałam 6 odpowiedzi: złodziej, po których szybko zadawałam pytanie: okradł ciebie któryś? Tylko jedna osoba odpowiedziała, że tak. Pozostałe skojarzenia to muzyka, cyganka i Rom.
   Skąd wśród najmłodszego pokolenia te stereotypowe skojarzenia, skoro nie ma już Cyganów kradnących konie po wsiach i Cyganek, kradnących kury z wiejskiego obejścia? Przecież to są obrazki z lat przedwojennych, praktycznie zachowane już tylko w literaturze, bo przecież komuniści po wojnie skutecznie osadzili wędrowne tabory wymuszonym stałym zameldowaniem. Skutecznie ugasili ogień, został tylko dym. Dym, który powoli, ale nieubłaganie rozwiewają realia egzystencji państwa, w którym przyszło im żyć. Polska jest krajem , gdzie ich odsetek nie jest wielki w porównaniu z Rumunią. Ale jak statystyki pokazują, Polacy nadal powielają stereotypy, a to oznacza, że tak naprawdę niewiele wiemy o tych ludziach. Należę do nich, mimo, że znam Cyganów osobiście, że mieszkamy blisko siebie, że nigdy nie miałam związanych z nimi przykrych doświadczeń. Wręcz przeciwnie. Niejeden Polak mógłby brać za wzór ich postępowanie w dobrosąsiedzkich kontaktach. Więc dlaczego tak jest, że wiem jak po japońsku jest „dziękuję”, a nie wiem jak to słowo brzmi po cygańsku???
   Książka Jacka Milewskiego, dyrektora szkoły dla cygańskich dzieci, jest jedną z wielu pozycji, które ukazały się na rynku polskim, ale dopiero nagroda im. Beaty Pawlak dla niej, sprawiła, że zainteresowałam się swoimi sąsiadami. Chciałam przynajmniej trochę uchylić grubą kotarę mojej ignorancji i pozwolić temu „prawie-Cyganowi” przybliżyć przebogatą o nich wiedzę.
Autor robił to umiejętnie, powoli, czasami odwołując się do moich emocji. W każdym rozdziale, po kolei rozwiewał uprzedzenia, narosłe mity i oswajał z cechami przypisywanymi Cyganom od zamiłowania do kradzieży, kłamstwa poprzez niechęć do nauki, skłonność do żebractwa aż po lenistwo. Nie moralizował, nie wytykał Polakom niepoprawnego politycznie nastawienia czy zachowania wobec Cyganów, nie wbijał mnie w poczucie winy, nawet ich nie bronił. Pokazywał za to mechanizmy konkretnych zjawisk i zdarzeń dotyczących kultury, tradycji czy swoistości cygańskiej duszy, kształtujących ich postawę wobec obywateli i kraju, w którym żyją. Autorowi przyświecał jeden cel: pokazać Cyganów poprzez ich sposób myślenia, bardzo różny od polskiego, który jest pierwszym krokiem do poznania, postrzegania i pojmowania świata, a potem zrozumienia, że są również częścią historii Polski. Ojczyzny, którą kochają całą swoja cygańską duszą, a którą to miłość tak pięknie opisuje jeden z bohaterów:Wiesz to może i dla kogoś dziwne, ale ja naprawdę, choć Cygan, jestem też Polakiem. Wiem, że Orzeł Biały, że „póki my żyjemy”, że Mieszko Chrobry wziął od ojca Polskę drewnianą, a zostawił murowaną. Wiem, że „zdobyta krwią i blizną”. To jest mój kraj, tu „Sasy” (Niemcy) wytracili całą moją „semencę” (rodzinę). Tu moi rodzice „tradyenis taborenca” (jeździli taborami). W polskim lesie mnie matka urodziła.(...) Tu moje dziecko w ziemi zakopane. To jak ja bym mogłem tej ziemi nie kochać? Kim ja bym byłem wtedy?
   A ja się zastanawiam, patrząc na ten kolorowy folklor naszego krajobrazu, coraz rzadszy, coraz mniej widoczny, rozmywający się powoli jak rozwiewający się dym, kim i gdzie będą za 50 lat? Czy pozostaną po nich tylko wspomnienia w pamięci najstarszych, wiersze Papuszy i piosenki śpiewane na weselach, że „Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma” i słynne, nostalgiczne „Ore, ore, szabadabada amore”, a które w wolnym przekładzie ze starocygańskiego oznacza „Orze , orze, zaorać nie może”, a którego to przekładu nie zna prawie nikt. Sprawdziłam.
   Na 10 pytanych osób, żadna nie wiedziała o czym śpiewa. A jedna zapytała z nutką rozczarowania w głosie: to ona nie jest o miłości?!?
   Jednak moje źródła na temat tych słów okazały się niewiarygodne. Więcej informacji na temat ich znaczenia w komentarzach.

środa, 25 listopada 2009
Czarna Matka – Wojciech Stamm

Czarna Matka – Wojciech Stamm
Wydawnictwo W.A.B. , 2008 , 353 strony
Seria Archipelagi
Literatura polska


   Nie mogę napisać o tej książce, że jest dobra lub zła, tak jak nie mogę oceniać czyjegoś życia. Bo ta powieść jest samym życiem, które ciągnie i wije się zygzakiem jak słynny, gdański „falowiec”. Blok-pomnik budownictwa i architektury PRL, w którym mieszkał Włodek Wolek, główny bohater próbujący po prostu żyć, znaleźć swoja drogę. Przeciętny czterdziestolatek, przedstawiciel pokolenia, które urodziło się w latach 60., dojrzało w okresie przemian ustrojowych i usiłuje ustabilizować swoje życie w kapitalizmie. Trudny czas dorastania w połączeniu z burzliwym okresem przemian w Polsce czyni życie bohatera niestabilnym, nieokreślonym, niezdecydowanym, spontanicznym w podejmowaniu decyzji i w konsekwencji nieprzewidywalnym. Narrator, opowiadając życie Wolka, nie próbuje ze mną nawiązać dialogu, nie mi zadaje pytania. Mam wrażeniem, że jestem tylko po to, by wysłuchać tej historii. Na moim miejscu równie dobrze mógłby się znaleźć przygodny klient baru, pasażer pociągu, podróżny na przystanku autobusowym lub pacjent w przychodni lekarskiej. Pokazywane mi migawki są jak sceny, często z niedokończoną myślą, zdaniem, jakby nie zależało mu na przekazaniu całej treści, jakby liczył, że sama sobie dopowiem, nie interesując się czy ta moja interpretacja, odbiór będzie zgodny z jego intencją. Ja mam go tylko wysłuchać, przeczytać.
Zrobiłam to i pozostawiona sama sobie w tych domysłach i niedopowiedzeniach, nadal się zastanawiam nad tytułową Czarną Matką.
   To afrykańska pramatka, Czarna Matka całej ludzkości?
   A może to Czarna Madonna z Jasnej Góry, która ma mieć w opiece nas wszystkich Polaków?
   Pierwszej mamy dziękować za istnienie, a drugą prosić o opiekę?
   Kto mi na to odpowie, skoro nie ma już opowiadającego?
   Poszedł szukać następnego słuchacza, by dalej dawać świadectwo życia pokolenia obecnych czterdziestolatków?
   Hej ! Jest tu kto?!?
   Jedźmy, nikt nie woła. – „usłyszał” to nawet kiedyś sam wielki Adam Mickiewicz, więc cóż ja... szary czytelnik...

 Tutaj obejrzałam sobie "dom rodzinny" głównego bohatera - 850 metrów zakamarków

sobota, 21 listopada 2009
Cień wiatru – Carlos Ruiz Zafon

Cień wiatru – Carlos Ruiz Zafon
Przełożyli Beata Fabjańska-Potapczuk , Carlos Marrodan Casas
Wydawnictwo Muza , 2005 , 516 strony
Literatura hiszpańska


Lubię wypożyczać książki z biblioteki. Oprócz zaciekawienia co kryje w sobie treść, czuję również malutki dreszczyk emocji przed niespodzianką: cóż ja tam znowu znajdę schowanego między jej stronicami? Jakie ślady pozostawił po sobie poprzedni czytelnik? Czego zapomniał, używając tego czegoś jako zakładki lub znacznika, po których można było poznać jego kolor i długość włosów, co lubi podjadać podczas czytania (okruszki ciastek i czekolady, opakowania po cukierkach i gumie do żucia), czy ma małe dzieci (radosne bazgroły dziecięce) lub zwierzęta (podgryzione kartki). A znajdowałam różne rzeczy, począwszy od zdjęć rodzinnych i widokówek po bilety, rachunki czy kupony totolotkowe aż do zaproszeń czy gazetowych wycinków nawet z lat 80. Jednak najciekawszym znaleziskiem był zaklejony, zaadresowany list, gotowy do wysłania. Wrzuciłam go do skrzynki pocztowej i to był jedyny raz mojej ingerencji w życie poprzedzającego mnie czytelnika.
Daniel, główny bohater powieści, wybrawszy sobie jedną książkę z Cmentarza Zapomnianych Książek, stanowiący swoisty magazyn książek niechcianych, posunął się w swojej ciekawości dużo dalej. Zamieniając się w detektywa-amatora powodowanego może ciekawością, a może naturalną cechą nastolatka jaką jest potrzeba przygody, zaczyna zbierać informacje na temat autora przeczytanej historii i osób z nią związanych.
Wywołuje to lawinę zagadek, początkowo niespieszną, doprowadzającą mnie do granic cierpliwości, by potem wciągnąć bohatera razem ze mną w wir zdarzeń i wydarzeń, mrocznych historii, smutnych losów całych rodzin, tajemniczych morderstw, opuszczonych mieszkań i domów, burz emocji i namiętności.
A wszystko to wkomponowane w wąskie, zacienione wysokimi kamienicami, uliczki Barcelony, na końcu których można zobaczyć strzeliste wieżyczki katedr, a może nawet cień wiatru?
Skąd to wiem?
Ze zdjęć zamieszczonych w tekście, które swoim czarno-białym i szarym kolorytem dodają opowieści nutkę tajemniczości, smugę mroku i dużą dozę niebezpieczeństwa czającą się w podcieniach przejść.
To ostatnie skutecznie ugasiło palącą ciekawość poznawania historii moich czytających poprzedników. Chociaż, kto wie? Tak trudno mi okiełznać wyobraźnię przy kolejnym odkrytym „skarbie”, chociażby jak to ostatnie. Trójwymiarowa widokówka z mrugającą okiem kobietą.

 

kobieta

 

 

I już wyobraźnia pracuje...

 

Cień wiatru [Carlos Ruis Zafon]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

wtorek, 17 listopada 2009
Grzech miłosierdzia – David Adams Richards

Grzech miłosierdzia – David Adams Richards
Przełożyła Jolanta Kozak
Wydawnictwo W.A.B. , 2005 , 453 strony
Seria Don Kichot i Sancho Pansa
Literatura kanadyjska


   Często w chwilach trudnych, traumatycznych, ponad człowiecze siły, w czasach niepewnych, godzinach przełomowych ludzkiego życia, a czasami w bezmyślnych, błahych momentach jestem świadkiem targowania się z Bogiem. Zawierania transakcji wymiennej: łaskę za posłuszeństwo, odsunięcie konsekwencji własnego postępowania za wyrzeczenia czy życie umierającej, bliskiej osoby za wypełnianie dziesięciu przykazań.
   Książka jest opowieścią-przypowieścią o człowieku, który zawiera właśnie taki pakt z Bogiem i przyrzeka, że nigdy nie uczyni krzywdy (i to szeroko pojętej: w mowie, myśli i uczynku), żadnemu człowiekowi do końca swojego życia. Jego drogowskazem staje się jedno, niezłomne przekonanie: nikt nie może wyrządzić człowiekowi krzywdy tak, żeby nie wyrządzić jednocześnie krzywdy samemu sobie.
   Czasami zastanawiałam się co by było, gdyby współczesny człowiek żył zgodnie ze wszystkimi normami ustanowionymi przez Boga, bez ustępstw, bez wyjątków, bezgranicznie? Nie kradł, nie kłamał, nie oceniał postępowania innych (próbowałam nie oceniać przez jeden dzień i okazało się to bardzo trudne), nadstawiał drugi policzek, wybaczał krzywdzącym go, a nawet ich kochał. Każdorazowo taka analiza kończyła się jednym wnioskiem: byłby ofiarą, bo regułą społeczną jest, że ludzie, którzy się nie bronią, nie wyznaczają barier czyjejś agresji (tak ładnie zwanej brakiem asertywności), przyciągają katów jak magnes, wręcz są „zadziobywani” przez otoczenie. Najwyraźniej to widać wśród dzieci. Dorośli wypracowali sobie techniki jak robić to w sposób wyrafinowany, a przez to mniej widoczny.
   Taką ofiarą, współczesnym Hiobem, gdzieś w małym, kanadyjskim miasteczku, stał się Sydney Henderson. Nie jest to jednak łzawa historia skupiająca się tylko na mnożących się licznie nieszczęściach zgodnie z reakcją łańcuchową. Opowiadana przez jego syna, Lyle’a, miotającego się między sztywnymi zasadami narzuconymi przez ojca, a buntem wieku dorastania który nie ma litości sam dla siebie, szczególnie u młodych i poniżonych, ukazuje przede wszystkim piekło jego dzieci i żony z takim bezgranicznie oddanym Bogu człowiekiem.
   W tej historii jest mnóstwo pytań i żadnej odpowiedzi. Autor nie wyprostował mi żadnej krętej i zawiłej myśli, nie rozdzielił dwuznaczności pojęć jak tytułowy „grzech miłosierdzia”, nie wskazał jednej, słusznej drogi postępowania, nie ułatwił wyborów moralnych. Pogroził tylko palcem i ostrzegł: Uwaga! Zapamiętaj: jakikolwiek pakt człowiek zawrze z Bogiem, Bóg będzie go honorować. Człowiekowi może się wydawać, że jest inaczej – ale czy człowiek zna w istocie sens paktu, który zawarł z Bogiem? Zrozum pakt, który z Nim zawarłeś, a zrozumiesz, w jaki sposób Bóg dotrzymuje słowa. Zastanów się dobrze zanim, pod wpływem emocji, zaczniesz się targować, bo historia Hioba nadal jest aktualna, również w XXI wieku. 

Historia Hioba jest często wykorzystywana nie tylko w literaturze. Można ją spotkać również w malarstwie czy w piosenkach. Tutaj znany utwór Hiob w wykonaniu Jacka Kaczmarskiego.
piątek, 13 listopada 2009
Kochankowie mojej matki – Christopher Hope

Kochankowie mojej matki – Christopher Hope
Przełożyła Ewa Pankiewicz
Wydawnictwo W.A.B. , 2008 , 492 strony
Seria Don Kichot i Sancho Pansa
Literatura południowoafrykańska (RPA)


Alexander Ignatius Healey miał dwie wielkie namiętności w swoim życiu, które niestety nie przynosiły mu szczęścia. Wręcz przeciwnie. Dostarczały mu boleśnie ambiwalentnych uczuć. Kochał i nienawidził swoją matkę tak samo jak kochał i nienawidził Afrykę, RPA, a zwłaszcza Johannesburg, w którym się urodził.
Trudno jest kochać matkę, która nie dała mu ojca, ba!, nawet nie wiedziała kim on jest. Matkę, która dom traktowała jak hotel, macierzyństwo nie było jej powołaniem, a sensem jej życia było nie zatrzymywać się, lecz wstawać i iść dalej.
Jednocześnie była kobietą żyjącą o jeden wiek za wcześnie, chociaż i współcześnie jej styl życia wzbudzałby zdziwienie i podziw. Kobieta-pilot od 18. roku życia, która lot nad kontynentem afrykańskim traktowała jak obchód własnych włości. Kobieta-myśliwy, dla której polowanie na zwierzęta w jakiejkolwiek afrykańskiej dżungli czy na sawannie, było stałym elementem rozkładu zajęć. Kobieta-przedsiębiorca, której biznesowe pomysły na ówczesne czasy plajtowały, a w 20. wieku przynoszą krociowe zyski biznesmenom. Kobieta-człowiek, dla której nie istniały podziały rasowe, wyznaniowe czy polityczne, a czego konsekwencję ponosiła w więzieniu. Kobieta-przyjaciel sprawiająca, że inni w jej towarzystwie czuli się dobrze, zarówno dorośli jak i dzieci. No i oczywiście kobieta. Po prostu kobieta, dookoła której mężczyźni krążyli jak ćmy wokół światła, bez względu na różnicę wieku.
Trudno jest też kochać miasto, kraj, kontynent w permanentnym stanie wojny rasowej, plemiennej, ideologicznej i gospodarczej. Miejsce, w którym ciężko o poczucie bezpieczeństwa i o pewność, jej białych mieszkańców, że jest się stąd. Miejsce, w którym wszystko można sobie kupić za pieniądze, niwelując wszelkie bariery, granice i zagrożenia. Miejsce nienawiści, podziałów i kontrastów. Kraina sawanny, gdzie morderstwo było równie powszechne jak brud i gdzie szerzył się gwałt, gdzie biedni ludzie umierali z głodu, a kobiety były bite, często ze śmiertelnym skutkiem, przez swoich partnerów, gdzie wszystko działo się znacznie częściej niż gdziekolwiek indziej. Gdzie głodna większość pyta: „Jak się wyżywić?”, a szczęśliwa mniejszość: „Jak nie zostać zastrzelonym?”
Ale jednocześnie kraj tworzący swoisty tygiel człowieczej różnorodności, dający fascynującą mieszankę kultury. Kraj o przebogatej przyrodzie i bogactwach naturalnych. I wreszcie ojczyznę, w której się urodziło, gdzie tkwią głęboko korzenie życia głównego bohatera.
Obie te miłości w jego życiu przeplatają się i stanowią tło dla szkicowanej przez autora burzliwej i krwawej historii Afryki, RPA i samego Johannesburga.
To książka, którą przeczytałabym przed podróżą do Afryki dającą zalążek zrozumienia w sposób bardzo przystępny tego kontynentu, jego skomplikowanych dziejów i ludzi mieszkających na nim. Niestety, wtedy tej książki jeszcze nie było, a rolę wprowadzającego mnie w ten świat pełnił Heban Ryszarda Kapuścińskiego.

 

Będąc w Tanzanii w Afryce Wschodniej, spróbowałam doświadczyć wielkiej namiętności matki głównego bohatera - safari. Do pięt jej nie dorastam, bo okazałam się tchórzliwym "myśliwym", bez broni palnej, a mój aparat fotograficzny, z ręcznie przewijaną kliszą, nie miał nawet zoomu.

 

Droga do Mikumi

Chcąc "zapolować" szybko, bez zbędnych formalności i kosztownych pośredników, sama sobie zorganizowałam safari. Wynajęłam wygodny wóz jak na grzyby do lasu, który koło terenowego nawet nie stał, a że mu koło po drodze odpadło? Nie zraziło mnie to, ważne, że po jego założeniu mogłam pędzić dalej.

 

Mikumi

Przed wjazdem do Narodowego Parku Mikumi zobaczyłam czaszki bawołów. Miałam nadzieję, że to dla ozdoby, a nie na postrach. Pewność siebie troszkę mnie zaczynała opuszczać. Zwłaszcza, że wynajęty przewodnik okazał się kobietą. Miałam nadzieję, że w sytuacji kryzysowej okaże się również Larą Croft.

 

Żyrafy i zebry

Żyrafy i zebry to pierwsze zwierzęta jakie wypatrzyłam. Bałam się jednak wyjść z samochodu, mając wrażenie, że zaraz któreś z nich wsadzi mi łeb do środka. Dopiero na zdjęciu zobaczyłam, że stoją tak daleko, a mój strach miał wielkie oczy.

 

Antylopy

Antylopy gnu i impala, jedne z najbardziej płochliwych zwierząt, nie dały się podejść blisko. Nie mając zoomu mogłam przyglądać się im tylko z daleka. Przy okazji przekonałam się, że niekoniecznie żyją w stadach, tak jak często widziałam to w filmach przyrodniczych.

 

Zebry

Zebry spłoszyłam, więc zdążyłam tylko uwiecznić ich szlachetne tyły.

 

Guziec

Guziec jedyne zwierzę, które było mną zaciekawione. Nabrałam jednak podejrzeń, że nie bezinteresowanie i bojąc się szarży w moja stronę, najzwyczajniej uciekłam.

 

Słoń

Szosa, którą wracałam z Mikumi posiada co kilkaset metrów ograniczniki prędkości, ponieważ przecina naturalne drogi wędrowne zwierząt. Przy poboczu stoją znaki, które informują jakie zwierzę przechodzi w danym miejscu. Mnie udało się wypatrzyć przyczajone stado słoni. Zza wysokich traw widać tylko głowę przywódcy stada. Czekał, aż przejadę. Po czym powoli przeszło całe stado. To była tak magiczna chwila, że zapomniałam ją uwiecznić.

 

Pawiany

Na pożegnanie minęła mnie rodzina pawianów.

 

Pawian

Głowa rodziny próbowała uskutecznić bliskie spotkanie trzeciego stopnia, ale nie odważyłam się podać ręki. Zdjęcie zrobiłam przez szybę.

 

Po tym doświadczeniu przestałam chodzić do ZOO i do cyrku. Nie mogę patrzeć na ból zwierząt pogrążonych w apatii. Nie dostrzegałam tego wcześniej, bo nie miałam porównania ze zwierzętami żyjącymi na wolności w ich naturalnym środowisku.

poniedziałek, 09 listopada 2009
Sól i Szafran – Kamila Shamsie

Sól i Szafran – Kamila Shamsie
Przełożyła Katarzyna Maciejczuk
Wydawnictwo Red Horse , 2008 , 294 strony
Literatura pakistańska


   Lubię opowieści oparte na faktach, a najbardziej historie rodzinne, snute przez ludzi mających do tego dar. Aliya, główna bohaterka, taki właśnie posiada. Potrafi niezwykle ciekawie opisywać losy swoich krewnych i przytaczać anegdoty, które urastają do rangi legend rodzinnych. W każdym miejscu i o każdej nadarzającej się do tego porze, gromadzi wokół siebie słuchaczy. Może to być pokład samolotu, taksówka albo książka. Za każdym razem swoje opowieści przyprawia metaforami jak szafranem, który dodając im barwy podkreśla ich wyjątkowość, akcentuje puentę, wikła meandry losów ludzkich, rozświetla humorem. Ta bardzo podkolorowana i lekka wersja przeznaczona jest dla gości, przypadkowych odbiorców, ludzi spoza rodziny.
   Dla najbliższych, dla krewnych opowieści doprawiane są solą, która jest niewidoczna jak cisza między słowami. Wyczuwalna jedynie w bezpośrednim kontakcie z bohaterem opowieści, bo zawarta w jego spojrzeniu, w języku ciała, w reakcjach na pytania, w niedopowiedzeniach, a która oddaje to czego słowa nie są w stanie określić. Sól, która zmienia oficjalną wersję w zupełnie inną historię.
   A prawd i wersji historii jest tyle ile szafranu i soli w każdej z nich. Od ich proporcji dobieranych przez opowiadającego zależy siła słowa przyciągająca słuchaczy lub moc ciszy scalającej więzi rodzinne. Aliya to potrafi. 

szafran
Obrazek pozyskiwania szafranu pochodzi z Galerii Interii i tam też można zobaczyć więcej zdjęć tej przyprawy droższej od złota.
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję...
A rekomenduję własną publikację
A w listopadzie w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 991 tytułów
Mój top czytanych w 2016
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi