Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
niedziela, 07 czerwca 2009
Balzakiana - Jacek Dehnel

Balzakiana - Jacek Dehnel
Seria Archipelagi
Wydawnictwo W.A.B , 2008 , 409 stron
Literatura polska


   Ogłoszono nominacje do nagrody NIKE 2009. Ze wszystkich podanych tytułów przeczytałam tylko Marsz Polonia Jerzego Pilcha. Zachciało mi się więcej spić tej śmietanki polskiej literatury, starannie wyselekcjonowanej przez jej znawców. Szybko podreptałam do mojej ulubionej biblioteki, która jest dla mnie jak Sezamie otwórz się! Wśród nieprzebranych bogactw, wyłuskałam z półek aż trzy nominowane tytuły. Zaczęłam od książki Balzakiana i tak jak szybko zaczęłam tak szybko zakończyłam, a właściwie zatrzasnęłam książkę. Mnie, maratończyka czytelniczego, wzięto podstępem, nie uprzedzono, w słowo minipowieść ubrano i jak konia trojańskiego pod oczy podsunięto. Bo ta książka, to zbiór krótkich form literackich, a dokładnie czterech opowiadań, które częściej niż zawsze omijam szerokim łukiem, mając na nie chroniczną alergię. Uuuuu tego się MNIE, czytelniczce nie robi. Dałam więc upust moim rozchwianym emocjom, żeby przestać się miotać jak tygrys po klatce, pisząc poniższy list otwarty do autora.

   Szanowny Panie Jacku,
   Pana "minipowieści", jak zgrabnie Pan to ujął, to śliczne perełki tworzące piękny "mininaszyjnik". Taki naszyjnik jednak łatwo zerwać, a perełki potrafią się rozsypać i niefortunnie wpaść w głębokie szczeliny ludzkiej niepamięci. Proszę nie ripostować, że ma Pan do tej formy prawo, nie neguję, jak najbardziej Pan ma, tylko PO CO?. Ja również mam prawo wymagać i oczekiwać, a nawet żądać opasłej powieści jak rubin wielkości jaja Faberge. I wiem po co, a nawet dlaczego! Na dodatek te... "balzakiana", jak chowanie się w cieniu gwiazdy socjometrycznej. Czyżby brak wiary we własne zdolności i w możliwość pełnej autonomii? Nie chcę słyszeć, że to wariacje na temat twórczości Honoriusza Balzaka. Nie interesują mnie reprodukcje, covery czy podróbki oryginałów, za które w świecie biznesu płaci się dotkliwe kary. W sztuce natomiast wymyślono "wariacje na temat". To dobre dla grafomanów, twórców wypalonych lub artystów-rzemieślników. Pan do nich nie należy, bo posiada Pan dar: cudowną umiejętność tworzenia charakterystycznych postaci zagubionych w gęstwinie zdarzeń i losów, malowania topografii ich duszy. Wiem o czym piszę, bo czytałam Pana "Lalę", bo tegoroczna nominacja do nagrody NIKE, bo mnóstwo dobrych recenzji na temat Pana twórczości. Dlatego żądam, błagam i proszę o sagę rodzinną jak panorama z mnóstwem pięknych i brzydkich charakterów zaplątanych w wielokrotnie złożone wybory moralne. Ostatecznie może być kryminał z seryjnym mordercą, którego Pan w tak gładki sposób rozłoży na psychologiczne czynniki pierwsze. Stać Pana na to, bo nie stać na marnowanie i trwonienie talentu, na rozdrabnianie się, na stanie w cieniu innych. Proszę sięgać tam "gdzie wzrok nie sięga", gdzie inni będą pisać "dehneliana".

    Z poważaniem Pana Czytelniczka
    Clevera


   Ufffff. Może uratowałam młodego, zdolnego, z przyszłością pisarza przed zmarnowaniem. W końcu od tego ma się nas - czytelników. :)

środa, 03 czerwca 2009
Klątwa siedmiu kościołów - Milos Urban

Klątwa siedmiu kościołów - Milos Urban
Przełożył Zbigniew Machej
Wydawnictwo Prószyński i S-ka , 2006 , stron 248
Literatura czeska

   Jeszcze nie polubiłam literatury czeskiej. Jeszcze, bo cały czas szukam. Staram się znaleźć chociaż jedną, przynajmniej jedną perełkę. Skorzystałam więc z kolejnej okazji jej znalezienia i poszłam na spotkanie, z akademickim wykładowcą literatury czeskiej, pod nazwą Co czytają Czesi? Dowiedziałam się, że Milana Kunderę (czytałam), że Bohumila Hrabala (czytałam), że Milosa Urbana. O! Nie czytałam!
   Sam tytuł dosyć tajemniczy, bo w wersji oryginalnej z podtytułem powieść gotycka. Polski wydawca podtytuł wyrzucił, ale za to dorzucił wyraz klątwa. Tym bardziej ciekawe! Ognistoczerwona okładka zapraszała mnie do wejścia szerokim Mostem Karola w miasto, obiecując atmosferę duszną, mroczną, tajemniczą, z dużą dawką grozy. Nie wahałam się, dałam się wprowadzić w stare uliczki Pragi, podążałam dzielnie za głównym bohaterem, słuchając w imię wyższych celów ( znalezienie perełki literatury czeskiej), jego utyskiwań na swoje wstydliwie niemęskie imię, na traumatyczne lata szkolne i nieśmiałość wobec kobiet. Czekałam tak do końca powieści. Cierpliwie, bo jak zacznę to czytam od deski do deski, zgodnie z nazwą bloga. I co? I nic!
   Klątwy nie było, za to był seryjny zabójca i jego ofiary poddane, z drobiazgową dokładnością, literackiej wiwisekcji. Nie poczułam więc grozy, tylko obrzydzenie. Most Karola to widmo, bo niby był, ale tylko na okładce. Kościoły były, nawet obiecanych siedem, ale ten siódmy tylko teoretycznie, bo w postaci zapisów w źródłach historycznych. Atmosfery duszności i mroczności więcej doznałam w Jądrze ciemności Josepha Conrada, które to przecież powieścią gotycką nie jest. Więc może dobrze się stało, że wydawca podtytuł usunął, ale za to sklasyfikował powieść jako horror. Też mogłabym z tym polemizować, ale nie będę taka drobiazgowa. Z elementów nadprzyrodzonych występowały odmienne stany świadomości głównego bohatera, który niestety, nie był mrocznym rycerzem ciemności, lecz zakompleksionym policjantem-detektywem, a to wyrzucanym, a to przyjmowanym do pracy. Największą niespodzianką okazało się zakończenie, dosłownie z innej epoki. Jednym zdaniem czeski film, a właściwie czeska książka.
   Kolejne rozczarowanie, które mnie nie zniechęciło. O, nie! Nie poddaje się, bo wiem to na pewno, że:...kiedyś cię znajdę, znajdę cię... - śpiewam sobie razem z Reni Jusis.

sobota, 30 maja 2009
Aimee & Jaguar - Erica Fischer

Aimee & Jaguar: historia pewnej miłości, Berlin 1943 - Erica Fischer
Wydawnictwo Czarne, 2008 , stron 344
Literatura niemiecka


   Zaintrygowała mnie okładka: dwie całujące się kobiety. Ręka sama wysunęła się po książkę i... żałuję, że nie przeczytałam jej jako pierwszej przed wszystkimi, które opowiadają o związkach homoseksualnych rodem z berlińskiej Parady Równości czy szaletowo-parkowej z Lubiewa Michała Witkowskiego.
   Aimee i Jaguar, a tak naprawdę Lilly i Felice. Dwie kobiety: Niemka i Żydówka, a między nimi miłość: zakazana, tragiczna, wielka, jedyna i wyjątkowa. Zakazana, bo homoseksualna, bo naruszająca normy rasowe, bo Lilly to matka czwórki chłopców. Tragiczna, bo niemająca szans na przetrwanie w Berlinie w czasie II wojny światowej. Wielka, bo ponad własne bezpieczeństwo i życie. Jedyna, bo na całe życie, po grób. Wyjątkowa, bo przydarzająca się tylko w literaturze. A jednak była, istniała, udokumentowana i utrwalona na dołączonych zdjęciach.
   Początkowo czytałam ją z dystansem i z lekkim poirytowaniem, kiedy pojawiał się na stronie kolejny wiersz Felice dla Lilly. Dystans jednak malał w miarę czytania, a ja nie zauważyłam, kiedy wsłuchałam się całym sercem w ich historię, w ich dialogi, w ich listy pełne troski, bólu, bezsilności, niepewności, tęsknoty, zazdrości. Fotografie oglądałam ze łzami w oczach, bo miłość w tej opowieści przestała mieć dla mnie płeć.
   Lilly zmarła mając 92 lata, przepełniona nienawiścią do rodaków-Niemców i miłością do Felice-Żydówki, kobiety, miłości jej życia.
   Lilly... mam nadzieję, że nareszcie jesteście razem, na wieczność, na pohybel homofobom.

1 ... 96 , 97 , 98 , 99
 
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję...
A rekomenduję własną publikację
A w październiku w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 976 tytułów
Mój top czytanych w 2016
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi